Forum www.gargangruelandia.fora.pl Strona Główna www.gargangruelandia.fora.pl
Strefa wolna od trolli
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Kwadratura koła
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.gargangruelandia.fora.pl Strona Główna -> Archiwum tutejsze
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Nie 14:23, 19 Sty 2014    Temat postu:

Upadek....?


Włoscy dominikanie podjęli decyzję o likwidacji klasztoru w Neapolu – tego samego, w którym żył i nauczał św. Tomasz z Akwinu oraz inni przedstawiciele myśli scholastycznej. To tam powstała m. in trzecia część słynnej „Summy Teologicznej”.

Przyczyna zamknięcia klasztoru, który w przeszłości słynął również jako ważny ośrodek akademicki z bardzo dobrze wyposażoną biblioteką, jest prozaiczna : brak powołań. W ostatnim czasie włoscy dominikanie postanowili o zamknięciu innego ważnego ośrodka: likwidacja czeka także klasztor San Marco we Florencji.

Proces ten nie jest niczym nowym: puste kościoły i klasztory, to po Vaticanum II widok tyleż przykry, co powszechny. Dawne miejsca kultu, zmienione w ruiny lub np. teatry, dyskoteki czy restauracje, to częsty widok we Francji, Holandii czy na Wyspach Brytyjskich. Powód niemal zawsze ten sam: spadek powołań kapłańskich i zakonnych, a także szalejąca laicyzacja społeczeństwa.

Posoborowe zmiany, połączone z dewastacją zabytkowych obiektów, paradoksalnie przyczyniają się do wzrostu popularności katolickich tradycjonalistów, którzy zajmują porzucone kościoły. 1 stycznia br. biskup diecezji Springfield w Illinois (USA) erygował nową parafię personalną, gdzie sprawuje się tradycyjną Mszę Św. Poprzednia parafia została zamknięta, zaś wyposażenie świątyni zostało przez „przedsiębiorcze” władze kościelne sprzedane (łącznie z zabytkowymi ołtarzami).

Na podstawie: PCh24, breviarium.blogspot.com
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Nie 14:50, 19 Sty 2014    Temat postu:

Żarło, żarło, się przeżarło, zdechło?


'Szwajcarski właściciel zamyka fabrykę mebli w Szczytnie i zwalnia 400 osób, choć zakład jest obłożony zamówieniami. Poseł Jerzy Szmit (PiS) apeluje o interwencję do wicepremiera Janusza Piechocińskiego.

Parlamentarzysta wskazuje, że okoliczności zamykania fabryki FS Favorit Furniture są dziwne.

– Załoga pracuje praktycznie na dwa etaty, nawet w soboty i niedziele, a tu raptem zarząd ogłasza, że zamyka produkcję i wszystkich zwalnia, bo meble źle się sprzedają i firma jest w złej sytuacji finansowej. To zupełnie niezrozumiałe – powiedział „Naszemu Dziennikowi” poseł Jerzy Szmit.

Co dziwniejsze, Szwajcarzy, którzy mają jeszcze w Polsce kilka innych dobrze prosperujących fabryk mebli, zapewniają, że nie będą mieli problemów z wypłatą odpraw dla ponad 400-osobowej załogi oraz spłatą wszystkich zobowiązań – w tym 4 mln zł unijnych dotacji – co podaje w wątpliwość argument o złej sytuacji finansowej firmy ze Szczytna. W województwie warmińsko-mazurskim produkcja mebli to jedna z podstawowych gałęzi przemysłu. Istnieje tu wiele zakładów drzewnych i meblarskich, a kondycję tej branży ocenia się jako dobrą.

Decyzję o zamknięciu fabryki podjęto z zaskoczenia, bo nic jej nie zapowiadało.

– Nie została ogłoszona upadłość, co dawałoby szanse na ratowanie zakładu przez negocjacje z wierzycielami czy załogą. A jedynie ogłoszono nagle decyzję, która spadła na pracowników jak grom z jasnego nieba – mówi poseł Jerzy Szmit. Jego zdaniem, duże wątpliwości w tej sytuacji budzą informacje właściciela o trudnej sytuacji ekonomicznej FS Favorit Furniture w Szczytnie. Niestety, zwolnienia w fabryce mebli, która jest tu największym pracodawcą, zwiększą stopę bezrobocia w powiecie szczycieńskim, która już dziś wynosi około 25 procent.

Lokalne władze liczą na reakcję rządu. Poseł Szmit wystosował list do wicepremiera i ministra gospodarki Janusza Piechocińskiego w sprawie pomocy rządu dla zakładu i zwalnianych ludzi.'

[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Śro 20:32, 22 Sty 2014    Temat postu:

Czyżby Pan Bóg działal na raty i zaczynał uświadamianie od najgorszych?


To rzadkie i ciekawe zjawisko odnotowano rankiem 19 stycznia 2014 przez pasażera jadącego metrem w Moskwie. Meteorolodzy wyjaśnili, że jest to zjawisko znane jako “atmospheric SunDog”, które nie ma nic wspólnego z rzekomym końcem świata, w który niektórzy ludzie wierzą, bo według niektórych tradycji, pojawienie się tego zjawiska, jest znakiem, że Armagedon się zbliża.

Tutaj link.

Weather Phenomenon - Halo Sundog (Three Suns) In Moscow ...
www.youtube.com/watch?v=pNTeVSkIwbE
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Sob 15:41, 25 Sty 2014    Temat postu:

Wezmą się za łby? Kiedyś pewnie tak, i wtedy z tego łbo-brania narodzi się wreszcie prawdziwie wolna i niepodległa RP.

Moskwa ostrzegła Stany Zjednoczone przed ingerencją w wydarzenia na Ukrainie – powiedział szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow w wywiadzie dla rosyjskiej telewizji.

Rosyjski minister powiedział, że podczas konferencji pokojowej w sprawie Syrii Genewa 2 omówił sytuację na Ukrainie z sekretarzem stanu Stanów Zjednoczonych Johnem Kerrym.

„Zwróciłem uwagę Johnowi Kerry’emu na to, że teraz bardzo ważne jest to, aby nie ingerować w proces i unikać jakichkolwiek wypowiedzi, które będą jedynie podgrzewać sytuację. Mam nadzieję, że mnie usłyszał” – powiedział Ławrow.

[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Nie 22:07, 26 Sty 2014    Temat postu:

Ponizsze słowa mogą boleć, ale należy brać pod uwagę, że mógł być to jedynie gest mający na celu zorientowanie się na miejscu w sytuacji przez rozmowy z liderami opozycji.

"Ukraińska wyprawa Jarosława Kaczyńskiego i jego banderowskie pozdrowienia, wygłaszane ramię w ramię z szefem antypolskich szowinistów ze Swobody, obnażyły jeden z kluczowych tematów, wstydliwie skrywanych w polskiej debacie publicznej. Również wśród tej części mediów i środowisk, która chcą uchodzić za „niepokorne, niepoprawne, niezależne, prawdziwie patriotyczne”. Chodzi mianowicie o naszą politykę wschodnią a także Kresy Wschodnie, zdradzone przez elity III RP (również te postsolidarnościowe, centroprawicowe, pisowskie) w niemal w równym stopniu, co za czasów PRL."

Tak niestety wygląda polskie myślenie: Innym wszystko, sobie gówno


"Druga sprawa, którą trzeba od razu postawić – nie ma żadnej zgody na to, by przeciwników bratania się z banderowcami, by tych, którzy nie chcą Ukrainy czczącej morderców polskich kobiet, dzieci i starców, torturowanych, ginących w trudnych do wyobrażenia męczarniach, by tych, którzy się temu przeciwstawiają – określać mianem „ruskich agentów”. Wyzywanie każdego, kto nie zgadza się na zdradę sprawy kresowej, od „ruskiego agenta”, dyskwalifikuje dyskutanta. Kto próbuje stosować taki szantaż, ten sam stawia się w gronie ludzi podejrzanych: albo o antypolonizm, albo o skrajną ignorancję lub głupotę."

Pytania, które z powodów wygodnych politycznie pozostaną bez odpowiedzi

"Trzeba zapytać przy okazji – skąd to polskie, bardzo często prawicowe, niepodległościowe, patriotyczne, a jakże, antykomunistyczne, szaleństwo, w stosunku do Kresów i polityki wschodniej się wzięło? Nie będziemy o to pytali lewicę i liberałów, bo dla nich kategorie patriotyczne i narodowe nie istnieją, ale skąd ta powszechna zdrada sprawy kresowej w prawicowych szeregach? Bo sprawa nie dotyczy przecież tylko Ukrainy. Dlaczego postsolidarnościowa Polska zdradziła Polaków na Litwie?"

Celne

"Doktryna Giedroycia, sprowadzona do roli pustego aksjomatu, od ponad dwóch dekad wiedzie polską, postsolidarnościową prawicę, na pozycje całkowicie chybionej polityki zagranicznej względem sąsiadów i zdrady połowy naszej tożsamości historycznej, kulturowej, narodowej, jaką jest dziedzictwo kresowe. Zgadzając się z założeniem, że sam fakt istnienia niepodległej Ukrainy, Białorusi czy Litwy służy polskim interesom, trzeba bowiem podkreślić, że to samo w sobie nie wystarczy. Trzeba jeszcze umieć fakt istnienia tych państw wykorzystać do realizacji polskich interesów narodowych. Niestety, gdy mówimy o polskich interesach na Kresach, o walce w obronie naszych mniejszości, o pamięci, tożsamości, historii, prawie do naszego dziedzictwa, wprawia to często naszych centroprawicowych mesjanistów XXI wieku w … oburzenie.

Jest to o tyle karykatura polityki zagranicznej, że bezrozumne wspieranie wszystkiego, co najbardziej antyrosyjskie (a przy okazji antypolskie i banderowskie) na Ukrainie, wcale nie umacnia jej niepodległości, ale właśnie wpycha w logikę wojny wewnętrznej, rozchwiania i godzi w dosyć pragmatyczną, a co najważniejsze – realnie suwerenną i starającą się właśnie w imię suwerenności lawirować między młotem a kowadłem, politykę Janukowycza. Ta karykatura objawiła się absolutną porażki polityki kolejnych rządów w Warszawie w ostatnim dwudziestoleciu wobec szowinistycznej i antypolskiej Litwy, walczącej na Wileńszczyźnie z naszymi rodakami. Co uzyskaliśmy w zamian za zamknięcie oczu na dyskryminację naszych rodaków? Nic, poza umocnieniem litewskiej klasy politycznej w przekonaniu, że arogancja w stosunku do Polski się opłaca, również w kontaktach biznesowych."

Wszystkie cytaty pochodzą z [link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Wto 12:47, 28 Sty 2014    Temat postu:

Latem Anno Domini 1951łowiący ryby nicejscy rybacy dotrzegli na opadającej do morza skale obciętą...stopę. Zawezwano miejscową policję, ale żandarmi z "Saint Tropez" niewiele mogli wydedukować. Tajemnicę wyjaśnia dopiero chłopiec, Georges Seazuni, syn karczmarza z Cros d'Utelle, który w miejscowej rzece odnajduje worek. Chłopak w pierwszym odruchu myśli, że to skarb zgubiony przez przemytników. Niestety, w środku znajdują się mocno nadpsute już kawałki kobiecego ciała.

Tym razem policja nie ma wątpliwości co do tożsamości ofiary, i udaje jej się ją wreszcie zidentyfikować. Rozczłonkowane zwłoki, to Marta Rydz-Śmigła. Mieszkała w Monte Carlo i była szeroko znana w srodowisku emigracyjnym. O tajemniczym zaginięciu Marty zawiadomili policję przyjaciele w Monako, dzięki temu policja francuska mogła z całą pewnością określić, kogo w potoku znalazł zapakowanego w worek mały Georges.

Oczywiście w trakcie śledztwa przeszukano także mieszkanie zamordowanej, gdzie przy okazji wyszło na jaw, że zginęła nie tylko drogocenna biżuteria, ale i super tajne dokumenty jej męża, o których chodziły słuchy, że są to same haki na wysokich przedstawicieli II RP obozujących w Londynie. Mieszkanie nie było splądrowane. Po prostu wyglądało tak, jakby właścicielka wybrała się na spacer a nie w ramiona śmierci. Jedynymi śladami że to nie była jednak krótka wycieczka w życie było odnalezione ciało i wspomniana kradzież. Morderca doskonale wiedział czego szukał, poza tym był wtajemniczony dodatkowo w arkana anatomii, gdyż odnalezione ciało denatki było przez niego pokrojone profesjonalnie. Prawdopodobnie chciał je rozrzucić po wybrzeżu aby utrudnić identyfikację, ale spłoszony lub zniechęcony wyrzucił tylko stopę, resztę ciała zapakowanego w worek wrzucił do rzeki La Veslubie

Kim była Marta Rydz-Śmigły? Była bliska pochodzeniowo (stany średnie i niskie) jej mężowi (?), późniejszemu następcy Piłsudskiego Marszałkowi II RP Rydzowi- Śmigłemu. Pochodziła z mało zamożnej rodziny aptekarskiej, co nie dawało szans na wystawne życie jakiego pragnęła, ale miała coś, co mogło takie życie zapewnić, była urocza, niezwykle urodziwa i....wyjątkowo niewierna. Tak więc jeszcze za cara Mikołaja II, ledwie w wieku 18 lat wyszła za mąż za miejscowego ziemianina Zalewskiego przysparzając mu potem wielokrotnie tzw. rogów.

Wkrótce wybuchła wojna i młody mąż Marty jako oficer carskiej armii poszedł na front. To był moment kluczowy, Marta zaczęła żyć wreszcie po swojemu. Do legendy przeszło zdarzenie opowiadające ot tym jak to młody żonkoś wraca do domu z frontu na urlop i spotyka swoją żonę w ramionach obcego mężczyzny w dodatku w jego własnym łóżku. Gdy proponuje , kochankowi wyjście honorowe, czyli małżeństwo z Martą, tamten wybucha śmiechem i oświadcza, ze interesuje go nie małżeństwo, ale seks z jego żoną. W odpowiedzi dostaje cały magazynek z rewolweru. Sąd wział pod uwagę wzburzenie męża oraz fakt, że to oficer, więc skończyło się na łagodnym wymiarze kary. Po tym zdarzeniu Zalewski rozszedł się z Martą.

Tymczasem kończy się wojna a zaczynają rozruchy bolszewickie, na mapie pojawia się też młoda Polska, jej wojska dochodzą do Kijowa, przebywająca w stolicy Ukrainy Marta, podobno działaczka POW poznaje wysłannika Piłsudskiego gen. Rydza-Smigłego, który ma te POW-y scalić w jedno i owija go sobie dookoła palca.

Rydz nie jest idiotą, Marta to czuje, więc nie przeszkadza jej romans z utalentowanym malarsko chłopskim synem, byłym uczniem Leona Wyczółkowksiego i Pankiewicza. (Rydz powróci do malarstwa w trakcie internowania w Rumunii) czuła przez skórę, że jest to jedyny moment aby sięgnąć gwiazd. Para wróciła do Warszawy, gdzie podobno w roku 1921 się pobrali. Istnieje jednak wersja, że żyli ze sobą bez związku sakramentalnego, czyli na kocią łapę. Podobnie jak małżeństwo z Zalewskim, tak i i związek z Rydzem-Śmigłym nie oderwał Marty od frywolnych przyzwyczajeń. Rydz puszczał oko na jej flirty , co może być dowodem na to, że jednak byli wyłącznie parą a nie małżeństwem. Filtry objawiały się np. tym, że Marta wybierała sobie na ofiary nie znających jej młodych oficerów. Rozpalała ich wyobraźnię, umawiała ich w swojej willi, a gdy przychodzili spragnieni erotycznych wrażeń, drzwi domu ku ich przerażeniu otwierał im ich przełożony...

Warszawa nie przepadała za Martą, po salonach z drwiąca wołano za nią "sucha rączka" (miała niedowład ręki) i uważano za nadętą oraz prze-niesympatyczną osobę, jednocześnie zauważając jej seksowność.

W roku 1938 Marta wyjeżdża do Francji. Zośliwi twierdzą, że w celu poprawienia manier i nauki języka. Być może te kąśliwe uwagi miały coś w sobie. Po śmierci Piłsudskiego naturalnym jego następcą uczyniono Śmigłego, chociaż Piłsudski nie miał dobrego zdania o Śmigłym jako polityku. Istniał jednak plan uczynienia z Rydza także i prezydenta. Tak więc wyjazd Marty do Paryża mógł być pośrednio z tym związany.

Wróciła do Warszawy dosłownie tuż przed wybuchem wojny, w drugiej połowie sierpnia 1939 roku i od razu zaczęła pakować się do ponownego wyjazdu. Do kufrów ładowano więc nie tylko mienie prywatne, ale często i państwowe, które Marta traktowała nonszalancko jako prywatne. Wyładowane ciężarówki tuż po wybuchu wojny ruszyły na południowy wschód, by przekroczyć granicę rumuńską w Kutach. W Rumunii rozchodzą się też drogi tej dziwnej pary (choc są podejrzenia, że spotkali się po ucieczce Rydza na terenie Węgier).

Rydz wraz z innymi politykami zostaje internowany, a Marta po solidnej awanturze jaką uczyniła w polskiej ambasadzie opuszcza w połowie września wraz z ewakuowanym z Polski majątkiem Rumunię, i kieruje swoje kroki do Monaco.

Wyjazd i osiedlenie się w Monte Carlo wraz ze zrabowanym oraz prywatnym majątkiem pozwala jej na wygodne życie. Stęskniony za nią Rydz-Smigły maluje w miejscu internowania obrazy, pisze wiersze i wzdycha. Wreszcie ogarnięty chęcią robienia cokolwiek, ucieka z Rumunii i przez Tatry melduje się w Warszawie, gdzie niespodziewanie umiera na zawał serca w roku 1941. Ale jest też inna wersja jego śmierci. Podobno Rydz został aresztowany przez ludzi z ZWZ w roku 1942 i osadzony w Otwocku ( gdzie zmarł na gruźlicę), gdyż chciał kolaborować z Niemcami za wcześniejszą namową Horthy'ego, z którym spotkał się po ucieczce z Rumunii na terenie Węgier. Plan zakładał uderzenie armii Andersa w tyły wojsk sowieckich. Z tą wersją nawet współgra pochwycenie przez Niemców wszystkich ludzi powiązanych z "Muszkieterami". Zaś sam naczelny "Muszkieter" (były szef ochrony Rydza) został z wyroku ZWZ rozstrzelany.

Tymczasem życie Marty biegnie kolorowo jak dawniej. Kończy się II wojna światowa a ona zamiast powojennych zmartwień ma kupę forsę, masę przyjaciół i adoratorów, z których część to wyraźnie niebieskie ptaki. Widziano ją więc w Monte Carlo nie tylko w towarzystwie osób zasłużonych w walce z hitleryzmem, ale i idącą pod rękę z ludźmi, którzy współpracowali z mafią i francuskim światem przęstępczym

Wiadomo tam gdzie bandyci tam też muszą być pieniądze, i to spore. Marta oczywiście posiadała je po Rydzu z którym gromadziła je wspólnie przez lata oraz te pochodzące ze zrabowanego II RP majątku.

Tuż przed śmiercią sprzedała bowiem niejakiemu Stefanowi Czarneckiemu handlarzowi bronią, koronacyjną szablę Augusta II Wettina za bagatela ówczesne 750 tysięcy franków. Zaś na kilka dni przed swoją tajemniczą śmiercią podjęła z konta bankowego pół miliona franków.

Mimo przesłuchania wielu świadków, sprawdzenia podejrzanych, oraz innych tropów jej śmierć nie została dotąd wyjaśniona, podobnie jak śmierć generała Zagórskiego, którego też podobno po zabójstwie poćwiartowano...czy tajemnicze zaginięcie córki NW Sikorskiego.

na podstaw. "Detektyw"
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Wto 12:50, 28 Sty 2014    Temat postu:

Temat ten nie nadaje się na Salon, ale postanowiłem go wkleić z racji obywatelskiej uczciwości i przyzwoitości, której to absolutnie nie posiada rządząca dzisiaj Polską koalicja PO-PSL oraz wspierająca ją "opozycyjna" SLD.

Przy okazji zapraszam na [link widoczny dla zalogowanych] gargangruelandię do Jekyll Park dział "Kwadratura Koła', gdzie znajduje się więcej takich ciekawostek, które bywają niezauważalne przez Salon.



"Rząd nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa polskim obywatelom i liczy na pomoc funkcjonariuszy służb z innych państw – tak opozycja ocenia projekt ustawy o udziale zagranicznych funkcjonariuszy w operacjach na terytorium Polski. To grozi też zwiększeniem inwigilacji Polski ze strony obcych służb specjalnych.

Kontrowersyjna ustawa ma dać prawo zagranicznym policjantom, strażakom, strażnikom granicznym i funkcjonariuszom innych służb do prowadzenia działań na terytorium Polski. I to wzbudza protesty Prawa i Sprawiedliwości i Solidarnej Polski. Poparcie dla projektu zadeklarowały za to koalicja PO – PSL i SLD. Partie te wskazują, że de facto formalizuje on współpracę polskich i zagranicznych funkcjonariuszy.

Koronnym argumentem rządu za wprowadzeniem ustawy jest dostosowanie polskiego porządku prawnego do przepisów UE. Dotyczy to sytuacji, w których nasz kraj potrzebowałby międzynarodowej pomocy tych służb „w przypadkach ochrony porządku i bezpieczeństwa publicznego, zapobiegania przestępczości, w trakcie zgromadzeń, imprez masowych, klęsk żywiołowych, katastrof oraz innych poważnych zdarzeń”.

Decyzja Rady UE implementuje do prawodawstwa wszystkich państw Unii postanowienia konwencji z Prüm zawartej między siedmioma krajami: Belgią, RFN, Hiszpanią, Francją, Luksemburgiem, Holandią i Austrią. Konwencja dotyczyła wymiany informacji wrażliwych, w tym m.in. danych daktyloskopijnych czy numerów rejestracyjnych. Jej celem było przede wszystkim przeciwdziałanie terroryzmowi i szybka koordynacja działań między sygnatariuszami.

Parawan prawa unijnego

Jednak zdaniem posłów PiS i SP, projekt rządowy daleko wykracza poza zakres prawa unijnego. – Projekt mówi o pomocy udzielanej na wniosek różnego szczebla polskich organów przez służby innych krajów. To co innego niż intencja prawodawstwa unijnego. Ponadto zapisy nowej ustawy rozszerzają zakres działania na terenie RP obcych funkcjonariuszy także o służby spoza Unii. To otwiera cały katalog zagrożeń związany z niekontrolowanym przepływem funkcjonariuszy, także z Federacji Rosyjskiej [zwłaszcza stamtąd! - admin], na terytorium Polski – zauważył Piotr Naimski (PiS).

Wiceminister spraw wewnętrznych Piotr Stachańczyk zapewniał wprawdzie, że udział obcych służb spoza krajów UE (w tym Rosji) będzie dotyczyć jedynie spraw związanych z ratownictwem, nie przekonał tym jednak opozycji. – Zapis ten pozostaje. Ustawa nie podaje twardego katalogu zagrożeń, do których wzywano by obcych funkcjonariuszy. To rodzi pole do nadużyć. Całą odpowiedzialność polityczną i moralną za ustawę i jej skutki poniesie koalicja rządowa i jej sojusznicy – mówił Jarosław Zieliński (PiS).

Posłowie przypomnieli pośpiech, z jakim rząd starał się o wniesienie kontrowersyjnego projektu. Pierwsze czytanie odbyło się na posiedzeniu sejmowej Komisji Sraw Wewnętrznych 7 lutego ubiegłego roku, a już na 22 lutego marszałek Sejmu Ewa Kopacz wyznaczyła termin na przygotowanie sprawozdania komisji. W sumie odbyły się jedynie cztery posiedzenia tejże komisji. Teraz prace znowu przyspieszono i po wczorajszej dyskusji projekt został natychmiast skierowany do trzeciego czytania bez odsyłania go do komisji sejmowych.

Interwencja czy inwigilacja?

Posłowie przypomnieli, że ustawa wprowadzi rozwiązania, które w dość szeroki sposób określają katalog możliwości funkcjonariuszy służb zagranicznych działających w Polsce: prawo do noszenia munduru służbowego, posiadania i używania środków przymusu bezpośredniego, także broni palnej. Podczas patrolu funkcjonariusze mogą używać środków łączności i obserwacji technicznej, pojazdów służbowych, statków powietrznych i jednostek pływających.

– Czy możemy sobie wyobrazić udział niemieckich policjantów bijących naszych kibiców na polskich stadionach czy patrolujących nasze ulice? Czy naprawdę ten rząd nie potrafi zagwarantować nam bezpieczeństwa w naszym własnym kraju, czy potrzebni sam obcy najemnicy do tłumienia pokojowych demonstracji? Czy możemy sobie wyobrazić, by niemiecki parlament godził się na takie działania w swoim kraju ze strony polskich policjantów? – pytał poseł Zieliński.

– Można sobie tylko wyobrazić obcych policjantów na ulicach Warszawy w czasie manifestacji albo nieumundurowanych funkcjonariuszy służb specjalnych jakiegoś kraju spoza UE, którzy będą prowadzili działania operacyjne wobec polskich obywateli – dodał Jacek Sasin (PiS). Opozycja wskazywała też, że do tej pory udział we wspólnych operacjach i działaniach ratowniczych na terytorium Polski odbywa się przede wszystkim na podstawie umów międzynarodowych. I ta ustawa nie jest potrzebna.

Rząd problemu nie widzi

Koalicja rządowa nie ma żadnych wątpliwości. – Najlepszym gwarantem tej ustawy jest demokracja. Żaden rząd nie powoła obcych służb do tłumienia własnych obywateli – mówił poseł Piotr Van der Coghen (PO). – Dlaczego nie mają nas wesprzeć obce służby, skoro ich obywatele przyjeżdżają i łamią nasz porządek prawny? Uważam takie wsparcie za bardzo dobre dla Polski, dla naszych obywateli – zaznaczył Van der Coghen, ale nie uspokoił opozycji takimi deklaracjami.

To samo mówił wiceminister Piotr Stachańczyk. – Państwa członkowskie UE udzielają sobie wzajemnego wsparcia w związku ze zgromadzeniami masowymi, klęskami żywiołowymi oraz w związku z poważnymi wypadkami w ramach prewencji kryminalnej oraz ochrony bezpieczeństwa publicznego. Nie widzę powodu, dla którego nie mielibyśmy przyjąć tego projektu ustawy. I nie dlatego, że nie jesteśmy w stanie zapewnić bezpieczeństwa, tylko dlatego, że przepisy unijne powinny zostać włączone do naszego porządku prawnego, oraz dlatego, by zagwarantować porządek w imprezach z udziałem cudzoziemców – przekonywał Stachańczyk.

Zgodnie z projektem organem decydującym o zaangażowaniu obcych funkcjonariuszy będzie minister spraw wewnętrznych, a wnioskować o to mogą komendanci wojewódzcy policji, straży pożarnej i szefowie oddziałów Straży Granicznej. Jeśli działania mają być prowadzone na większą skalę, zarówno pod względem czasu trwania, jak i liczby funkcjonariuszy, decyzję ma podejmować rząd. Zdaniem PiS, te zapisy są zbyt ogólne.

– Projekt używa bardzo nieostrych pojęć, pozwalając na dowolnie szeroką interpretację interwencji zagranicznych funkcjonariuszy w Polsce, które mogą działać przeciwko polskim interesom. Stwarza groźbę szpiegostwa, narusza suwerenność państwa polskiego – konkludowała Krystyna Pawłowicz (PiS). Klub Prawa i Sprawiedliwości postulował odrzucenie projektu ustawy w całości, ale ten wniosek nie zyskał większości."

Anna Ambroziak
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Wto 13:03, 28 Sty 2014    Temat postu:

Wiele się ostatnio mówi, pisze i rozmawia o tzw. żołnierzach wyklętych, których ja nazywam niezłomnymi. A wszystko to w kontekście osławionej "Łączki", której finansowanie przez władze stoi pod dużym znakiem zapytania

Dawno przebrzmiały echa strzałów. Poległ "Żelazny", poległ "Uskok" , zagnano podstępem w sieć "Huzara", zginął "Rój", "Blady", "Igła", "Drągal", "Ryba" poległ mjr "Bruzda". W roku 1959 złapano ukrywającego się "Wierzbę", równolegle schwytano "Dęba". W roku 1962 ginie wreszcie w nierównej walce z obławą SB "Lalek"...

Ale został jeszcze jeden...




Franciszek Cieślak ps. "Wilczur", "Szatan" jest (piszę - jest, bo nie znalazłem informacji o tym aby zmarł) w tej chwili sędziwym staruszkiem. Urodził się w powiecie ciechanowskim w miejscowości Pokrytki 16 września 1919 roku.

Z dostępnych mi informacji wiem, że był żołnierzem AK, potem ROAK, następnie w NZW. Ciężko ranny w potyczce z UB w dniu 24.XI 1946 pod wsią Pokrytki wpada w ręce ubeków. Po rozpoznaniu sprawy oskarżono go o to, " że na terenie powiatu Sierpc i innych w ramach nielegalnej organizacji, do której należal wespół z innymi członkami tejże organizacji, dopuścił się gwałtownych zamachów na posterunki MO i przedstawicieli władz bezpieczeństwa publicznego, działając przy użyciu posiadanej przez siebie broni."Za powyższe skazano "Wilczura" na karę śmierci, którą komuniści zamieniają mu na 15 lat więzienia w wyniku ogłoszonej przez siebie w roku 1947 amnestii.

Na wolność wychodzi w roku 1956 i od razu zaczyna... konspirować, gdyż dla niego walka o niepodległą RP nigdy się nie skończyła. Dość szybko zorganizował więc antykomunistyczną organizację mlodzieżową, która zdobyła 14 sztuk broni. Niestety, ktoś doniósł, ktoś zawinił. Grupę wyłapano, a sam "Wilczur" jako leśny bandyta, w dodatku recydywista dostaje 5 lat więzienia.

Wychodzi na wolność po pełnym odbyciu kary i montuje kolejną grupę, której zadaniem ma być... walka zbrojna z władzą ludową. Do oficjeli partyjnych w terenie zaczynają przychodzić więc anonimowe listy, w których zawarte są konkretne groźby. Podjęte są zakrojone na szeroka skale działania. Władza pamieta doskonale lata powojenne. W teren ruszają konfidenci. "Wilczur" wpada wraz ze swoją grupą we wrześniu 1965 roku. Tym razem niezłomny żołnierz II RP dostaje za wywrotową działalność 10 lat pozbawienia wolności. Wychodzi z więzienia w 1972 roku łącznie odsiadując w komunistycznych więzienach 21 lat i 6 miesięcy. Przy czym można sądzić, że inwigilacja jego osoby przez SB trwała dalej, czyli do czasu tzw. transformacji w roku 1989.

Komuniści piekielnie bali się byłych, żyjących jeszcze żołnierzy podziemia antykomunistycznego. Wystarczy wspomnieć, że wraz z wybuchem stanu wojennego internowali obok działaczy związkowych także i legendarnego dowodcę AK a potem WiN "Szarego" (Antoniego Hedę).

Kiedy parę lat temu był w moim rodzinnym mieście z promocją swojej książki zapytałem go o ten fakt. Uśmiechnał się i odpowiedział, że poszedł siedzieć na Białołękę za działalność w "Solidarności", po czym dodał: "ale jestem przekonany, że nie tylko za to."



źródła: warszawska Zakazana Historia, IPN
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Śro 11:30, 29 Sty 2014    Temat postu:

W którą niedzielę? Nieistotne, ważnym jest to, że diabła i jego pomagierów wpuszcza się do Kościoła pod pozorem czynienia dobra.


"W niedzielę w łódzkiej katedrze odbyła się msza zamówiona przez członków Stowarzyszenia Bioenergoterapeutów Mazowsze oraz Polskiego Cechu Psychotronicznego. Msza odbyła się w intencji "pojednania z odnową w Duchu Świętym" oraz "za tych, którzy nie rozumieją ich pracy dla osób chorych i potrzebujących wsparcia".
Zdaniem Karola Jóźwiaka, prezesa i starszego cechu, w Polsce trwa nagonka na bioenergoterapeutów, a księża ostrzegają przed korzystaniem z pomocy bioenergoterapeutów.
Msza ma być początkiem kampanii zmieniającej wizerunek bioenergoterapii. Łódzcy uzdrowiciele będą zamawiać msze w kolejnych kościołach, by podkreślić, że między nimi a wiarą katolicką nie ma sprzeczności.
Kościół katolicki oficjalnie nie wypowiada się o bioenergoterapii, ale część księży uważa ją za otwieranie się na działanie szatańskich mocy.
Jeszcze w czwartek na stronie internetowej cechu można było znaleźć przedmioty ze szkolenia mistrzowskiego, które obejmowało m.in. numerologię, czakroterapię, wychodzenie z ciała i egzorcyzmy, zaś podstarszy cechu chwalił się umiejętnością "usuwania klątw i złorzeczeń". W weekend strona zniknęła.
Niedzielnej mszy kuria nie chciała komentować."

źródło: Breviarium
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Śro 18:10, 29 Sty 2014    Temat postu:

Nie przepadam za RRK, ma u mnie na blogu bana. Niemniej zgadzam się z jej tezami o Swobodzie. A tutaj taka smakowitość. Ciekawy jestem co na to Lutnia.
Och, zapomnialem, że on nie jeździ TAM autobusami.
Wink

"Polski autobus rejsowy został zatrzymany na zachodniej Ukrainie w okolicy miasta Nowojaworowsk przez młodych Ukraińców. Z zasłoniętymi twarzami wtargnęli oni do wnętrza pojazdu i zmuszali jadących nim Polaków do wykrzyki­wania haseł Ukraińskiej Powstańczej Armii - informuje portal kresy.​pl.
Na Ukrainie od wielu tygodni trwają protesty przeciwko władzom

Do zdarzenia doszło w nocy z czwartku na piątek. Młodzi ludzie rozpalili na trasie Kraków-Lwów opony w geście solidarności z protestującymi na kijowskim Majdanie. Według milicji, przy drodze zgromadziło się około 150 osób.

Palące się opony zablokowały drogę około stu tirom. W korku stanął też pol­ski autobus. Gdy czas oczekiwania na przejazd wydłużał się, kilku pasażerów wraz z kierowcą podeszło do protestujących z prośbą, by ich przepuścili, czym zwrócili na siebie uwagę.

Następnie młodzi Ukraińcy wtargnęli do autobusu wyzywając pasażerów. Byli pod wpływem alkoholu. W autobusie byli też Ukraińcy, którzy zaczęli prosić, by nie robić nikomu krzywdy. "»Ukraińcy niech wyłażą i możecie jechać«, ja­kiemuś Polakowi wyrwali telefon, bo robił zdjęcia. Kierowca łzawo zaczął pro­ponować pieniądze. Do autobusu jeszcze zaszło pięciu z zakrytymi twarzami, dalej zaczęli krzyczeć z pogróżkami, że tu mają »pokojowy protest« dlaczego wy tu się pchacie, Mazurzy" - relacjonowała pasażerka autobusu, z pocho­dzenia Ukrainka, cytowana przez serwis kresy.​pl.

"Wtedy jakoś wymyślono, żeby każdy Polak (i w ogóle każdy) powiedział »Chwała Ukrainie – Chwała bohaterom«, jeżeli nie chce pójść w palenisko. Wszyscy zalęknieni we łzach mówili… kierowcy dali 10 sekund na przejecha­nie przez ogień" - opowiadała Ukrainka.

Hasło, które kazano powtarzać pasażerom autobusu, było na ustach żołnierzy UPA, którzy siedemdziesiąt lat temu zabijali Pola­ków podczas Rzezi Wołyńskiej."

(JS)
Opracowanie Onet.pl na podstawie: Kresy.pl
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 15:32, 30 Sty 2014    Temat postu:

Ty nie możesz żyć beze mnie?
Ja ciebie zaczepiam?
Piszę o tobie?
Przyjaciele piszą że plujesz na mnie a ja milczę?
Pal licho Salon24, ale dlaczego tu?
Mam reagować na każdy twój bzdet?

Choćby to:

Na koniec dopiszę dlaczego dałem taki tytuł notce a nie inny. Chciałem bowiem jedynie podkreślić, że podobnie jak akcje zbrojne antykomunistycznego podziemia, tak i obecne happenigi narodowców nie były i nie są tworzone wielkimi siłami, ale trafiały i trafiają niemal zawsze w czułe punkty tamtej i tej władzy.
[link widoczny dla zalogowanych]

Masz pojęcie o czym piszesz?
Porównujesz happening do walk zbrojnego podziemia......
To chore!

Z prof. Janem Żarynem, historykiem, przewodniczącym Społecznego Komitetu Obchodów Narodowego Dnia Pamięci "Żołnierzy Wyklętych", rozmawia Anna Ambroziak z "Naszego Dziennika"

Tegoroczny program obchodów Narodowego Dnia Pamięci "Żołnierzy Wyklętych" zapowiada się bardzo bogato, tak jakby chcieli Państwo nadrobić wszystkie minione lata, w których o tych osobach milczano...
- Dzień 1 marca chcielibyśmy, jako Polacy, obchodzić uroczyście, złożyć hołd tym, którzy mieli nie tylko marzenie o Niepodległej, ale też potrafili o nią walczyć. Chcemy upamiętnić te tysiące osób, które zdecydowały się w momencie ponownego totalnego zagrożenia walczyć z bronią w ręku. Spośród nich ponad 20 tysięcy - jeśli nie więcej - żołnierzy podziemia niepodległościowego zginęło bądź zostało zamordowanych, zarówno w walce, jak i skrytobójczo; ginęli w kazamatach NKWD i ubeckich, wywożono ich masowo na Wschód, w końcu skazywano na wieloletnie kary pozbawienia wolności; więzienia i obozy pracy były przepełnione - ponad 250 tys. ludzi, w czasach rzekomego pokoju. To jest dziedzictwo, które nas zobowiązuje. Bądźmy więc tego dnia z żołnierzami wyklętymi.
[link widoczny dla zalogowanych]

Człowieku, gdyby nie 600 tysięcy sovieckich bagnetów w okupowanej przez komunistów Polsce i 1mln 500 tys. w okupowanych Niemczech, to pognalibyśmy tę "swoją" komunistyczną zarazę na śmietnik historii.. i nie tylko.................................
I nie pomogliby im nawet ci co pełnili rolę Polaka z rozkazu Stalina w tzw. LWP czy bezpiece.....


Ostatnio zmieniony przez lutnia dnia Czw 15:54, 30 Sty 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 15:43, 30 Sty 2014    Temat postu:

@MORPORK
Czytając Ciebie i innych entuzjastów odnoszę wrażenie, że cała ta hucpa wkół Ukrainy to nie wiara, ale zwykły nacisk salonowego lobby ukraińskiego w osobach blogerów oraz oddanych UE polityków.
To, że każda rze stron ma jakieś swoje cele jest zrozumiałym, ale dlaczego ja mam z tego powodu jako Polak cierpieć, albo moje dzieci? To że Siwek czy Witek lub kto inny z tej grupy pro ukraińskiej na Salonie mają na Ukrainie krewnych i masy przyjaciół niewiele mi daje i dac w przyszłości nie może. gdyż w chwili niebezpiecznej to ich ci przyjaciele i rodzina w pewnym momencie ostrzegą, natomiast moich synów i ich dzieci oraz wielu innych Polaków nikt nie ostrzeże, tylko rezuny przyjdą by ich ciemną nocą z zasiadki rezać.
[link widoczny dla zalogowanych]

Ty zostaw Moją Rodzinę z Kresów w spokoju, tam na Ukrainie są tylko prochy tych, których miałem prawo trzymać i tulić w ramionach, lecz dobry Bóg zadecydował inaczej!

Masz ode mnie prezent, jest to tfurczość w twoim stylu:

Listy do redakcji "Prawdy" z 13 grudnia 1981 roku

Nie chciałbym być Polakiem,
Polakiem być - to wstyd.
Nie można ufać takim,
Co drugi z nich, to Żyd.
Co trzeci to literat
Na żołdzie CIA
Co czwarty ksiądz, a teraz
Spiskują wszyscy trzej.
W kościelnych kazamatach
Szykują jawny bunt,
A kułak im pomaga,
Bo ma prywatny grunt.
Stąd głód i wszelkie straty
Bo zamiast miąs i zbóż
Kułak hoduje kwiaty
I tarza się wśród róż

Nie chciałbym być Polakiem,
Tam nawet w partii smród.
Im wille z Cadillakiem
Budują zamiast hut.
A w Centralkomitecie
Trwa wciąż frakcyjny spór!
Kto słyszał, by na świecie
Do takich doszło bzdur!?
Tam w telewizji ponoć
Pokazał jakiś ćwik,
Jak w sejmie odrzucono
Rządowych ustaw plik.
No, za to ktoś poleci,
Lecz stało się: lud zna
Że wszyscy byli przeciw
I tylko jeden - za.

Nie chciałbym być Polakiem,
Tam z brudnych swoich nor
Wypełzło trzech łajdaków
I założyło KOR.
Demagogiczne hasła
Zalały cały kraj
I proszę: nie ma masła,
A nawet kurzych jaj!
W Dierżyńskowo ojczyźnie
Bezkarni parę lat?!
Solidarność w Socjalizmie?!
Tego nie widział świat.
Te wszystkie nasze dary
Braterską zwodząc dłoń
Sprzedali za dolary
Kupili za to broń.

Po nocach drukowali
Podszepty wrogich ust
I ciężko szkalowali
Sowieckij nasz Sojuz.
Żołnierzy Krasnoj Armii
Nie został żaden grób!
I wisiał na latarni
Jeden przy drugim - trup.
I zanim ich generał
Nareszcie wziął za pysk
Co krok do ludzi strzelał
Kontrrewolucjonist!
Dziś błyszczy im nadzieja,
Że zejdą z błędnych dróg
I pojmą, kto w ich dziejach
Przyjaciel im, kto wróg.

Polacy! My - Słowianie!
Wszak wspólny mamy pień!
I dla was słońce wstanie!
I do was przyjdzie dzień!
Zawiśnie drań i łobuz;
Tchórzliwy czmychnie szpieg
I wkroczy nasz wspólny obóz
W dwudziesty pierwszy wiek.
I chyba na tym koniec.
Papieros w ręku drga...
A, jeszcze podpis: pionier -
Iwan, liet szest', Moskwa.
...................................................
Pionier Iwan, liet szest', Moskwa
z papierosem w ręku...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 15:50, 30 Sty 2014    Temat postu:

I nie zarzucaj mi sympatii probanderowskich:

@WISŁA1947
Ksiądz Isakowicz - Zaleski ma pięknie zapisaną patriotyczną kartę w swoim życiorysie.
Jako kapłan często odwołuje się do spuźcizny po nieodżałowanym BŁOGOSŁAWIONYM JERZYM POPIOŁUSZKO, czasami tylko zapomina o Jego mottcie życiowym w nawiązaniu do słów św. Pawła Apostoła:
"Nie daj się zwyciężyć złu, lecz zło dobrem zwyciężaj".

Z drugiej strony to dobrze że nie wierzy liderom partii Swoboda, że nie idzie z prądem.
Zapominamy o Polakach którzy zostali na Kresach, o ICH zmaganiach na co dzień z tym, co robią pogrobowcy UPA w regionach które zdominowali, a ksiądz Isakowicz - Zaleski o tym myśli i pamięta. A że robi to tak a nie inaczej?
Mnie to nie przeszkadza!
Smutne jest to, że pod jego aktywność na forach, często gęsto podpinają się ci których dziadkowie czy ojcowie w Smierszu czy w Istriebitielnych Bataljonach z równą bezwzględnością mordowali Polaków jak i Ukraińców, aby potem ciągnąć profity jako "utrwalacze władzy ludowej", bądź to w organach bezpieki czy jako nadzór nad kadrą w zakładach pracy w PRLu. Tych ludzi było niemało, to nie tylko Bierut, Berman, Radkiewicz czy Jaruzelski........ Resortowe dzieci...............

SIWEK29.01 10:03
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Czw 17:33, 30 Sty 2014    Temat postu:

Ja Ci nie zarzucam żadnych sympatii banderowskich (bylo przecież perskie oko).
Moje zdanie jest tylko takie, aby w ten ukraiński wiraz pod żadnym pozorem nie włazić, bo w efekcie żle na tym wyjdziemy. Monitorować, bo to bliska zagranica, ale z pelną rozwagą, powściągliwie, bez ochów i achów. Twój koment to tego manipulanta Wisły1947 czytałem. Ja to samo bym mu napisał, ale teraz skrobnę Ci coś prowokacyjnie paradoksalengo. Chciałbym aby na Ukrainie wygrała Swoboda. A wiesz dlaczego? Bo czasami trzeba się porządnie sparzyć aby więcej łapy do pieca nie wsadzać.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Czw 17:40, 30 Sty 2014    Temat postu:

Ps. Odnosnie narodowców -happenigi.

Przecież nie napiszę że walczą, bo walkę wiążę zawsze z użyciem siły, więc nie mogłem napisać "walczą", bo nie walczą zbrojnie czy z użyciem pięści. W porównaniu do żołnierzy bralem jedynie pod uwagę liczebność narodowców i ich trafianie w czuły punkt.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Pią 8:04, 31 Sty 2014    Temat postu:

Na Salonie pisze się i podpisuje się pod apelem poparcia dla rewolucji w Kijowie. Tymczasem na południowym wschodzie Polski....


Do

Szefowie Partii Klubów Partii Politycznych w Sejmie RP
Rafał Grupiński, Klub Parlamentarny Platformy Obywatelskiej,
Mariusz Błaszczak, Klub Parlamentarny Prawa i Sprawiedliwości
Jan Bury, Klub Parlamentarny Polskiego Stronnictwa Ludowego
Leszek Miller, Klub Parlamentarny Sojuszu Lewicy Demokratycznej
Arkadiusz Mularczyk, Klub Parlamentarny Solidarna Polska
Janusz Palikot, Klub Parlamentarny Twojego Ruchu
Jarosław Gowin, Polska Razem


Szanowni Państwo,

W ostatnim tygodniu„Rzeczpospolita” poinformowała opinię publiczną o najnowszym projekcie uchwały wzywający Sejm RP do izolowania ukraińskiej partii „Swoboda”, który został złożony do laski marszałkowskiej przez Sojusz Lewicy Demokratycznej.

Jak podkreślają politycy Sojuszu ich inicjatywa spowodowana jest antypolskim charakterem działalności tej partii. Wskazują oni, że program „Swobody” przewiduje przywrócenie tzw. sprawiedliwej Ukrainy, czyli takiej, która będzie miała inne granice. Pośród jej polityków padają konkretne propozycje zmiany granic, które dotyczą części obecnego województwa podkarpackiego.

Dodatkowym elementem wg Sojuszu przemawiającym za uchwałą było zorganizowanie 1 stycznia 2014 przez „Swobodę” w Kijowie marszu z okazji 105. rocznicy urodzin Stepana Bandery, twórcy Ukraińskiej Powstańczej Armii, która dopuściła się ogromnych zbrodni na polskiej ludności na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej.

Jako osoby od lat zajmujące się problematyką działalności OUN i UPA, a zarazem mieszkające na Podkarpaciu leżącym w bezpośrednim sąsiedztwie Ukrainy, chcielibyśmy odnieść się do inicjatywy SLD. Nie wchodząc w szczerość intencji Sojuszu, który w przeszłości nie dopatrywał się tego rodzaju zagrożeń, pozostawiając bez odpowiedzi pytanie: czy politycy tej partii obecnie widzą realne zagrożenie działalnością „Swobody”? Bez względu na to, czy traktują swoją inicjatywę jako grę polityczną, projekt uchwały złożonej przez SLD wart jest procedowania i rzeczowej parlamentarnej dyskusji. Zagrożenie ze strony szowinistycznej „Swobody” jest realne, szczególnie w kontekście wydarzeń ostatnich dni na Ukrainie.

Mało rzeczowe i naiwne są przy tym głosy oburzenia ze strony części polityków PiS, czy PO. Takich jak Witold Waszczykowski były wiceszef MSZ z ramienia PiS, który jest zdania, iż nie ma potrzeby, żeby Sejm podejmował taką uchwałę, bo trąci ona ingerencją w życie polityczne innych państw. W podobnym, aczkolwiek bardziej radykalnym tonie wypowiada się też polityk PO Robert Tyszkiewicz, wiceszef Komisji Spraw Zagranicznych, który z kolei uważa, że uchwała przygotowana przez SLD jest przejawem głupoty politycznej. Dalej dodaje, że „wciąganie polskiego Sejmu w rozgrywki polityczne na Ukrainie to pomysł poza wszelkimi standardami w stosunkach międzynarodowych – mówi Tyszkiewicz. – Ktoś usiłuje używać SLD jako pożytecznego idioty. Apelowałbym o zrewidowanie tego pomysłu, bo jest on nie do obrony”

Znamienne jest, że politycy zarówno PO, jak i PIS dostrzegają w uchwale „ingerencję w życie polityczne innych państw”, czy „wciąganie polskiego Sejmu w rozgrywki polityczne na Ukrainie”, a nie dostrzegają tego samego rodzaju zagrożeń podczas wizyt przedstawicieli swoich partii na kijowskim majdanie i popieraniu ukraińskiej opozycji, w tym również tej spod znaku „Swobody”.

Abstrahując od intencji tych polityków ukraińska opozycja występuje przeciwko demokratycznie wybranej władzy. Niektórzy zaś z liderów tej opozycji wzywają do siłowego obalenia obecnych władz. Jakiś czas temu lider opozycyjnej „Swobody” wprost nawoływał: „Zablokujemy budynki administracyjne, nie dajemy im spokojnie żyć! Urządzimy tej władzy takie piekło, że ziemia im się będzie palić pod nogami”. Dzisiaj te słowa zamieniają się w realne czyny. To głównie działacze tej partii zajmują kolejne budynki administracji państwowej, tworzą też przedstawicielstwa alternatywnej władzy. Europejskie aspiracje ukraińskiego społeczeństwa wykorzystują do przejęcia władzy w Kijowie. Prowadzi to do niebezpiecznej konfrontacji i eskalacji konfliktu na nieprzewidywalną skalę, które doprowadzić mogą do zupełnego chaosu, a w dalszej konsekwencji nawet do podziału obecnej Ukrainy. W debacie dotyczącej wydarzeń na Ukrainie niezbędny jest umiar, chłodny realizm i wyzbycie się emocji. Potrzebny jest zaś przede wszystkim zdrowy rozsądek. Zakładając przy tym pozytywny scenariusz porozumienia się protestującej opozycji z prezydentem nie można wykluczyć, iż kolejne wybory na Ukrainie ponownie wygra partia Wiktora Janukowycza. Przecież nie całe ukraińskie społeczeństwo popiera zachodni kierunek zmian na Ukrainie.

Pozostawiając kwestie Ukrainy, Wam politykom należy zwrócić uwagę, że kultywowanie przez ukraińską „Swobodę” banderowskich i faszystowskich tradycji OUN i UPA nie ma wymiaru wyłącznie historycznego polegającego na tzw. „pielęgnowaniu pamięci”. Dawna ideologia OUN wprowadzana jest do bieżącej polityki przez działaczy „Swobody”, którzy mniej czy bardziej oficjalnie w zależności od potrzeb i taktyki odwołują się do niej. Dzieje się to przy milczącej, aprobacie większości polskich elit politycznych i opinii publicznej, którzy naiwnie wierzą, że przyczyni się to do zbudowania przez Ukraińców państwa przyjaznego Polsce.

Niektórzy politycy „Swobody” wykorzystując tę polską naiwność jawnie głoszą wzorem swych bohaterów z OUN, potrzebę budowy wielkiej Ukrainy obejmującej również ziemie obecnej RP. Do budowy tej nowej ojczyzny gotowi są użyć siły. Przykładem mogą być niedawne wydarzenia związane z obchodami 105 rocznicy urodzin S. Bandery, które odbyły się w Kijowie i Lwowie.

Szef partii Ołeh Tiahnybok w swoim przemówieniu dwukrotnie poruszył polskie wątki. Mówiąc, że Bandera walczył przeciwko różnym okupantom, podkreślił, iż „gnił w polskich więzieniach, we Lwowie, Krakowie i Warszawie. A potem i w niemieckich”. Przedstawiał Banderę jako wzór do naśladowania dla współczesnych Ukraińców. Jako jego wielkie zasługi wymienił rozkaz wykonania zabójstwa w 1933 roku sowieckiego dyplomaty Aleksieja Majłowa, rozkaz zabójstwa ministra spraw wewnętrznych Polski Bronisława Pierackiego, który wg Tiahnyboka „zamordował wielu Ukraińców” oraz rozkaz powołania w 1942 roku Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). „My banderowcy jesteśmy gotowi do poświęcenia życia za Ukrainę. (…) Nie byłoby tego Majdanu, właśnie takiego, z ukraińskim duchem w Kijowie, gdyby nie Bandera, gdyby nie UPA” – dodał Tiahnybok.

Inny lider „Swobody”, Mychajło Hołowko, grzmiał, że obecna władza Ukrainy dlatego tak bardzo boi się Bandery, bo pamięta, co zrobił on „z Pierackim, Majłowem i innymi okupantami” /Kresy.pl/.

„Tacy ludzie rodzą się raz na sto, albo nawet pięćset lat. Nie baczą na to, co mówią inni, są całkowicie oddani wielkiej idei” – tak wspomniała przywódcę OUN Irina Farionz partii „Swoboda”/wyborcza.pl/.

Natomiast w swoim wystąpieniu przewodniczący lwowskiej Rady Wojewódzkiej Oleg Pankiewicz, wspomniał, że „Stefan Bandera jednoczy Ukrainę, ponieważ dzisiaj podobne akcje odbywają się i w Kijowie, i w Zaporożu, a w miasteczku Mosty Wielkie w rejonie Lwowskim dzisiaj jest odsłaniany pomnik Bandery”. Bandera pisał, że najważniejsza walka odbywa się w sferze duchowej. I my to dzisiaj widzimy. Ci, którzy przejęli nasze fabryki i przedsiębiorstwa, którzy chcą przejąć naszą ziemię, twierdzą, że Bandera nie jest naszym bohaterem. Ale to tylko dlatego, że się go boją. Dlatego powinniśmy pamiętać słowa lidera OUN o tym, że najważniejsze to siła ducha, odrodzenie narodu ukraińskiego”.

Z kolei radny lwowskiej Rady Miasta Jurij Michalczyszyn ogłosił, że Ogólnoukraińska Organizacja „Swoboda”, którą on reprezentuje, proponowała nadanie lwowskiemu lotnisku imienia Bandery, ale nie doszło do tego. „Teraz nie będziemy wskazywać palcem, ale gwarantuje wam – będziemy mieć i lotnisko imienia Bandery, i stadion imienia Bandery, i cały Lwów będzie imienia Bandery, bo jest on naszym najbardziej żywym symbolem”/kresy.info.pl/.

Głosy te lekceważone są w Polsce, analogicznie jak w okresie międzywojennym lekceważone były wpływy polityki OUN i jej konkretne działania. Chociaż wówczas państwo polskie dla ograniczenia tych wpływów i normalizacji stosunków z mniejszością ukraińską zrobiło wiele. Do czego jednak doprowadziła polityka OUN i działania UPA na terenie Wołynia, Małopolski Wschodniej i terenie Podkarpacia możemy dowiedzieć się z kart historii, które są wypełniane coraz większą wiedzą o tej problematyce w ostatnich latach dzięki wielu społecznikom.

Obserwując z trwogą działania „Swobody” na Ukrainie apelujemy więc do polityków wszystkich opcji i opinii publicznej, z wnioskiem o potrzebie szerokiej debaty na temat polityki tej partii, której działalność winna budzić nasz niepokój. Ma ona wymiar nie tylko wyłącznie wewnątrz ukraiński, lecz oddziałuje także na ukraińską mniejszość w Polsce, podobnie jak oddziaływała polityka OUN w okresie międzywojennym. Musi się to spotkać z dezaprobatą polskich elit i opinii publicznej. Nie da się przy pomocy faszystowskiej ideologii OUN przyłączyć Ukrainy do państw europejskich ze standardami zachodnimi. To sąsiadom Ukraińcom należy po bratersku wskazać. Droga na zachód biegnie przez długotrwałe żmudne reformy wymagające wielkiego społecznego wysiłku. W tych wysiłkach swoimi doświadczeniami możemy Ukrainę wspierać. Politycy „Swobody” jeśli nie będą wstanie porzucić obraną dotychczas drogę zatrzymają Ukrainę w historycznym skansenie, wciągając doń szerokie grupy społeczne żyjące nie tylko na Ukrainie, lecz także w Polsce.

Oddziaływanie „Swobody” na Polskę przez lata obserwujemy na Podkarpaciu m.in. poprzez kontakty z przemyskim kołem Związku Ukraińców w Polsce. Kontakty te nie mają jedynie wymiaru wspierania lokalnych działaczy mniejszości ukraińskiej w dziedzinie kultywowania ukraińskiego dziedzictwa zamieszkałej na tym terenie mniejszości ukraińskiej, ale przede wszystkim polegają na wspieraniu w budowaniu pamięci o działalności UPA, czy reaktywowaniu pośród jej działaczy nacjonalistycznej ideologii faszystowskiej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów Stefana Bandery. Stosując przy tym taktykę podobną do tej którą stosowała OUN przed II wojną światową. Przejawia się to w wielu aspektach działalności Związku Ukraińców w Polsce, w tym ich przemyskiego koła. Widać na co dzień, choćby wówczas gdy podważają znaczenie pamięci ofiar ludobójstwa dokonanego przez UPA na Wołyniu, czy Podkarpaciu.

Jednym z przykładów jest protest ZUwP przeciwko organizacji widowiska w Radymnie 20 lipca 2013 r. „Nie o zemstę, a o pamięć wołają ofiary” w ramach obchodów 70. rocznicy ludobójstwa na Wołyniu. Protesty te wywołały wiele ataków medialnych na organizatorów uroczystości w Radymnie. Znamienne jest, że ZUwP milczał, gdy uczucia Polaków były obrażane podczas rekonstrukcji w miejscowości Czerwone na zachodniej Ukrainie, podczas której grupy rekonstrukcyjne odtworzyły bitwę z 22 lipca 1944 roku, w której Ukraińcy z Waffen SS stanęli przeciwko oddziałom Armii Czerwonej. Następnie na cmentarzu wojennym „odbył się” wojskowy pogrzeb poległych. Widowisko bitwy miało bardzo uroczysty charakter. Była scena, był program artystyczny. Realistycznie odtworzono nawet pogrzeb zabitych w walce żołnierzy, symboliczny „pochówek” na cmentarzu wojennym obok wsi Czerwone. Młodzi Ukraińcy wspominają swoich rodaków z dywizji SS-Galizien, którzy walczyli u boku Niemców. Formacji, której zarzuca się zbrodnie wojenne w wielu miejscach, w tym pacyfikację polskiej wsi Huta Pieniacka.

W Przemyślu, z inicjatywy m.in. radnych PO, zarazem działaczami ZUwP Rada Miasta głosami tychże radnych i dwojga radnych SLD przegłosowuje nadanie imienia jednej z ulic nazwy błogosławionego grekokatolickiego biskupa Jozafata Kocyłowskiego. Nie byłoby w tym nic zdrożnego gdyby nie fakt, że tenże biskup przez cały okres swej działalności działał na szkodę państwa polskiego, wspierając działania ukraińskich organizacji na rzecz budowy ukraińskiego państwa, które ni mniej ni więcej obejmować miało teren obecnego Przemyśla, a nawet znacznej części obecnego Podkarpacia. Działo się to przez cały okres II Rzeczypospolitej i spotykało się z reakcjami ówczesnych polskich władz. Apogeum działalności biskupa przypada na okres II wojny światowej gdzie nacjonalistyczne organizacje ukraińskie liczą na budowę własnego państwa u boku hitlerowskich Niemiec. Działania te wspiera przemyski hierarcha. Znamienne jest jego błogosławieństwo ochotników SS Galizien w Przemyślu. Wszystko to wpisuje się w taktykę działań „Swobody” która wzorem OUN instrumentalnie wykorzystuje ukraińską mniejszość w Polsce i ZUwP do rozszerzania swoich nacjonalistycznych wpływów na terenie Polski. Celem „Swobody”, podobnie jak niegdyś OUN i jej zbrojnego ramienia jest budowa wielkiej Ukrainy jednolitej etnicznie i obejmującej ziemie obecnego Podkarpacia, ich zdaniem etnicznie ruskie.

Dla wielu z nas działanie to wydawać się może absurdalne w dzisiejszej rzeczywistości geopolitycznej. Należy pamiętać, że podobnie myśleli nasi rodacy w okresie międzywojennym, licząc na pokojowe ułożenie stosunków sąsiedzkich, kiedy jednak wybuchła wojna wielu ukraińskich działaczy zbrojnie wystąpiło przeciwko polskim sąsiadom w celu utworzenia tutaj swojego państwa.

Reasumując najwyższy czas, aby szeroka opinia publiczna w Polsce uczulona na wszelkie przejawy reaktywowania w jakiejkolwiek formie faszyzmu, a nawet nacjonalizmu dostrzegła nie wirtualne zagrożenia, a jak najbardziej realne stukające do naszych drzwi. Przy tym musimy pamiętać o wielkiej martyrologii Polaków, którzy zginęli czy ucierpieli z rąk UPA w imię realizacji zbrodniczej ideologii OUN, a także o tych sprawiedliwych Ukraińcach, którzy bronili Polaków i również ginęli. W tej przestrzeni Wy politycy macie wielką lekcję do odrobienia, by bynajmniej w jakiejś części wyrównać stracony czas wielu ostatnich lat wolnej Polski. Musicie przy tym pamiętać o naszych rodakach na Ukrainie, którzy obecnie jak ich dziadowie muszą się ponownie zmierzyć z reaktywowaniem faszystowskiej ideologii przez „Swobodę”. Smutne jest to że państwo polskie o nich zapomina. A z braku środków i wsparcia ze strony Macierzy padają polskie organizacje na Kresach, w Wilnie i we Lwowie, i np. – jak informował kilka miesięcy temu senator PO Łukasz Abgarowicz – “120 [polskich] szkół sobotnio-niedzielnych na Ukrainie nie dostało w tym roku żadnych środków”.

Z poważaniem

Małgorzata Dachnowicz
dr Andrzej Zapałowski
Daniel Stołowski
Mirosław Majkowski
Jan Janusz

Wspólnota Samorządowa Doliny Sanu
Przemyśl dnia, 28.01.2014 r.
ul. Chrobrego 10,37-700 Przemyśl

Otrzymują:
1. Adresaci,
2. Parlamentarzyści RP oraz Samorządowy z terenu województwa podkarpackiego,
3. Media,
4. Aa.

MAŁGORZATA DACHNOWICZ – Prezes Wspólnoty Samorządowej Doliny Sanu, wydawca Horyzontu Podkarpackiego i Głosu znad Sanu,
dr ANDRZEJ ZAPAŁOWSKI – adiunkt na Uniwersytecie Rzeszowskim oraz w Wyższej Szkole Prawa i Administracji w Rzeszowie, członek Zarządu Wspólnoty Samorządowej Doliny Sanu, członek Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, były poseł do Sejmu RP i Parlamentu Europejskiego,
DANIEL STOŁOWSKI – redaktor naczelny Przemyskiej gazety Społecznej MISIEK, członek Zarządu Wspólnoty Samorządowej Doliny Sanu,
MIROSŁAW MAJKOWSKI – członek Zarządu Wspólnoty Samorządowej Doliny Sanu, organizator rekonstrukcji historycznych,
JAN JANUSZ – członek Zarządu Wspólnoty Samorządowej Doliny Sanu, zastępca Wójta Gminy Orły, pełnomocnik powiatowy Polski Razem.


Autor: Czytelnik
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Pią 10:14, 31 Sty 2014    Temat postu:

"Polityka miłości czyli mit „Polski – wspólnego domu dla wszystkich”



Cechą zasadniczą polityki demoliberalnej jest starannie budowany wizerunek miłości do wszystkich, bezkonfliktowości i wyciągania dłoni do każdego. Specjaliści od pijaru już dawno nauczali, że po zakończeniu debaty telewizyjnej dodatkowe punkty zyskuje ten, kto pierwszy wstanie, podejdzie do rywala (którego w głębi serca nienawidzi) i wyciągnie rękę z podziękowaniem za dyskusję. Ta sztuczna polityka miłości wyraża się także w często stosowanym pojęciu „wspólnego domu”. Polska bowiem to – jak wiadomo – „wspólny dom dla wszystkich”.

Fałsz to jest okrutny, gdyż istotą polityki jest egzystencjalny konflikt idei i interesów. Jej istotę znakomicie wyraził Włodzimierz Lenin, definiując politykę jako „kto kogo”, czy też Carl Schmitt, pisząc, że polega ona na rozróżnianiu „wrogów” i „przyjaciół” (my-oni) i na likwidacji tych pierwszych. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy prowadzący polityczną rozgrywkę ma usta pełne sloganów o „wspólnym domu”. Co więcej, po krótkiej analizie tego sloganu nietrudno jest dojść do wniosku, że miłosne zapewnienia o „wspólnym domu dla wszystkich” kryją w sobie radykalny element namiętnej nienawiści.

Istnienie pojęcia „dom” automatycznie dzieli ludzi na dwie kategorie. Pierwsza z nich to ci, którzy w tymże domu mieszkają. Oto członkowie jednej rodziny, którzy mają prawo spania, jedzenia, rozmawiania, wchodzenia i wychodzenia z i do budynku. Mamy do tych osób, ze względu na więzy pokrewieństwa, stosunek odmienny niż do tych, którzy nie są domownikami. Tam, gdzie kończy się dom, zaczyna się druga kategoria ludzi – obcy. Ten, kto jest obcy, postrzegany jest jako dziwny, inny, odmienny, podejrzany, ewentualnie zagrażający nam, by nie rzec: wrogi. Obserwacja powyższa nakazuje nam zadać sobie pytanie następujące: skoro pojęcie „dom” automatycznie dzieli ludzi na „nas” i na „tamtych”, to czy może istnieć coś takiego jak „wspólny dom dla wszystkich”? Zastanawiając się nad tą kwestią, doszedłem do wniosku, że jest takie miejsce w Polsce, gdzie nie ma rozróżnienia my-oni i które rzeczywiście jest „wspólnym domem dla wszystkich”. To Dworzec Centralny w Warszawie.

Każdy może tu swobodnie wejść i może z niego swobodnie wyjść. Dzieje się tak dlatego, że budynek ten częściowo nie
posiada w ogóle drzwi, ewentualnie te, które ma, nie posiadają zamków i nie są zamykane. Ludzie przychodzą do tego „wspólnego domu dla wszystkich” w różnych celach: jedni aby wsiąść w pociąg, inni tutaj mieszkają, snując się pomiędzy ławkami i peronami, nie traktując jednak podróżnych jako „obcych”, ponieważ to prawdziwy „dom otwarty”, czyli „dla wszystkich”. Skoro nikt z Czytelników (jak mniemam) nie żywi aspiracji do zamieszkiwania warszawskiego Dworca Centralnego, to należy dojść do wniosku, że „dom dla wszystkich” nie jest bliski naszemu sercu.

Pojęcie „domu” instynktownie kojarzy się więc nam z rozdziałem na „moje” i „twoje” oraz z granicą oddzielającą „nas” od „obcych”. Tych ostatnich traktujemy podejrzliwie, gdyż mogą próbować wtargnąć do naszego domu i zabrać z niego „nasze” rzeczy lub, co gorsza, zająć go siłą i nie chcieć się wynieść. Pojęcie „domu” zawiera więc w sobie – jakby to rzekła nasza lewica – zarodki „nietolerancji” i „wykluczenia”.

Innymi słowy: „wspólny dom” jakim ma być Polska (a także jakikolwiek inny kraj), aby był autentycznym domem, musi podzielić ludzi na „domowników” i na „obcych”. Ci pierwsi dokonują samoidentyfikacji własnego ja jako „nie-obcy”. Bez „obcych” nie istnieje nasza tożsamość, gdyż poza elementem pozytywnym, jej istotą jest także odmienność od „obcego”, czyli nasza „swojskość”. Z tego prostego powodu we „wspólnym domu” nie mogą zamieszkiwać swobodnie wszyscy ludzie mieszkający w danym kraju, ponieważ tożsamość domowników powstaje wyłącznie dzięki „nietolerancji” i „wykluczeniu” odmieńców.

Nie ma społeczeństwa, które w 100 procentach utożsamia się z państwem, krajem jako „wspólnym domem”. Abyśmy byli „my”, wpierw muszą być „oni”. I podstawowy problem polityczny polega na Leninowskim „kto kogo” wykluczy z domu czy też na Schmittiańskim rozdzieleniu „nas” (domowników) od „nich” (obcych).

Historia społeczeństw i państw konstytuuje się wokół tego właśnie problemu: kto kogo wyklucza z domu; kto kogo uznaje za niegodnego statusu domownika, czyli pełnoprawnego obywatela kraju. Pierwotnie byli to autentyczni obcy, cudzoziemcy – Grecy traktowali ich jak podludzi, „barbarzyńców”, godnych wyłącznie statusu niewolnika; chrześcijanie konstytuowali swoją tożsamość w opozycji do elementu obcego im religijnie (poganie, heretycy, schizmatycy) lub moralnie – grzesznego (prostytutki, sodomici); komuniści konstytuowali swoją tożsamość na wykluczeniu z domowej wspólnoty burżuja i kułaka, czyli posiadaczy, którzy nie pasowali do nędzy domu- kołchozu; narodowi socjaliści utożsamiali z obcością Żydów, którzy nie pasowali do nordyckiego Landschaftu niemieckiego „wspólnego domu”. Liberalni demokraci oraz lewicowcy – ci sami, którzy specjalizują się w rzucaniu sloganów, że Polska powinna być „wspólnym domem dla wszystkich” – oczywiście także nie wymykają się zasadzie, że aby o Polsce można było powiedzieć „nasz dom”, to muszą być tacy, dla których nie ma tu miejsca.

Tożsamość lewicowo-liberalna także kształtuje się w opozycji do „obcego”. Idee przez tego ostatniego wyznawane zostają oznaczone jako wrogie i lewicowiec swoje konstytuuje w opozycji do niego. Ze „wspólnego domu” jakim jest demokratyczna i prawoczłowiecza Polska, wykluczeni więc zostają wszyscy ci, którzy w lewicowej nowomowie nazywani są mianem „faszystów” (tych ostatnich już nawet penalizuje się za wygłaszanie swoich herezji), „nacjonalistów”, „ksenofobów”, „antysemitów”. W ostatnim czasie do grona wrogów „wspólnego domu” dołączyli jeszcze „homofobi” i katolicy posługujący się „mową nienawiści”, przeciwnicy „ideologii gender”, „klerykałowie” i kto tam jeszcze się lewicy nawinie.

Lenin miał rację. Polityka polega na tym „kto kogo” – kto kogo oznaczy jako wroga i wykluczy ze „wspólnego domu”.

Adam Wielomski "Najwyższy Czas"
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Pią 10:21, 31 Sty 2014    Temat postu:

Grzegorz Braun o Polsce, ktora historycznie jest, ale jakby jej de facto nie było... (ragmenty rozmowy z Rafałem Pazio)


"(...)Jak wiemy, będzie temu towarzyszyła ekspedycja parlamentarzystów państwa położonego w Palestynie do Polski. Przynajmniej dywizja – tak to roboczo szacuję – przedstawicieli armii i służb tego państwa będzie potrzebna, żeby zapewnić należytą ochronę. Akurat na czas Sejm Post-PRL przyjął ustawę 1066, która na to pozwala. Opinia publiczna dowiedziała się także ostatnio, że Rosja, która r chce, żeby to było ównież jej święto, wydała milion już nie wiem w jakiej tam walucie na restaurację ekspozycji w muzeum oświęcimskim. Możemy się domyślać, że Rosja płaci właśnie na to, żeby nowym blaskiem zajaśniała chwała Armii Czerwonej. To jest narracja historyczna po trupie Polski. W takiej narracji nie ma miejsca na niepodległe państwo, tylko ew. protektorat.
(...)W 1945 roku Armia Czerwona i NKWD wyzwalają Oświęcim, w takim samym znaczeniu, w jakim np. Lwów i Kijów zostały w 1941 roku „wyzwolone” przez Wehrmacht i SS. Niemcy też dokonywali wtedy rozmaitych wstrząsających odkryć. Dzięki temu np. lwowiacy mogli rozpoznawać swoich bliskich i znajomych w zwłokach, które hitlerowcy zastali na dziedzińcu lwowskiego więzienia – są wstrząsające zdjęcia filmowe. Ale przecież żaden człowiek przy zdrowych zmysłach nie godzi się na taki koncept, żeby Niemców z roku 1941 czcić jako „wyzwolicieli”. Tak samo w żadnej polskiej narracji historycznej nie ma miejsca na wizję sowieckiej armii, jako „wyzwolicielskiej”. Przecież ta armia sam Oświęcim przemienia natychmiast w łagier (tzw. obóz filtracyjny). Odsyłam do lektury pożytecznej książeczki „Deportacje Górnoślązaków do ZSRR w 1945r.” (pod red. A.Dziuroka i M.Niedurnego, wyd. IPN, Katowice 2004), w której czytamy m.in.: „Typowym przykładem obozu, który służył Rosjanom do selekcji uwięzionych celem wywozu do ZSRR zdolnych do pracy fizycznej osób, były obozy na terenie Oświęcimia i Brzezinki. Komendantem obozu nr 22 i 78 był płk Masłobojew. Przez te obozy przeszło kilkadziesiąt tysięcy jeńców niemieckich i osób uznanych przez Rosjan za Niemców”. Nb może się chojraki z RAŚ o to upomną wobec prezydenta Putina – może jemu podskoczą bodaj na tłiterze: „P…dol się kagiebisto” – ? Gdyby było państwo polskie, w muzeum oświęcimskim mielibyśmy osobny dział poświęcony zbrodniom sowieckim. Podobnie jak na Majdanku, gdzie po zajęciu przez sowietów latem 1944 roku i przedstawieniu mediom światowym obrazu bestialstwa niemieckiego, natychmiast utworzono łagier – w poniemieckich barakach zamykano AK-owców. I tak wygląda prawdziwa polska historia, a nie jej polit-poprawna wersja, dyktowana przez zwycięzców II w.ś. i posłusznie transmitowana przez ich kolaborantów."

źrodło "Najwyższy Czas"


Ostatnio zmieniony przez Tornado dnia Pią 10:22, 31 Sty 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Sob 10:06, 01 Lut 2014    Temat postu:

TO SIĘ W GŁOWIE NIE MIEŚCI! Miał rację Jan Paweł II, gdy mówił o Francji "byłaś pierwszą córką Kościoła". [b]Fakt, byłaś, bo już nie jesteś.


"Diecezja Rouen wyprzedaje zabytkowe ornaty, stuły, kielichy, cyboria, monstrancje, relikwiarze (z zawartością!) itp.!!!!

To, co pokolenia wiernych fundowały i darowały przez setki lat, posoborowa barbaria, której komornik wisi nad głową, wynosi z Domu i wyprzedaje, jak jakiś menel na głodzie alkoholowym.

Aukcja odbyła się wczoraj [30.01.2014]. Katalog można ściągnąć w postaci pliku PDF. Sprzedaż w domu aukcyjnym zorganizował sam ordynariusz. Na protesty wiernych odpisał, że zasięgnął opinii rady diecezjalnej, więc wszystko jest OK.

Pozostaje kwestia sprzedaży relikwii (KPK kan. 1190), w katalogu stoi jak byk, że przedmiotem sprzedaży są relikwiarze z zawartością. Pod numerem 16 znaleźć można nawet “Reliquaire de la fin du XVIIIème siècle (…) particules de la Vraie Croix de N.S. J. C. ” (relikwiarz z końca 18 wieku zawierający fragmenty Prawdziwego Krzyża N[aszego] Z[bawiciela] J[ezusa] C[hrystusa])


Kyrie eleison!"


[link widoczny dla zalogowanych]

Plus dopisek Gajowego Maruchy, bo z jego blogu jest ten przedruk.

"[i]A poza tym Kościół nigdy jeszcze nie był w tak dobrym stanie, jak za czasów pontyfikatu Franciszka.
Oby ci, którzy handlują relikwiami Krzyża Świętego, skonać nie mogli."


Ostatnio zmieniony przez Tornado dnia Sob 10:07, 01 Lut 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Sob 12:08, 01 Lut 2014    Temat postu:

Pogodne pocztówki

I pomyśleć ile straciliśmy na własnej łatwowierności słuchając pilnie Anglików i Francuzów. Przeglądam akurat przedwojenne pocztówki i widzę jak nisko upadliśmy. Nie tylko terytorialnie, ale także i turystycznie. Nie potrafimy dzisiaj na dodatek ratować resztek z tego co nam zostało, zabiegać o przeszłość.

Weźmy np. moje miasto. Blichtr i splendor przedwojenny. Kino się nie mogło bez mojego miasta obejść. Nafaszerowane pensjonatami jak szarlotka jabłkami miało w sezonie więcej wczasowiczów niż mieszkańców. Genialne w swej drewnianej urodzie wabiło i kołysało odpoczynkiem. Kto żyw spieszył więc w w cień jego werand. Tutaj urodził się Koziołek Matołek, ale nikt o tym fakcie już nie pamięta. Tu rodził się także Król Maciuś Pierwszy...Tutaj obozował Pilsudski. Tutaj kręcono też przedwojenne filmy..Tu mieszkali znani przedwojenni aktorzy. Tu bywała elita II RP.

Zniszczone w okupację przez Niemców, którzy wymordowali wiekszość jego mieszkańców, potem sowietów, a po wojnie zdławione i rozszabrowane dodatkowo przez wysiedleńców warszawskich miasto umarło dość szybko, straciło na znaczeniu - zbrzydło i spokraczniało. Jeszcze przy życiu trzymały go nieliczne sanatoria min. Przedwojenny Szpital miasta stołecznego Warszawy oraz Szpital Wojskowy. Dziś podremontowane, przy czym wojskowy lśni przedwojenną świetnością, bo jego urok architektoniczni zobaczyli w UE.

Słynęło też moje miasteczko z płyciusieńkiej rzeczki i dobrego klimatu dla chorych chronicznie na płuca i astmę, bo powietrze mieliśmy wyjątkowo suche, iglaste, przesycone wiecznymi kosmykami słońca ( a może mnie tylko pamięć myli, może każde dzieciństwo bywa słonecznym?).

Pociągi w związku z tym wypluwały ze swoich wnętrz co niedziela setki spragnionych słońca i ochłody w płytkiej rzece warszawiaków. A niedaleko, bo u skrzyżowania naszej rzeki z Wisłą znajdowala się i inna atrakcja, słynna plaża dla naturystów, druga w Polsce po tej w nadmorskich Chałupach. Niedaleko zaś istniały resztki wiślanego mostu, który łączył przed wojną nasze uzdrowisko z innym, bo z Konstancinem (podobno prywatni inwestorzy chcą teraz ten most odbudować i pobierać co zrozumiałe za korzystanie z niego opłatę. Ha, dobry to pomysł, bo zniszczony przez Niemców most ułatwilby nam wjazd bezpośredni na Wilanów i Urysnów z pominięciem zat łoczonej Pragi).

Tak sobie to piszę, bo widzę też obok kartek pocztowych swojego miasteczka, także i inne. Słane z Truskawca koło Borysławia, posyłane z Nałęczowa, nadawane z Zakopanego, Jastarni i Zaleszczyk.

Pasowało nawet wtedy w II RP mówić: znaszli ten kraj gdzie cytryna dojrzewa? Taaak..znam, bo to Zaleszczyki jak już o to pytacie -padłaby zapewne odpowiedź.

Zaleszczyki to jakby miniaturowy odpowiednik mojego miasteczka, rozsławione na całą Polskę nie tylko fatalnym mostem z 1938 roku, czy zamieszkującą go w większości mniejszością żydowską, to także posiadające pierwszą w II RP plażę dla golasów! Mikroskopijne Zaleszczyki biły na głowę nie tylko nasze piaski i karaski, ale i pozostałe kurorty międzywojnia rzeczą najcudowniejszą , środziemnomorskim klimatem.

My dawaliśmy latem upał w cieniu sosen, albo chłód od pijalni wód lub z fal kapryśnego Bałtyku, gdy tymczasem oni dawali go w zwielokrotnionych ilościach na plaży "Cienista" I "Słoneczna" schłodzonego na potrzeby wczasowicza bujnym winogradem, sadami morelowymi i brzoskwiniowymi. Czerwieniły się pod łaskawym okiem klimatu wczesne odmiany czereśni, wyborne śliwki, jabłka i gruszki Śmiały się tam człowiekowi w twarz kakofonią barw melony, arbuzy, pęczniały pomarańcze, żółciły cytryny.

Planowali mieszkańcy Zaleszczyk posadzić palmy nad brzegiem Dniestru, żeby Polska miała swoją Rivierę oraz rozbudować winnice aby uniezależnić się od importu. Tego dobra u nas nie było, u nas było jedynie nieuchwytne zdrowie schowane w sosnowych szpilkach, morskiej bryzie, ceramicznym kubku ...
Ale jedno nas bezsprzecznie wtedy przed wojną łączyło. To... urok miejsc, i tylko to zostało w pamięci, gdy wszystko inne zniknęło zmiecione zawieruchą wojenną i powojennymi zmianami.

Komentarz

Zwiedzam Polskę jeżdżąc na rowerze. Nadal są ładne miejca. Weźmy pod uwagę Wybrzeże, Śląsk, Sudety. A rdzeń został, tylko że tego co nie zniszczyła wojna, niszczymy sami - naszym prawem a raczej bezprawiem - kazus Kazminierza Dolnego nad Wisłą, gdzie z urokliwego miasteczka zrobiono tandetne Krupówki, gdzie całe krajobraz, całe wąwozy są skupowane przez możnych.

PS
"słuchając pilnie Anglików i Francuzów". Francuzów zostawmy, otwartym tekstem komunikowali naszym władzom, że nam nie pomogą, a układ podpisali pod naciskiem Anglików i naszych. Do przewidzenia była wartość takiego układu.
RZECKI27.01 15:52
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Nie 15:46, 02 Lut 2014    Temat postu:

Litewski minister kultury Šarūnas Birutis uważa, że Polska zagraża litewskim wartościom w równym stopniu co Rosja.

„Nie wyróżniałbym tu jedynie Rosji. Swoich wartości musimy bronić przed każdym. Tak samo powiedziałbym o Polsce, która jest obok i dąży do realizacji swoich interesów."




Od dłuższego czasu nacjonaliści litewscy wybrani przez nacjonalistów litewskich robią sobie z Polaków na Wileńszczyźnie potulne dzieci do bicia, a z Polski i polskich polityków po prostu niedojdy i niemoty, z których można jawnie kpić i nimi pomiatać. Powyższy cytat zaczerpnięty z "Kuriera Wileńskiego" tylko w zaledwie lekkim stopniu pokazuje ogrom nienawiści jaką w gruncie rzeczy żywią do Polaków na Litwie Litwini. No i jak cynicznie sobie nią w Europie pogrywają (pamiętna sławna litewska akcja fotograficzna "Kocham Polskę" czy coś w tym guście).

Moja żona będąc ostatnio w Wilnie poznała na własnej skórze tę wielką litewską "miłość" do Polski, bo gdy w jednej z restauracji chciała sobie zamówić ze znajomą obiad, to miłościwie ich nie obslużono. Po prostu obłsuga usłyszała że obie rozmawiają po polsku, to wystarczyło. Poszły po rozum do glowy i juz w innej knajpie złożyły zamówienie po rosyjsku, które nieoczekiwanie zostało zrealizowane. A więc temu litewskiemu ministrowi od kultury coś się z tym zagrożeniem rosyjskim mocno pomajtało ...

Powod niechęci, czy bardziej wrogości litewskiej wobec Polakow jest banalny, przyziemny. Litwa się po prostu boi, Litwa przez skorę czuje, bo Litwa doskonale wie, że tereny Wileńszczyzny nie należą do niej, boi się więc panicznie ewentualnego wyroku Historii, stąd ta zawczasu organizowana niekończąca się antypolska akcja, mająca za zadanie wykorzenić polskość z tych ziem nim się je ponownie utraci. Zaczęli dość wcześnie, bo już podczas II wojny światowej w Ponarach, gdzie do spółki z Niemcami wymordowali blisko 100 tysięcy obywateli II RP. Potem stali na wieżyczkach niemieckiego obozu w Majdanku, walczyli z polską partyzantką w niemieckich mundurach, podobno dławili także Powstanie Warszawskie a swoją niepodległość oparli w końcu na łasce Stalina. I my jako naród mamy spokojnie patrzeć, jak nas dalej bezprawnie poniżają?
Generalnie jako Polska w obronie Polaków na Wileńszczyźnie powiniśmy zastosować konkretne polityczne retorsje wobec Litwinów mieszkających w Polsce. Nie wiem dlaczego nasi politycy tego dotąd nie zrobili, że nie stają także w obronie naszych praw na Wileńszczyźnie. Czyżby zależałoby im na uległości wobec tego małego, wypustoszałego rolniczo kraju o brunatnej przeszłości, któremu wydaje się, że im wyżej podskoczy i pokrzyczy, lub kopnie w kostkę dużego sąsiada, to będzie od tego silniejszy i bogatszy?

Czas najwyższy rozliczyć Litwinów nie tylko za niezgodną z prawem UE dyskriminację i litwinizację Polaków żyjących na Wileńszczyźnie, ale także za historyczne ludobojstwo w Ponarach jakiego dopuścili się na obywatelach polskich (ok. 100 tyś. osob). Zażądać od władz litewskich z tego tytułu przeprosin oraz wysokiego materialnego odszkodowania dla bliskich.

Mój kolega mówił kiedyś: "Bedą tak nas Polaków prowokować, to powrócą tam skąd przyszli: do Kowna".
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Nie 17:00, 02 Lut 2014    Temat postu:

Autor zapomina o jednym, że wysokość podatków zależy od obywateli, którzy decydują o nich przy urnie wyborczej. Bantustan chciał. Bantustan ma.

PODATKI. Większość Polaków oddaje państwu w formie podatków, składek i opłat połowę swych dochodów. Najzamożniejsi i ich firmy nie płacą często nic lub prawie nic.
Przeciętny Polak, na którego podatkach opiera się rodzimy budżet, w większości krajów Zachodu nie zapłaciłby w ogóle podatku dochodowego. Za mało zarabia!

Natomiast zamożni, jak prezydent Krakowa Jacek Majchrowski czy prezes Comarchu Janusz Filipiak, musieliby oddać zachodniemu fiskusowi znacznie więcej niż oddają polskiemu.

W krajach rozwiniętych każdy, kto ma roczne dochody nie przekraczające 4-5 średnich miesięcznych pensji, w ogóle nie płaci podatku dochodowego (PIT). W Wielkiej Brytanii nie płacą go ci, którzy zarobią poniżej 9,4 tys. funtów rocznie, w Niemczech – 8,35 tys. euro, we Włoszech – 8 tys. euro, w Irlandii – 7,9 tys. euro, w USA – 10 tys. dolarów.

W Polsce, od lat, kwota wolna od podatku wynosi niecałe 3,1 tys. zł, czyli 729 euro. W efekcie, co jest kuriozum, podatek dochodowy muszą u nas płacić nawet zarabiający 260 zł miesięcznie. – A minimum socjalne na osobę wynosi 1000 zł netto – mówi prof. Mieczysław Kabaj, nestor polskich ekonomistów z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych.

Prof. Marek Belka, szef NBP, zauważa, że podatek dochodowy płaci u nas wyjątkowo duży odsetek obywateli: ok. 25 mln z 38,5 mln (wliczając w to dzieci i 2 mln emigrantów). Dla porównania – w 63-milionowej Wielkiej Brytanii jest 29 mln płatników PIT; generalnie na Zachodzie są oni mniejszością.

Prof. Kabaj tłumaczy, że państwa rozwinięte nie opodatkowują niskich dochodów, bo to nie tylko rodzi nędzę, ale i zabija skłonność do samodzielnego radzenia sobie w życiu. Z wszelkich badań wynika, że łupienie np. debiutujących na rynku przedsiębiorców czy osób podejmujących niskopłatne zajęcia, by przeżyć, nie ma sensu – wręcz szkodzi.

Rozwinięte kraje sięgają za to głębiej do kieszeni zamożnych. Stawki PIT dla najlepiej zarabiających wynoszą tam od 40 do 57 procent, Francuzi chcieli nawet wprowadzić 75 proc. Konserwatywny rząd Davida Camerona obniżył w zeszłym roku podatki Brytyjczykom zarabiającym ponad 150 tys. funtów do 45 proc. Wywołało to oburzenie dużej części społeczeństwa i labourzyści chcą przywrócić 50 proc. Według dziennika “The Guardian”, będzie to “z pewnością jeden z gorących tematów kampanii wyborczej”.

W Polsce najwyższa stawka PIT – 40 proc. – została zniesiona przez rząd PiS. Najlepiej zarabiający (ponad 85,5 tys. zł rocznie) płacą od kilku lat 32 proc. Tzn. płacą średniacy, czyli ok. pół miliona osób, bo najwięksi krezusi nauczyli się podatki “optymalizować”, czyli uciekać z dochodami za granicę. I często nie oddają polskiemu fiskusowi nic.

Prof. Kabaj podkreśla, że to, co dzięki łaskawości polskiego państwa zostaje w kieszeni wyższych menedżerów, urzędników, wziętych prawników czy lekarzy, nie napędza koniunktury w Polsce, tylko na Zachodzie, bo tam bogaci robią zakupy. – Krajową koniunkturę pobudza najbardziej podnoszenie dochodów uboższym, bo jest ich wielu i kupują podstawowe, wytwarzane w Polsce towary i usługi – mówi profesor.

Rząd Donalda Tuska osłabił jeszcze siłę nabywczą biedniejszych, likwidując większość ulg, a przede wszystkim podnosząc VAT. Według rządowych prognoz, prawie 47 procent tegorocznych wpływów budżetu państwa pochodzić będzie właśnie z VAT, jedna czwarta – z akcyzy, 17,6 proc. z PIT, a 9,4 proc. – z CIT, czyli podatku dochodowego od firm. Wielkość i udział CIT maleje.

Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców wylicza, że tylko 37 proc. firm płaci ten podatek. Przeciętna oddaje państwu 0,44 proc. wartości swych obrotów, ale małe firmy płacą średnio 2 proc., a duże, w tym zagraniczne sieci handlowe – 0,2 proc. lub nic. Prezes ZPP proponuje zastąpienie CIT podatkiem od obrotów.

A co z PIT? Wiktor Wojciechowski z Forum Obywatelskiego Rozwoju postuluje podniesienie kwoty wolnej od podatku dochodowego do ok. 6 tys. zł, co dałoby oddech uboższym. Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha w ogóle wątpi w sens PIT, zwłaszcza tak skomplikowanego i kosztownego, jak polski. Zwolennicy likwidacji PIT chcą zastąpić go podatkiem od funduszu płac lub tzw. pogłównym.

Kraje OECD i UE starają się ograniczyć bogatym możliwość “optymalizacji podatkowej”. Niemcy i Francuzi chcieliby ujednolicić w UE wysokość i zasady opodatkowania firm. Polski rząd nie planuje gruntownych zmian w systemie podatkowym z 1991 roku.

Zbigniew Bartuś
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Śro 9:17, 05 Lut 2014    Temat postu:

Polacy urodzeni pod berłem królowej Elżbiety będą wykształceni jak mało kto w świecie.....

'Brytyjscy reformatorzy stwierdzili, że pięciolatki nie są wystarczająco dobrze przygotowane (emocjonalnie i społecznie) do podjęcia wyzwań szkolnych. Proponują więc, by proces przygotowania do nauki typowo szkolnej rozpocząć w wieku… dwóch lat. Jednocześnie rząd chce się uporać z „kryzysem wychowawczym” dotykającym rodziny ubogie i patologiczne – dzieci miałyby przebywać w szkole praktycznie cały dzień.

Minister edukacji Liz Truss zwróciła się do kuratoriów w całym kraju z propozycją, by żłobki wydłużyły godziny pracy, aby rodzice mogli zostawiać maluchy na cały dzień. Jednocześnie minister podjęła działania ograniczające biurokrację szkolną, by placówki mogły przyjmować… dwulatków.

Rząd przekonuje, że zmiany pomogą zapewnić dziesiątkom tysięcy dzieci miejsce w odpowiedniej placówce szkolno-wychowawczej, przez to unikną one „deprawacji w rodzinach patologicznych”. Ponadto matki z rodzin ubogich będą mogły wcześniej podjąć pracę.

Minister Truss twierdzi, że szkoły są odpowiednio przygotowane na przyjęcie maluchów. Rzekomo posiadają odpowiednie zaplecze, a nauczyciele są przeszkoleni. Zdaniem minister, nie będzie problemu z dostosowaniem zajęć do potrzeb dwulatków. Zmiany mają umożliwić lepszy start szkolny dzieciaków z rodzin ubogich i patologicznych.

Rząd przewiduje, że do końca tego roku 40 procent wszystkich dwulatków, tj. około 130 tys. dzieci z uboższych środowisk będzie uprawnionych do piętnastu godzin bezpłatnej opieki tygodniowo w szkołach lub żłobkach. Obecnie, tylko niewielka liczba szkół oferuje zajęcia dla dzieci poniżej trzech lat.

Minister Truss zaapelowała także o wydłużenie czasu pracy placówek szkolno-wychowawczych. Ministerstwo edukacji zdecydowało się przyznać dotację 49 szkołom podstawowym w wysokości do 1000 funtów na dziecko. Ma to pomóc w tworzeniu odpowiednich warunków dla dwulatków.

Na zarzuty ekspertów, sugerujących, że wczesna edukacja szkolna niekorzystnie odbije się na emocjonalnym rozwoju dzieci, Departament Edukacji odpowiada, iż „dowody wskazują, że począwszy od najmłodszego wieku nauczyciele wysokiej jakości mogą mieć rzeczywisty i trwały wpływ na rozwój oraz życiowe szanse dzieci, zwłaszcza tych z rodzin najuboższych”.

Szef organizacji Pre-school Learning Alliance, Naeil Leitch jest przekonany, że posyłanie dwulatków do szkoły to „głupota”. Jego zdaniem, wczesna edukacja szkolna jest dla nich nieodpowiednia i wcale nie przyczyni się do rozwijania zdolności poznawczych. Dzieci stracą z powodu zaburzeń emocjonalnych.

Pod koniec ubiegłego roku szefowa Ofsted – instytucji odpowiedzialnej za standardy edukacyjne – baronessa Morgan skarżyła się, iż pięciolatki mają niskie umiejętności społeczne. Nie potrafią się właściwie komunikować i nie nadają się do podjęcia nauki w szkole. Dlatego zaproponowała tworzenie szkół dla dwulatków, w których dzieciaki mogłyby pozostawać aż do godziny 18.00 i tam przygotowywać się do podjęcia w wieku pięciu lat typowo szkolnych obowiązków.'

Źródło: The Daily Telegraph, AS
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gargangruel
Administrator



Dołączył: 23 Mar 2011
Posty: 6439
Przeczytał: 1 temat

Skąd: ZE SREBRNEGO NOWIU

PostWysłany: Śro 9:28, 05 Lut 2014    Temat postu:

Jakie piękne rozumowanie. Ponieważ pięciolatki nie nadają się do szkoły, to trzeba wysłać do szkoły dwulatki.
Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości dlaczego Orwell umieścił akcję "Roku 1984" w Anglii?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Śro 13:03, 05 Lut 2014    Temat postu:

Gargangruel napisał:
Jakie piękne rozumowanie. Ponieważ pięciolatki nie nadają się do szkoły, to trzeba wysłać do szkoły dwulatki.
Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości dlaczego Orwell umieścił akcję "Roku 1984" w Anglii?


Nie pomyślalem o tym.... Ciągle brałem do serca myśl że Orwell nabija się wyłacznie ze Stalina, a on tymczasem swoją powiescią przestrzegał także swoich. Wdocznie już wtedy dopatrywał się we własnym narodzie nienormalnych planów.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Czw 15:06, 06 Lut 2014    Temat postu:

Temat ukraiński zaczyna mnie powoli nużyć, ale wrzucę ten tekst jako informację spoza oficjalnej ramówki.

Wydarzenia na Ukrainie – Jak nas ogłupiają

Odcięcie od pełnej informacji, brak rzetelnych analiz, przekazywanie jednolitej (skrajnie nieobiektywnej) oceny wydarzeń) – oto obraz polskich mediów. Wszystkich – nie tylko tych głównych, rządowych. W sprawie wydarzeń na Ukrainie media pro-rządowe i propisowskie idą ręka w rękę. O czym to świadczy? Jakie będzie miało, dla nas Polaków, skutki? Czy to jest jeszcze demokracja i czy Polska to suwerenny kraj?

Cenzura nie umarła

Oglądam anglojęzyczne stacje telewizyjne – BBC, CNN, RT i nie mogę wyjść ze zdumienia. Obraz świata, jaki pokazują jest całkiem inny od tego czym karmią swoich widzów nie tylko Polsat, TVN, ale i telewizja publiczna.

W środkowej Afryce trwa wojna, w Indiach protesty przeciwko korupcji – podobnie jak w Turcji, w której wybuchł skandal rządowy, w Tajlandii wybory i masowe protesty opozycji. Tymczasem w polskiej telewizji albo wieje wiatr i łamie słupy energetyczne, albo nie pada śnieg (albo pada), albo pokazują chore dzieci. Chore dzieci zawsze wzruszą i zajmą uwagę ślęczącego przed ekranem Polaka skutecznie dowodząc go od myślenia o sprawach publicznych, ogólnych.

Po co Polak ma widzieć jak tureccy ministrowie biorą łapówki: jeszcze pomyśli, że i u nas są ministrowie i może oni nie całkiem tacy różni od tych Turków.

Zachęcam każdego, kto choć w podstawowym stopniu opanował angielski i ma „satelitę” do obejrzenia informacji jakie dostaje widz stacji innych niż polskie. Zrozumiecie wówczas, że jesteśmy poddani cenzurze i praniu mózgu jeszcze skuteczniejszemu niż za komuny. O wiele bardziej skutecznemu.

Bardziej różnorodne i wolne jest radio, do prawdziwych informacji można dogrzebać się w Internecie, ale podstawowym medium kształtującym widzenie świata przez masy jest telewizja i tu mamy ogłupianie jakiego świat nie widział. A wszystko to oczywiście podane w atrakcyjnej formie. Bo np. w sprawach muzyki, rozrywki itd. to mamy światowe życie. Na bieżąco oglądamy wręczanie Oscarów, Grammy, widzimy co robią gwiazdy szoł-biznesu – więc Polak może mieć złudzenie, że i w sprawach publicznych, politycznych informacje, jakie dostarcza mu TV są bieżące, aktualne i rzetelne. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie.

Majdan i okolice czyli kłamstwo do potęgi

Informacje podawane od początku konfliktu na Ukrainie i komentarze polskich „gadających głów” na ten temat są szczególnie nierzetelne i stronnicze.

Oto Polacy dostają ze wszystkich telewizji obraz następujący: zły dyktator Janukowicz, rządzący w imieniu oligarchów prześladuje pokojową, demokratyczną opozycję. Ta „pokojowa opozycja” zmierza do demokratyzacji Ukrainy, cierpi, i my Polacy musimy jej w tym pomagać, popierać, zbierać datki, wspierać politycznie „bo i nam za Solidarności pomagano”.

I co by ten Janukowycz nie zrobił – w komentarzach polskich dziennikarzy jest złe, przewrotne i godne potępienia. Nawet jak wykonuje gesty pokojowe. Jak milicja bije demonstrantów – wiadomo – źle. Ale jak Janukowycz ogłasza amnestię – też okazuje się, że źle robi. Proponuje liderom opozycji objęcie stanowiska premiera, wicepremiera – też niedobrze!

To, że nie podpisał Janukowycz umowy z Unią to bardzo źle. Ale jak podpisał korzystną dla Ukrainy umowę z Rosją, w ramach której Ukraina dostała tani gaz i 15 mld dolarów pożyczki – to już okrutna zbrodnia! No przecież dostawanie 15 mld dolarów to jakaś narodowa zdrada. Wyprzedaż interesów własnego kraju Putinowi i Rosji.

Co innego jak amerykańscy agenci CIA wręczają polskim politykom 15 mln dolarów w kartonowych pudłach za wynajęcie polskiego terytorium do torturowania więźniów – aa, to całkiem co innego! To jest w porządku i cacy. Chwalą to nie tylko ci, za których rządów 15 mln wzięli i podzielili – Kwaśniewski i Miller – ale i obecny premier i lider opozycji Kaczyński. To jest w porządku, tu dziennikarze są bardzo delikatni. Nie stawiają niewygodnych pytań, nie mówią o zdradzie itp. ale Janukowycz za umowę z Rosją to dostaje baty.

Za wszystko zresztą, bo z góry wiadomo, że Janukowycz jest be, a „demokratyczna opozycja” – cacy. Jak „demokratyczna opozycja” tłucze szyby, bije milicjantów, zajmuje siła rządowe gmachy, rzuca „koktajlami Mołotowa” – to jest to „pokojowy protest”.

Ciekaw jestem co by było, gdyby polscy kibice zaczęli palić opony pod kancelarią Komorowskiego, zajmować siedziby urzędów wojewódzkich i żądać ustąpienia „ruskiego agenta”? Czy też byłby to wówczas „pokojowy protest”?

Ale to nie wszystko. W internecie przemyka wiadomość, (ale tak chyłkiem), że oto na Majdanie w Kijowie zaczynają dominować nacjonaliści z organizacji „Prawy Sektor”, nawiązujący wprost do tradycji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii.

Przypomnijmy, że OUN jeszcze przed wojną dokonywała terrorystycznych zamachów na polskich polityków, zabiła m.in. ministra Pierackiego. OUN mordowała także tych polskich polityków, którzy byli zwolennikami ugody z Ukraińcami i stworzenia ze wschodnich województw sfederowanego z Polską ukraińskiego państwa. Takim politykiem był m.in. Tadeusz Hołówko, zamordowany przez OUIN. Z rąk terrorystów OUN ginęli także Ukraińcy, którzy w przedwojennej Polsce byli za współpracą między naszymi narodami.

W czasie II wojny OUN i jej lider Stepan Bandera, stworzyło podziemną armię UPA, która walczyła u boku Niemców z „Moskalami, Lachami i Żydami”. Obok UPA – przy błogosławieństwie OUN powstała także dywizja SS-Galizien” złożona z nacjonalistów. „SS-Hałyczyna”, podobnie jak UPA dokonała szeregu mordów na Polakach zamieszkujących Kresy. Szczególnym okrucieństwem zaznaczyły się rzezie na Wołyniu. Wg różnych ocen z pewnością można udokumentować 130 tys. ofiar polskiej, cywilnej ludności, przy czym są szacunki mówiące o 300 tys. ofiarach. Była to klasyczna „czystka etniczna” dokonana na cywilnej, bezbronnej ludności polskiej.

Teraz liderzy nacjonalistycznej partii „Swoboda”, „Prawego Sektora” protestujący na Majdanie, w Kijowie i zajmujący siedziby władz obwodowych niosą z sobą portrety Bandery i wprost powołują się na tradycje OUN-UPA.

I polscy politycy – wszystkich opcji – jadą na Majdan, stają na tle czerwono-czarnych banderowskich flag wznosząc okrzyk „Sława Ukrainie – sława bohaterom”, który jest okrzykiem bandziorów UPA.

Dlaczego tych obrazów nie ma?

Oglądam anglojęzyczne telewizje i widzę jak na Majdanie stoi ogromny bilbord z Banderą, jak tłum idzie z transparentem z Banderą, pod hasłem „To nasz bohater”. Dlaczego żaden z polskich dziennikarzy obecnych w Kijowie i na Ukrainie – tej sceny nie zauważa? Dlaczego nie komentuje faktu, że protest na Ukrainie dawno już dominowali skrajni nacjonaliści ze „Swobody” i z „prawego Sektora”? To oni, a nie jakiś śmieszny Kliczko czy umiarkowany Jaceniuk są zwycięzcami rewolucji.

Bo to jest rewolucja – w której chodzi o obalenie urzędującego, legalnie wybranego prezydenta i zdominowanie Ukrainy przez elementy nacjonalistyczne, odwołujące się do tradycji nazistowskiej, nienawidzące tak samo Polaków, jak i „Moskali”. Jeśli ta nacjonalistyczna rewolucja na Ukrainie zwycięży, na wschód od naszej granicy powstanie wrogie wobec Polski i Polaków państwo.

Dlaczego dziennikarze w polskich telewizjach nie mówią o tym Polakom?

Z trudem dogrzebuję się w czwartek, na Onecie, do informacji o wydarzeniach z ubiegłego tygodnia, kiedy grupa nacjonalistów zatrzymała przed Lwowem polski rejsowy autokar i sterroryzowała pasażerów. Pijani nacjonaliści kazali Polakom wykrzykiwać upowskie hasło: „Sława Ukrainie, sława bohaterom” grożąc, że ich spalą w palących się wokół drogi oponach.

Dlaczego tej informacji nie zobaczyliśmy w głównych wydaniach wiadomości?

Portal kresy.pl zamieszcza wywiad, jaki dla „Rzeczpospolitej” udzielił Andrij Tarasiuk – jeden z liderów „Prawego Sektora”. Dla niego rzezi na Wołyniu nie było, a Polska powinna oddać Ukrainie Przemyśl i paręnaście powiatów w Bieszczadach. A w ogóle to już nie chodzi o żadną tam Unię Europejską, tylko o stworzenie silnej, jednolitej narodowo Ukrainy.

W tym samym czasie Ośrodek Studiów Wschodnich przysyła mi do redakcji „analizę” sytuacji na Ukrainie, w której słowa nie ma o roli nacjonalistów w wydarzeniach w tym kraju. Za to jest wniosek, który powtarzają wszyscy politycy: „należy popierać protestujących”.

Kopiemy sobie grób

Polska, rękami tzw. „polityków” – wszystkich od Tuska do Kaczyńskiego – kopie sobie grób popierając nacjonalistów ukraińskich i wywołanej przez nich rewolucji. Bo oczywiście o żadnym tam „pokojowym proteście” dawno nie ma już mowy.

Z polskich elit i publicystów nieliczni tylko zachowali rozsądek. O społeczeństwie nie mówię, bo odcięte od informacji, poddane masowej indoktrynacji – nie jest w stanie wytworzyć sobie prawdziwego obrazu sytuacji. Obudzi się – nie daj Boże – z ręką w przysłowiowym nocniku, kiedy będzie już za późno.

Tymczasem rozum polityczny nakazuje bezwzględnie w sprawach ukraińskich –postępować zupełnie odwrotnie niż to robią polscy tzw. „politycy” i media.

Dla Polski bezwzględnie korzystna jest władza Janukowycza. Że reprezentuje oligarchów, że na Ukrainie jest korupcja? Tak – jest. Ale na zachodniej Ukrainie, zdominowanej przez nacjonalistów też są oligarchowie i też jest gigantyczna korupcja. Każdy, kto przejeżdżał granicę jadąc do Lwowa wie, że jak nie da łapówki celnikowi to będzie tkwił na granicy kilka godzin.

Ukraina jest krajem skorumpowanym do szpiku kości, a jej liderzy nacjonalistyczni nie są tu ani o jotę lepsi od prorosyjskich oligarchów ze wschodu. Popierająca neo-banderowców Tymoszenko nie za darmo siedzi w więzieniu i śmieszne są te obłudne łzy naszych „obrońców praw człowieka”, którzy żądają jej uwolnienia.

Jednak Janukowycz nie popiera nacjonalistów i stanowi dla nich przeciwwagę. Podobnie nigdy nie poprze nacjonalistów z SS-Galizien Rosja. Dlatego interes rosyjski i polski w sprawie ukraińskiej się zbiega i dążenie naszych – pożal się Boże – pseudopolityków do osłabiania za wszelką cenę i w każdej sytuacji Rosji to więcej niż błąd. To głupota.

Zresztą uważam, że to nie głupota. To interes amerykański, a ściśle mówiąc, pewnych kręgów amerykańskiej finansjery, którym Putin dał po łapach nie pozwalając rozkradać swojego państwa. Dlatego to amerykańska polityka popiera Majdan i neo-banderowców. A nasze sługusy (którzy bez wyjątku siedzą w amerykańskiej kieszeni) jadą na Ukrainę i też nacjonalistów popierają. Samą głupotą tego wyjaśnić się nie da. Zresztą taki zmasowany front propagandy, jaki obserwujemy w „mediach głównego koryta” nie byłby możliwy bez wsparcia – jak to mówi St. Michalkiewicz – „razwiedki”.

Wiem, że kieruję mój tekst do czytelników, którzy podlegają masowej indoktrynacji i w tej sytuacji moje wnioski będą dla wielu kontrowersyjne. Ale jestem przekonany, że już wkrótce zobaczycie, że to jest właściwy punkt widzenia, oparty na faktach i prawdzie. Pociesza mnie też i to, że nie jestem taki całkiem odosobniony – bo i ks. Zaleski, i Łysiak i wielu niezależnych (choć odciętych od dostępu do TV) publicystów dokładnie tak samo widzi te sprawy.

Podtrzymuje mnie także na duchu reakcja naszych Czytelników na moje poprzednie artykuły na ten temat. Dostałem wiele telefonów od Państwa, którzy popierali mój punkt widzenia. To dla publicysty jest najwyższą nagrodą i serdecznie wszystkim, którzy tak okazali mi swoje poparcie – dziękuję.

Mam wreszcie nadzieję, że ten głos nie pójdzie na marne i polska opinia publiczna wreszcie się obudzi. Można by rzec: „Rodacy nie bójcie się myśleć!”

No i nie dawajcie się tak ordynarnie okłamywać specom, którzy realizują na pewno nie nasze interesy, a których można kupić za parę dolarów, co niedawno widzieliśmy.

Janusz Sanocki
[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Tornado dnia Czw 15:06, 06 Lut 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Czw 18:21, 06 Lut 2014    Temat postu:

"Jest się albo chrześcijaninem, albo Niemcem. Nie można być jednym i drugim" Adolf Hitler



"Niemiecki episkopat zapowiedział nową drogę w przekazywaniu wiernym zasad katolickiej moralności seksualnej. Ankieta wśród wiernych zmusza Kościół do działania.

Wszystko zaczęło się od przeprowadzonej na całym świecie na zlecenie papieża Franciszka ankiety wśród wiernych. Wyniki tej ankiety mają być podstawą do rozważań na Światowym Synodzie Biskupów w dniach od 5-19 października w Rzymie.

Lecz już teraz wyniki ankiety przynajmniej w RFN są tak alarmujące, że stały się dla niemieckiego Kościoła impulsem do podjęcia działań. Pierwszym krokiem było opublikowanie wyników ankiety, w której wzięli udział wierni, duchowieństwo i organizacje kościelne. Ankieta nie była reprezentatywna. Niemiecki episkopat jej wyniki przekazał już do Watykanu.

Okazało się teraz, że większość wiernych w Niemczech odrzuca zasady katolickiej etyki seksualnej i że nauki Kościoła nie mają przełożenia na ich codzienne życie.

Kościół przyznaje sam, skąd bierze się "ogromna rozbieżność pomiędzy poglądami wiernych a nauką Kościoła": z przemian w społeczeństwie i z deficytów w działalności duszpasterskiej. Zwraca się także uwagę na to, że język dokumentów kościelnych, jak np. encykliki, jest dla ludzi niezrozumiały.

Ogromny dysonans stwierdzono na przykład w podejściu do antykoncepcji. Zakaz sztucznej regulacji urodzin zawarty w wydanej w 1968 r. encyklice "Humanae vitae" odrzuca większość niemieckich katolików jako niezrozumiały i bezużyteczny w praktyce. Inaczej jest w odniesieniu do aborcji. Tu wierni są w dużej mierze zgodni z naukami Kościoła i odrzucają przerywanie ciąży.

W 20-stronicowym dokumencie episkopatu mowa jest także o poważnym problemie, jakim jest dla ludzi zakaz dostępu do sakramentów dla osób rozwiedzionych, które ponownie zawarły związek małżeński. Wierni w większości nie rozumieją takiego postępowania Kościoła, spodziewając się respektu i zrozumienia dla dyktowanych sumieniem decyzji osobistych oraz podejścia do każdego błądzącego człowieka w duchu miłosierdzia.

Dość niespójne jest wyobrażenie wiernych o związkach partnerskich i zrównaniu w obliczu prawa związków homoseksualnych z heteroseksualnymi.

Dla większości niemieckich katolików sprawiedliwe byłoby uznanie przez prawo takich związków i respektowanie homoseksualności. Lecz z drugiej strony większość z nich sprzeciwia się przyznaniu tym związkom statusu małżeństwa.

Biskupi domagają się więc zupełnie nowego podejścia do duszpasterstwa. Nietykalne ma pozostać centralne "przesłanie Kościoła w sprawie małżeństwa i rodziny, w jej absolutnej afirmacji życia i ciała". Episkopat opowiada się za zmianą kursu w odniesieniu do związków ludzi, które zakończyły się niepowodzeniem. Przed Światowym Synodem Biskupów episkopat Niemiec zalecił wypracowanie stanowiska w tej sprawie przy aktywnym udziale wiernych, będących w związkach małżeńskich i rodzin.

Spojrzeć trzeźwo na rzeczywistość

Centralny Komitet Niemieckich Katolików (ZdK) opublikowanie wyników ankiety określił jako ważny krok w kierunku szczerej i otwartej komunikacji. Niemiecki laikat uważa, że jest to dobry punkt wyjścia do nowej debaty nad konsekwencjami ankiety dla szerzenia nauk Kościoła i jego życia wewnętrznego, stwierdził przewodniczący komitetu Alois Glueck.

W podobnym tonie wypowiedział się Związek Niemieckiej Młodzieży Katolickiej (BDKJ) . Jego przewodniczący Dirk Taenzler stwierdził jednak, że nie zaskoczyły go wyniki ankiety. "Kto idzie z otwartymi oczami przez świat, ten wie, że tak wygląda rzeczywistość", powiedział w wywiadzie dla katolickiej agencji KNA. Wezwał do kontynuowania dyskusji na ten temat. - Ludzie interesują się nauką Kościoła, i to jest najważniejsze.

Jeszcze przed publikacją wyników ankiety kardynał Reinhard Marx z Monachium ostrzegał przed błędną interpretacją jej wyników. - Ludzie nie odrzucają nauki Kościoła - zaznaczył kardynał na kazaniu wygłoszonym w niedzielę wieczorem (2 lutego) w monachijskiej katedrze. "Chcieliby jednak usłyszeć od Kościoła, że możliwy jest dla nich nowy początek, kiedy ich życie nie poszło taką drogą, jaką pierwotnie wybrali".
Napisał Dextimus dnia 5.2.14
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Czw 18:43, 06 Lut 2014    Temat postu:

Każdy kinoman pewnie zna polskie produkcje socjalistyczne o dzielnych komisarzach ludowych utrwalających wladzę pośród niepokornych obywateli. Co ciekawe polski film nie pokazywał wowczas takich zmian w Kosciele, że przychodzi np. ksiądz do parafii i coś zmienia, na korzyśc lub niekorzysć. Co to, to nie. Polscy filmowcy woleli oszpecać KK jak to zrobili Petelscy w "Drewnianym różańcu" . Dlatego wyjątkiem jest na tym polu obraz Jakuba Golda pt. "Katolicy". Z niezłą obsadą, bo Trevorem Howardem, Martinem Sheenem i Rafem Valone w rolach głównych. Obraz zadziwiająco współczesny, choć nakręcony dziesiątki lat temu....

http://www.youtube.com/watch?v=mfBnJbYxgjk
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
morpork
Bywalec



Dołączył: 10 Mar 2013
Posty: 1935
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 20:25, 06 Lut 2014    Temat postu:

Tornado napisał:
Każdy kinoman pewnie zna polskie produkcje socjalistyczne ...
Dlatego wyjątkiem jest na tym polu obraz Jakuba Golda pt. "Katolicy".

http://www.youtube.com/watch?v=mfBnJbYxgjk


To on też socjalista?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Niko46
Gość






PostWysłany: Pią 14:22, 07 Lut 2014    Temat postu:

Na to wygląda Smile
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
morpork
Bywalec



Dołączył: 10 Mar 2013
Posty: 1935
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Sob 0:32, 08 Lut 2014    Temat postu:

Skoro nowy nick odzywa się do mnie, to ja go witam. Very Happy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Sob 12:43, 08 Lut 2014    Temat postu:

Jako że nie mogę odczytać na Salonie własnego bloga (błąd strony spróbuj później), chociaż mogę go zobaczyć na SG 1, postanowiłem przejść się tutaj.
Każdy wie, że mister Putin kosztem zburzenia setek budynków, wywłaszczeń i wyeksmitowania ludzi w inne tereny zorganizował sobie w najcieplejszym miejscu w Rosji Igrzyska Zimowe. Pomysł autentycznie godny dziadka Stalina lub pradziadka Lenina. Ktoś powie, no i co z tego? Przecież ci dwaj zawsze chcieli mieć naj i być naj. Niekoniecznie. Wnuk Putin jest od nich sprytniejszy, bowiem pod pozorem Olimpiady pożera kawałek po kawałku ...Gruzję. Jak? Proszę sobie poczytać:


"Teren, który zdecydowała się zaanektować Rosja, należy do Abchazji – regionu, który Rosjanie od wojny z Gruzją w 2008 r. uważają za niezależne terytorium. Większość państw na świecie traktuje jednak Abchazję jak terytorium gruzińskie. Tymczasem – jak donoszą agencje – Gruzja nie wyraziła zgody na takie posunięcie. – Bardzo niepokoi nas ta sytuacja – powiedział szef NATO Anders Fogh Rasmussen w Brukseli po konferencji prasowej z Iraklim Garibashvilim, gruzińskim premierem.

[Abchazja ma większe prawo do bycia niezależnym terytorium, niż prowokacyjnie stworzone przez USA "państwo" Kosowo - admin]

Rasmussen skrytykował też Rosję za budowę ogrodzenia zwieńczonego drutem kolczastym wokół Osetii Południowej, innego spornego terytorium uważanego przez Rosję za niezależne, a przez Gruzinów – za gruzińskie. – XXI wiek powinien być wiekiem budowy mostów, nie murów – powiedział szef NATO.

[Może by w takim razie USA zburzyła mury i ogrodzenia wokół bazy wojskowej Bondsteel? - admin]

Z kolei Rosja tłumaczy, że przesunięcie granicy to tylko tymczasowe rozwiązanie na czas Igrzysk Olimpijskich w Soczi. Ma ono zapewnić utworzenie większego sektora ochronnego. Gruzja nie utrzymuje stosunków dyplomatycznych z Rosją od wojny sprzed niecałych sześciu lat i nie zamierza wysyłać na igrzyska w Soczi delegacji rządowej.

Wczoraj Tbilisi po raz kolejny zdementowało doniesienia o możliwości spotkania prezydentów Gruzji i Rosji przy okazji igrzysk olimpijskich. Zaprzeczyło, by szef gruzińskiego państwa Giorgi Margwelaszwili wybierał się do Soczi. Możliwość takiego spotkania sugerował Kreml.

– Nikt z władz Gruzji na olimpiadę do Soczi nie pojedzie – poinformowały agencje, powołując się na gruzińskie MSZ. „Ani delegacja rządowa, ani poszczególni członkowie władz Gruzji do Soczi na igrzyska 2014 nie jadą. Na olimpiadzie w Soczi obecni będą tylko gruzińscy sportowcy, a także szefowie Narodowego Komitetu Olimpijskiego Gruzji i kilku gruzińskich federacji zimowych dyscyplin sportowych” – podają rosyjskie media.

[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Tornado dnia Sob 12:45, 08 Lut 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Sob 13:52, 08 Lut 2014    Temat postu:

O Owsiaku trzeba krótko. Np. tak:

"Owsiak robi medialny cyrk, zamiast wprost i publicznie odpowiedzieć na jedno z zagadnień poruszonych przez blogera MatkaKurka: do czyjej kieszeni poszło 1.500.000 zł za które fundacja WOŚP zakupiła spółkę "Złoty Melon"? To jest bardzo proste pytanie i oczekujemy prostej odpowiedzi panie a nie medialnego show. Panie Owsiak, wierzę, że pańska prosta, merytoryczna, publiczna odpowiedź wszystko wyjaśni."

Mondi [link widoczny dla zalogowanych] Salon24
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Pon 9:57, 10 Lut 2014    Temat postu:

"Borgward IV" w rynsztoku Kilińskiego

"Święty kucharz od Hipciego,
Wszyscy święci, hej , do stołu!
W niebie uczta: polskie flaczki
wprost z rynsztoków
Kilińskiego!
Salcesonów misa pełna,
Świeże, chrupkie
Pachną trupkiem:
To z Przedmurza!
Do godów, święci, do godów,
Przegryźcie Chrystusem
Narodów!"

Tadeusz Gajcy




Tak mnie naszło, chociaż Powstanie Warszawskie dawno za nami, ale i kolejna rocznica jego wybuchu przed nami (a ciut wcześniej, te inne, nazwane również warszawskim). Dlaczego mnie naszło? I z jakiego powodu początek notki stanowi ten makabryczny, przy okazji ostatni wiersz Tadeusza Gajcego (autor poległ trzy dni później)

Jak wiemy masakra na ul Kilińskiegow sierpniu 1944 roku, tuż pod bokiem dowództwa AK na Starym Mieście nie była wcale podstępem Niemców jak to się przez lata powszechnie utrzymywało, ile bardziej oficjalną akcją z ich strony oraz niefrasobliwością samych powstańców.

Oto dwa czołgi niemieckie osłaniają ostrzałem wypełniony 500 kilogramami trotylu opancerzony transporter gąsienicowy "Borgward IV", który zmierza ku powstańczej barykadzie na ul. Podwale. Jego załogę stanowi dwóch ludzi. Gdy wróg podchodzi pod barykadę powstańcy nieoczekiwanie kontratakują obrzucając go butelkami z benzyną . Czołgi niemieckie wycofują się więc, a wraz za nimi ucieka również załoga płonącego "Borgwarda". Żołnierze "Gustawa" gaszą pożar, przejmują napastnika i wbrew rozkazom dowódców tryumfalnie prowadzą go w głąb zajmowanego przez siebie terenu.

Co nastapiło potem wszyscy wiemy. Potworna eksplozja wstrząsa murami Starego Miasta, w wyniku której ginie kilkaset osób, żołnierzy i cywilów. Fragmenty ich ciał według opisu świadków zdarzenia zalegają aż do wysokości trzeciego piętra. Czy był to przeprowadzony z premedytacją niemiecki atak? Istnieje podejrzenie, że jednak nie. "Borgward IV" miał jedynie za zadanie zlikwidować barykadę na ul. Podwale, i tym samym otworzyć atakującym Niemcom drogę do wnętrza Starówki.

Zakładam także, że prowadzący pojazd dwaj niemieccy żołnierze stanowili nieznaną wówczas dla powstańców niemiecką wersję japońskich kamikadze (hitlerowcy uprawiali ten rodzaj walki, tyle że akurat tym dwóm wyraźnie przeszło umierać za furhera nie wykonawszy zadania). Był to więc nie podstęp, ale po prostu niesfinalizowana samobójcza misja, którą kontratakiem uniemożliwili żołnierze "Gustawa", doprowadzając potem do tragedii nieumyślnym uruchomieniem zapalnika przy penetrowaniu wnętrza pojazdu.

Po wkroczeniu sowietów i LWP do opuszczonej Warszawy, w jej ruinach znaleziono kilkadziesiąt takich porzuconych przez Niemców "Borgwardów IV". Niektóre z nich miały w sobie nadal ładunki wybuchowe. W roku 1947 na ul. Stawki doszło do identycznej tragedii jak ta z czasu powstania, kiedy to odgruzowujący miasto robotnicy natknęli się w ruinach na takiego właśnie porzuconego "Borgwarda". Próba otworzenia go za pomocą ręcznego palnika skończyła się natychmiastową śmiercią 30 stojących w pobliżu osób.

źródło: Mateusz Biskup "Śladami zapomnianych bohaterów"
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Śro 9:30, 12 Lut 2014    Temat postu:

Słowa Chrystusa, że Jego Kościół nie umrze, że bramy piekielne Go nie przemogą, nie tracą nic na swojej aktualności. Kościoła katolickiego pokonać nie można, co najwyżej uszczuplić Go o kolejny kęs, ktory będzie sobie uzurpowal prawo do reprezentowania prawdziwych chrzescijan. O tym, że podział w KK zbliża się milowymi krokami, i że może to nastąpić wbrew pozorom niedługo świadczy poniższa ankieta sporządzona w tymże Kościele katolickim:

"Stosowanie środków antykoncepcyjnych popiera ponad 90 proc. katolików w Argentynie, Kolumbii, Brazylii, Hiszpanii i Francji. Mniejsze poparcie dla tych środków wykazują na Filipinach (68 proc.), w Kongo (44 proc.) i Ugandzie (43 proc.). W USA stosuje je 79 proc. katolików. Za stosowaniem środków antykoncepcyjnych opowiada się 75 proc. polskich katolików.

Stanowisko Kościoła w kwestii wyświęcania kobiet na księży popiera 80 proc. katolików w Afryce i 76 proc. na Filipinach, 36 proc. w USA i 30 proc. w Europie, przy czym w Polsce - 53 proc., podczas gdy w Hiszpanii 17 proc. (proszę zwrócić uwagę, że 47% ankietowanych katolików z Polski uważa, że są możliwe rzeczy niemożliwe - przyp. mój - Dextimus)

Najbardziej kontrowersyjną kwestią pozostają małżeństwa homoseksualne: przeciwnych im jest 99 proc. katolików afrykańskich i 40 proc. w USA.

Do najbardziej liberalnych na świecie zaliczają się według wyników sondażu katolicy hiszpańscy i francuscy, a najbardziej konserwatywne postawy reprezentują katolicy afrykańscy i na Filipinach.

19 proc. katolików w Europie i 30 proc. w Ameryce Łacińskiej zgadza się z nauką Kościoła w kwestii małżeństwa i z wykluczeniem komunii świętej katolików rozwiedzionych i żyjących w świeckim związku. Wykluczenie to akceptuje 75 proc. katolików w krajach afrykańskich, podczas gdy np. we Francji 17 proc., w Hiszpanii - 12 proc., a w Polsce - 31 proc.

Wśród polskich katolików 13 proc. uważa, że aborcja w ogóle nie powinna być dopuszczalna, 73 proc. - że dopuszczalna może być tylko w niektórych przypadkach, i tylko 9 proc. opowiada się za jej dopuszczalnością we wszystkich przypadkach.

Za małżeństwem księży opowiada się 61 proc. polskich katolików, 73 proc. hiszpańskich, a francuskich - 86 proc. Odpowiednio za wyświęcaniem kobiet - 38 proc. w Polsce, 78 proc. w Hiszpanii i 83 proc. we Francji.

Przeciwnych małżeństwom homoseksualnym jest 78 proc. katolików polskich, a 27 proc. hiszpańskich i 51 proc. francuskich.

Badaniem objęto 12 036 katolików w Ameryce Łacińskiej (Argentynie, Brazylii, Kolumbii i Meksyku), Afryce (Republice Demokratycznej Konga, Ugandzie), Europie (Francji, Hiszpanii, we Włoszech i w Polsce), na Filipinach i w USA. W krajach tych mieszka 61 proc. wszystkich katolików, czyli 1,2 mld osób.

Margines błędu badania przeprowadzonego przez ośrodek Bendixen & Amandi International wynosi 0,9 proc. "

O zbliżającym się podziale świadczą także słowa prymasa Irlandii i arcybiskupa Dublina Diarmuida Martina

"W zbliżającej się debacie przed referendum (2015 r.) na temat legalizacji homozwiązków w Irlandii, Kościół katolicki nie może wyrażać się sposób "homofobiczny"
(...)
Dawniej Irlandczycy żartowali sobie ze środowisk gejowskich, takie żarty były częścią naszej kultury, ale wyrośliśmy już z tego
(...)
ogólnie uważam, że to osoba obrażana winna zdefiniować, co jest dla niej obraźliwe
(...)
Kościół naucza, że małżeństwo to wyłącznie związek mężczyzny i kobiety, ale to podejście nie pozbawia gejów możliwości zawierania związków w inny sposób"

źródło Breviarium


Ostatnio zmieniony przez Tornado dnia Śro 9:34, 12 Lut 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Śro 9:32, 12 Lut 2014    Temat postu:

I taka mała, ale również dla kinomanów istotna, chociaż smutna wieść. Wczoraj w Kalifornii w wieku 85 lat zmarla Shirley Temple, ikona dziecięcego hollywoodzkiego kina lat trzydziestych.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Czw 9:00, 13 Lut 2014    Temat postu:

Judeopolonia - temat zapomniany, ale jakby kto pytał całkiem aktualny, tylko już w innym wymiarze.


"Tytuł: Judeopolonia – żydowskie państwo w państwie polskim
Autor: Dr Andrzej Leszek Szcześniak
Miejsce wydania: Radom
Wydano w roku 2001
ISBN 83-88822-07-1
Wydawnictwo: Polskie Wydawnictwo Encyklopedyczne – POLWEN
[link widoczny dla zalogowanych]

Z OBWOLUTY:

Dla przeciętnego Polaka problem Judeopolonii po prostu nie istnieje, ponieważ nie było mu dane poznać prawdziwą historię swojej Ojczyzny. Najpierw totalitarne państwo, a teraz poprawne politycznie programy szkolne i media nie są zainteresowane, aby prawda historyczna kształtowała właściwe postawy obywateli. O niewygodnych tematach samozwańcze autorytety milczą.

Publikacja ta wolna jest od takiej poprawności i w świetle dokumentów przybliża Państwu skrupulatnie przemilczany fakt tworzenia żydowskiego państwa na ziemiach polskich, o czym wiedzieli do niedawna tylko nieliczni. Osoba dr Andrzeja Leszka Szcześniaka zapewnia rzetelność opracowanego tematu.

Książka jest poszerzoną wersją hasła “Judeopolonia”, które obok innych mogą Państwo znaleźć w Encyklopedii “Białych Plam” Polskiego Wydawnictwa Encyklopedycznego.

JUDEOPOLONIA

Termin “Judeopolonia” wiąże się z próbą utworzenia na ziemiach zaboru rosyjskiego w czasie I wojny światowej politycznego tworu, podporządkowanego Niemcom, w ramach zamierzonego przez nich tworzenia Mitteleuropy. Stanowić on miał państwo satelickie Niemiec, które na stałe rozczłonkowałoby i odizolowało ludność polską zaboru rosyjskiego od Polaków w powiększonym zaborze niemieckim i austriackim oraz uniemożliwiłoby definitywnie odrodzenie się niepodległej Polski. Projekt takiego państwa buforowego (Pufferstaat) zgłosił władzom niemieckim powstały we wrześniu 1914 r. w Berlinie Niemiecki Komitet Wyzwolenia Żydów Rosyjskich (Deutsches Komitee zur Befreiung der Russischen Juden, zwany często Komitee zur Befreiung der Ostjuden). W skład tego państwa, leżącego między Bałtykiem a Morzem Czarnym, weszłoby około 6 milionów Żydów z ziem polskich i Rosji, którzy obok l ,8 miliona Niemców byliby najbardziej uprzywilejowaną warstwą ludności. Oprócz tego w Judeopolonii byłoby około 8 milionów Polaków, 5-6 milionów Ukraińców, 4 miliony Białorusinów oraz około 3,5 miliona Litwinów i Łotyszów -również pozbawionych własnej państwowości. Pierwotna forma tego projektu została przekreślona Aktem Listopadowym (5 XI 1916) powołującym Królestwo Polskie pod patronatem cesarzy Niemiec i Austro-Węgier. Jednak aż do czasu zakończenia wojny polsko-bolszewickiej (18 X 1920) trwały próby jego realizacji w odmiennych formach.

ODRODZENIE IZRAELA

Emancypacja Żydów, jaka nastąpiła w Europie w XIX wieku rozbudziła wśród nich nowe idee polityczne, pośród których jedną z najważniejszych był niewątpliwie syjonizm. Głosił on, iż Żydzi w diasporze są narodem jak inne, a nie tylko wspólnotą wyznaniową. Podobną tezę głosiły też i inne ugrupowania, ale syjoniści widzieli rozwiązanie tzw. kwestii żydowskiej poprzez utworzenie własnego państwa – “żydowskiej siedziby narodowej” w Palestynie. W tym celu zalecali masową emigrację do tej ziemi - aliję, ze wszystkich krajów diaspory. Uważali też, iż taka działalność zahamuje procesy asymilacyjne mniejszości żydowskiej w poszczególnych krajach.

Do prekursorów syjonizmu należał niezaprzeczalnie urodzony w Lesznie Wielkopolskim, późniejszy rabin Torunia – Cwi Hirsch Kalischer, który zwrócił się do frankfurckich Rotszyldów o fundusze na wykupienie od Arabów Erec Israel (Kraju Izraela) lub przynajmniej samej Jerozolimy, by rozpocząć tam zwarte osadnictwo żydowskie. Rabin Juda Akalai z Semlin koło Belgradu rozwinął natomiast koncepcję, że tworzone w Palestynie osadnictwo stanowić może model powszechnego działania Żydów z całego świata jako jednego narodu, którego językiem byłby uwspółcześniony hebrajski, a ojczyzną- Palestyna, jako przyszłe królestwo Mesjasza, którego przyjścia spodziewał się niemal każdej godziny. Prekursorem syjonizmu był także Moses Hess, autor wydanej w 1862 r. książki “Rom und Jerusalem”. Pochodził on z ziem polskich (w beletrystyce łączono go nawet z Powstaniem Styczniowym), ale pisał po niemiecku, bo język ten był wówczas głównym językiem żydowskim. Hess przedstawił w swej książce obraz żydowskiego państwa narodowego, które rozwiązałoby dwa skrajne problemy: uniknięcie całkowitej asymilacji, zalecanej przez ideologów żydowskiego oświecenia, oraz kompletne ignorowanie świata zewnętrznego przez ortodoksów. Dzięki stworzonemu przez siebie państwu Żydzi – odrzucając zarówno “przesądy” chrześcijaństwa, jak orientalizm islamu – mogliby rzeczywiście stać się politycznym światłem dla pogan. Podobne poglądy reprezentowali: Dawid Baer Gordon z Wilna oraz Perec Smolenskin i Leo Pisker z Rosji.

Za głównego jednak twórcę syjonizmu uważa się – mylnie -wiedeńskiego dziennikarza Teodora Herzla (l860-1904), który w 1896 r. wydał rozprawę pt. “Der Judenstaat” (“Państwo żydowskie”), będącą jakby manifestem syjonizmu. Przeświadczenie o realności stworzenia państwa żydowskiego opierał on na wierze w potęgę Żydów i na bezradności ich wrogów. Pisał:

“(…) Nie można właściwie nic skutecznego przeciw nam uczynić. Na dole proletaryzujemy się na wywrotowców, tworzymy podoficerów wszystkich rewolucyjnych partii, a równocześnie ku górze wzrasta nasza straszna potęga pieniądza (…)”
(T. Herzl, “Der Judenstaat”, Neue Auflage, w: S. Trzeciak, “Mesjanizm a kwestia żydowska”, s. 229).

Jednak idee Herzla wywoływały wśród Żydów więcej sprzeciwów niż pochwał, we Wschodniej Europie wśród ortodoksów i socjalistów, w Zachodniej zaś wśród zwolenników oświecenia i asymilacji. Od roku 1897 poczynając odbyło się kilka spotkań zwolenników syjonizmu w Bazylei i Londynie, zwanych kongresami, w toku których wypracowywano metody realizacji tej idei. Niezależnie jednak od traktowania przez wielu Żydów propozycji Herzla jako utopii, miały one wielki wpływ na kształtowanie się nowej mentalności żydowskiej. W całej Europie niemal wytworzył się prąd narodowy i Żydzi zaczęli traktować siebie jako jeden naród, rozdzielony tylko diasporą. Szybko też idea ta znalazła poparcie wśród żydowskich publicystów, polityków i działaczy społecznych i tylko nieliczni odnosili się do niej sceptycznie.

DWIE KONCEPCJE PAŃSTWOWOŚCI ŻYDOWSKIEJ

W momencie, gdy wydawało się, że idee budowy państwa żydowskiego w Palestynie odniosły ostateczne zwycięstwo, nagle pojawiły się poważne wątpliwości. Okazało się bowiem, że – nawet w najbardziej sprzyjających okolicznościach, w Palestynie można będzie osiedlić zaledwie niewielką część światowego żydostwa. Zauważył to już Herzl, który w swoich”Pamiętnikach” napisał:

“Przez jakiś czas myślałem o Palestynie (…), ale mój system przeniesienia Żydów dałby się tam z trudnością przeprowadzić. Potrzeba, abyśmy mieli klimat obejmujący różne temperatury dla Żydów nawykłych do sfer zimniejszych i cieplejszych. Musimy posiadać wybrzeże morskie ze względu na międzynarodowy handel; dla gospodarstwa zaś rolnego niezbędne są wielkie równiny”.

W związku z powyższym pojawiło się natychmiast kilka pomysłów nowej “siedziby narodowej”- w Afryce, na Bliskim Wschodzie, w Ameryce Południowej… Były to jednak projekty tak utopijne, że je szybko zarzucono. I tu pojawił się kolejny teoretyk państwowości żydowskiej – Izrael Zangwill. Zgłosił on projekt, aby:

“Budować Jerozolimę w każdym poszczególnym kraju, również jak w Palestynie; oto jest misja Żydów”
(S. Laudynowa, “Sprawa światowa. Żydzi, Polska, ludzkość”, t. I – s. 169, t. II – s. 37,67,6Cool.

W wyniku tego roszczenia żydowskie do utworzenia państwa na ziemiach zamieszkanych przez Arabów poszerzone zostały o tworzenie autonomicznych tworów państwowych w krajach diaspory. Trzeba przy tym zaznaczyć, że dotyczyło to przeważnie państw, w których żydowska świadomość narodowa rozwijała się najszybciej, a więc w Europie Środkowo-Wschodniej. Najsilniej rozwinęły się te idee wśród Żydów na ziemiach polskich, czyli tam, gdzie najmocniej objawiały się wśród gojów poczucie narodowe i patriotyzm.

Tak więc ruch syjonistyczny podzielił się na dwie grupy: syjonistów ścisłych, czyli tych, którzy uważali, iż siedzibą narodową winna być Palestyna, i terytorialistów, dążących do stworzenia państewek żydowskich w krajach diaspory. Gdy na jednym z kongresów większość syjonistów pod kierownictwem Maxa Nordaua opowiedziała się za Palestyną, terytorialiści pod przewodnictwem Izraela Zangwilla założyli Jüdische Territorial Organisation – ITO (por. M. Phillippson, “Neueste Geschichte des jüdischen Volkes”). W duchu tym działał także historyk i teoretyk państwowości żydowskiej – Szymon Dubnow, który rozwinął teorię “fołkizmu”, zwanego także “autonomizmem”.

Opierając się na naukach politycznych Otto Bauera i Karola Rennera o prawach mniejszości narodowych do autonomii narodowo-kulturalnej w Monarchii Habsburskiej, postawił tezę, iż naród żydowski jest “faktem konkretnym i autochtonicznym” w diasporze, opierającym się na specyficznym sposobie społeczno-ekonomicznego bytowania i odrębności wyznaniowo-kulturalnej. Nie powinni więc Żydzi szukać swej przyszłości w złudnej wierze powstania państwa żydowskiego w Palestynie. Przyszłość Żydów leży w krajach ich dotychczasowego zamieszkania, gdzie trzeba walczyć o pełne i faktyczne równouprawnienie obywatelskie oraz o prawo do autonomii narodowo-kulturalnej i personalnej. Antysyjonistyczny “fołkizm” był nie mniej niż syjonizm konsekwentnym przeciwnikiem wszelkich teorii i praktyk asymilacji Żydów, twierdząc, że członkiem danego narodu trzeba się urodzić, bo “przyjść doń nie można” (por. J. Orlicki, “Szkice z dziejów stosunków polsko-żydowskich 1918-1949″, s. 27)

SYTUACJA NA ZIEMIACH POLSKICH

W II połowie XIX wieku na ziemiach polskich pod zaborami zamieszkiwała 1/3 światowej populacji żydowskiej. Żydzi stanowili: w zaborze pruskim około 2%, w zaborze austriackim -11,l %, na Wileńszczyźnie – 12,8% a w Królestwie Polskim 14,5% ogółu mieszkańców. Była to ludność zamieszkująca przeważnie miasta i miasteczka, chroniona przez prawo i mająca zapewniony samorząd w swoich kabałach (gminach), ale izolowana lub izolująca się od reszty społeczeństwa. Żydzi opanowali handel, trudnili się rzemiosłem, chałupnictwem oraz zajmowali się najbardziej nieproduktywnymi procederami, jak pośrednictwo, lichwa i wyszynk. Stosowano wobec nich ograniczenia dotyczące m.in. nabywania własności ziemskiej i dzierżawy dóbr narodowych. Car rosyjski Mikołaj I powołał Żydów do służby wojskowej i starał się o usunięcie ich odrębności. Szykanowanie jednak za noszenie pejsów, bród, jarmułek i długich ubiorów, tzw. chałatów, dawało tylko biurokracji carskiej okazję do zdzierania z Żydów potężnych haraczów.

Za równouprawnieniem Żydów i ich asymilacją opowiadało się w Królestwie liberalne ziemiaństwo i wszystkie ugrupowania demokratyczne. Wśród samych Żydów istniał już w tym czasie kierunek asymilatorski i patriotycznie polski. Wielka burżuazja żydowska, oświecona i liberalna, stała się nie tylko siłą ekonomiczną, ale również intelektualną. Główny jej przedstawiciel, Leopold Kronnenberg, odegrał wielką rolę w wydarzeniach lat 1861 -1864, choć mocno kontrowersyjną. Obok Kronnenberga dużą rolę w procesie asymilacji mieli: Matias Rosen, bracia Epsteinowie, rabin Beer Meisels, Henryk Wohl i wielu innych.

Żydzi włączyli się czynnie do manifestacji patriotycznych lat 1861 -1863 oraz uczestniczyli w Powstaniu Styczniowym, pełniąc odpowiedzialne funkcje (np. Kronnenberg – Dyrekcja Białych, Wohl – minister skarbu Rządu Narodowego). Nie wszędzie jednak tak było. Na Litwie “rewolucyjne dążenia Polaków budziły wstręt wśród Żydów” -jak stwierdził ówcześnie żyjący historyk i jednocześnie rabin, J. Stejnberg – “w Królestwie Żydzi byli najbardziej skutecznymi szpiegami carskimi” (D. Fajnhauz, “Ludność żydowska na Litwie i Białorusi a powstanie 1863″). Ten sam autor przytacza w swej pracy, co następuje:

“Znaczna jednak część burżuazji żydowskiej była prorosyjska, niektórzy zaś jej przedstawiciele wręcz współpracowali z władzami carskimi przeciw powstaniu (…). Z władzami carskimi współpracowało wielu członków zarządów gmin żydowskich, którzy z racji zajmowanego stanowiska byli administracyjnie i politycznie związani z aparatem państwowym. Po stronie caratu stała też ugodowo nastawiona hierarchia rabinacka, której wodzem duchowym był wileński rabin rządowy Stejnberg, zaufany Murawiowa, z którym ten ostatni porozumiewał siew sprawach walki z powstaniem” (j .w.).

Współpraca Żydów z caratem w tłumieniu Powstania Styczniowego, a także w finansowym wspieraniu go – miała głębszy sens. Przed wybuchem powstania Żydzi otrzymali od Wielkopolskiego prawo nabywania dóbr ziemskich, czego przed 1862 r. nie wolno im było czynić. Upadek powstania i konfiskata przez carat 4254 majątków szlachty polskiej oraz grabież ziemi dokonana wysiedlonym na Sybir 7000 rodzin z zaścianków szlacheckich stworzyły niebywałą okazję do wykupu przez Żydów polskiej ziemi. Władze carskie bowiem część zagrabionych majątków dały w nagrodę swoim “zasłużonym” urzędnikom, (podkr. moje – WK.) większość wystawiły na sprzedaż. Już w roku 1885 statystyki w Królestwie notują 2966 Żydów, którzy byli właścicielami bądź dzierżawcami dużych majątków, w jakich pracownikami zostali Polacy. Nie garnęli się natomiast Żydzi do pracy na roli. Wszystkich zatrudnionych wówczas w rolnictwie – rolników, oficjalistów, księgowych i urzędników – było razem z rodzinami zaledwie 5000 (A. Eisenbach, “Lud ność żydowska w Królestwie Polskim w końcu XIXw.”).

Na tym jednak nie koniec. Ogólne straty polskie w powstaniu (poległych, wymordowanych, zesłanych na katorgę) wynosiły około 250.000 osób. Jeżeli zdamy sobie sprawę, że polska ludność Królestwa liczyła wówczas nieco ponad 4 miliony, to nasuwa się tu wniosek, że był to ogromny cios wymierzony w polską substancję etniczną. Dotknął on nie tylko dwory i zaścianki, ale także ludność w miastach. Ją również zsyłano na Sybir, zamykano w więzieniach, włączano do rot aresztanckich i pozbawiano własności. Pojawiła się kolejna okazja do wykupu za bezcen polskiej własności, tym razem miejskiej. Rozpoczęła się inwazja Żydów na duże miasta: wykupywanie wystawionych na licytację domów po powstańcach i masowe budowanie tanich, tandetnych, ubogich w urządzenia sanitarne “czynszówek”, przeznaczonych dla robotników napływających masowo ze względu na rozwijający się przemysł.

ZAGADKA KRONENBERGA

W tym właśnie miejscu warto zwrócić uwagę na zagadkową rolę Leopolda Kronnenberga i grupy asymilantów. Ciekawe spostrzeżenia na ten temat wysnuł Stanisław Wysocki. Pisze on:

“Józef Ignacy Kraszewski wykorzystał swoje obserwacje jako redaktor kronnenbergowskiej ‘Gazety Codziennej’ (był nim od 1859 r. – ALS) do napisania powieści pt. ‘Żyd’ (1866), w której podaje, iż bogaci Żydzi pokładali wielkie nadzieje w możliwości realizacji swych dalekosiężnych planów w związku z trwającymi przygotowaniami do wywołania nowego powstania w Królestwie Kongresowym. W wywołaniu takiego powstania bogaci Żydzi byli żywotnie zainteresowani. Potwierdza to przytoczony przez Kraszewskiego taki oto tok ich rozumowania:

“w powietrzu czuć proch, ale dla nas to nic złego(…) skorzystajmy z dobrej okazji. Zamiast bawić się w patriotyzm, asymilację itp. mrzonki, myślmy przede wszystkim o sobie. Chłop polski nie lubi nas, wiemy o tym, ale chłop jest głupi – nie boimy się go. O szlachtę głównie nam idzie. Wmiesza się ona przez sam punkt honoru w awanturę, pójdzie do lasu, na krwawe pole, za co ją rząd ukarze, zniszczy, wytępi, wydusi, wywłaszczy, a wówczas dla nas droga otwarta”
(cyt. za T. Jeske-Choiński, “Historia Żydów w Polsce,” s. 137)

I kolejny warty przytoczenia cytat:

“W każdym narodzie musi się wyrobić ponad masy jakaś inteligencja i rodzaj arystokracji. My jesteśmy materiałem gotowym, my zawładniemy krajem, opanujemy już przez giełdy i przez wielką część prasy nad polową Europy. Ale naszym właściwym królestwem, naszą stolicą, naszym Jeruzalem będzie Polska. My będziemy jej arystokracją, my tu rządzić będziemy. Kraj ten należy do nas, jest nasz (podkr. moje – WK.) “
(S. Dider, “Rola neofitów w dziejach Polski,” s. 111; wyróżnienia w tekście, te i następne – ALS; w tekście książki brak jest wyróżnień – wszystkie wyróżnienia w tekście moje – wtr. WK.).

Znana jest dobrze działalność Kronnenberga z okresu powstania i nie ma sensu jej tu przypominać, warto jednak nadmienić, że wyasygnował on na cele powstańcze 1 milion złotych rubli. Była to na owe czasy ogromna suma, za którą powstańcy kupowali m.in. broń za granicą. Ale też zaraz po zakupie Żyd warszawski Tugenhold, szpieg rosyjski, piastując funkcję sekretarza pułkownika Teofila Łapińskiego (dowodzącego wyprawą statku “Ward Jakson” w 1863 r.), zdradził Rosjanom szlaki przerzutowe broni i amunicji zakupionej w Anglii przez Rząd Narodowy, co uniemożliwiło zaopatrzenie powstańców w odpowiednią ich ilość (por. J. B. Pranajtis, “Chrześcijanin w Talmudzie żydowskim,” s. 325).

lO IV 1864 dyktator Rządu Narodowego Romuald Traugutt został wydany żandarmerii carskiej przez Żyda Artura Goldmana, zatrudnionego w skarbowości powstańczej. W następstwie tego władze rosyjskie aresztowały wielu członków Rządu i z czasem poznały dokładnie wiele tajemnic powstańczych, a wśród nich rolę Kronnenberga i jego działalność na rzecz powstania. I o dziwo! Car odznaczył Leopolda Kronnenberga najwyższym rosyjskim odznaczeniem: Orderem św. Włodzimierza oraz przyznał mu dziedziczne szlachectwo (por. J. Polak, “Zbrodnicze plemię” s. 75;S.Dider,op.cit.s.2Cool.

“WASZE ULICE, NASZE KAMIENICE”

Po zamachu na cara Aleksandra II w 1881 r. władze rosyjskie w ramach odwetu zaczęły przesiedlać na ziemie polskie z Rosji Centralnej i Litwy tamtejszych Żydów, zwanych “litwakami”. Był to element obcy polskiej kulturze, nie znający języka polskiego i wrogo nastawiony do polskich dążeń niepodległościowych. “Litwacy” osiedlali się najchętniej w osłabionym represjami Królestwie Polskim, a szczególnie w Warszawie i Łodzi. Reprezentując przede wszystkim kupców i przemysłowców, stali się poważną konkurencją dla przemysłowo-handlowych sfer Królestwa w ekspansji na rosyjskie rynki zbytu, na których

“zaczęli monopolizować różne działy handlu, zakładali składy i domy komisowe firm rosyjskich w Warszawie i Łodzi” (S. Kempner, “Dzieje gospodarcze porozbiorowej Polski,” s. 304).

Ponadto “litwacy” odgrywali jeszcze jedną, wrogą Polakom rolę: prześladowani i wysiedlani z Rosji i Litwy, stawali się gorliwymi rusyfikatorami na ziemiach polskich.

Wnikliwy obserwator stosunków panujących na ziemiach polskich na przełomie wieku XIX i XX, pozytywista Bolesław Prus, tak ujął tę sprawę w “Kronikach”:

“Stosunek niektórych grup żydowskich do Polaków jest nie tylko niegodziwy, ale wprost – nieprzyzwoity. Prawie w tej samej chwili, kiedy liberałowie żydowscy drwiącym tonem w imię rycerskości żądają od Polaków, aby głosowali za zupełnym równouprawnieniem Żydów w radach miejskich, w tej samej chwili “litwacy” odgrywają rolę rusyfikatorów u nas, nawet obrażają nas, a Żydzi poznańscy wręcz głoszą, że zawsze walczyli przeciw Polakom w interesie Niemców (…). No i naturalnie upominają się o łapówkę. Dla zupełności tego ohydnego obrazu niektóre partie czy grupy Żydów nie cofają się przed pogróżkami, a nawet czynami. Polskim sklepom kooperatywnym Żydzi nie chcą wynajmować mieszkań w swoich domach; młynarze-Żydzi roszczą pretensje wyłącznego prawa dzierżawienia wszystkich młynów w kraju (…) Żydzi prawowierni u nas znają tylko jedną formę uspołecznienia: swoją narodowość; lekceważą zaś prawa jednostki (choćby co do przechodzenia na inne wyznanie), lekceważą sąsiadów i używając łagodnego wyrazu nie tolerują cywilizacji. Takie stanowisko nie ma przyszłości (…)” (B. Prus, “Kroniki”, t. XX).

Nieco dalej Prus ocenia sytuację Żydów w Królestwie:

“Wracam teraz do Żydów nieprzejednanych. Narzekają oni na upośledzenie. To prawda, są oni upośledzeni – w państwie, ale nie wobec nas, Polaków. Wobec nas posiadają oni przywileje, o których ciągle się zapomina:
1) mają swój samorząd gminny, do którego nigdy nie mieszał się żaden Polak;
2) posiadali i posiadają mnóstwo, ale to mnóstwo stowarzyszeń ekonomicznych, filantropijnych i oświatowych;
3) prawie każdy Żyd umie czytać, pisać i rachować dzięki szkólkom elementarnym, które Żydzi w swoim języku mają, a jakich nam mieć nie wolno;
4) w razie konkurencji z chrześcijanami nie robią sobie ceremonii, to jest, nie dopuszczają do współzawodnictwa, bojkotują, doprowadzają do bankructwa i jeszcze wniebogłosy narzekają na ucisk!

Innymi słowy, w wyścigu o dobrobyt, dzięki zakazom, które spadły na nas, a nie dotyczyły ich, Żydzi mają i mieli ogromną przewagę. Toteż już dziś prawie cały handel, cale płynne bogactwo narodu znajduje się w ich rękach” (j.w.)

[Gdyby Bolesław Prus żył w dzisiejszych czasach, dodałby jeszcze:
5) Ogłupiają gojów ekonomiczną "szkołą austriacką", sfinansowaną przez Rotszyldów.
Admin]

Nieprawidłowości, jakie zaczęły wytwarzać się na ziemiach polskich w wyniku ekspansji “litwaków”, zauważali także pisarze polscy pochodzenia żydowskiego. Historyk Wilhelm Feldman pisał:

“Dopiero Żydzi rosyjscy w Warszawie założyli dzienniki żargonowe. Nie znając mowy polskiej, zaczęli odnosić się do niej wrogo i w ogóle występować wobec społeczeństwa polskiego prowokacyjnie. (…) Nad Wisłą dążyli do uzyskania prawno-państwowej zagwarantowanej odrębności, co by Królestwo pozbawiło charakteru polskiego. Równocześnie czując, iż tylko z Żydami rosyjskimi tworzą potęgę, stali się centralistami rosyjskimi -tym samym stając w opozycji do najżywotniejszych interesów polskich” (W. Feldman, “Dzieje polskiej myśli politycznej,” s. 367).
W wyniku wszystkich tych działań wytworzyła się na ziemiach polskich specyficzna sytuacja w stosunkach polsko-żydowskich, którą podsumowuje Bolesław Prus w swoich “Kronikach”:

“Zobaczmy rezultat ostateczny tych stosunków. W naszych miastach Żydzi stanowią od czterdziestu do osiemdziesięciu procent ogółu mieszkańców i należy do nich czterdzieści jeden procent nieruchomości miejskich, choć w kraju tworzą tylko piętnaście procent mieszkańców. Dzięki temu nasz chłop, któremu już jest za ciasno na roli, nie może przenieść się do miasta, gdyż Żydzi nie dopuszczą go tam. We Włocławku -pisze ‘Dziennik Kujawski’ – Żydzi na ulicy Nowej, będącej główną arterią miasta, zakupili w ostatnich czasach kilkadziesiąt domów, ażeby wyprzeć stamtąd handel polski. Koroną zaś naszego położenia są następujące cyfry. Wciągu ostatnich dwunastu lat emigrowało Polaków do Ameryki dziewięćset czterdzieści dziewięć tysięcy, prawie milion. A ilu ich wyszło do Niemiec, ilu do Cesarstwa? Do Cesarstwa uciekali przeważnie rzemieślnicy, znękani ciągłymi strajkami, zaś ich miejsce kto zajął? (…) Byłem teraz w Lublinie, który znam od czasów dzieciństwa, i zdumiałem się nad mnóstwem sklepów i warsztatów żydowskich. Ulice, kiedyś niepodzielnie zamieszkane przez chrześcijan, dziś są żydowskimi i mnóstwo domów przeszło na własność Żydów.

W takim stanie rzeczy mamy dwie perspektywy. Ponieważ Żydzi rosną i wzmacniają się na naszych błędach, więc -albo ulepszymy siebie samych i nasze wewnętrzne stosunki, albo – w emigracji zmarnujemy najdzielniejsze siły, a reszta -stanie się lennikami Żydów”.

Dla zobrazowania w przybliżeniu tego, o czym pisze B. Prus, podajemy poniższe zestawienie:

Wzrost liczby Żydów w polskich miastach:

1781 1856 1897
Warszawa 4,5% 24,3% 33,9%
Łódź – 12,2% 40,7%

W wielu miasteczkach kresowych liczba Żydów przekraczała 50% ogółu ludności (np. w Pińsku i Łucku było ich 80%).

W latach 1864-1914 ziemie polskie opuściło 4 327 000 Polaków, którzy zmuszeni byli udać się na emigrację w poszukiwaniu pracy i chleba. Ich majętność przechodziła w obce ręce (por. J. Topolski “Dzieje Polski,” s. 532).

Zmiany w strukturach społecznych i narodowościowych na ziemiach polskich w taki oto sposób ujął Feliks Koneczny, historyk cywilizacji:

“Wolne zawody przechodziły w ręce żydowskie w nieproporcjonalnym odsetku. Prasa poszła w znacznej części na żołd Żydów, ekonomia żydowska zapanowała niepodzielnie nad stosunkami gospodarczymi, a po miastach topniała własność nieruchoma chrześcijańska “. We wszystkich miastach zaboru austriackiego i rosyjskiego ” tubylcy uciekali przed Żydami na peryferie miasta. Handel żydowski przybrał cechy jakby monopolu, a rolnictwo popadało w niesłychane zadłużenie u Żydów, rzemiosło zaś grzęzło w nędzy, i niestety, w ciemnocie. Rozrost zaludnienia żydowskiego wyprzedzał przyrost ludności polskiej coraz silniej; poczęły się wprost obliczenia, kiedy ilość Żydów zrówna się z liczbą Polaków na polskich ziemiach, kiedy ją prześcignie. Zadawano sobie już całkiem poważnie pytanie: czy oni są u nas czy też my u nich?” (F. Koneczny, “Cywilizacja żydowska,” s. 353).

To w tym właśnie okresie narodziło się powiedzenie żydowskie: “Wasze ulice, nasze kamienice”, i nie było to tylko ironiczne stwierdzenie istniejącego stanu rzeczy, ale w pewnym sensie określenie przyszłego programu działań wobec Polaków.

[Powiedzenie "Wasze ulice, nasze kamienice" rozwinął twórczo pewien guru polskiej niedorozwiniętej młodzieży, kładąc im w głowę, że Polacy nie muszą posiadać żadnej własności, nawet ziemi, byle by "suweren rządził". Suweren-gołodupiec rządzący miliarderami... nawet śmiechu nie warte - admin]

“NASZYM JERUZALEM BĘDZIE POLSKA”

Wszystkie procesy politycznego odrodzenia się Żydów, poszukiwania własnej tożsamości narodowej i kreowanie nowych rozwiązań ideowych i terytorialnych, najmocniej zaznaczyły się na ziemiach polskich.

Złożyły się na to następujące przyczyny:

1. Dzięki – bezprecedensowej w dziejach – polskiej tolerancji, Żydzi znaleźli na ziemiach polskich azyl przed prześladowaniami w innych krajach Europy, doskonałe warunki do rozwoju, ochronę prawa (1264,1334) i autonomię, jakiej nie mieli nigdzie na świecie poza Palestyną. W wyniku tego Rzeczpospolita stała się Paradissus Judeaorum – “Rajem dla Żydów”, czego wyraźnym objawem był stały ich napływ z Azji i Europy. W Polsce znalazło się najwięcej Żydów, kilkakrotnie więcej niż w jakimkolwiek innym państwie.

2. W wyniku rozbiorów Rzeczypospolitej przez ościenne mocarstwa w II połowie XVIII wieku i podziału narodu między zaborców, upływu krwi polskiej w wyniku wojen i licznych przegranych zrywów niepodległościowych, germanizacji, rusyfikacji i nieustannej wojny psychologicznej naród polski znalazł się w sytuacji, którą jego wrogowie uznali za beznadziejną, nie rokującą odrodzenia jakiejkolwiek formy państwowości. Uznano go za “gnijącego trupa”, a skoro jest “trup”, to natychmiast “pojawia się robactwo, które chciałoby go toczyć”. Naród na pozór słaby i konający chciano przywalić kamieniem grobowym i uniemożliwić mu zmartwychwstanie. Cywilizacja talmudyczna me zna bowiem pojęcia “wdzięczność”, ale nade wszystko przedkłada bożka Interesu.

Taki układ stosunków nasunął niektórym ugrupowaniom żydowskim myśl, że na ziemiach polskich można będzie bez trudu utworzyć “ziemię judzką”, czyli “wykroić kawał Polski” dla Żydów, na państwo wyłącznie żydowskie. Koncepcję taką wysunął już w XVIII wieku Jakub Frank, ale w owym czasie mogły to być tylko marzenia. Uznano zatem, iż dopiero na przełomie wieków XIX i XX pojawiły się warunki do realizacji takiego pomysłu.

Nie rezygnowano przy tym z projektów, aby tworzyć państwo żydowskie do spółki z tubylcami, z gojami, na całym obszarze ziem polskich, chcąc – na miejsce mającego się odrodzić państwa polskiego – wprowadzić nowy rodzaj państwa żydowsko-polskiego: Judeopolonię oficjalną, uznawaną i przez Polaków, i przez czynniki międzynarodowe.

Powstały w ten sposób dwa programy nawzajem się uzupełniające. Na pewnym obszarze powstałoby państwo żydowskie, w którym Polacy nie mieliby w ogóle głosu, a niezależnie od tego, i obok tego, mogliby Żydzi stanowić w całej Judeopolonii równoprawny czynnik polityczny. Rozwiązania takie popierało międzynarodowe żydostwo, czemu wyraz dano m.in. w “Okólniku kierowników politycznych kół żydowskich z XI 1898 r. do Żydów polskich”. Na stronie 173. napisano w nim:

“Bracia i Współwyznawcy! Trzeba aby kraj został naszym królestwem (…). Starajcię się po trochu usunąć Polaków ze wszystkich ważniejszych stanowisk i skupić w naszych rękach wszystkie nici władzy społecznej. Wszystko, co do chrześcijan należy, powinno stać się waszą własnością, związek izraelski dostarczy wam potrzebnych do tego środków. Już zaczęto na ten cel zbierać potrzebne fundusze, a udaje się lepiej, niż przypuścić by można. Dla doprowadzenia do skutku planu wyrwania stanowczo Galicji chrześcijanom, wszyscy nasi wielcy bogaci zapisali się na znaczne sumy. Da baron Hirsch, dadzą Rotschyldzi, Bleichrederowie i Mendelsonowie i inni dadzą (…). Bracia i współwyznawcy! Dołóżcie wszelkich usiłowań, ażeby doprowadzić do skutku to, co zamierzamy” (por. J. Polak, op. cit. , s.28; S. Wysocki, “Żydzi w dziejach Polski,” s. 89).

Jakby w odpowiedzi na to wezwanie w 1902 r. odbył się w Mińsku Litewskim Wszechrosyjski Zjazd Żydowski o wyraźnym charakterze nacjonalistycznym, postulujący narodową ofensywę żydowską w krajach golusu (golus= świat nieżydowski – ALS). Jego uchwała stanowiła podbudowę do kształtowania się programów żydowskich partii politycznych.

Oprócz działających ideologów syjonistycznych na ziemiach polskich zaczęły się tworzyć ośrodki skupiające aktywistów, starające się narzucić pozostałym Żydom swój punkt widzenia.

“POLSKA JEST NASZĄ WSPÓŁWŁASNOŚCIĄ”

Fołkistowskie teorie “budowania Jerozolimy w każdym kraju” diaspory były oparte na zasadach powszechnie wprowadzanej emancypacji, na prawach gwarantowanych jednostce ludzkiej i mieściły się w granicach dozwolonego działania mniejszości narodowych. W rzeczywistości jednak nigdzie nie podejmowano prób ich realizacji i nigdzie też nie zostały zrealizowane.

Inaczej było na ziemiach polskich. Żydzi, którzy w początkach XX wieku stanowili tu średnio od 8 do 10% (w zależności od zastosowanych metod statystycznych), zdecydowanie sprzeciwiali się określaniu ich jako mniejszości narodowej i żądali traktowania siebie jako pełnoprawnych współgospodarzy ziem polskich. Takiego absurdalnego żądania nie zgłosili w żadnym innym kraju.

Żydzi, prześladowani i wypędzani ze wszystkich krajów Europy (i nie tylko), znaleźli schronienie i opiekę prawa w Polsce, teraz niepomni na ten fakt, przygotowywali się do odebrania Polakom praw decydowania o losach własnej ojczyzny. Podstawą do roszczeń stała się teza, że Żydzi są odwiecznymi mieszkańcami ziem polskich i że to oni byli twórcami państwowości polskiej. Nie bodziemy tu rozważać szczegółowych rewelacji, jak to “banda Piasta zdetronizowała żydowskiego króla i przejęła w Polsce władzę”, a przejdziemy do opisu dwóch bliższych nam wydarzeń, rzucąjucych nieco światła na tę sprawę. Oddajmy głos B. Mieszkiewiczowi, uczestnikowi pewnego spotkania:

“Bardzo pouczające pod tym względem było spotkanie, jakie odbyło się w połowie maja 1987 w Instytucie Francuskim w Warszawie z Rachelą Erthel, profesorem Uniwersytetu Paryskiego, wykładającą cywilizację żydowską i język jidysz, autorką kilku książek z tej dziedziny. Zaraz na początku wykładu usłyszeliśmy, że Żydzi żyli w Polsce od niepamiętnych czasów, zaś większy napływ na skutek prześladowań w innych krajach nastąpił w XII wieku, a nazwa Polska pochodzi wg żydowskiej legendy (‘legende’, a nie ‘conte’, co byłoby synonimem ‘podania’, ‘opowieści’) od hebrajskiej nazwy ‘po lin’, która jest synonimem drugiej Ziemi Obiecanej, a która zniekształcona przez Niemców na Polen dała nazwę kraju. (…) Nie chcę wszakże podejrzewać złej woli, zwłaszcza, że wykład był skierowany do polskiego audytorium, więc jest to dobry przykład homine unius libri odrzucającego wszelkie fakty, które mogłyby zakłócić spoistość poglądów. Zauważmy przy tym, że owa sugestia, iż Żydzi żyli w Polsce od niepamiętnych czasów, a więc może od II wieku… (że przeczą temu tak źródła pisane, jak i archeologia – tym gorzej dla źródeł) i że to od nich pochodzi nazwa kraju, zmienia pozycję Żydów: z obcych przybyszów stają się współgospodarzami, jeśli nie pierwotnymi mieszkańcami tej ziemi, po których dopiero osiedlili się Słowianie podczas Wędrówki Ludów. Jest to jeden z klocków do łamigłówki, pozwalający lepiej odczuć i zrozumieć postawy i zachowanie się Żydów przed rokiem 1918 i po nim.

Znałem tę opowiastkę, wykładnię słów ‘po lin’, znaczących dosłownie ‘tu odpoczniesz’, odpoczniesz w oczekiwaniu na Mesjasza, który wywiedzie cię do Ziemi Obiecanej – choć przyznam, że zaskoczyło mnie wygłoszenie jej ex professe przez profesora paryskiego uniwersytetu” (B. Mieszkiewicz, “Antysemityzm?,” s. 4).

Autor powyższych słów zaskoczony był “rewelacjami” prof. Racheli Erthel na temat pochodzenia nazwy “Polska”. Dziś zapewne jest świadom, iż wygłoszona przez nią teoria została uznana urzędowo za prawdziwą, a co więcej, odpowiednio jeszcze zmodyfikowana, a raczej bardziej pogmatwana. W Jewish Museum w Nowym Jorku, przy Fifftest Avenue, w dziale poświęconym Żydom z ziem polskich, znajduje się informacja, że Żydzi wypędzeni z Hiszpanii i tułający się po Europie zatrzymali się w miejscu, które uznali za właściwe, aby spocząć (“Po-lin”); i stąd pochodzi nazwa Polska. Przytaczamy ten napis w oryginalnym angielskim brzmieniu: “After the Jews, were expelled from Spain, they traveled eastward. At one point they stopped to rest, and a note dropped down from the sky. ‘Po-lin’, it said in Hebrew -••Stay here’. That is how Poland got its name” (odpis ze zdjęcia wykonego ll VIII 1994).

Warto przypomnieć, że “Edykt o wygnaniu Żydów z Hiszpanii” podpisany został 31 III 1492 r., a znękani Żydzi dotarli do Polski po wielu latach, via Portugalia i północna Afryka. Polska w owym czasie udzieliła już schronienia wielu falom prześladowanych Żydów, a sama jako państwo przeżywała swój Złoty Wiek. Z informacji w Jewish Museum wynikałoby, że wówczas nie miała nawet jeszcze nazwy. Niewątpliwie w tworzeniu tego muzeum udział brało wielu profesorów, wykładowców wyższych uczelni całego swiata. Zostawmy to bez komentarzy.

Idea, że Żydzi są pełnoprawnymi współgospodarzami Polski, jest nadal aktualna. Nie przypadkiem wynikły kontrowersje przy ustalaniu napisu na pomniku poświęconym tragedii Żydów w Jedwabnem, gdy pojawiło się tam stwierdzenie, że zamordowani byli “współgospodarzami” tej ziemi. I nie przypadkiem to określenie zostało tam wprowadzone.

(…)

PODSUMOWANIE

Próba “przywalenia Polski kamieniem grobowym” -jak określił to prof. J. R. Nowak – przez stworzenie na ziemiach polskich sztucznego tworu przy pomocy Niemców, zwanego Judeopolonią, zakończyła się fiaskiem. Jednak w walce o niedopuszczenie do realizacji tych planów Polska poniosła duże straty i stała się przedmiotem manipulacji na arenie międzynarodowej. Wrogowie nie potrafili docenić narodowych dążeń Polaków i wydawało się im, że nieograniczone pieniądze i wsparcie potężnego mocarstwa mogą być silniejsze nad wolę narodu do odrodzenia własnej Ojczyzny.

Z obłędnych planów jednaknie zrezygnowano. Nie udało się stworzyć dywersyjnego tworu państwowego przy pomocy Niemców, więc już od roku 1919 zaczęto planować zniewolenie Polski przy pomocy bolszewików, co zaowocowało w 1944 r. stworzeniem tzw. Polski Ludowej, w której mordy elementu niepodległościowego, znieważanie godności narodu i walka z polskimi tradycjami miały doprowadzić do wynarodowienia i stalinizacji “mas polskich”. Okaleczony naród, chociaż poniósł ogromne straty, zdołał jednak zachować w sobie tyle żywotności, aby walczyć o to, “żeby Polska, były Polską”.

Trzecia próba zniewolenia i zniszczenia Polski narodowej została podjęta od roku 1989, gdy pod pretekstem transformacji zaczęto jawnie propagować likwidację państw narodowych (nie wszystkich!!!) i stworzenie globalistycznego kibucu, składającego się z kosmopolitycznych euroregionów, sterowanych przez międzynarodowy kapitał. Miejmy nadzieję, że i tym razem Polakom nie zabraknie siły i chęci aby walczyć o zachowanie wartości, o które walczyli i za które ginęli nasi Ojcowie.
Bibliografia do tematu “Judeopolonia”
Bałaban M., “Historia i literatura żydowska”, Lwów – Kraków – Warszawa 1925
Bałaban M., “Studia historyczne”, Warszawa 1927
Bimbaum N., “Den Ostjuden ihr Recht”, Wien 1915
Dmowski R., “Świat powojenny a Polska”, wyd. III, Warszawa 1932
Dmowski R., “Myśli nowoczesnego Polaka”, Londyn 1953
Eisenbach A., “Ludność żydowska w Królestwie Polskim w końcu XIX w, w: ,Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego”, 1959, nr 29
Fajnhauz D., “Żydzi na Litwie i Białorusi w XIX w”, w: “Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego”, 1959, nr 51;
Fajnhauz D., “Ludność żydowska na Litwie i Białorusi a powstanie 1963″, w: “Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego”, 1961, nr 38
Ford H., “Międzynarodowy Żyd”, Warszawa 1998
Hartglas A., “Zasady naszego programu politycznego w Polsce”, Warszawa 1918
Hirschhorn S., “Historia Żydów w Polsce od Sejmu Czteroletniego do wojny europejskiej (1788-1914)”, Warszawa 1921
Jeske-Choiński T., “Historia Żydów w Polsce”, Warszawa 1919
Johnson R, “Historia Żydów”, Kraków 1998
Kautski K., “Rasse und Judentum”, Berlin 1914
Kautski K., “Socjal-Demokracja”, w: “Rewolucja proletariacka i jej program” [przekład polski]. Warszawa 1924
Kempner S., “Dzieje gospodarcze porozbiorowej Polski”, Warszawa 1912
Kobyliński S., “Sprawa polska a kwestia żydowska”, Poznań 1924
Koneczny F., “Logos i Ethos”, Poznań 1921
Koneczny F., “Cywilizacja żydowska”, Warszawa 1997
Korsch H., “Żydowskie ugrupowania wywrotowe w Polsce”, Warszawa 1925
Kruszyński J. MT, “Żydzi i kwestia żydowska”, Włocławek 1920
Krysiak F., “Dwa dni grozy we Lwowie”, Kraków 1919
Krajewski J., “Białe karty w sprawach polsko-żydowskich na przełomie XIX i XX wieku do roku 1939″, Warszawa 1989
Kurnatowski J., “W sprawie żydowskiej”. Warszawa 1914
Laudynowa S., “Sprawa światowa. Żydzi, Polska, ludzkość”, t. I-II, Chicago 1919
Marchlewski J., “Antysemityzm a robotnicy” [reprint]. Warszawa 1972
Marks K., “W kwestii żydowskiej”, w: K. Marks, F. Engels, “Dzieła”, t. I, Warszawa 1961
Marylski A., “Dzieje sprawy żydowskiej w Polsce”, Warszawa 1912
Mieszkiewicz B., “Antysemityzm?”, Kraków b.r.
Niemojewski A., “Prawo żydowskie o gojach”. Warszawa 1918
Niemojewski A., “Dusza żydowska w zwierciadle Talmudu”, Warszawa 1920
Nowaczyński A., “Mocarstwo anonimowe”, Warszawa 1920
Nowak J. R., “Haniebna karta”, w: “Słowo – dziennik katolicki”, 24-25 III 1995
Nowak J. R., “Judeopolonia. Nieucy z ‘Wyborczej’”, w: “Nasza Polska”, 24 III 1999, nr 12
Orlicki J., “Szkice z dziejów stosunków polsko-żydowskich 1918-1949″, Szczecin 1983
Pawlikowski M., “Dwa światy”, Londyn 1952
“Pamiętnik z I zjazdu Zjednoczenia Polaków Wyznania Mojżeszowego wszystkich ziem polskich”, Warszawa 1919
Phillippson M., Neueste Geschichte desjudischen Volkes”, Band I-III,Leipzig l911
Pobóg-Malinowski W., “Najnowsza historia polityczna Polski”, t. II, Londyn 1983
Pogonowski J. C., “Jews in Poland. A Documentary History”, New York 1993
Polak J., “Zbrodnicze plemię”, Wrocław – Warszawa b.r.
Pranajtis J. B., “Chrześcijanin w Talmudzie żydowskim”. Warszawa 1937
Reich L., “Żydowska Delegacja Polaków w Paryżu”, Lwów 1922
Rolicki H., “Zmierzch Izraela”, Warszawa 1932
Rostański K., “Polonii w Ameryce z Żydami sprawa w dobie odbudowy Państwa Polskiego”, Warszawa 1925
Segel B., “Die polnische Judenfrage”, Berlin 1916
Szczepański W, “Najstarsze cywilizacje Wschodu klasycznego”, t. I: “Egipt”, t. III: “Egea i Hatti”, Lwów 1922-1923
Tartakower A., “Emigracja żydowska z Polski”, Warszawa 1934
Tartakower A., “Zarys socjologii żydostwa”. Warszawa 1938
Topolski J., “Dzieje Polski”, Warszawa 1977
Trzeciak S., “Mesjanizm a kwestia żydowska”, Warszawa 1934
Trzeciak S., “Program światowej polityki żydowskiej”, wyd. III rozszerzone, Warszawa 1936
Trzeciak S., “Talmud o gojach a kwestia żydowska w Polsce”, Warszawa 1939
Tworakowski S., “Polska bez Żydów”, Warszawa 1939
Wasiutyński B., “Ludność żydowska w Polsce w wieku XIX i XX (Studium statystyczne)”, Warszawa 1930
Witos W, “Moje wspomnienia”, IWW 1978
Wróbel P, “Między nadzieją a zwątpieniem”, w: “Więź”, VII-VIII 1986
Zadrecki T., “Talmud w ogniu wieków”. Warszawa 1936
Znaniecki F., “Upadek cywilizacji zachodniej”, Warszawa 1921
Żabotyński W., “Polaki i Jewreje”, Odessa 1921
Żabotyński W., “Państwo Żydowskie”, Warszawa – Lwów, b.r.
“Żydzi a powstanie styczniowe”. Materiały i dokumenty opracowane do druku przez A. Eisenbacha, D. Fajnhauza i A. Weissa, Warszawa 1963
WK: do pozycji wymienionych przez dr Szcześniaka dodać można:
Odpowiedź Jędrzeja Giertycha “Dziennikowi Polskiemu”, “Myśl Polska”, Londyn 1975
Maciej Giertych, “Nie przemogą ! Antykościół, antypolonizm, masoneria” – Wrocław – NORTOM 1997
Maciej Giertych, “Nisko nad Sanem – planowane przez Niemców państwo żydowskie na terenach Polski”, “Opoka w Kraju” nr 36(57) z grudnia 2000"

[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Tornado dnia Pią 11:32, 14 Lut 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gargangruel
Administrator



Dołączył: 23 Mar 2011
Posty: 6439
Przeczytał: 1 temat

Skąd: ZE SREBRNEGO NOWIU

PostWysłany: Czw 19:59, 13 Lut 2014    Temat postu:

Pogubiłem się.
Zaznacz może jakoś, co jest Twoim komentarzem, bo nie bardzo wiem, o czym piszesz.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Pią 10:25, 14 Lut 2014    Temat postu:

Gargangruel napisał:
Pogubiłem się.
Zaznacz może jakoś, co jest Twoim komentarzem, bo nie bardzo wiem, o czym piszesz.


Sądziłem, ze jest to czytelne. Wobec tego komentarze moje będą pisane pogrubioną czcionką, a cytaty i wklejki obok ich brania w cudzysłów, wyłącznie kursywą.

Ps. Notka wyżej poprawiona, czyli według nowego wzorca, podobnie jak notka niżej.


Ostatnio zmieniony przez Tornado dnia Pią 11:34, 14 Lut 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Pią 11:16, 14 Lut 2014    Temat postu:

Gdzie jest Mariusz Trynkiewicz?


Złoty medal Justyny Kowalczyk na igrzyskach zimowych w Soczi przyslonił nieco sytuację o której było ostatnio nazbyt głośno. Chodzi mi o akcję "Trynkiewicz".
Poza ewentualnym pozwem ministra Biernackiego przeciwko Frasyniukowi nic o bohaterze ogólnopolskiej histerii nie słychać. Pewnie i sprawa pozwu zostanie dość szybko zepchnięta na aut, bo Stefan Niesiołowski zasygnalizował publicznie swój udział jako rozjemca w pogodzeniu obu polityków.

A o samym Trynkiewiczu i jego losie nastąpiła tymczasem martwa cisza.

Biorąc pod uwagę niezwykle środki ostrożności i ochronę równą głowie państwa jaką dano zabójcy, plus unikanie pokazania jego twarzy mediom nasuwa mi się kilka ciekawych podejrzeń.

Pierwsze z nich to takie, że debata sądu, te przejazdy, konwoje, to nic innego jak czysta lipa na użytek spoleczny, bo skazany Trynkieiwcz jak siedział tak siedzi. Motyw, gdzie mu będzie lepiej? Na wolności czeka go przecież niechybna czapa z ręki różnych nawiedzonych świrów.

Druga wersja zakłada, że Trynkiewicz wprawdzie wyszedł na wolność, ale daleko nie doszedł, bo jego tropem podążyło natychmiast specjalne, tajne komando, więc o Trynkiewiczu nikt już nie usłyszy, bo leży on z kulą w głowie, polany wapnem i głęboko zakopany w nieznanym czarnym lesie.

Trzecia wresja zakłada, że państwo załatwiło Trynkiewiczowi dla jego bezpieczeństwa operację plastyczną oraz ścisły dozór policji plus lokal.

To podejrzenie wydaje mi się, chociaż szokujące, to jednak namniej prawdopodobne i raczej humorystyczne.
Obstawiam więc pierwsze, że obrady sądu i tym podobne newsy o znaleziskach w jego celi to zwykła ściema. Trynkiewicz przekonany przez władze co do swojego losu, zgodził się po prostu na izolację i został przeniesiony do innego wiezienia.

Drugie z trzech podejrzeń także jest prawdopodobne, jak choćby oficjalnie nie istniejące więzienia CIA dla talibów w Polsce.


Ostatnio zmieniony przez Tornado dnia Pią 11:17, 14 Lut 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Sob 10:04, 15 Lut 2014    Temat postu:

Już Adolf Hitler (coś się ostatnio dużo na tego pana powołuję, ale cóż robić, skoro momentami miał rację?) powiadał, że liberalizm jest podłożem dla nacjonalizmu, bowiem zostawia zawsze swoich obywateli na tzw. lodzie.
Poniżej zamieszczam wywiad z Paulem Craigem Robertsem o neoliberalizmie



"Wstyd mi za patologiczny kult wolnego rynku" – przyznaje Paul Craig Roberts, jeden z twórców reaganomiki.

Będzie pan przepraszał za Ronalda Reagana i jego reaganomikę?

Nie. Ale jest mi wstyd z powodu tego, co wydarzyło się potem.

To znaczy?

Wstyd mi za neoliberalizm. Ten patologiczny kult wolnego rynku, który wprowadził zachodnie gospodarki, w tym USA, na ścieżkę samozniszczenia.

Chwileczkę! Przecież to nie kto inny, tylko Ronald Reagan był ojcem neoliberalizmu! Pan jako jeden z jego najbliższych współpracowników powinien to chyba wiedzieć najlepiej.

Ronald Reagan był ojcem reaganomiki. Była ona dokładnym przeciwieństwem reform neoliberalnych.

To musi pan sam wyjaśnić, bo nikt mi nie uwierzy, jak zacznę opowiadać, co usłyszałem z ust architekta reaganomiki.

My, reaganowcy, przejmowaliśmy władzę na przełomie lat 70. i 80. Był to moment, w którym przestała działać stosowana od lat 30. keynesowska polityka pobudzania popytu. Ekonomiści i politycy działali dotąd według prostego schematu: gdy gospodarka zwalniała i pojawiały się problemy z bezrobociem, to oni zajmowali się pobudzaniem popytu. Starali się, by konsumenci znowu mieli trochę więcej pieniędzy i stymulowali gospodarkę swoimi wydatkami. A gdy ta przyspieszała, powodując ryzyko inflacji, ograniczali popyt.

Aż do momentu, gdy pojawiła się stagflacja. Czyli zabójcza mieszanka recesji, bezrobocia i wysokiej inflacji.

Ten problem trawił Amerykę i Europę przez całe lata 70. Nawet najbardziej zatwardziali keynesiści czuli, że walą głową w mur. Coś musiało się zmienić. A my wymyśliliśmy, na czym ta zmiana ma polegać. To była tzw. rewolucja podażowa.

Czyli?

Już w czasie kampanii wyborczej Reagan powiedział, że problem polega na tym, iż zbyt wiele dolarów goni za zbyt małą ilością dóbr. I to było celne stwierdzenie. Bo pokazywało nasz cel. To znaczy: dość manipulowania przy popycie. Czas zająć się zwiększaniem podaży.

Co konkretnie zrobiliście?

Zaczęliśmy od podatków osobistych oraz od zysków kapitałowych. Obniżyliśmy wszystkie stawki. Tu nie chodzi tylko o to, by ludzie w sumie płacili mniej. Naszym celem było stworzenie takiej sytuacji, w której opłaca się pracować i produkować więcej niż dotychczas. Bo dotąd każdy dodatkowy dolar był opodatkowany na tyle wysoko, że nie warto było pracować więcej. A jak nie pracowano więcej, to było mniej oszczędności i mniej pieniędzy na inwestycje. Logiczny wniosek, że taki system promował bierność zamiast pracy i konsumpcję zamiast inwestycji.

Więc myśmy tę sytuację odwrócili. Niższe podatki od wyższych dochodów sprawiały, że brak pracy i konsumpcja stały się nagle bardziej kosztowne. A inwestycje bardziej opłacalne. Keynesistom się to nie podobało, ale gdy zobaczyli, że nasza recepta działa, musieli złożyć broń. Bo nagle amerykańska gospodarka ruszyła z miejsca. Pojawiła się też praca. Dobra, solidna praca dla zwyczajnych Amerykanów. A stagflację udało się w końcu przełamać. I to było nasze wielkie zwycięstwo.

Jak dotąd wszystko było, jak rozumiem, w porządku. A czy pamięta pan moment, w którym zauważył pan, że rewolucja podażowa skręca w niewłaściwym kierunku?

Kłopoty zaczęły się w momencie upadku Związku Radzieckiego. To była kompletna katastrofa dla amerykańskiej gospodarki.

Nie wierzę. Reaganowiec żałuje zwycięstwa w zimnej wojnie.

Kiedy to prawda! Wraz z upadkiem ZSRR dotychczasowe reguły gry wywróciły się do góry nogami. I nie mówię tu tylko o sytuacji geopolitycznej. Chodzi przede wszystkim o gospodarkę. Chcąc nie chcąc, reszta świata musiała bowiem ugiąć kark przed zwycięzcą. I otworzyć się na zachodni kapitał, udostępniając mu ogromne zasoby swojej niesamowicie taniej siły roboczej. Choćby w komunistycznych Chinach czy socjalistycznych Indiach. Towarzyszyło temu powtarzane jak mantra przekonanie, że nie ma alternatywy dla zachodniego kapitalizmu.

Amerykańskie korporacje musiały z tej okazji skorzystać. Szybko zauważyły, że neoliberalizm daje im niesamowite możliwości maksymalizacji zysków. Czyli również maksymalizacji premii dla najwyższej kadry menedżerskiej. To był bezlitosny proces, bo nawet gdyby amerykański biznes nie chciał uciekać z kraju, to i tak zostałby do tego… zmuszony.

Zmuszony? Przez kogo?

Przez Wall Street. Bo inwestorzy powiedzieli do firm: zobaczcie, tam są niesamowite szanse na krociowe zyski. Nadal ich nie widzicie? To my zaraz pójdziemy do waszych konkurentów i sfinansujemy im przejęcia waszego biznesu. Więc i tak wasze firmy trafią do Chin. Ale już niestety bez was na pokładzie. Więc lepiej zróbcie to, co wam mówimy!

Ta presja działała również w branżach, które z pozoru nie podlegają outsourcingowi. Weźmy sieci handlowe takie jak Wall Mart. One mogły postawić swoich dostawców przed dosadnym ultimatum. Stawki w Chinach są takie i takie. Chcecie, żebyśmy zostali z wami? To zbliżcie się do ich poziomu! W ten sposób nakręcał się ten piekielny wyścig do samego dna.

Zaraz, przecież to powinno pana cieszyć! Czy reaganowcy nie twierdzili, że rynek najlepiej alokuje zasoby?

To nie tak. Dla nas rynek nigdy nie był celem samym w sobie. On miał być drogą do osiągnięcia pewnych celów. Już panu mówiłem, że w naszym wypadku tym celem było odtworzenie amerykańskich miejsc pracy, które zabijała stagflacja. Chcieliśmy wprowadzić do gospodarki zasadę, że firmy walczą o uzyskanie przewagi konkurencyjnej. A nie przewagi absolutnej. Powtarzam, to nie miał być wyścig do samego dna!

Jaki był skutek tego wyścigu?

Pamiętam, że przyglądałem się wtedy regularnie miesięcznym statystykom dotyczącym amerykańskiego rynku pracy. I patrzyłem ze zgrozą, jak na moich oczach znikają solidne miejsca pracy w sektorze produkcji, potem w usługach biznesowych, projektowaniu, logistyce, badaniach. Czyli wszystkich tych dziedzinach, w których pracę znajdowali kiedyś absolwenci amerykańskiego systemu edukacyjnego. To przecież były dokładnie te miejsca pracy, o których stworzenie walczyła reaganomika! I to przez nie wiodły tradycyjne ścieżki awansu społecznego w amerykańskim społeczeństwie. A więc to, z czego Ameryka była przez dziesiątki lat taka dumna i na czym opierał się ten słynny „amerykański sen”. Bez nich USA nie są już krajem obietnicy wielkich nieograniczonych możliwości. To się skończyło.

Globalizacja i niczym nieograniczona swoboda kapitału prowadzą więc w prostej konsekwencji do skostnienia relacji społecznych. W praktyce dobrą pracę mogą więc dostać tylko ci, którzy wywodzą się z dobrych rodzin. Natomiast ci na dole z coraz większym prawdopodobieństwem na tym dole pozostaną. Podobnie jak ich potomkowie. Smutne, ale prawdziwe.

A nie jest tak, jak przekonują zwolennicy wolnego rynku? Że globalizacja, owszem, niszczy stary porządek, ale w jego miejsce buduje nowy i lepszy.

Bzdura. Wystarczy rzut oka na statystyki. Owszem, w ciągu ostatnich dwudziestu lat w USA pojawiły się nowe stanowiska pracy. Ale głównie w najsłabiej płatnym segmencie usług. Wśród kelnerów, sprzedawców, barmanów albo sprzątaczek. I owszem, profity z globalizacji też się pojawiły. Ale zgarnął je wielki biznes. A rachunek został wystawiony i przesłany rodzimej sile roboczej.

I dlatego wszędzie zasada jest taka sama. Im bardziej neoliberalna gospodarka, tym wyższy poziom bezrobocia. Według najnowszych statystyk 40 proc. amerykańskiej populacji zarabia mniej niż 40 tys. dol. rocznie. A granica biedy w tym kraju to jakieś 24 tys. 3 proc. populacji w ogóle nie ma pieniędzy na żadne wydatki prócz pokrycia najbardziej podstawowych potrzeb. Oni właściwie nie uczestniczą w obrocie gospodarczym i są na dodatek potężnie zadłużeni. Rosną tylko dochody absolutnie najbogatszych. Tego symbolicznego już jednego procentu. Tylko czy to jest powód do radości w rzekomo najbogatszym i najpotężniejszym gospodarczo kraju na ziemi? Przecież w tej sytuacji nie ma absolutnie żadnych szans na ożywienie gospodarcze. Bo skąd ono ma się wziąć?

Ale tak z ręką na sercu. Kiedy zaczął pan dostrzegać te wszystkie procesy? Jeszcze przed wybuchem obecnego kryzysu czy już po nim?

Pisałem o tym już w latach 90. Kiedy zacząłem dowodzić, że outsourcing to przekleństwo, pierwszą reakcją były zaprzeczenia. Mówiono, że tak wygląda przyszłość, że trzeba się dostosować i że nie ma alternatywy. Niestety, obecny kryzys tylko potwierdził te czarne scenariusze. USA mają dziś najwyższe od lat bezrobocie. A i tak te statystyki są mylące, ponieważ nie biorą pod uwagę ludzi, którzy porzucili poszukiwanie stałej pracy, chwytając się prac dorywczych, niedających im żadnego bezpieczeństwa.

Pytam o kryzys, bo jak się szuka praprzyczyn jego wybuchu, to można znaleźć wiele tropów prowadzących do was, reaganowców. To wy jako pierwsi rzuciliście przecież hasło, że gospodarkę trzeba deregulować.

To, co mieliśmy na myśli, mówiąc o deregulacji, z dzisiejszej perspektywy wydaje się trudne do uwierzenia. Nam chodziło raczej o eliminację tej całej niepotrzebnej papierkowej roboty dla biznesu. Zwłaszcza dla przedsiębiorców drobnych i średnich. Zapewniam pana, że absolutnie ostatnią rzeczą, jakiej chcieliśmy, była deregulacja systemu finansowego. Nie przypominam sobie ani jednej rozmowy na ten temat z czasów, gdy pracowałem w Departamencie Skarbu. Ani jednej! Owszem, były pewne kosmetyczne zmiany (czasowa zmiana regulacji Q – red.). Ale jedynie jako reakcja na politykę monetarną szefa Fed Paula Volckera. Jeśli szukać autorów liberalizacji amerykańskiego sektora finansowego, to trop wiedzie tutaj wprost do dwóch nazwisk.

Po pierwsze, demokrata Bill Clinton.

Tak jest! Weźmy słynną ustawę Glassa-Steagalla z lat 30., którą uchwalono po to, żeby ukrócić poziom spekulacji i pokusę nadużycia na rynkach finansowych. W 1999 r. za czasów Clintona to prawo zostało ostatecznie zmienione. Od tamtej pory każdy bank mógł zacząć działać w branży inwestycyjnej i używać depozytów swoich klientów do finansowania nawet bardzo ryzykownej działalności.

A potem nastał republikanin George W. Bush.

I deregulacyjne szaleństwo ruszyło pełną parą. Już na samym początku jego administracja zniosła regulacje derywatów (czyli instrumentów pochodnych, np. kontraktów terminowych albo swapów – red.) znajdujących się w obrocie pozagiełdowym. Potem bushowcy zdecydowali, że w ogóle nie interesuje ich ograniczanie działalności spekulacyjnej. I tak zmienił się świat finansów. Bo jeszcze w latach 80. operacje o charakterze czysto spekulacyjnym szacowane były na jakieś 15 proc. rynku. A dziś w wielu dziedzinach dominują. Kulminacją tej orgii zniszczenia było zniesienie wszelkich ograniczeń dotyczących relacji długu do kapitału. Banki mogły więc lewarować jeszcze bardziej niż dotychczas.

Trudno mi uwierzyć w to, co słyszę. Głównie dlatego, że bushowcy chętnie i często odwoływali się do dziedzictwa Reagana.

Nazywanie polityki bushowskiej kontynuacją reaganomiki to wielkie i nieuprawnione nadużycie. Po pierwsze, bushowcy dopuścili do tego, że z Ameryki uciekły najlepsze miejsca pracy dla klasy średniej, a wszystkie zyski z tego tytułu trafiły do najbogatszych korporacji. W tej sytuacji nie zadziałają już żadne obniżki podatków czy ułatwienia dla przedsiębiorców. I ta banda chciwych republikanów to wiedziała! Po drugie, nawet ich reformy podatkowe były sprzeczne z duchem reaganomiki. Bo oni podatki obniżyli. Ale tylko dla najbogatszych. Twierdząc na dodatek, że to jest ekonomia strony podażowej. Nonsens! Ale największą zbrodnią tamtej administracji była ich durna imperialna polityka zagraniczna.

Sądziłem, że to by się Reaganowi spodobało. Wojna z terroryzmem jako kontynuacja wojny z radzieckim imperium zła.

Dokładnie odwrotnie! Uważam, że nie tylko w gospodarce upadek ZSRR okazał się dla naszego kraju kompletną katastrofą. Brak przeciwwagi doprowadził do tego, że amerykańskie elity polityczne poczuły się po prostu bezkarne. Zaczął się etap hegemonicznej dominacji Stanów Zjednoczonych. Na jej potrzeby wymyślono sobie papierowego wroga w postaci rzekomego terroryzmu islamskiego. Rozdmuchano jego znaczenie, by uzasadnić wiele haniebnych posunięć. To był dramat nie tylko dla nas, ale i dla całego świata. Również dla kilku dużych krajów muzułmańskich. Taka inwazja na Irak nigdy nie miałaby miejsca, gdyby istniał Związek Radziecki.

Wróćmy do gospodarki. Mówi pan o zwycięstwie ideologii wolnorynkowej. Dlaczego właściwie ona wygrała? Dlaczego amerykańskie elity i społeczeństwo uwierzyły, że rynki same się uregulują?

Przyczyna jest prozaiczna. Wielki kapitał, a zwłaszcza sektor finansowy, zainwestował wiele w to, by do globalizacji dorobić opowieść pod tytułem „To jest w interesie każdego z nas. Nikt na niej nie straci, a wszyscy zyskają”.

Jak to zrobili?

Pieniędzmi. Wielki kapitał po prostu kupił sobie amerykańską klasę ekonomiczną. Uczynił z niej swoich lobbystów. Stworzył sieć grantów badawczych, think tanków. Niektórzy ekonomiści przechodzili wręcz do biznesu, zasiadając w zarządach spółek finansowych. Ekonomia w latach 90. i na początku XXI wieku przestała być nauką. Stała się propagandą.

Brzmi to jak jakaś teoria spiskowa.

To nie ma nic wspólnego ze spiskiem. To przejaw degeneracji amerykańskiego życia publicznego. Ameryka stała się państwem lobbingowym.

Lobbing to część demokracji.

Tak. Ale może też przemienić się w jej śmiertelne zagrożenie. W USA kampanie wyborcze są finansowane z datków prywatnych. Kilka lat temu Sąd Najwyższy tylko to utwierdził, uznając, że prawo do wspierania kampanii wyborczych przez korporacje nie może być ograniczone. Bo byłoby to – uwaga, uwaga – naruszenie ich „prawa do wolności wypowiedzi”. W efekcie nie mamy więc dziś żadnych ograniczeń na tym polu. I efekt jest taki, że korporacje w majestacie prawa mogą kupować sobie wybory oraz rządy.

Bez przesady.

Mówię to poważnie jako emerytowany waszyngtoński insider. W Stanach niezależnie od politycznego rozdania rządzi więc kilka potężnych organizacji lobbystycznych.

Najważniejsza z nich to Wall Street, a więc banki i instytucje finansowe.

Drugą jest sektor militarny oraz bezpieczeństwa. Wyjątkowo groźny dla reszty świata, co pokazały wypadki sprzed dekady.

Trzeci blok to potężne lobby izraelskie. Potem jeszcze lobby górniczo-naftowe. Szczególnie wpływowe od czasów George’a W. Busha, który postawił wielu nafciarzy na czele powiązanych z rządem ogranizacji zajmujących się środowiskiem.

Na tym przykładzie dobrze widać, jak działa ta „neoliberalna deregulacja”. To znaczy nafciarze w imieniu rządu regulują swój własny sektor. I niech pan zgadnie, w którym kierunku to regulują! Oczywiście robią to w taki sposób, żeby większa część kosztów ich działalności została przerzucona na innych. W tym przypadku na środowisko. W ten sposób ich produkty mogą być śmiesznie tanie. A sektor bankowy? Dokładnie ta sama historia. Pozwolono bankom w imię wolności rosnąć do rozmiarów, gdy stały się zbyt duże, by upaść. I teraz rząd musi je ratować za każdym razem, gdy wpadną w kłopoty. I to nie tylko poprzez bailouty. O wiele częściej odbywa się to w sposób dużo bardziej zakamuflowany. Przez dłuższy czas Fed musiał wpuszczać w gospodarkę ciężkie miliardy dodatkowych dolarów. W efekcie na Wall Street panuje niespotykana hossa. A realna gospodarka jak tkwiła, tak tkwi w kłopotach. Na rynek wewnętrzny to się w ogóle nie przekłada. To nie jest żadna deregulacja. To jest samoregulacja.

Gdy się tego słucha, to aż trudno uwierzyć, że Amerykanie nie wyszli jeszcze masowo na ulice.

Szczerze? Bo nie ma w tym kraju żadnych wolnych mediów.

Aż tak?

Rynek medialny to również rynek. I jego nie ominęły wielkie procesy konsolidacji kapitału z ostatnich dwóch dekad. Mieliśmy kiedyś w Ameryce tysiące niezależnych od siebie tytułów. Wzajemnie się uzupełniających i niezależnych. I to był prawdziwy pluralizm. Dziś całe amerykańskie media są skoncentrowane w mniej więcej pięciu kluczowych megakoncernach. Wiem, co mówię, bo współpracowałem kiedyś blisko z „Wall Street Journal”. Dziś ten szacowny tytuł należy do… megakoncernu Ruperta Murdocha. Tymi tytułami nie rządzą już dziennikarze, tylko specjaliści od marketingu i reklamy. Zniknął też słynny mur oddzielający pion biznesowy od merytorycznego. Rząd zaś zabezpiecza się przed nadmierną krytyką ze strony tych tytułów, kontrolując system licencji na nadawanie. Jeśli pan nie wierzy, mogę dać przykład.

Proszę.

Jeszcze w latach 70. media były w stanie zmusić do rezygnacji prezydenta Richarda Nixona. I to za co? Bo kręcił, w którym właściwie momencie dowiedział się o mało istotnym włamaniu do siedziby partii demokratycznej. Z którym – dodajmy – nie miał nic wspólnego.

Trzy dekady później prezydent George Bush rozpoczyna wojnę, opierając się na kłamstwie dotyczącym broni masowego rażenia. Dość szybko wszyscy się orientują, że on kłamie. W Iraku nie ma żadnej broni. I co się dzieje? Nic. Absolutnie nic.

Podobnie jest teraz. Amerykańskie służby naruszają własne prawa, a nawet łamią konstytucję USA, stosując tortury i podsłuchując całą resztę świata. I znów nikomu nawet włos z głowy nie spada. Przecież Obama powinien być za to wszystko pociągnięty do odpowiedzialności. Jest chyba tylko jedno przestępstwo, które może w tym kraju złamać karierę polityka.

Chyba się domyślam…

Oczywiście skandal seksualny. Jeśli masz żonę i idziesz do łóżka z inną kobietą, to wypadasz z gry. W innym wypadku potężne siły nie dadzą ci zginąć. Oczywiście dopóki robisz to, co ci każą.

(Paul Craig Roberts, amerykański ekonomista uważany za jednego z twórców reaganomiki, w latach 1981–1982 zastępca sekretarza skarbu USA. Wykładał później na wielu czołowych amerykańskich uczelniach. Ceniony również jako publicysta i autor kilkunastu książek, m.in. słynnej „The Supply Side Revolution: An Insider’s Account of Policymaking in Washington” („Rewolucja podażowa. Wspomnienia waszyngtońskiego insidera”) z roku 1984. Jego ostatnia książka to „The Failure of Laissez Faire Capitalism and Economic Dissolution of the West” („Upadek kapitalizmu leseferystycznego i ekonomiczna dezintegracja Zachodu”).

[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Tornado dnia Sob 10:06, 15 Lut 2014, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Śro 10:53, 19 Lut 2014    Temat postu:

Wielokrotnie słyszałem, wielokrotnie także sam to podkreślałem w rozmowach, bądź notkach, że bracia Kaczyńscy mają pecha do swoich współpracowników, albo inaczej, otaczają się po prostu złymi ludźmi. Prawdopodobnie wynika to z faktu, że dobry człowiek z charyzmą, w dodatku na tzw. stanowisku przyciąga do siebie niczym magnes różnych fircyków, różne niebieskie ptaki i karierowiczów

Jest mi więc przykro, ale nie muszę w sobie dławić aż takiego wstydu jaki zapewne potrząsnął panem posłem Januszem Wojciechowskim po ogłoszeniu informacji, że debata Kaczyński - Tusk, której w jego mniemaniu miało nie być jednak się odbędzie. Musi być pan poseł wobec tego dość daleko oddalony od prezesa skoro takiej sytuacji nie przewidział.

No właśnie, kto dryguje prezesem? Jaka za przeproszeniem cholera jeszcze nie została wygnana z jego najbliższego otoczenia na zbitą głowę? Komu zależy na tym aby Polska ciągle nie poszła do góry, tylko wiecznie się czołgała po dolinach? Prezes, wiadomo jest człowiekiem jak każdy, więc też jak każdy ma serce i tym sercem czuje, czasem więc to serce, jak to u człowieka dobrego staje wyżej chłodnego rozumu. Naturalnym więc dla agenta wpływu będzie fakt aby to serce do złych celów wykorzystywać. Wiedział że prezes przystanie na propozycję debaty, ale by przystał najpierw trzeba go odpowiednio nastroić. Coś mu nagadać, aby prezes zadyszał złością na odpowiedzialnego za śmierć bliskiej mu osoby, w tym wypadku ukochanego brata. Ktoś bliski prezesowi, znający jego prywatne odczucia mu tę debatę zasugerował. Ktoś kto cały czas, ten bolesny żar podsyca by w odpowiedniej chwili przekuć go na ewnetualnie pomarańczowe zwycięstwo.

Wielu ludzi odeszło od prezesa w glorii niesławy, wielu pod pretekstem, że dowodzący nimi prezes jest wobec nich, wobec wyborców tyranem i despotą, że hamuje nie tylko ich osobisty rozwój, ale przede wszystkim rozwój demokracji w Polsce. Takie bajki można opowiadać biednym na zapadłej wsi, bo jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi zawsze o osobisty prestiż i pieniądze. Tymczasem Jarosław Kaczyński myśli wyłącznie o Polsce, i dla jej dobra sądzę, wyłamie się z każdej konwencji, którą my możemy uznawać za ostateczną. Tymczasem niechciana przez mnie decyzja o wystąpieniu przeciwko Tuskowi nie jest jego zimną, wykalkulowaną polityczną decyzją. Jak napisałem ktoś z najbliższego otoczenia prezesa umiejętnie go naprowadził na cel zwany Tuskiem w porozumieniu zresztą z Tuskiem, wobec czego zagrała u prezesa na powrót krew, wróciła bolesna pamięć o 10 kwietnia.
Skoro się więc stało co się stało, skoro kości zostały rzucone, to przypomina mi się w tym miejscu taki oto fragment z "Krzyżaków" Henryka Sienkiewicza:

"Uderzenia toporów stały się coraz gęstsze. Pot zlewał czoła obu walczących, a przez zwarte zeby dobywał się im z piersi chrapliwy oddech. (...) a wreszcie przy samym boku księżny jakiś młody, łkający głos niewieści zawołał: Za Danuśkę, Zbyszku! za Danuśkę! Zbyszko wiedział przecie, że idzie o Danusię. Był pewny, że ten Krzyżak przyłożył ręki do jej porwania, i walcząc z nim - walczył za jej krzywdy. Nagle ów krzyk uprzytomnił mu jej stratę i jej niedolę. Miłość, żal, zemsta nalały mu ognia do żył. Serce zaskowyczało w nim z rozbudzonego bólu i chwycił go po prostu szał bojowy. Strasznych, podobnych do uderzeń burzy jego ciosów nie mógł już Krzyżak pochwycić ni im wydążyć."

Tak więc: Bij! W niego...! Za Leszka Jarku! za Leszka!
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Śro 10:55, 19 Lut 2014    Temat postu:

Europa milczy w sprawie Kijowa. Baa, a cóż ma zrobić? Ma przekroczyć granicę UE i bić się z Rosją? Jak? Skoro jest uwiązana niczym pies do gazociągu i kopalń Putina.

Teraz, gdy sprawy na Ukrainie nabrały tak niebezpiecznego rozpędu można już śmiało snuć scenariusz o niebo groźniejszy, niż tylko polsko-ukraińskie niesnanski. Powoli kończy się Olimpiada w Soczi, a wraz z nią coraz bardziej nerwowo bębnią po stole rosyjskie palce.

Pierwszym symptomem że sprawy przybiorą zły obrót, jeszcze przed eskalacją ofiar na Majdanie, było emocjonalne wystapienie ministra Ławrowa, który w ostrych słowach zbeształ UE o wtrącanie się w wewnętrzne sprawy Ukrainy,przemowa miała posmak groźby. Nasze mainstreamowe media jakoś tego faktu nie zauważyły. A szkoda, bo śp. prezydent Kaczyński mówił: "dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze Polska." Jedyną polską stacją, która o tym fakcie poinformowała była TV TRWAM. Wygląda na to, że na tle kończących się Igrzysk Rosjanie rozpoczęli rozgrywkę o prymat w Europie środkowo-wschodniej, a rozpoczęli ją w iście hitlerowskim stylu, sprowokowali do spółki z Janukowyczem zamieszki na Majdanie aby potem mieć w ręku gotowy akt oskarżenia wobec UE, która również chciała w tej grze ugrać jak najwięcej.

Nie jestem specem od spraw wschodnich, ale powiedzenie Stalina, którego wiernym uczniem jest Putin znam, i to dobrze. Stalin zaś mówił: "Tam gdzie dotarła Armia Czerwona, tam jest Związek Radziecki". Równie dobrze można sparafrazować te słowa i włożyć je dzisiaj w usta Władimira Putina że, tam gdzie stały carskie garnizony, tam jest Rosja.

Nie jestem pewien czy nasz szukający debat przedwyborczych premier monitorował sprawę ukraińską tak dobrze, jak to zrobił onegdaj prezes PiS, czy też może raczej się kulił pod groźnym spojrzeniem Merkel, mając bardziej na uwadze ewentualną utratę intratnej funkcji komisarza w UE, niż zabezpieczenie własnego kraju przed ekspansją Rosji. Trzeba też pamiętać i o tym, że premier Tusk za nakazem UE miał zorganizować na terenie Polski (i chyba je zorganizował w pasmie przygranicznym) obozy dla uchodźców z Ukrainy szacowanych wstępnie na liczbę pół miliona osób.

Przyjęcie tych ludzi, a wśród nich zapewne i członków opozycji zostanie z pewnością niezwłocznie wykorzystane przez Moskwę, dla której zatarg z Polską jest celem nadrzędnym. Kiedyś Lenin krzyczał, że po trupie Polski zdobędzie zachodnią Europę. Dziś w zaciszu moskiewskich gabinetów być może rozważa się kwestię ponownego zdobycia Polski, tyle że po trupie Ukrainy.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Czw 11:07, 20 Lut 2014    Temat postu:

Wczoraj zwielkim zainteresowaniem wysłuchalem i obejrzałem "rozmów niedokończonych w TV TRWAM z udziałem prof. Marka z Uniwersytetu Opolskiego.Temat: Dzieje polskości nadolnym i Górnym Śląsku. W trakcie monologu profesor zauważyl, że pojęcie słowa "heimat" w jezyku niemieckim jest mocno rozdmuchiwane a także jest sztucznie uwypuklane, gdyż "heimat" nie ma nic wspólnego z tym, co obecnie Niemcy "heimatem" nazywają. Rozgadałem się, a tytaj taka mała informacja w kwestii tegoż "heimatu".

"Nie żyje burmistrz Zdzieszowic, który chciał autonomii Śląska. Został zabity?

Ciało burmistrza Zdzieszowic, Dietera Przewdzinga znaleziono w jego domu w Krępnej pod Zdzieszowicami. Miał 71 lat, był jednym z najdłużej urzędujących samorządowców w regionie. Lokalne media podają, że został zamordowany, policja oficjalnie tego nie potwierdza.

Informację o śmierci Przewdzinga potwierdziła w zastępca burmistrza Zdzieszowic Sybilla Zimmerman. Dodała, że dowiedziała się o tym w nocy z wtorku na środę od policji. Zastrzegła, że o okolicznościach śmierci nie może nic więcej powiedzieć.

Jarosław Dryszcz z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji poinformował, że kilka minut przed godz. 21 we wtorek dyżurny policji w Krapkowicach został powiadomiony o znalezionym ciele 71-latka w jego domu pod Zdzieszowicami. – Informację przekazało nam pogotowie. Na miejscu pracują policjanci pod nadzorem prokuratora. Mają zabezpieczyć ślady i wyjaśnić wszystkie okoliczności tego zdarzenia – dodał Dryszcz.

We wtorek w nocy pojawiła się też nieoficjalna informacja z kręgów samorządowych, że przyczyną śmierci Przewdzinga miało być zabójstwo. – Wyjaśniamy okoliczności, trzeba poczekać na efekty pracy policjantów. Za wcześnie, by mówić więcej – zaznaczał Dryszcz.

Policja prowadzi śledztwo, ale radni Zdzieszowic nie mogą czekać na jego wyniki, już teraz muszą zdecydować, kto będzie kierować gminą. Powstaje pytanie, czy będą przeprowadzone wcześniejsze wybory, czy miastem będzie kierował komisarz wycznaczony przez premiera – mówi Rafał Tkacz, dyrektor opolskiej delegatury Krajowego Biura Wyborczego.

Burmistrz Zdzieszowic był członkiem mniejszości niemieckiej. Gminą zaczął zarządzać jeszcze przez 1989 rokiem jako naczelnik. Potem wygrywał wszystkie wybory samorządowe.

Chciał autonomii Śląska

W ostatnim czasie zasłynął z wypowiedzi na łamach “Nowej Trybuny Opolskiej”, gdzie mówił, że rozmawia z politykami i samorządowcami o tym, by wydzielić Śląsk od Polski w formie autonomii. Kwestionował prawo, które pozwala firmom na przenoszenie swoich siedzib. W ten sposób – przekonywał – wypompowują one z samorządów miliony złotych, które w większości trafiają do Warszawy. Burmistrz uznał, że lekarstwem na te bolączki będzie utworzenie autonomii, która objęłaby cały Śląsk.

W późniejszych swoich wystąpieniach Przewdzing zaznaczał, że chodziło mu wyłącznie o autonomię gospodarczą samorządów. Tłumaczył, że jego słowa o autonomii wzięły się z przekonania, iż samorządy w Polsce realizują coraz więcej zadań, a budżety mają mniejsze. Wzbudziło to polityczne reakcje. Działacze PiS zorganizowali w ubiegłym roku pikietę przed urzędem miejskim w Zdzieszowicach. Domagali się ustąpienia Przewdzinga, przekonując, że jego deklaracje są sprzeczne z konstytucją. Potem, w grudniu ubiegłego roku, zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w formie nawoływania do separatyzmu przez burmistrza Zdzieszowic złożył do Prokuratury Generalnej poseł PiS z województwa opolskiego.

Śledztwo pod specjalnym nadzorem?

Apel do “najwyższych władz państwowych” o specjalny nadzór nad sprawą śmierci samorządowca wystosował w środę przewodniczący Związku Niemieckich Stowarzyszeń Bernard Gaida. W oświadczeniu opublikowanym na portalu Niemców w Polsce Gaida określił Przewdzinga mianem “niestrudzonego pomysłodawcy i propagatora idei gospodarczej autonomii Śląska”. Szef Związku Niemieckich Stowarzyszeń zaznaczył, że gospodarcza autonomia, o której mówił burmistrz w ostatnich miesiącach, rozumiana jako “idea daleko idącego pogłębienia samorządności”, znalazła wielu zwolenników, ale też wielu przeciwników.

- W związku z faktem, że działalność publiczna Dietera Przewdzinga, zainicjowana dyskusja publiczna, jego jasny związek z Mniejszością Niemiecką wywoływały wrogie postawy, a relacje medialne uprawdopodabniają morderstwo, zwracamy się z apelem i prośbą do najwyższych władz państwowych o objęcie śledztwa w sprawie jego śmierci specjalnym nadzorem i pilne ujawnienie jego wyników – napisał szef Związku Niemieckich Stowarzyszeń, podkreślając, że śmierć samorządowca pogrążyła mniejszość niemiecką “w głębokim smutku, ale też niepokoju”.

Pytany o taki nadzór rzecznik prasowy Prokuratury Generalnej Mateusz Martyniuk powiedział, że odniesie się do sprawy w godzinach popołudniowych.

Współprzewodniczący Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Rafał Bartek podał, że apel Gaidy został odczytany na środowym posiedzeniu tej komisji. Pamięć Przewdzinga Komisja uczciła też minutą ciszy.

Źródło: [link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Tornado dnia Czw 11:09, 20 Lut 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Czw 16:58, 20 Lut 2014    Temat postu:

Notka przeniesiona z Salonu wraz z komentarzami

Idea jagiellońska to mrzonka

Są głosy, które należy w mojej ocenie jako blogera na uboczu mimo wszystko promować. Nawet wtedy, gdy wydają się one na pierwszy rzut oka dla opiniotwórczych mediów czy blogerów głosami niereprezentatywnymi. Tytuł notki to równocześnie i tytuł artykułu. Admin Salonu nie wstawi artykułu na SG i pewnie podzieli go nowym zwyczajem na strony, ale i ta trudność nie powinna być przeszkodą w czytaniu dla potencjalnego czytelnika, bo naprawdę warto. Czytajacie dopóki wisi w tzw. pasku. Potem mozna będzie notke znaleźć na [link widoczny dla zalogowanych] gargangruelandia fora. pl



"Głos z pogranicza, Przemyśl 18.02.2014

Ideę jagiellońską zwaną inaczej polityką prometejską lub budową kordonu sanitarnego oddzielającego Polskę od Rosji, pragnął realizować Józef Piłsudski, ale nic z tego nie wyszło. Jak sam stwierdził, fiasko tej polityki to jest Jego największa porażka życiowa. Nowo kształtujące się państwa i narody nie chciały i nie chcą być dla nikogo żadnym kordonem.

Powracanie do tej politycznej idei, to tak jak by restaurować monarchię Austro – Węgierską albo wskrzeszać Jugosławię. Narody na wschód od nas reagują na głoszoną przez naszych polityków ideę jagiellońską, tak jak my reagujemy na ideę panslawizmu głoszoną przez Rosjan. Okres rozbiorów, rewolucja bolszewicka, pierwsza i druga wojna światowa, stworzyły nową rzeczywistość na wschód od nas w każdym wymiarze.

W trakcie tworzenia II-ej Rzeczpospolitej z naszymi dawnymi przyjaciółmi Litwinami musieliśmy toczyć walki, z Ukraińcami biliśmy się o Lwów i Przemyśl. Litwini tak w czasie I-ej jak i II-ej wojny światowej a i teraz, większą sympatię mają do Niemców czy do Rosjan jak do nas. O ile wiem, to ludność białoruska odnosiła się i odnosi do nas z sympatią a nasze kolejne władze prowadzą wojenkę z Białorusią, powstaje pytanie po co i w czyim interesie.

Jak powszechnie wiadomo Rosja sowiecka w okresie międzywojennym zagłodziła na śmierć nawet do 10 milionów ludności ukraińskiej na wschód od Zbrucza, poza naszą granicą a mimo to wschodni Ukraińcy są przyjaźnie nastawieni do Rosjan i czują z nimi więź pobratymczą. Natomiast Ukraińcy zachodni, w większości po prostu nas nienawidzą a cały ratunek dla samostinnej Ukrainy widzą, tak jak w okresie Niemiec hitlerowskich, we współpracy z państwem niemieckim.

Zbrodnie ludobójstwa na Wołyniu to nie był początek, to była kontynuacja tej nienawiści. Już w 1939 r. gdy nasi żołnierze, po pozbyciu się broni, wracali małymi grupkami do domów lub pragnęli przedostać się na Węgry, byli napadani przez Ukraińców i mordowani albo przekazywani wojskom niemieckim lub Rosjanom. Skala tej tragedii dla żołnierzy polskich chyba jest niemożliwa do dokładnego określenia a przecież, z przekazów ustnych wynika, że była dosyć duża. Taki los spotkał gen. Andersa, gdy już był blisko granicy węgierskiej, był pochwycony przez Ukraińców i przekazany Rosjanom.

A przecież Ukraińcy w Polsce mieli takie same prawa jak pozostali obywatele. Zarzucają nam, że w okresie II-ej Rzeczpospolitej wojsko niszczyło i paliło cerkwie greckokatolickie na Chełmszczyźnie, ale dla prawdy trzeba podać dlaczego? Otóż, te świątynie były ośrodkami organizacyjnymi dla szowinistów ukraińskich, gdzie byli szkoleni do walki z państwem polskim. To przypomina współczesne niektóre meczety na zachodzie Europy, gdzie do niedawna były wylęgarnią terroryzmu islamskiego.

Kozacy ciągle mieli do naszego króla jakieś postulaty i pretensje ale pod berłem cara uspokoili się. Widać z tego, że nasz system władzy i wartości do nich nie pasował, identyfikowali się z innym systemem władzy i wartości. I-a Rzeczpospolita a Rosja carska to jednak dwie różne cywilizacje. Kozackie wojsko pod butem cara zapisało się niechlubnie jako okrutni pacyfikatorzy powstań chłopskich i powstań narodowych. Pełnili też rolę bezwzględnych strażników dla zesłańców na Sybirze.

Należy tu więcej uwagi poświęcić Symonowi Petlurze, który był aliantem Józefa Piłsudskiego w walce z bolszewikami w 1920 r. Jednak, gdy nasze wojska i nieliczna garstka Petlurowców szły na Kijów, to spotkały się z obojętnością ludności ukraińskiej. Armia Petlury nie odegrała większej roli w tej wojnie.

Trzeba też przyznać, że w stosunku do Atamana Pelury strona polska nie zachowała się do końca w porządku. Najpierw przy zawieraniu pokoju z sowiecką Rosją przy tzw.traktacie ryskim w ogóle pominięto Petlurę a potem w 1923 r. pod naciskiem Sowietów, ówczesny rząd Chieno-Piasta, wydalił Go z Polski. Na pocieszenie, po pokoju ryskim J. Piłsudski przynajmniej przeprosił Petlurowców słowami „Ja Was przepraszam Panowie, nie miało tak być”.

Nas w 1945 r. nikt z aliantów nie przeprosił do tej pory. Mało tego, premier Churchill nie chciał nam przyznać nawet Śląska argumentując, że „Polska zadławi się tą tłustą gęsią”, zadecydowała jednak postawa Stalina. Granica wschodnia na Bugu, to przecież zaproponowana przez angielskiego Ministra Spraw Zagranicznych tzw. linia lorda Kierzona z 1920 r.

S. Petlura zginął w Paryżu z rąk zamachowca Żyda Szolema Szwarcbarda, który twierdził, że zrobił to z zemsty za wymordowanie jego rodziny. W okresie około 1919 r. na terenach zamieszkałych przez Ukraińców w pogromach zginęło około 100 000 Żydów. Ginęli w okresie rządów Pelury, z rąk żołnierzy Armii Czerwonej, żołnierzy Denikina, kozaków a także z rąk miejscowej ludności, z różnych przyczyn w tym i rabunkowej.

Ideałem dla nas było by całkowicie pozbawione obcych wpływów państwa Białoruś i Ukraina, ale to niemożliwe. My też mimo że mamy niepodległość, to obce wpływy u nas są i to znaczne, co jednak zaakceptowaliśmy w powszechnym referendum o przystąpieniu do Unii Europejskiej i poprzez wstąpienie do NATO, a więc jesteśmy nie całkiem suwerenni. Niewątpliwie są też i inne nieformalne a znaczące wpływy np. rosyjskie i żydowskie. Taki jest los małych i średnich narodów.

Natomiast według mnie korzystna dla nas jest sytuacja, kiedy Ukraina będzie w aliansie z Rosją a nie Unią Europejską. My nie umieliśmy sobie poradzić z kozakami, Rosja carska nie miała z nimi problemów, wielu Polaków doznało tragedii z rąk szowinistów ukraińskich już w czasach współczesnych, nie mieli z nimi problemu Rosjanie. Neobanderowcy w Unii Europejskiej razem z E. Steinbach (Zw.Wypędzonych) a do tego śląski RAŚ (Ruch Aut.Śląska), po co nam na raz tyle nieszczęść.

Ukraina w UE to dla nas rywal w sprawach gospodarczych, trzeba by było przez wiele lat finansować ten kraj, tzn. my też byśmy z tego tytułu musieli łożyć podatek na tych nienawidzących nas neobanderowców. Ponadto silny militarnie i gospodarczo organizm na wschodzie skłoni UE, jak sądzę, ze względu na strach przed ekspansją rosyjską, do wyjątkowego wzmacniania nas militarnie i gospodarczo przez pozostałą część Europy. Ponadto będzie to dla nas szansa na „delikatne granie na wielu fortepianach” i to w różnych dziedzinach życia naszej działalności, sytuacja z roku 1939 nie powinna się powtórzyć.

Problemy na Ukrainie są rozwiązywane, tak jak są rozwiązywane, my na to nie mamy prawie żadnego wpływu. Śmieszą mnie te wyjazdy naszych polityków na ten Majdan do Kijowa w delegacje za pieniądze unijne albo partyjne a ich głos, to chyba jest tyle samo wart co i to moje pisanie. Pokracznie tańczyli na tym Majdanie „kozaczka”, wrzeszczeli i śpiewali fałszując straszliwie, bo Ukraińcy umieją naprawdę „tańcować kozaczka” a jeżeli chodzi o śpiew, to tylko Rosjanie mogą się z nimi równać. Niesławny w swym zbrodniczym działaniu batalion ukraińskich nacjonalistów SS wsławił się u Niemców też pięknym śpiewem i dlatego nazwali go SS-Nachtigall, tzn. słowiki.

Od 1991 r. zarówno Białoruś jak i Ukraina są państwami suwerennymi, wybierają sobie takie władze jakie chcą, zgodnie z zasadami demokracji, więc po co część naszych polityków próbuje wybierać im kolejnych prezydentów? Dorwali się przy naszej bratniej pomocy do władzy „pomarańczowi” i czego dokonali? Zostawili po sobie pomniki Bandery, korupcję i zapaść gospodarczą.

A u nas z tą korupcją i demokracją to jest już wszystko w porządku, czy mamy legitymację moralną żeby w tych sprawach pouczać innych? Że na Ukrainie nie wszystkim podoba się demokratycznie wybrana władza to trudno, takie są zasady demokracji. W Polsce też nie wszystkim podoba się wybierana władza, mnie z reguły też nie, ale takie są reguły gry. Na przykład, nie podoba mi się, że na olimpiadę do Soczi nie pojechał nasz prezydent jak też nasz premier. Przykre to, że dla nich ważniejsze było wynikające z tchórzostwa, przypodobanie się antyspołecznemu, antychrześcijańskiemu internacjonalistycznemu lobby homoseksualnemu od interesu polskich hodowców świń.

Gdzie się zgubiła ich dawna młodzieńcza odwaga opozycjonistów, może to wynik starczego wieku? Przecież przy spotkaniu z prezydentem Putinem mieli by możliwość np. załatwienia odblokowania naszego eksportu mięsa wieprzowego na teren Federacji Rosyjskiej, zwrotu wraku samolotu Tu-154, itp. Wykazali tu skrajny serwilizm – wstyd i hańba na wiele pokoleń, tfu. Pewno teraz żałują, że nie mogli sobie zrobić propagandowych fotografii w blasku złotych medali olimpijskich, bo takie niespodziewane sukcesy naszych sportowców, ale mleko się rozlało.

Te kolejne partyjne wiece przedwyborcze na Majdanie w Kijowie to raczej przypominają obrady „czerni kozackiej” z filmu Ogniem i Mieczem a nie eufemistycznie nazywanymi, nie wiem na jakiej podstawie, rewolucjami. Bo tam tylko chodzi o to, żeby zdobyć władzę. Ale przecież to normalne, na tym polega demokracja, tylko po co ta europejska a w szczególności polska histeria? Ukraina jest państwem niepodległym a obecna władza została wybrana w sposób demokratyczny i tego nikt nie kwestionuje. A teraz obywatele Ukrainy, panowie A.Jaceniuk i W.Kliczko zwracają się oficjalnie do obcego państwa o pomoc „w obaleniu tej władzy”, dla mnie jest to klasyczny przykład zdrady ojczyzny.

Lepiej by było, żeby ci wojownicy „za naszą wolność i waszą”, zajęli się naszą wolnością a w szczególności niech pojadą np. do Lwowa, Tarnopola itp. i udzielą pomocy organizacyjnej, prawnej i finansowej Polakom tam mieszkającym. Dużo też jest do załatwienia dla Polaków w krajach należących do UE np. na Litwie czy w Niemczech. To jest ich „psim obowiązkiem”, za to biorą pieniądze. Nie rozumiem w czyim interesie leży pogarszanie naszych stosunków z Białorusią i Ukrainą, na pewno nie w naszym.

Panowie, swoim awanturniczym postępowaniem wpychacie Białoruś i Ukrainę w ramiona Moskwy, chyba wbrew waszym intencjom i pogarszacie relacje nie tylko z demokratycznie wybraną legalną władzą tych państw ale i ze zwykłą ludnością tych narodów. Nie zdajecie sobie sprawy, że nie budzicie sympatii u tam mieszkających zwykłych ludzi, którzy odbierają to Wasze postępowanie w następujący sposób: „Pany Polaki” przyjechali i znowu chcą tu rządzić."


Autor: Czesław Buksiński
[link widoczny dla zalogowanych]










Komentarze do notki
@Autor
przecież ten tekst to zwykła agitka ...

Żeby potępiać w czambuł trzeba wpierw zdefiniować czym jest dzisiaj, lub co tak naprawdę oznacza? "idea jagiellońska" ...
Chodzi o to, że jest ona różnie pojmowana przez różnych ludzi...ale na pewno nie jest nią budowa jakiegoś "kordonu sanitarnego" a jeżeli już to bardziej stworzenie pewnej przestrzeni na kontynencie ograniczającej bogacenie się centrów zachodnich i wschodnich kosztem narodów międzymorza ... Oczywiście jest ona niepożądana dla tych którzy zarabiają na status quo...a dlaczego?...bo nie jest to tylko zwykła "mrzonka"...ale choć bardzo trudna do zrealizowania to jednak jakaś alternatywa ...
P.S.
Sto lat temu taką mrzonką była niepodległa Polska ...


Pozdrawiam
ALEXY12:23



@Autor
Pomylilem się. Notki mi wprawdzie nie pokrojono, ale na SG nie dano - wiadomo - niepokorna moja dusza, a co gorsza niezgodna z polityczną wizją pana Jankiego. Sorry, taki już jestem. W d... Ukraińcom nawet, gdyby im się z niej krew hektolitrami lała, nie wejdę.
MIKKER


@ALEXY
Eee, tam, żadna agitka. Igor Janke pisze, że jak Kijów upada to Moskwa bliżej. Żadnej Ameryki nie odkrył, wielu to wie.Nawet ja w swojej notce co poszła gdzie indziej pisałem wcześniej od niego. "Upadek Ukrainy groźny dla Polski". A morał z tego taki, że Polska nie potrafi robić polityki wschodniej, a skoro nie potrafi niech gębę w kubeł wsadzi i siedzi cicho się zbrojąc. Przekonał się o tym na własnej skórze Piłsudski, że z Ukraińcami żadnych układów robić się nie powinno, bo oni albo sami z soba przeciwko Polsce będą, albo z Moskalami i Niemcami przeciwko Polsce wystąpią. Miękkie miał nasz Ziuk serce, oj miękkie, gdy kazał za życia bez rozlewu krwi ich pokory uczyć. Gdyby Marszałek dożył rzezi wołyńskiej palce by sobie wyłamał ze wściekłości, a wtedy jak myślę dla banderowskiej dziczy drzew by na Wołyniu zbrakło...
MIKKER12:38



@Autor
Ja bym idei jagiellońskiej na straty nie spisywał. To prawda, że warunki jej w tej chwili nie sprzyjają, ale zważywszy na fakt, że UA idzie donikąd, wrócą jeszcze kiedyś lepsze czasy dla pomysłu unii hadziackiej. Może w następnym pokoleniu, a może już w następnej dekadzie.

Paradoksem może jednak być to, że łatwiej będzie się dogadywać z Moskwą niż z Kijowem.
MISIOSŁAW13:05



@MISIOSŁAW
Tak, paradoksalniee trzeba dogadywać się z Moskwą, tak jak to zrobił Orban, a nie tak jak to proponuje nam Tusk. Polska polityka wschodnia w miejscach, gdzie istnieją przeszkody naturalne powinna stosować polityczne mosty. Dogadywać się z Ukrainą? Proszę bardzo, ale bez udziału Swobody, wtedy wyszłoby szybko na jaw do czego im bliżej, i że te ich apele do nas o pomoc przeciwko Moskwie są zwykłą ściemą z ich strony, kolokwialnie pisząc - gówno warte.
MIKKER13:25


@MIKKER
3 ostatnie linijki Pana komentarza to sama prawda.
Zaś co do 1. to jest to niemożliwe, bo Moskwa wciąż jeszcze żyje złudzeniem imperialnej wielkości. Do czasu.
MISIOSŁAW13:38



@MISIOSŁAW
Nim to nastąpi Rosja odzyska wcześniej Ukrainę, to tylko kwestia czasu. Za tę Ukrainę dostaniemy niebawem po mordzie rosyjską nahajką, zupełnie niepotrzebnie, bo Ukraina wcale nas, ale to wcale nie potrzebuje. Za to my potrzebujemy na gwałt Ukrainy, tylko do czego?
Polacy to rzeczywiście nie tylko naród mitomanów, ale i naród łatwowiernych idiotów.
MIKKER13:56



@MIKKER
Raczej bym się spodziewał anarchizacji i UA, i samej Rosji.

UA takiej, jaką ona jest obecnie, rzeczywiście do niczego nie potrzebujemy.

Proszę też nie jeździć po całym naszym narodzie. Być może w mediach panuje amok (sądzę, że czasami sponsorowany), ale postawa władz podoba mi się nadzwyczajnie. Wreszcie jakieś wnioski z historii.
MISIOSŁAW15:01
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Czw 18:51, 20 Lut 2014    Temat postu:

Szlag trafił rozejm. Znowu sie zabijają na Majdanie. Nic to, lada chwila wejdzie ruski walec i ten ukraiński krawawy wiec wyrówna. Ameryka będzie się przyglądać, bo jak Ameryka mówi zakaz wjazdu do NY, to znaczy palcem nie ruszy. NATO i UE zresztą też, bo to dupiane instytucje. Tylko Polacy się podniecają i machają przykrótką szabelką, którą Putin wytrąci im z dloni i wygrzmoci po dupie za karę nahajką.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Sob 10:37, 22 Lut 2014    Temat postu:

Ostatnio usłyszałem jednym uchem, że Janukowycz na coś się zgadza i coś UE obiecuje. Nie śledzę na bieżąco wydarzeń na Ukrainie, ale i bez tego wiem, że temu człowiekowi nie należy w żadnym wypadku ufać, chociaż został wybrany w demokratycznych wyborach (nie mnie sądzić, czy były one przez niego sfałszowane).

Wprawdzie demonstranci zepchnęli go teraz do narożnika, ale ma on nadal mocną gardę, gdyż wie, że Rosja jest coraz bliżej. Przecież Miedwiediew powiedział wprost: "Ukraina nie jest wycieraczką dla obcych nóg".Janukowycz więc będzie trwał, krwawił i odbierał kolejne ciosy , tylko po to aby zobaczyć ruch Putina. Będzie więc mydlił oczy unijnym rozjemcom i opozycji opowieściami o rozejmach, obradach itp.

Tylko patrzeć jak Rosja wejdzie na Ukrainę zbrojnie w ramach tzw. ochrony mniejszości rosyjskiej. Czy Zachód zareaguje wtedy na ten bandycki krok? Moim zdaniem, nie do końca. Nikt na Zachodzie nie chce przecież umierać za Ukrainę poza samymi Ukraińcami w Kijowie. Co najwyżej UE może się starać udobruchać Putina większymi zakupami ropy i gazu ze swojej strony, ale będzie to już musztarda po obiedzie, bo do tego czasu Ukraina wpadnie w ręce Moskwy, która odsunie od władzy skompromitowanego Janukowycza ( ciekawe czy pozwolą mu czmychnąć z majątkiem na wyspy egzotyczne) i zastąpi go swoją marionetką jak to uczyniła wcześniej w Gruzji.

Na koniec ciekawostka, mój znajomy upiera się, że widział w przelocie u kogoś na tablecie zdjęcie człowieka w panterce, w hełmie w łaty, z automatem w ręku jak patrzy przez lornetkę, a za nim dym i ogień Majdanu. Niby nic ciekawego, ale on twierdzi, że ten czlowiek miał na ramienu białoczerwoną opaskę. Zdjęcia tego mimo usilnych prób nie odnalazłem, ale postawiłem sobie za to pytanie: ilu Polaków walczy po stronie demonstrantów na Majdanie? Są jakieś dane w tym temacie?

Komentarze do notki

@Autor
Witaj, Mikkerku i wyluzuj. Rosja Ukrainy nie odpuści, ale nie jest wszechmocna.
Czy myślisz, że Ukraińcy nie stanęliby do walki z Rosjanami? Przecież już walczą. A jak myślisz kto strzela do ludzi na Majdanie? Ukraina to nie Gruzja.
Cieszę się, że się martwisz i pozdrawiam.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Sob 15:47, 22 Lut 2014    Temat postu:

Życie płata figle. polityka również.
W przypadku Ukrainy poszła ona w figlowaniu na całość.
Nic więc nie jest pewne.
Trwa wojna informacyjna o sytuacji na Ukrainie.
Jedni donoszą, że Janukowycz zwiał do Omanu, inni że do Charkowa. Jedni twittują, że Julia Tymoszenko siedzi nadal w kryminale, drudzy że ją właśnie uwolniono.
I tylko głucha cisza panuje na linii Putin-Merkel.
Chyba Merkel obawia się kolegi Władimira, ale mimo to ciagle go pobudza do działania jak ta cnotliwa panienka, co to pokazuje, i pokazuje, ale tak nie do końca żeby ubezwłasnowolnić kochanka lub się przekonać naocznie czy ją autentycznie miłuje.
Mówią, że Majdan to krzyk ukrainskiej wolności.
Dodam od siebie : krzyk to sterowany z Berlina, bo w świecie to tylko Szwajcaria jest krajem w 100% demokratycznym i niezawisłym.
Niestety na Salonie tego nie widać.
Pan Janke siedzi w kieszeni niemiecko-amerykańskiej stając się tym samym świadomie bądź nie agentem wpływu obu państw w Polsce, co się przekłada na postawy blogerów, u których panuje albo stu prcentowe poparcie dla ideii niemieckiej albo dla myśli rosyjskiej.
Poparcia dla Polski jakos nie widać generalnie, a jeśli już to słabo, i dlatego jeszcze raz za sprawą polskich idiotów, którym wydaje się, że idiotami nie są, ponownie wejdziemy w głębokie obce nam polityczne gówno.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Śro 12:30, 26 Lut 2014    Temat postu:

Cisza przed burzą, czy po burzy? Tego nie wie nikt. Chwilowo jednak wniesiono zatrutego szampana, którym Ukraina wzniosła toast w imię zwyciestwa rewolucji. Nie jestem za Rosją, ale ten banderowski topór zainspirowany przez UE wcześnej czy później sięgnie Polski



"Nieszczęściem prezydentów Ukrainy i Serbii, Wiktora Janukowycza i Slobodana Miloševicia, było to, że odmówili Zachodowi.

Niedługo po tym obydwaj stali się przestępcami. Jeden zakończył swoje życie w Hadze, a co grozi drugiemu, tego nie wiemy. 12 lutego poseł Parlamentu Europejskiego ze Słowenii w wywiadzie dla telewizji Bośni i Hercegowiny BXT1 groził:

Jeśli śledzicie rozwój wydarzeń na Ukrainie, to w ciągu tygodnia-dwóch zobaczycie, co robimy z nieodpowiedzialną elitą polityczną. Będzie to również sygnał dla waszej elity politycznej.

Należy przyznać, że polityk jest dobrze rozeznany, może i nie ma on dużych wpływów w środowiskach politycznych w Brukseli, lecz już aktywnie uczestniczył w rozpadzie jednego kraju, Jugosławii, więc wie, jak to się robi.

Kiedy doszło do zaostrzenia się sytuacji w Kijowie? Tydzień po oświadczeniu, złożonym przez Elko Kacin i w dniu, gdy Rosja ogłosiła gotowość przekazania Ukrainie kolejnej transzy w wysokości 2 mld dolarów. Wygląda to na sygnał do rozpoczęcia zdecydowanych działań. Sztab Prawego Sektora wystąpił z wezwaniem do mobilizacji na serwisie społecznościowym vkontakte, a lider Swobody Ołeh Tiahnybok wezwał do marszu na Kijów.

O podpisaniu porozumienia między Wiktorem Janukowyczem a opozycją – przypadkowo czy nie – poinformował nie prezydent czy inny ukraiński polityk, tylko minister spraw zagranicznych Polski, Radosław Sikorski. Tego samego wieczora prezydent uciekł z Kijowa, a jego Partia Regionów popadła w kryzys. Partia zrezygnowała ze swojego lidera. Podobny los spotkał również Miloševicia i jego Partię Socjalistyczną Serbii. Co prawda oddał on władzę sam, bez wyraźnej interwencji zagranicznych sił.

Janukowycz mówił, że podczas rozmów zagwarantowano mu bezpieczeństwo. Być może tak było, ale już następnego dnia informacje te zdementował polski premier Sikorski. Teraz Janukowyczowi grozi Trybunał Karny w Hadze. Nowy prezydent Vojislav Kosztunica również obiecał Slobodanowi Miloševiciowi, że nie ekstraduje go do Hagi. A co się stało? Dziewięć miesięcy później praktycznie tajnie został wysłany do Hagi, z której wrócił w trumnie.

Co natomiast czeka Ukrainę? Julia Tymoszenko, która dopiero co wyszła z więzienia, powiedziała zgromadzonym na Majdanie, że Ukraina przystąpi do UE i wszystkie problemy zostaną rozwiązane.

Przed zamarzeniem o takiej przyszłości, Ukraińcy powinni zwrócić uwagę na Serbię i jej europejską drogę. Serbscy politycy (wówczas była to Jugosławia) po rewolucji 2000 roku obiecali, że Serbia już w 2004 roku dołączy do UE. Mamy obecnie 2014 rok, a Serbia znajduje się dopiero na początku drogi. W tym czasie dzięki pomocy „przyjaciół” ze Stanów Zjednoczonych i UE, Jugosławia rozpadła się na dwie części, a Serbia straciła 15% swoich terytoriów.

Z powodu krytycznej sytuacji finansowej na Ukrainie, obecnie Ministerstwo Finansów i Bank Narodowy zwróciły się między innymi do Polski (sic! – admin) i Stanów Zjednoczonych z prośbą o przyznanie Ukrainie w ciągu najbliższego tygodnia-dwóch kredytu w wysokości 35 mld dolarów na lata 2014-2015, zwołując w tym celu konferencję kredytodawców. 29 czerwca 2001 roku odbyła się taka sama konferencja również w sprawie Jugosławii, gdzie kraj „otrzymał” około 1,2 mld dolarów.

Ówczesny premier Zoran Djindjic napisał o tej pomocy w sposób następujący:

Pierwsza transza miała wynieść około 300 mln dolarów. Jednak nagle powiedziano nam, że 225 mln zostanie wydanych na spłacenie długów, które pozostały z czasów Tito. Dwie trzecie tej kwoty stanowiły grzywny, ponieważ Milošević w ciągu 10 lat odmawiał spłacenia kredytów. Zostało nam jedynie 75 mln.

W ciągu 13 lat „europejskiego kursu” Serbia otrzymała od Zachodu jedynie 15 mld dolarów inwestycji, ale w tym czasie z kraju upłynęło ponad 60 mld dolarów. Serbia straciła około pół miliona miejsc pracy, a jej dług państwowy wzrósł trzykrotnie. W tym czasie robiliśmy wszystko, czego domagały się od nas UE i Stany Zjednoczone. I oto bilans naszej polityki prozachodniej.

A więc, bracia Ukraińcy, witajcie na naszym wspólnym europejskim „Titanicu”!"


[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Tornado dnia Śro 12:33, 26 Lut 2014, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tornado
Gość






PostWysłany: Śro 17:46, 26 Lut 2014    Temat postu:

Podobno na Krymie skopali weterana Majdanu, tylko za to że chciał Wolnej Ukrainy bijąc się na barykadzie, a oni krzyczeli "bladź banderowiec!". Podobno zginął też człowiek na Krymie. Kozacy popędzili pejczami kota Pussy Riots, a Putin ogłosil stan pogotowia dla Floty Czarnomorskiej.
Car przechodzi po chwili zastoju do kontrataku lub... blefuje, ale obawiam się, ze idzie na bank o to pierwsze. UE zbiera więc żniwo swojej awantury podbitej robotą CIA. Tracimy na tym, my Polacy. Rozbita Ukraina, czy Ukraina w łapach szwabów to spore zagrożenie dla Polski. Car pewnie rozpłaszczy Ukrainę jak glistę na mrozie w głuchej ciszy bijącej z Zachodu, bo już widzę jak USA grozi, już widzę jak Niemcy wrzeszczą HALT Laughing
Po prostu podpuścili unijne cwaniaki zdesperowanych naiwniaków z Kijowa, żeby wysondować nastrój cara. Car się wściekł, więc wpierw się zajmie Ukraińcami, a potem butną Polską, bo głupi nie jest aby zadzierać z mocniejszymi w NATO, a NATO i bez tego robi rzadko w portki na myśl starcia wojskowego ze złym carem.
Ciekawe co wtedy się stanie, jak car rzuci Ukrainę na kolana i utopi ją w morzu krwi, co wtedy będą głosić polscy politycy, dziennikarze pokroju Janke, Sakiewicza, także blogerzy, no ciekawe....Dalej będą głosić, że Majdan to był dobry pomysł aby się w niego mieszać?


Ostatnio zmieniony przez Tornado dnia Śro 17:47, 26 Lut 2014, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.gargangruelandia.fora.pl Strona Główna -> Archiwum tutejsze Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4  Następny
Strona 3 z 4

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin