Forum www.gargangruelandia.fora.pl Strona Główna www.gargangruelandia.fora.pl
Strefa wolna od trolli
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

TAJEMNICE KATYŃSKIE czyli zmowa killerów z szulerami
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.gargangruelandia.fora.pl Strona Główna -> Wątki Lutni
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 9:14, 30 Cze 2011    Temat postu:

MARKO MARKOW

Marko Markow (ur. 1901 Nowa Zagora, zm. ?) - bułgarski doktor medycyny sądowej, jeden z dwunastu lekarzy, którzy w kwietniu 1943 r. udali się w składzie Międzynarodowej Komisji do Katynia, aby osobiście dokonać sekcji zwłok zamordowanych polskich oficerów i ustalić czas popełnienia zbrodni.



Dr Markow na spotkaniu członków Międzynarodowej Komisji z ministrem zdrowia Rzeszy w Berlinie, 1943 r. (Dr Markow stoi 7. od prawej)

Życiorys:

W 1945 r., w kilka miesięcy po zajęciu Bułgarii przez wojska sowieckie, dr Markow został aresztowany i skazany przez tzw. Sąd Ludowy na karę śmierci za “kolaborację” z Niemcami[1]. Do czasu aresztowania był docentem w sofijskim Instytucie Medycyny Sądowej. Powodem aresztowania było uczestnictwo dr. Markowa w pracach Komisji Międzynarodowej w Katyniu i jego podpis złożony pod protokołem końcowym obwiniającym ZSRR o zbrodnię na polskich oficerach. Dr Markow został zmuszony do złożenia kłamliwych oświadczeń, wg których Niemcy mieli go zmusić do złożenia podpisu pod tym dokumentem. W zamian za kolaborację z reżimem komunistycznym w Bułgarii anulowano wyrok śmierci wydany na niego w 1945 r. i umożliwiono mu kontynuację kariery zawodowej (później został mianowany profesorem). Rosjanie wykorzystali go również w swojej kampanii propagandowej podczas procesu norymberskiego, kiedy zmusili go w 1946 r. do złożenia niezgodnych z prawdą zeznań, obciążających Niemców winą za mord katyński. Amerykanie, z całkowitym brakiem profesjonalizmu graniczącym z naiwnością, usiłowali nakłonić w 1951 i 1952 r. prof. Markowa do złożenia zeznań przed senacką komisją ds. Katynia, wysyłając do niego zwykłą pocztą list, który został przeczytany przez bułgarskie służby specjalne, a następnie dostarczony Markowowi. Markow, nie mając możliwości wyjazdu z Bułgarii i obawiając się o los swój i swojej rodziny, na dodatek wiedząc, że list został wcześniej przeczytany przez bułgarskie służby bezpieczeństwa, nie miał żadnego wyboru i musiał go dostarczyć właściwym organom[2].(wikipedia)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 9:15, 30 Cze 2011    Temat postu:

František Hájek

František Hájek (ur. 30 listopada 1886 Čertyně - zm. 15 marca 1962 Praga) - czeski profesor medycyny sądowej, jeden z dwunastu lekarzy, którzy w kwietniu 1943 r. udali się w składzie Międzynarodowej Komisji do Katynia, aby osobiście dokonać sekcji zwłok zamordowanych polskich oficerów i ustalić czas popełnienia zbrodni.
Życiorys:

František Hájek urodził się w 1886 r. w Čertyně. Od 1937 r. był profesorem medycyny sądowej na Uniwersytecie w Pradze. W zw. ze swoim udziałem w pracach Komisji Międzynarodowej w Katyniu w 1943 r., został aresztowany przez komunistów w 1945 r. i poddany przesłuchaniom. W wyniku aresztowania i oskarżenia prof. Hájka o kolaborację z hitlerowcami, zmuszono go do odwołania swojego podpisu pod protokołem katyńskim. W latach powojennych współpracował z reżimem komunistycznym biorąc udział w sekcji zwłok przeciwników reżimu, którzy zmarli w podejrzanych okolicznościach (m. in. Jana Masaryka). Zmarł 15 marca 1962 r. w Pradze.
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 9:17, 30 Cze 2011    Temat postu:

François Naville


Podpis prof. Naville pod protokołem końcowym Międzynarodowej Komisji Katyńskiej, 1943 r.
François Naville (14 czerwca 1883 Neuchâtel - 3 kwietnia 1968 Genewa) - szwajcarski profesor medycyny sądowej, jeden z dwunastu lekarzy, którzy w kwietniu 1943 r. udali się w składzie Międzynarodowej Komisji do Katynia, aby osobiście dokonać sekcji zwłok zamordowanych polskich oficerów i ustalić czas popełnienia zbrodni.



[link widoczny dla zalogowanych]

Życiorys

François Naville urodził się w 1883 r. w Neuchâtel. Jego ojcem był Adrien Naville, matką Violette de domo Bonnard. Studiował medycynę w Paryżu i w Genewie. Studia ukończył w 1907 r. W 1910 r. uzyskał tytuł doktora medycyny, a w 1912 r. docenta neurologii. W 1928 r. został profesorem medycyny sądowej, a w 1934 dyrektorem Instytutu Medycyny Sądowej na Uniwersytecie w Genewie. W latach 1930-1932 piastował stanowisko prezesa Szwajcarskiego Towarzystwa Neurologicznego, a od 1948 do 1950 był dziekanem Wydziału Medycznego Uniwersytetu Genewskiego. Po wojnie, w zw. ze swoim udziałem w pracach Komisji Międzynarodowej w Katyniu w 1943 r., stał się celem ataków inspirowanych przez komunistów. Trwały one do końca życia prof. Naville. Nigdy jednak nie uległ naciskom i nie odwołał swojego podpisu pod protokołem końcowym Komisji stwierdzającym odpowiedzialność władz ZSRR za popełniony mord.
Profesor Naville zmarł w 1968 r. w Genewie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 9:18, 30 Cze 2011    Temat postu:

Andrej Žarnov / medicína / spisovatelia

Andrej Žarnov
lekár - patológ, básnik



* 19.11.1903 Kuklov
† 16.03.1982 Poughkepsie, New York, USA
motto
„A budem búriť tuná jak nocou čierny fantóm. Prisahám, v mútnej zemi vždy budem rebelantom!“
vzdelanie
Gymnaziálne štúdiá absolvoval v Skalici a Trnave, lekársku fakultu na univerzite v Bratislave
1931-45 asistent, docent a profesor na Lekárskej fakulte a prednosta Patologického ústavu UK, resp. Slovenskej univerzity v Bratislave
Roku 1943 sa ako člen medzinárodnej vyšetrovacej komisie zúčastnil na objasňovaní masových vrážd v Katynskom lese. Po vojne ho odsúdili a po prepustení z väzenia bol odborným lekárom v Trnave, r. 1952 emigroval – do Rakúska, Nemecka, Talianska a napokon r. 1953 do USA. Stal sa medzinárodne uznávaným znalcom v odbore patológie, získal titul Diplomate of the American Board of Pathology, vymenovali ho za člena College of American Pathologists a American Medical Associaton.
[link widoczny dla zalogowanych]

Andrej Žarnov, właśc. František Šubík (19 listopada 1903 Kuklov – 16 marca 1982 Poughkeepsie) – słowacki poeta, pisarz i profesor medycyny, jeden z dwunastu lekarzy, którzy w kwietniu 1943 r. udali się w składzie Międzynarodowej Komisji do Katynia, aby osobiście dokonać sekcji zwłok zamordowanych polskich oficerów i ustalić czas popełnienia zbrodni.
Życiorys

Andrej Žarnov urodził się jako František Šubík w 1903 r. w Kuklovie. Był tłumaczem i popularyzatorem polskiej poezji. Autor zbiorów poezji: Stráž pri Morave (1925), Štít (1940), Mŕtvy (1941), Preosievač piesku (1978).
Maturę uzyskał w gimnazjum w Trnawie, gdzie podejmował pierwsze próby literackie. Po ukończeniu studiów medycznych pracował w szpitalu w Trnawie. W 1931 r. uzyskał tytuł doktora nauk medycznych na Uniwersytecie w Bratysławie, a w 1939 r. został profesorem anatomii patologicznej. W 1945 r. wraz z rodziną musiał uciekać do Niemiec. Stamtąd został deportowany przez Amerykanów do Czechosłowacji, gdzie został uwięziony. W zw. ze swoim udziałem w pracach Komisji Międzynarodowej w Katyniu w 1943 r., był więziony przez komunistów do 31 grudnia 1947 r., ale nie odwołał swojego podpisu pod protokołem katyńskim. W 1952 r., zmuszony do nielegalnego opuszczenia kraju, udał się na emigrację do Austrii, później do Włoch, Niemiec, a stamtąd do USA.
Zmarł w 1982 r. w USA. Jego imieniem została nazwana ulica w Trnawie, przy której znajduje się szpital, w którym niegdyś pracował. Zrehabilitowany w 1999 r. Otrzymał pośmiertnie honorowe obywatelstwo miasta Trnawa.http://pl.wikipedia.org/wiki/Andrej_%C5%BDarnov
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 9:20, 30 Cze 2011    Temat postu:

Eduard Luco Miloslavić (Edward Lucas Miloslavich,
ur. 1884, zm. 1952) - chorwacki profesor patologii, jeden z dwunastu lekarzy, którzy w kwietniu 1943 r. udali się w składzie Międzynarodowej Komisji do Katynia, aby osobiście dokonać sekcji zwłok zamordowanych polskich oficerów i ustalić czas popełnienia zbrodni.



Dr. Edward Lucas Miloslavich, Croatian expert in pathology,
professor at the University of Zagreb. This is his only photo we know of. Source Polish Wikipedia:


Życiorys:

Eduard Miloslavić urodził się w 1884 r. w Oakland w Kalifornii. Wraz z rodziną, która wcześniej wyemigrowała z Dubrownika w Królestwie Dalmacji do USA, powrócił do ojczyzny w 1889 r. Studiował medycynę na Uniwersytecie w Wiedniu, gdzie został profesorem patologii. W 1920 r. na zaproszenie Uniwersytetu Marquette w Milwaukee wyjechał ponownie do USA. W latach 1927-1932 pracował jako doradca medyczno-prawny prokuratury w Milwaukee i uczestniczył w badaniu przestępstw popełnionych przez gang Al Capone. Był jednym z założycieli Międzynarodowej Akademii Medycyny Sądowej. Po powrocie do Jugosławii w 1932 r. został profesorem i dyrektorem Instytutu Medycyny Sądowej i Kryminalistyki Uniwersytetu w Zagrzebiu (1934-1944). W 1943 r., wraz z innym chorwackim lekarzem, Ljudevitem Jurakiem[1] (straconym po wojnie przez komunistów za odmowę składania kłamliwych oświadczeń w sprawie katyńskiej), przebywał w Katyniu dokonując sekcji zwłok zamordowanych oficerów WP. W 1944 r. powrócił do Ameryki, gdzie kierował Wydziałem Patologii szpitala De Paul w St. Louis. Opublikował liczne prace z zakresu medycyny sądowej i patologii, zarówno w Europie jak i w USA. W latach 1951-1952 wziął udział w przesłuchaniach Komisji Senatu USA w sprawie zbrodni katyńskiej, potwierdzając winę Sowietów. W komunistycznej Jugosławii skazany na karę śmierci in absentia za złożenie zeznań obciążających ZSRR winą za zbrodnię katyńską. Był zdecydowanym przeciwnikiem aborcji i eutanazji. Zmarł w 1952 r.
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 9:23, 30 Cze 2011    Temat postu:

Ferenc Orsós


Prof. Orsós na spotkaniu członków Międzynarodowej Komisji z ministrem zdrowia Rzeszy w Berlinie, 1943 r. (Prof. Orsós stoi 2. od lewej)



Ferenc Orsós (ur. 22 sierpnia 1879 Temeszwar, zm. 25 lipca 1962 Moguncja) - węgierski patolog, jeden z dwunastu lekarzy, którzy w kwietniu 1943 r. udali się w składzie Międzynarodowej Komisji do Katynia, aby osobiście dokonać sekcji zwłok zamordowanych polskich oficerów i ustalić czas popełnienia zbrodni.


Życiorys:

Ferenc Orsós urodził się w 1879 r. w Temeszwarze (Siedmiogród). Ukończył medycynę w Budapeszcie, a następnie pracował w Peczu. Podczas I wojny światowej był jeńcem w Rosji. Po zakończeniu wojny został dyrektorem Wydziału Medycyny Sądowej na Uniwersytecie w Budapeszcie. W 1928 r. został członkiem Węgierskiej Akademii Nauk. Do 1943 r. wykonał tysiące obdukcji i opracował metodę określania czasu śmierci. W Katyniu uczestniczył w sekcji zwłok pomordowanych polskich oficerów i był jednym z sygnatariuszy protokołu końcowego, w którym ustalono, że mordu dokonano na wiosnę 1940 r. Pełnił tam również rolę tłumacza ze względu na swoją znajomość rosyjskiego.

[img]http://katynbooks.narod.ru/amtliches/bilds/amk290b17.jpg[/img

W 1943 r. wraz z doktorem Alexandru Birkle wziął udział w badaniu miejsc masowych zbrodni NKWD na Ukrainie z lat 1937-1938. Prof. Orsós był również prezesem Węgierskiej Izby Lekarskiej. W grudniu 1944 r., w obawie przed zbliżającą się armią sowiecką, uciekł do Niemiec. Od 1946 r. mieszkał w Berlinie Zachodnim. W 1952 r., wraz z Helge Tramsenem i Vincenzo Mario Palmierim, uczestniczył w przesłuchaniach Komisji Senatu USA w sprawie mordu katyńskiego[1].
Zmarł w 1962 r. w Moguncji.http://pl.wikipedia.org/wiki/Ferenc_Ors%C3%B3s
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 9:24, 30 Cze 2011    Temat postu:

Herman Maximilien de Burlet


Podpis prof. de Burlet pod protokołem końcowym Międzynarodowej Komisji Katyńskiej, 1943 r.
Herman Maximilien de Burlet (1883 Rotterdam - 1957 Königswinter) - holenderski profesor anatomii, jeden z dwunastu lekarzy, którzy w kwietniu 1943 r. udali się w składzie Międzynarodowej Komisji do Katynia, aby osobiście dokonać sekcji zwłok zamordowanych polskich oficerów i ustalić czas popełnienia zbrodni.

Życiorys:


Herman Maximilien de Burlet urodził się 6 listopada 1883 r. w Rotterdamie. Tytuł doktora uzyskał w 1910 r. w Zurychu, a jego rozprawa doktorska w języku niemieckim, zatytułowana Die äusseren Formverhältnisse der Leber beim menschlichen Embryo została wydana drukiem w Lipsku[1]. 28 stycznia 1931 r. dr de Burlet został profesorem anatomii i embriologii na uniwersytecie w Groningen, gdzie w latach 1942-1945 był rektorem[2]. Z funkcji tej został zwolniony w 1945 r., z powodu jego sympatii nazistowskich. Wyjechał do USA, gdzie pracował w Filadelfii. Inny członek Komisji Międzynarodowej, Duńczyk, dr Helge Tramsen, który poznał prof. de Burlet podczas pobytu w Katyniu, zanotował w swoim dzienniku tylko jedną uwagę na jego temat, a mianowicie o jego nieprzyjaznym nastawieniu do Wielkiej Brytanii[3].
Prof. de Burlet zmarł w 1957 r. w Niemczech, skąd pochodziła jego żona.
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 9:28, 30 Cze 2011    Temat postu:

Stanisław Swianiewicz - świadek Katynia


Halifax, stan Nova Scotia, Kanada. Od lat mieszka tam przyjaciel mojego ojca - architekt, Leszek Bednarski. Jesteśmy sobie bardzo bliscy i utrzymujemy ciepłe stosunki, choć widujemy się rzadko. Eryk - syn Leszka - urodził się w Kanadzie, jego mama jest Angielką, ale tata zaraził go miłością do Polski i jej historii. Eryk skończył studia w Kanadzie na wydziale historii, napisał pracę - o represjach NKWD wobec Armii Krajowej - która tam była ewenementem. Następnie przyjechał do Polski, by szukać swojego miejsca w życiu. Zainteresował się filmem dokumentalnym, więc zaczął z nami pracować przy filmie o ks. Jerzym Popiełuszce, aż pewnego dnia powiedział: "A co myślicie o tym, żeby zrobić film o Stanisławie Swianiewiczu, ostatnim świadku Katynia?" Sięgnęłam na półkę z książkami i wyciągnęłam skromnie wydaną w 1990 roku przez Czytelnika książkę pt. "W cieniu Katynia", którą pochłonęłam w dwa wieczory.


Profesor Stanisław Swianiewicz już nie żyje. Odwiedziliśmy jedną z jego córek - panią profesor Marię Nagięć, mieszkającą w Olsztynie i wykładającą na tamtejszym uniwersytecie. Pokazała nam zdjęcia, nieliczne pamiątki, artykuły napisane przez ojca i o ojcu, dokumenty.

Trzeba przypomnieć postać profesora Swianiewicza, którego wpisać należy w poczet wielkich Polaków. Był przedstawicielem odchodzącej klasy kresowej inteligencji wychowanej w duchu wielonarodowościowej Rzeczypospolitej, wolnej od wszelkich "izmów" i narodowych fobii. Los obdarzył go szczególną misją, której był wierny całe życie - misją świadka historycznej zbrodni.

Stanisław Swianiewicz urodził się w Dźwińsku, jak zwykł mówić o Dyneburgu, na Łotwie. Poczytność wydanej po raz pierwszy w 1976 roku przez Instytut Literacki w Paryżu książki opisującej wojenne losy bohatera "W cieniu Katynia" skłoniła go do napisania wspomnień z wcześniejszego okresu. Książka "Dzieciństwo i młodość" wydana została w Warszawie w 1996 roku nakładem rodziny profesora i zawiera wspomnienia do roku 1919. Autor pisze o miejscu swego urodzenia:

"Dyneburg wyrósł w połowie XIX wieku jako ważny punkt handlowy położony na przecięciu dwóch linii kolejowych: Petersburg-Warszawa i Orzeł-Ryga. Do miasta napłynęło z różnych części imperium dużo ludności żydowskiej, która zamieszkiwała centralne dzielnice miasta. Przedmieścia były zamieszkałe przeważnie przez ludność mówiącą po polsku, która napłynęła z różnych części dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego oraz Inflant. We wschodniej części miasta, za torami kolei Rygo-Orłowskiej powstała na przełomie stulecia zupełnie nowa, prawie całkowicie polska dzielnica Nowo-Strojenie. Zamieszkiwali tam przeważnie drobni urzędnicy, pracownicy rozmnażających się firm handlowych, technicy, kwalifikowani robotnicy z warsztatów kolejowych, maszyniści kolejowi, drobni przedsiębiorcy. Ludność ta w dużym stopniu pochodziła z drobnej szlachty spod Brasławia, Opsy, Jezioros (przemianowanych przez zaborców na Nowo-Aleksandrowsk), Połocka i Kresławia".

Dyneburg zamieszkały był przez różne narodowości Polaków, Żydów, Niemców, Łotyszów, Rosjan itd. W takiej wielonarodowościowej atmosferze wychowywał się mały Stanisław. W domu posługiwano się trzema językami: polskim, rosyjskim i niemieckim. Rodzice byli ludźmi wykształconymi. Ojciec, inżynier kolejnictwa, zajmował wysokie jak na owe czasy stanowisko naczelnika odcinka kolejowego Dyneburg-Orzeł. Matka skończyła szkołę dla szlachetnie urodzonych panien w Wilnie z językiem wykładowym niemieckim. Rodzina miała patriotyczne tradycje. Pradziadek został stracony po powstaniu listopadowym, zaś dziadek i jego brat uczestniczyli w powstaniu styczniowym. Te tradycje były żywe w rodzinie Swianiewiczów.

Szkołę średnią Stanisław ukończył w centralnej Rosji w Orle. Rewolucja zastała go w Moskwie, gdzie studiował na wydziale prawnym Uniwersytetu Moskiewskiego. Wydział obejmował wówczas właściwie całość nauk społecznych, a przede wszystkim ekonomię, co szczególnie interesowało Stanisława. Wydarzenia związane z rewolucją oraz tocząca się pierwsza wojna światowa spowodowały, że młody Stanisław Swianiewicz opuścił Moskwę. Związany już wcześniej z ruchem niepodległościowym w 1919 roku został komendantem POW w Inflantach. Następnie przedostał się do Wilna, gdzie wziął udział w walkach z bolszewikami. W maju 1920 roku znalazł się oddziale, który w październiku 1920 roku wziął udział w buncie zorganizowanym przez gen. Lucjana Żeligowskiego. Na Boże Narodzenie 1920 roku został zwolniony z wojska i znalazł zatrudnienie w biurze generała Żeligowskiego. Warto podkreślić, że Swianiewicz deklarował się jako przeciwnik wcielenia Wilna do Polski. Uważał, że zgodnie z tradycją powinno ono było pozostać stolicą państwa litewskiego.

Jeszcze w czasie działań wojennych, z bronią przy nodze, jak wielu innych młodych rodaków, zapisał się na wydział prawa Uniwersytetu Wileńskiego, na podstawie indeksu Uniwersytetu Moskiewskiego z zaliczonym I rokiem studiów.
Prawo na Uniwersytecie Stefana Batorego ukończył Swianiewicz w 1924 roku. Studia uzupełniające odbywał w Paryżu, Wrocławiu oraz w Kilonii. Pozostał jednak związany z Uniwersytetem Wileńskim, gdzie w kwietniu 1939 roku prezydent Ignacy Mościcki wręczył mu nominację na tytuł profesora nadzwyczajnego.

Prof. Stanisłąw Swianiewicz zajmował się naukowo analizą gospodarki sowieckiej. Uważał się za ucznia Władysława Mariana Zawadzkiego, ministra skarbu z lat 1932-35, zwolennika gospodarczego liberalizmu. Poza pracą na uczelni był członkiem Instytutu Badań Europy Wschodniej - niezależnej od państwa placówki badawczej, skoncentrowanej na problemach tej części Europy. Jego działalność została dostrzeżona na forum międzynarodowym - zostaje zaproszony do Instytutu Europy Wschodniej we Wrocławiu, gdzie nawiązawszy kontakty zorganizował wymianę studentów z uniwersytetami niemieckimi. Zetknąwszy się tam z rodzącym faszyzmem zaczyna porównywać gospodarki dwóch totalitarnych krajów Związku Radzieckiego i III Rzeszy. Mając absolutnie negatywny stosunek do nazizmu, potrafił docenić szybki rozwój niemieckiej gospodarki. Był krytykiem stosunków polsko-niemieckich. Uważał, że były one niepotrzebnie zaostrzane poprzez antyniemiecką propagandę. Jako ekonomista i znawca niemieckiej gospodarki, zdawał sobie sprawę, że byliśmy we wrześniu 1939 roku zupełnie bezbronni i z góry narażeni na druzgocącą porażkę.

Stanisław Swianiewicz pracował w różnych organizacjach, dużo publikował w prasie wileńskiej (m.in. w "Kurierze Wileńskim"), a jego publikacje często dotyczyły spraw narodowościowych oraz problemów społecznych na tych terenach.

Warto przytoczyć to, co napisał w swoim "Innym abecadle" Czesław Miłosz, który miał szczęście spotykać się z profesorem Swianiewiczem w Stanach Zjednoczonych już po wojnie:
"Swianiewicz był jednym z najmłodszych moich profesorów na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie. Wykładał ekonomię u nas, ale także w Instytucie Badań Europy Wschodniej, uczelni pionierskiej, skoro ona to, pierwsza na świecie, wprowadziła seminaria sowietologiczne".
Przedmiotem szczególnych zainteresowań Swianiewicza była gospodarka w krajach o ustroju totalitarnym. Napisał na te tematy sporo, m.in. książki "Lenin jako ekonomista" 1930 i "Polityka gospodarcza Niemiec hitlerowskich", 1938 (tę ostatnią wydała "Polityka" redagowana przez Jerzego Giedroycia).
Należał do pokolenia, które uczestniczyło w wojnie 1920 roku i zaraz później organizowało życie studenckie w Wilnie. Stąd za moich czasów jego obecność w Klubie Włóczęgów Seniorów, czyli w bardzo specyficznie wileńskim kole dyskusyjnym, poważnie traktującym miejsce Wilna jako stolicy Wielkiego Księstwa i przechowującym idee federacyjne młodego Piłsudskiego.
Trudno mówić o wyraźnie skrystalizowanej ideologii, bo nasi seniorzy bardzo się między sobą różnili, najogólniej jednak mówiąc, zbliżali się do "krajowców", a ci reprezentowali pewną ciągłość tradycji od Towarzystwa Szubrawców i lóż wolnomularskich z początku XIX wieku.
(...) Swianiewicz pojmował federacyjność jako byt niepodległy Litwy, Białorusi i Ukrainy, sprzymierzonych z Polską".

Na jednym ze spotkań Koła Przyrodników Uniwersytetu Wileńskiego poznał swoją przyszłą żonę, Olimpię z domu Zambrzycką, matkę jego czworga dzieci.

W dniu 2 sierpnia 1939 roku Stanisław Swianiewicz otrzymuje kartę powołania do wojska:
"Wróciłem więc do domu, przebrałem się w mundur, spakowałem najbardziej potrzebne rzeczy do plecaka (...). Przypiąłem pistolet, zostawiając jednak w domu szablę (...). Pomodliłem się przez chwilę z żoną i dziećmi, mówiąc im, że jeżeli wojna naprawdę wybuchnie - to nie wiadomo, czyj los okaże się cięższy: mój w walczącym oddziale, czy ich w tym mieście, które już zaznało w dniach mojej młodości okupacji niemieckiej oraz okupacji bolszewickiej (...). Poszedłem do Ostrej Bramy, która była na szlaku szosy prowadzącej do Nowej Wilejki, gdzie stacjonował mój pułk".

Być może, gdyby nie jego proniemieckie sympatie i kontakty, ze względu na swój wiek i profesorski tytuł nie znalazłby się na pierwszej linii frontu. Przeszedł całą kampanię wrześniową. W swej książce "W cieniu Katynia", która zaczyna się właśnie latem 1939 roku, opisuje szczegółowo przebieg tej kampanii i swoje wrześniowe losy. Podobnie jak wielu polskich oficerów i wojskowych głęboko przeżywał dramat klęski. Niezwykle ciekawie opisuje postawy swoich dowódców i ich bohaterską postawę, mimo głębokich rozterek jakie wówczas przeżywali. Po latach bardzo krytycznie oceni rozkaz Rydza-Śmigłego:
"Myśl moja biegnie do walk 1939 roku. Myślę, że główny motyw wydania przez Marszałka Rydza-Śmigłego rozkazu nie strzelania do wojsk rosyjskich był oparty na jego dążeniu do zmniejszenia przelewu krwi. Jednak polscy oficerowie, którym zakazano walczyć, zostali podstępnie zamordowani przez Sowietów. Dziś, w imieniu tych oficerów, jako jedyny któremu udało się uniknąć mordu, muszę złożyć oświadczenie potępiające ten rozkaz".

Po bitwie pod Krasnobrodem, z niedobitkami oddziału wraz z którym walczył, starając się przedrzeć w stronę węgierskiej granicy, dostają się w ręce Rosjan. Poprzez przejściowy obóz w Putywlu trafia do Kozielska.
W Kozielsku Swianiewicz szybko zorientował się w zamiarach Rosjan, było dla niego pewne, że jest to obóz śledczy, którego celem było wyjaśnienie z punktu widzenia NKWD charakterystyki każdego jeńca. Na czele zespołu prowadzącego owe studia stał wysoki urzędnik NKWD, wykształcony i kulturalny w obyciu kombryg Zarubin. Przez cały czas prowadzono przesłuchania, badania i rozmowy z jeńcami, choć nie stosowano wobec nich drastycznych represji.

Początkowo profesor Swianiewicz podał fałszywe dane dotyczącej swojej osoby. Jednakże w czasie przesłuchań jednego z jeńców, wymieniając nazwiska profesorów wileńskich przebywających w obozie, podał on także Swianiewicza. Rosjanie bardzo się tym zainteresowali, ale nie wyniknęły z tego początkowo żadne reperkusje.

29 kwietnia 1940 roku Swianiewicz został wezwany do transportu. Wraz z przekazywaniem eskorcie więźniów przekazywano także ich teczki. Profesora uderzył fakt, że jego teczka była innego koloru. Swianiewicz wraz ze swymi towarzyszami dojechał do stacji Gniezdowo. Dopiero tam oddzielono go od nich i pozostawiono w pociągu, podczas gdy pozostałych wyprowadzono i wsadzano do pasażerskich autobusów, których okna zasmarowane były wapnem... Swianiewicz widział to przez mały otwór pod sufitem stołypinowskiego wagonu. Wtedy jednak nie przeczuwał jak blisko był śmierci. Wydawało mu się, że to raczej jego sytuacja jest gorsza aniżeli pozostałych oficerów. Spod katyńskiego lasku trafił do więzienia w Smoleńsku, a stamtąd do Moskwy na Łubiankę, następnie do Butyrek, gdzie poddano go kilkumiesięcznemu śledztwu, które zakończono wyrokiem 8 lat zesłania do łagru w Republice Komi.



W swej książce ciekawie opisuje ten okres, który był dla niego niezwykłym przeżyciem ze względu na kontakty z innymi więźniami, zazwyczaj ludźmi wykształconymi, Rosjanami, ale także przedstawicielami innych narodowości, którzy dzielili się z nim swoimi doświadczeniami i poglądami.
Z kolei lata łagierne podzielił Profesor na dwa okresy: pierwszy do tzw. "amnestii" i zwolnienia z ust`-wymskich łagrów, co miało miejsce w sierpniu 1941 roku i drugi, od końca sierpnia 1941 do 1942 roku, kiedy to jego i por. Adama Telmaniego, byłego adiutant komendy ZWZ ze Lwowa, wyłączono z kategorii tych, którzy podlegali zwolnieniu, i odesłano z powrotem do łagrów. Swianiewicza zwolniono dopiero po licznych interwencjach zarówno ambasadora Stanisława Kota w Kujbyszewie, jak i ministrów Wacława Komarnickiego i Kajetana Morawskiego u ambasadora sowieckiego w Londynie. Polskie dowództwo już wiedziało, że w osobie profesora mają niezwykle cennego świadka losów, wciąż poszukiwanych jeszcze wówczas, polskich oficerów.

Właśnie ten drugi okres, kiedy to Rosjanie nie kwapili się z wypuszczeniem cennego świadka, był dla profesora straszny. W łagrze zaliczał się już do kategorii tzw. "dochodiagów" tj. tych więźniów, których koniec był bardzo bliski. Uratowała go zdecydowana interwencja ambasadora Stanisława Kota, który pominął dyplomatyczne obyczaje i zwrócił się bezpośrednio do naczelnika ust`-wymskich łagrów.

O łagrach i systemie pracy przymusowej napisze Profesor kiedyś bardzo ciekawe obszerne studium (pt. "Obozy pracy a rozwój ekonomiczny" - Forced Labour and Economic Development) traktujące o ekonomicznym znaczeniu pracy przymusowej, wydane w języku angielskim przez wydawnictwo uniwersytetu w Oksfordzie (1965). Lecz jego ludzkie doświadczenie zawiera się w słowach:
"Atmosfera moralna łagrów jest straszna: głód, smród i eksploatacja ludzkiej pracy przekraczająca granice fizycznej wytrzymałości. Są to konsekwencje systemu, który wbrew teorii socjalistycznej stwarza wojnę wszystkich przeciwko wszystkim, systemu, który sprawia, że często jedynie przez oszukaństwo, kradzież i upodlenie człowiek może uratować swoje życie. Jest to dziedzina, w której operuje szatan. (...) A jednak wśród tego brudu i gnoju wykwitają czasami kwiaty ludzkiej dobroci".

Po zwolnieniu z obozu składa Profesor relację-zeznanie władzom polskim dotyczące swojego pobytu w Kozielsku i ostatniego widzenia oficerów Wojska Polskiego w pobliżu katyńskiego lasu. Po uwolnieniu z łagru Swianiewicza otoczono szczególną opieką, zdając sobie sprawę z tego jak cennym jest świadkiem. Z tego też powodu był obiektem zainteresowania drugiej strony, tj. NKWD. Gdy wyjeżdżał z Rosji w lipcu 1942 roku wraz z ambasadorem Stanisławem Kotem i innymi pracownikami polskiej placówki, władze sowieckie robiły olbrzymie trudności posuwając się do działań podstępnych, aby nie zdążył na statek odpływający Wołgą z Kujbyszewa. Do ostatniej chwili nie chciano mu wydać wizy i paszportu. Na statku znalazł się w momencie, gdy maszyny były już w ruchu. Potem dotarł do Astrachania i dalej do Teheranu. Dzień wyjazdu z Kujbyszewa uznał za najbardziej dramatyczny w swoim życiu. Zdał sobie sprawę, że po raz kolejny uciekł śmierci.

Od tego czasu składał swe świadectwo wielokrotnie. W przedmowie do książki "W cieniu Katynia" napisał:
"Ten pobyt w pobliżu lasku katyńskiego zaciążył na całym moim późniejszym życiu. Od czasu, gdy w 1943 roku prawda o Katyniu stała się jasna, miałem ciągle poczucie, że jeżeli Opatrzność wyratowała mnie jedynego z czterech z górą tysięcy oficerów kozielskich więzionych na stracenie i pozwoliła osiągnąć świat ludzi wolnych, to wynika stąd, że ciąży na mnie jakiś obowiązek". I był temu świadectwu wierny całe życie.

W 1944 roku przedstawił swoje świadectwo podczas specjalnego spotkania ambasadorowi Wielkiej Brytanii przy rządzie polskim. Stało się ono częścią dokumentacji przedstawionej w 1948 roku w publikacji pod red. Zdzisława Stahla i ze wstępem gen. Władysława Andersa pt. "Zbrodnia katyńska", która miała później kilka wydań i była najpełniejszym aktem oskarżenia wobec ZSRR w sprawie tej zbrodni. We wrześniu 1951 roku powołano specjalną komisję Kongresu USA do zbadania zbrodni katyńskiej. Profesor Swianiewicz złożył tam swe świadectwo, występując w masce z uwagi na bezpieczeństwo pozostającej w kraju rodziny. Orzeczenie komisji brzmiało jednoznacznie i było najpoważniejszym oświadczeniem w tej sprawie aż do 1990 roku, kiedy to Sowieci sami przyznali się do tej zbrodni.

W latach 70. w Londynie, na pustej ulicy otrzymał cios w tył głowy. Stracił przytomność i upadł. Sprawca zbiegł. Miało to miejsce przed jego wyjazdem do Danii na tzw. przesłuchania sacharowskie, dotyczące naruszania praw człowieka w krajach bloku wschodniego i tuż przed wydaniem książki o Katyniu. Według niego zbrodnia katyńska była zemstą Sowietów za wojnę 1920 roku i będzie ważyła na stosunkach polsko-rosyjskich długie lata.

Po wojnie Profesor osiadł w Londynie. Następnie mieszkał, pracował i wykładał w Indonezji, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Najdłużej był związany z Saint Mary's University w Halifaxie. Po 18 latach rozłąki spotkał się ze swą żoną, której udało się opuścić Polskę dopiero po październikowej odwilży. Rodzina przeżyła wojnę na Litwie, zaś potem osiadła w Tczewie. Powojenny chaos był dla rodziny profesora zbawienny. Pomimo iż postać Swianiewicza pojawiała się w wielu procesach politycznych, to zawsze zniekształcano jego nazwisko. W domu mówiono, że to dobry duch wileński ich chroni.

Ostatnie lata Profesor mieszkał w Domu Kombatanta "Antokol" pod Londynem, którego nazwa była bliska sercu profesora, bo na wileńskim Antokolu mieszkał przed wojną. W domu, którego gospodarzem był generał Tadeusz Pełczyński z żoną, mieszkało wielu wybitnych rodaków. Profesor zmarł w 1997 roku w Londynie i został pochowany w Halifaxie, gdzie wcześniej spoczęła jego żona Olimpia.

Od 1989 roku minęło wiele lat kiedy w Polsce można było mówić i pisać pełnym głosem. Niestety, o profesorze ukazało się niewiele publikacji. Kilka artykułów, kilka krótkich wywiadów. Profesor Swianiewicz odwiedził Polskę tylko raz, latem 1990 roku, gdy przyjechał na ślub wnuka. Został wtedy odznaczony za wojnę... a uroczystość wręczenia krzyża za udział w wojnie 1918-1920 odbyła się u prezydenta Krakowa, Jacka Woźniakowskiego.
[img]http://www.pamietamkatyn1940.pl/jpgr?img=/upload/obowiazekpamieci/stanislaw_swiankiewicz.jpg&width=500&height=359[/img]
Profesor Stanisław Swianiewicz. Kraków, wrzesień 1990 roku.


Nadal pamięta i upomina się o pamięć o profesorze Swianiewiczu Czesław Miłosz:
"Dostałem właśnie książkę "W cieniu Katynia" przetłumaczoną na język angielski przez jego syna Witolda Swianiewicza i synową, publikację nikomu nieznanej firmy w Kanadzie, a właściwie po prostu sumptem tłumacza. I muszę wyznać, że ta publikacja mnie przygnębiła. Po dziesiątkach lat, kiedy rządy krajów zachodnich udawały, że zbrodnię w Katyniu popełnili Niemcy, żeby nie drażnić Moskwy, nie znalazła się żadna firma wydawnicza na Zachodzie, żeby wydać to dzieło, tak ważne dla zrozumienia historii XX wieku i choć w ten sposób powiadomić opinię publiczną o wielkim kłamstwie podtrzymywanym latami przez rządy i mass media. Czyżby pamięć o jednej z wielkich zbrodni XX wieku była jedynie wewnętrzną sprawą Polaków, a naprawdę przejmowała tylko rodzinę najbardziej wiarygodnego świadka?"
(Portal "Gazety Wyborczej", 2002).
Miłosz pisze także o nieudanych próbach przekonania ludzi telewizji do zarejestrowania na taśmie filmowej rozmów z profesorem. Niestety, został tylko zachowany jego głos na taśmie magnetofonowej.
Profesor zmarł w wieku 98 lat.
Dorota Przyłubska

Fotografie pochodzą z książki S. Swianiewicza "Dzieciństwo i młodość"
[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez lutnia dnia Czw 9:31, 30 Cze 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 9:35, 30 Cze 2011    Temat postu:

Procesy zbrodniarzy hitlerowskich w Norymberdze 1945-46


Oskarżeni na ławie, na której zasiadali w okresie procesów.

LEX RETRO NON AGIT

Wymiar sprawiedliwości



The Nuremberg judges, left to right: John Parker, Francis Biddle, Alexander Volchkov, Iola Nikitchenko, Geoffrey Lawrence, Norman Birkett

Przewodniczącym Trybunału został lord Geofrey Lawrence z Wielkiej Brytanii. Obok niego zasiedli w Trybunale: Brytyjczyk N. Birket, Amerykanie F. Biddle i J.J. Parker, Francuzi prof. D. de Vabres i R. Falco oraz przedstawiciele ZSRR gen. I.F. Nikitczenko i płk A.F. Wołczykow. Oskarżeniem zajęli się Robert H. Jackson z USA, sir Hartley Shawcross z Wielkiej Brytanii, gen. Roman Rudenko z ZSRR i Auguste Champetier de Ribes z Francji. Każdy z oskarżonych miał prawo do swojego obrońcy.

"Prawo nie działa wstecz" - ta słynna prawnicza maksyma stała się podstawą rozważań na temat legalności Procesów Norymberskich. Kontrowersje wzbudzał nie tylko fakt czysto prawniczych zagrywek, ale i samego przedsięwzięcia zwycięskich aliantów. Już na konferencji w Teheranie, w 1943 roku, Wielka Trójka podjęła decyzję o rozpoczęciu przygotowań organizacji wielkiego procesu, w którym osądzeni zostaną zbrodniarze hitlerowscy. Wtedy też zadecydowano o powojennym losie Niemiec, które miały zostać podzielone na strefy okupacyjne, zdemilitaryzowane i w końcu, po okresie denazyfikacji, oddane w ręce demokratycznych władz. Nasuwało się jednak pytanie, kogo, gdzie i w jaki sposób ma sądzić Międzynarodowy Trybunał Wojskowy? Nie ulegało wątpliwości, iż na ławie oskarżonych zasiąść muszą najwięksi działacze hitlerowscy. Typowaniem byłych bohaterów III Rzeszy alianci zająć się mieli po zakończonej II wojnie światowej, podsumowując ich zaangażowanie i ogrom przestępstw, jakich się dopuścili. Na miejsce procesów wybrano Norymbergę, gdzie rokrocznie odbywały się dumne Parteitagi NSDAP, a w 1935 roku uchwalono ustawę "O ochronie i czystości krwi niemieckiej". To właśnie to niemieckie miasto stało się Mekką hitlerowskiego antysemityzmu, to tam wykluł się holocaust. Dziwnym trafem gmach norymberskiego sądu ocalał w ogniu alianckich nalotów i doskonale nadawał się po zakończeniu działań wojennych na miejsce "procesu tysiąclecia". Pozostawała jeszcze kwestia mocarstw, które mają rozstrzygać o losie niemieckich działaczy. Tutaj natrafiono na spory odnośnie przedstawicieli aliantów. Obok Wielkiej Trójki - Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Związku Radzieckiego - dokooptowano jeszcze Francuzów, choć ich wkład w wojnę był nieporównywalnie mniejszy niż państw sojuszniczych. Tym samym cztery delegacje sądzić miały w imieniu ogółu aliantów. Jak widzimy, wśród mocarstw tych zabrakło Polski. Nie ma się jednak co dziwić, gdyż od początku II wojny światowej Polaków traktowano nieco zbyt obcesowo, spychając ich na dalszy plan. Mimo to nasi rodacy odegrali sporą rolę w Procesach Norymberskich, o czym za chwilę jeszcze powiemy. Kłopoty sprawiał Józef Stalin, który obawiał się pociągnięcia do odpowiedzialności za zbrodnie wojenne, jakich się dopuścił. 4 grudnia 1941 roku rządy polski i radziecki wydały deklarację, w której zapowiadano osądzenie zbrodniarzy hitlerowskich po wojnie. Wkrótce, bo już w styczniu 1942 roku, 9 państw alianckich w Londynie zapowiedziało podobne kroki. Wahania Stalina rozwiały postanowienia reszty aliantów, którzy pragnęli przede wszystkim ukarania Niemców. Dopiero 8 sierpnia 1945 roku, wraz z resztą aliantów, przystąpił do porozumienia. Zastrzegł jednak, iż delegacja sowiecka będzie ściśle kontrolowana przez Kreml. Pozostawała jeszcze kwestia prawa, wobec którego sądzeni będą oskarżeni. Tę kwestię rozstrzygnięto bardzo sprytnie, przyjmując zachodnie modele sądownictwa oraz tworząc nowe paragrafy i zastrzegając brak działania zasady lex retro non agit. Tym samym wykluczono możliwość podważenia aktu oskarżenia przez sądzonych hitlerowców i ich obrońców. Zastrzeżono jeszcze kwestię "działania na rozkaz", co uniemożliwiało wojskowym zasłanianie się bezpośrednim podleganiem przełożonym i przymusem wykonywania ich poleceń. Tak postawiona sprawa rozwiązywała kwestie wielu problemów, na jakie natrafił Międzynarodowy Trybunał Wojskowy. Wykluczono również poruszanie spraw niezwiązanych z aktem oskarżenia (co było widocznym wybiegiem w stronę Stalina i jego "zasług" na polu ludobójstwa i działań przeciw pokojowi).
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 9:36, 30 Cze 2011    Temat postu:

Procesy zbrodniarzy hitlerowskich w Norymberdze 1945-46

Po ponad pięciu latach działań wojennych następował okres odwilży, słusznego zresztą nawrócenia narodu niemieckiego - starano się wyplenić wartości wpojone przez doktrynę nazizmu i zastąpić je demokratycznymi wartościami samostanowienia się każdego narodu. Proces ten przebiegał w bardzo wielu etapach (wymienić tu należy chociażby "wycieczki" edukacyjne młodych Niemców do byłych obozów koncentracyjnych). Dziwnym jest natomiast beztroska aliantów, którym w głowie się nie mieściło, iż coś może nie pójść po ich myśli. Zachodni model człowieka nie przewidywał zbrojnych napadów grup, które po oficjalnym zawieszeniu broni mogłyby paraliżować pierwsze dni względnego pokoju. Amerykanie i Brytyjczycy zorganizowali nowe Niemcy na wzór własnego kraju, nierozważnie zresztą przesadnie ufając mieszkańcom okupowanych terenów. I tak, gdy prasa grzmiała o istnieniu mitycznego Wehrwolfu, rozprężenie w szeregach wojsk alianckich zadziwiało polskich korespondentów. Nie było kontroli, nie było rewizji - obraz nie do pomyślenia po pięciu latach strasznej okupacji, gdy wychodząc na ulicę człowiek nie był pewien powrotu. Podobnie rzecz się miała z samym gmachem norymberskiego sądu. Choć ochraniali go amerykańscy żołnierze, przepisowo dzierżący w dłoni pałkę (de facto nigdy nie musieli jej użyć), środki, jakie przedsięwzięto, aby zabezpieczyć rozprawę, były naprawdę niewielkie. Do gmachu wejść mógł każdy, legitymując się świstkiem papieru wydanym przez władze okupacyjne. Z tymże świstkiem w podróż do Norymbergi wyprawiła się polska delegacja prasowa, której relacje zapewniają nam ogrom informacji na temat procesu. Polską delegację prawniczą stanowili Stefan Kurowski, Tadeusz Cyprian, Stanisław Piotrowski i Jerzy Sawicki. Tylko determinacji i niezwykłemu szczęściu zawdzięczali oni uzyskanie własnego pomieszczania do pracy. A przecież to oni winni byli rodakom przygotowanie linii oskarżenia za brutalną okupację i terror na terenach Rzeczpospolitej. Obok świetnej znajomości realiów okupacyjnych czwórka wysłanników przywiozła ze sobą ogromną ilość bezcennych dokumentów, jakie uzyskano od uciekających Niemców. Niesamowitym dowodem był "Dziennik Franka", spisany przez byłego Generalnego Gubernatora na 11 000 stron maszynopisu i wydano później w 38 tomach. Ten materiał stał się podstawą do sądzenia hitlerowców za zbrodnie na narodzie polskim. Polacy mogli poczuć się mocno dotknięci aktem oskarżenia, którego opis zaraz zacytuję. Zresztą lekceważono ich na każdym kroku. Agencje prasowe otrzymały zaledwie trzy miejsca w 250-osobowej galerii prasowej i znowu dzięki uporowi Polaków udało się uzyskać kolejne dwa. Skoro jesteśmy przy galerii prasowej, warto wspomnieć o wyglądzie sali rozpraw. Po jednej stronie znajdowały się wspomniane miejsca dla dziennikarzy, naprzeciw umieszczono wielki ekran (wyświetlano tu kluczowe dla procesu filmy archiwalne). Po drugiej stronie (z perspektywy dziennikarzy) siedzieli w dwóch rzędach oskarżeni, a za nimi dbający o bezpieczeństwo zgromadzonych żołnierze. Pod oskarżonymi przebywali obrońcy, również zgrupowani w dwóch rzędach. Z kolei pod galerią prasową znaleźli się prokuratorzy i personel ich wspomagający. Na środku sali zamontowano pulpity dla oskarżycieli, obrońców i świadków. Dodatkowo przebywających na sali wyposażono w słuchawki, z których płynął glos tłumacza. Wybór języka zależał od umiejętności lingwistycznych słuchacza - program zawierał pięć opcji (języki oskarżonych i trybunału oraz język oryginalny). W ten sposób pozbyto się problemu nieporozumień i niezrozumiałości toczącej się rozprawy. Odbiegliśmy nieco od tematu, wróćmy zatem do aktu oskarżenia. O dziwo, nie było w nim słowa o Polsce i Polakach. 6 października opublikowano akt oskarżenia przeciw zgromadzonym 21 przywódcom III Rzeszy. Jak pisze Edmund Osmańczyk:

Najdziwniejszym zaś jest... akt oskarżenia. Akt oskarżenia opracowany jest w sposób zdumiewający... W Akcie oskarżenia nie ma ani słowa o Powstaniu Warszawskim, ani słowa o Palmirach, o terrorze i egzekucjach ulicznych osławionego Kutschery. [...] Ani jednego przykładu z Polski na 'przymusową rekrutację robotników cywilnych', na 'germanizację okupowanych terenów'. Pominięto całkowicie zagładę gett żydowskich.
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 9:38, 30 Cze 2011    Temat postu:

Oskarżyciele:
Stany Zjednoczone:
Robert Houghwout Jackson - główny oskarżyciel
Thomas Dodd - kierownik zespołu oskarżycieli
Sidney Alderman, Telford Taylor, John Harlan Amen, Ralph Albrecht
Młodsi oskarżyciele: Wiliam Baldwin, Smith Brookhart, Warren Farr, Hartey Murray, Samuel Harris, Drexel Sprecher, Whitnay Harris, Thomas Lambert, Bernard Meltzer, Robert Kempner, Walter Brudno
------------------------------------------------------------------------------
Robert Houghwout Jackson



Robert Houghwout Jackson

Data urodzenia 13 lutego 1892
Data śmierci 9 października 1954
Sędzia Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych
Okres urzędowania od 11 lipca 1941
do 9 października 1954
Poprzednik Harlan Fiske Stone
Następca John Marshall Harlan

Robert Houghwout Jackson (ur. 13 lutego 1892, zm. 9 października 1954), prokurator generalny Stanów Zjednoczonych w latach 1940-1941 i sędzia Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych (1941-1954), w procesie norymberskim oskarżyciel z ramienia USA.
26 czerwca 1946 roku Uniwersytet Warszawski przyznał mu tytuł doktora honoris causa.
[link widoczny dla zalogowanych]

Robert Houghwout Jackson (February 13, 1892 – October 9, 1954) was United States Attorney General (1940–1941) and an Associate Justice of the United States Supreme Court (1941–1954). He was also the chief United States prosecutor at the Nuremberg Trials. A "county-seat lawyer", he remains the last Supreme Court justice appointed who did not graduate from any law school (though Justice Stanley Reed who served from 1938–1957 was the last such justice to serve on the court), although he did attend Albany Law School in Albany, New York for one year. He is remembered for his famous advice, that "...any lawyer worth his salt will tell the suspect in no uncertain terms to make no statement to the police under any circumstances."[1] and for his aphorism describing the Supreme Court, "We are not final because we are infallible, we are infallible because we are final."[2] Many lawyers revere Justice Jackson as one of the best writers on the court, and one of the most committed to due process protections from overreaching federal agencies.
Contents [hide]
1 Early life
2 U.S. Federal appointments and politics, 1934–1940
3 U.S. Attorney General, 1940–1941
4 U.S. Supreme Court, 1941–1954
4.1 Feud with Black
4.2 Jackson and Dennis v. United States
4.2.1 The "clear and present danger" test
4.2.2 Dennis v. United States
4.2.2.1 Background
4.2.2.2 Jackson's concurrence
4.2.2.3 Conclusion
4.3 Justice Jackson and Brown v. Board of Education
5 International Military Tribunal, 1945–1946
6 Afterword
7 Portrayal in popular culture
8 See also
9 References
10 Further reading
11 External links
[edit]Early life

Born in Spring Creek, Pennsylvania and raised in Frewsburg, New York, Jackson graduated from Frewsburg High School in 1909 and spent the next year as a post-graduate student attending Jamestown High School in Jamestown, New York. Jackson did not attend college as an undergraduate. At age 18, he went to work as an apprentice in a Jamestown law office, then attended Albany Law School, in Albany, New York, where he completed the second year of the two-year program. During the summer of 1912, Jackson returned to Jamestown. He apprenticed again for the next year. He passed the New York bar examination in 1913 at the age of 21 and set up practice in Jamestown, New York. Over the next 20 years, he became a very successful lawyer in New York State and, through bar association activities, a rising young lawyer nationally.
[edit]U.S. Federal appointments and politics, 1934–1940

Jackson was appointed to federal office by President Franklin Delano Roosevelt in 1934. Jackson served initially as general counsel of the U.S. Treasury Department's Bureau of Internal Revenue (today's Internal Revenue Service). In 1936, Jackson became Assistant Attorney General heading the Tax Division of the Department of Justice, and in 1937 he became Assistant Attorney General heading the Antitrust Division. In 1938, Jackson became United States Solicitor General, serving until January 1940 as the government's chief advocate before the Supreme Court.
Mr. Jackson was a prominent member of the New Deal, litigating against the excesses of wealthy corporations and utility holding companies.[3] He ************ in the 1934 prosecution of Samuel Insull[4], the 1935 income tax case against Andrew Mellon,[5][6][7] and the 1937 anti-trust case against Alcoa, in which the Mellon family held an important interest.[8]
President Roosevelt regarded him as a potential heir, and in 1937 considered having him run for Governor of New York. Jackson was a fellow Democrat, fellow country squire, and fellow Dutch-American.[3]
[edit]U.S. Attorney General, 1940–1941

Jackson was appointed Attorney General by Roosevelt in 1940, replacing Frank Murphy. As Attorney General, Jackson supported a bill introduced by Sam Hobbs that would have legalized wiretapping by the Federal Bureau of Investigation (FBI), or any other government agency, if it was suspected that a felony was occurring.[9] The bill was opposed by Federal Communications Commission (FCC) chairman James Lawrence Fly, and did not pass.[10]
When Harlan Fiske Stone replaced the retiring Charles Evans Hughes as Chief Justice in 1941, Roosevelt appointed Jackson to the resulting vacant Associate's seat.
[edit]U.S. Supreme Court, 1941–1954

In 1943, Jackson wrote the majority opinion in West Virginia State Board of Education v. Barnette, 319 U.S. 624 (1943), which overturned a public school regulation making it mandatory to salute the flag and imposing penalties of expulsion and prosecution upon students who failed to comply. Jackson's stirring language in Barnette concerning individual rights is widely quoted. Jackson's concurring opinion in 1952's Youngstown Sheet & Tube Co. v. Sawyer (forbidding President Harry Truman's seizure of steel mills during the Korean War to avert a strike), where Jackson formulated a three-tier test for evaluating claims of presidential power, remains one of the most widely cited opinions in Supreme Court history (it was quoted repeatedly by Supreme Court nominees John Roberts and Samuel Alito during their confirmation hearings).
[edit]Feud with Black
Justices Jackson and Hugo Black had profound professional and personal disagreements dating back to October 1941, the first term in which they served together on the Supreme Court. According to Dennis Hutchinson, editor of The Supreme Court Review, Jackson objected to Black’s practice of importing his personal preferences into his jurisprudence.[11] Hutchinson quotes Jackson as having remarked, “With few exceptions, we all knew which side of a case Black would vote on when he read the names of the parties.”[12] While Hutchinson points out that Jackson objected to Black's style of jurisprudence in such cases as Minersville v. Gobitis (1940) and United States v. Bethlehem Steel (1942), Black’s involvement in the Jewell Ridge case struck Jackson as especially injudicious.
In Jewell Ridge Coal Corp. v. Mine Workers (1945), the Supreme Court faced the issue of whether to grant the coal company’s petition for rehearing on the grounds that the victorious miners were, in a previous matter, represented by Crampton P. Harris, who was Justice Black’s former law partner and personal lawyer. Despite this apparent conflict of interest, Black lobbied the Court for a per curiam denial of the petition. Justice Jackson objected, with the result that Jackson filed a concurrence disassociating himself from the ruling and, by implication, criticizing Black for not addressing the conflict of interest. Jackson also strongly objected to Black’s judicial conduct in Jewell Ridge for another reason. As Jackson later alleged, while Justice Murphy was preparing his opinion, Black urged that the court hand down its decision without waiting for the opinion and dissent. In Jackson’s eyes, the "only apparent reason behind this proposal was to announce the decision in time to influence the contract negotiations during the coal strike" between the coal company and the miners, which was taking place at the time.[13]
Jackson probably regarded Black’s conduct as unbecoming of a Supreme Court Justice in another related matter. On April 3, 1945, The Southern Conference for Human Welfare held a dinner, at which it honored Justice Black as the 1945 recipient of the Thomas Jefferson Award. Fred M. Vinson, interestingly, spoke at the dinner. While Jackson declined an invitation to the event, citing a conflict arising out of the fact that a number of leading sponsors of the dinner were then litigants before the Supreme Court, Black attended the dinner and received his award. Crampton Harris, counsel in two pending cases, Jewell Ridge and CIO v. McAdory (1945), was one of the sponsors.[14]
Jackson would later take these grievances public in two public cables from Nuremberg. Jackson had informally been promised the Chief Justiceship by Roosevelt; however, the seat came open while Jackson was in Germany, and FDR was no longer alive. President Harry S. Truman was faced with two factions, one recommending Jackson for the seat, the other advocating Hugo Black. In an attempt to avoid controversy, Truman appointed Fred M. Vinson. Jackson blamed machinations by Black for his being passed over for the seat and publicly exposed some of Black's controversial behavior and feuding within the Court. The controversy was heavily covered in the press and cast the New Deal Court in a negative light and had the effect of tarnishing Jackson's reputation in the years that followed.
On June 8, 1946, Jackson sent a cable to President Truman. Jackson’s cable to Truman began with an insincere offer of congratulations to the President for his appointment of Vinson. But, the cable then quickly addressed the rumor, which Jackson had gotten wind of in Nuremberg, that Truman had appointed Fred Vinson in part to avert a resignation on the part of Justice Black. Rumors had been circulating in Washington that Black would resign in the event that Truman chose Jackson as Chief Justice Stone’s successor. "I would be loathe to believe that you would concede to any man a veto over court appointments".[15] Jackson closed his cable by stating that he could not continue his service as an Associate Justice under Vinson if an associate "had something on [him]", which would disqualify him from serving, or if he, Truman, regarded Jackson’s opinion in the Jewell Ridge case as a "gratuitous insult" to Justice Black.[16]
After receiving a response from Truman in which he denied having given consideration to, or having even heard of, the rumor of Black’s threatened resignation, Jackson rashly fired off a second cable to Congress on June 10. This cable stated Jackson's reasons for his belief that Justice Black faced a conflict of interest in Jewell Ridge, from which he wrongfully, at least, in Jackson's eyes, did not recuse himself, and ended with Jackson's threat that if such a practice "is ever repeated while I am on the bench I will make my Jewell Ridge opinion look like a letter of recommendation by comparison".[17]
[edit]Jackson and Dennis v. United States
[edit]The "clear and present danger" test
In order to understand Jackson’s concurrence in Dennis v. United States, a basic understanding of the origin of the clear and present danger test is helpful.
In 1919, the Supreme Court decided Schenck v. United States.[18] In Schenck, the petitioners, members of the Socialist Party, were convicted of violating the Espionage Act of 1917 for printing and distributing circulars asserting that American citizens had a right to oppose the draft during World War I because, among other things, it violated the United States Constitution.[19] The Schenck decision promulgated the clear and present danger test which provided the standard for sustaining a conviction when speech is relied upon as evidence that an offense has been committed.[20] Justice Holmes, writing for a unanimous court, affirmed the convictions of the lower court positing:
“We admit that in many places and in ordinary time the defendants in saying all that was said in the circular would have been within their constitutional rights. But the character of every act depends upon the circumstances in which it is done. . . . The question in every case is whether words used in such circumstances and are of such a nature as to create a clear and present danger that they will bring about the substantive evils that Congress has a right to prevent. It is a question of proximity and degree.”[21]
For more on the Clear and Present Danger Test, see Erwin Chemerinsky, Constitutional Law: Principles and Policies, 957 (Aspen 2ed. 2002) (the clear and present danger test appears to have three analytical elements: (1) probability of harm, (2) temporality of harm, and (3) degree of harm).
[edit]Dennis v. United States
[edit]Background
In 1951, the Supreme Court decided Dennis v. United States.[22] In Dennis, the petitioners were zealous Communists who organized for the purpose of teaching the “Marxist-Leninist Doctrine”.[23] The ********* texts used to teach the doctrine were: History of the Communist Party of the Soviet Union; Foundations of Leninism by Stalin; The Communist Manifesto by Marx and Engels; and State and Revolution by Lenin.[16] The Petitioners were convicted for violating §2 and §3 of the Smith Act which, among other things, made it unlawful to conspire to organize a group which advocates the overthrow of the United States government by force of violence.[24] The issue before the Supreme Court was “[w]hether either §2 or §3 of the Smith Act, inherently or as construed and applied in the instant case, violates the First Amendment and other provisions of the Bill of Rights…”[25]
[edit]Jackson's concurrence
In Dennis, Jackson concludes that the clear and present danger test (the “Test”) should not be applied.[26] To this end, Jackson analyzed: the effect communism had outside the United States; the nature of communists; and the problems with applying the Test. Jackson’s analysis can be summarized as follows:
On the effect communists historically had on foreign countries, Jackson analyzed their effect on Czechoslovakia.[27] In Czechoslovakia, a communist organization disguised as a competing political faction secretly established its roots in key control positions “of police and information services”.[16] During a period of national crisis a clandestine Communist organization appeared and successfully overthrew the Czechoslovakian government.[16] Establishing control of mass communication and industry, the communist organization’s rule was one of “oppression and terror”.[16] Ironically, as Jackson points out, the communist organization suppressed the very freedoms which made its conspiracy possible.[16]
On the nature of communists, Jackson characterizes them as an extraordinarily dedicated and highly selective group disciplined and indoctrinated by communist policy.[28] The goal of Party members is to secretly infiltrate key positions of government, industry, and unions and to leverage their power once in such positions.[16] Jackson goes on to say that although “Communist[s] have no scruples against sabotage, terrorism, assassination, or mob disorder …” they “advocate[] force only when prudent” which “may never be necessary, because infiltration and deception may be enough.”[29]
On the problems with applying the Test in Dennis, Jackson deems significant that the Test was authored “before the era of World War II revealed the subtlety and efficacy of modernized revolutionary technique used by totalitarian parties.”[30] Jackson believed that the application of the test should be limited to cases bearing strong enough likeness to those for which it was originally crafted – i.e. “criminality of hot-headed speech on a street corner, or parading by some zealots behind a red flag, or refusal of a handful of Jehovah Witness school children to salute our flag …”[16] Expressing strong concern that the expansive construction the Court had recently given the Test in Bridges v. State of California[31], Jackson asserted that the Test provided communists with “unprecedented immunities” while “Government is captive in a judge-made verbal trap”.[30] Jackson goes on to describe the application of the Test to communists when determining the constitutionality of the Smith Act facially or as applied as one of “apprais[ing] imponderables, including international and national phenomena which baffle the best informed foreign offices and our most experienced politicians”[32]
Jackson concludes his First Amendment analysis in Dennis by asserting that:
“The authors of the clear and present danger test never applied it to a case like this, nor would I. If applied as it is proposed here, it means that the Communist plotting is protected during its period of incubation; its preliminary stages of organization and preparation are immune from the law; the Government can move only after imminent action is manifest, when it would, of course, be too late.”[16]
[edit]Conclusion
In the end the Court applied its own version of the clear and present danger test in Dennis[33] essentially disregarding the analytical elements of probability and temporality which had previously appeared to be requirements of the doctrine.[34] Jackson, however, as one commentator put it, expressed in Dennis (at least with regards to Communists) that “when used as part of a conspiracy to act illegally, speech loses its First Amendment protection.”[35]
Jackson’s hardened stance on the First Amendment in Dennis may be attributed to strong anticommunist sentiment which had a grip on Americans during the time of the decision.[36] In William Wiecek’s article discussing the history of anticommunism in the United States, Wiecek’s asserts that:
“[T]he manufactured image of the domestic Communist, cultivated and propagated by [J. Edgar] Hoover, the Catholic Church, the American Legion, and political opportunists, made of Communists something less than full humans, full citizens, fully rights-endowed. Even sophisticated jurists like … Robert Jackson were captives of that image, anesthetizing [his] sensitivity to deprivation of rights.[37]... In Dennis and other Communist cases between 1950 and 1956, the Supreme Court overcame the problem of facts not supporting the results it was determined to reach by accepting a generic ‘proof’ of Communism’s seditious nature. Disregarding all evidence of both the Party’s and individual members’ renunciation of violence, the Court substituted literary evidence from outdated classics of Marxism-Leninism, most written by Europeans of an earlier era, and refused to consider whether the living people before them actually subscribed to those doctrines…”[38]
For more on the evolution of anticommunism in the United States leading up to the Dennis decision, see generally William M. Wiecek, The Legal Foundation of Domestic Anticommunism: The Background of Dennis v. United States, 2001 Sup. Ct. Rev. 375, 429 (2001).
[edit]Justice Jackson and Brown v. Board of Education
One of Jackson's law clerks during 1952-53, William H. Rehnquist, was appointed to the Supreme Court in 1971 and became Chief Justice in 1986. In December 1971, after Rehnquist's nomination had been approved by the Senate Judiciary Committee and was pending before the full Senate, a 1952 memorandum came to light that he had written as Jackson's law clerk in connection with the landmark case, Brown v. Board of Education that argued in favor of affirming the separate-but-equal doctrine of Plessy v. Ferguson. Rehnquist wrote a brief letter attributing the views to Jackson and was confirmed. In his 1986 hearing he was questioned about the matter. His explanation of the memorandum was disputed in both 1971 and 1986 by Jackson's former secretary, and scholars have questioned its plausibility. However, the papers of Justices Douglas and Frankfurter indicate that Justice Jackson voted for Brown in 1954 only after changing his mind.[39]
The ultimate views of Justice Jackson about Brown can be found in his 1954 unpublished draft concurrence.[40][41][42] The “Memorandum by Mr. Justice Jackson, March 15, 1954”, is publicly available with Jackson’s papers in the Library of Congress and did not become publicly available until after Rehnquist’s 1986 hearing for Chief Justice of the United States. Jackson’s draft concurrence in Brown, divided into four parts, shows how he struggled with how to write an effective opinion to strike down segregation. In Part 1 of Jackson’s draft concurrence in Brown, he wrote that he went to school where “Negro pupils were very few” and that he was “predisposed to the conclusion that segregation elsewhere has outlived whatever justification it may have had.” Despite his own opinions regarding desegregation, Jackson acknowledged the inability of the Court to "eradicate" the "fears, prides and prejudices" that made segregation an important social practice in the South. Jackson thus concluded that the Northerners on the court should be sensitive to the conditions that brought segregation to the South.
In Part 2 of the draft memorandum, Justice Jackson described the legal framework for forbidding segregation in “DOES EXISTING LAW CONDEMN SEGREGATION?”. Jackson notes the difficulty for the court that was "supposed not to make new law but only to declare existing law," to overturn a decision of such longevity as Plessy. Looking at the doctrine of original intent with regard to the Fourteenth Amendment, Justice Jackson found no evidence that segregation was prohibited, particularly since states that ratified the Fourteenth Amendment had segregated schools at the time. Jackson concluded, "I simply cannot find in the conventional material of constitutional interpretation any justification for saying" that segregated schools violated the Fourteenth Amendment.
In Part 3 of the draft memorandum titled “ENFORCEMENT POWER LIMITS” describes enforcement by Congress of the Fourteenth Amendment. Jackson addressed the possibility of leaving enforcement to Congress, particularly because the “courts have no power to enforce general declarations of law." Jackson noted that while segregation was already fading in some states, it would be difficult to overcome in those states where segregation was firmly established. While Jackson recognized the difficulties in the Supreme Court enforcing its judgment, he did not want the task to be left to the lower courts as suggested by the Government. Jackson concluded that the court must act because “our representative system has failed” and even though this “premise is not a sound basis for judicial action."
Finally, in Part 4 of the draft memorandum “CHANGED CONDITIONS” Jackson began by stating that prior to Brown, segregation was legal. According to Jackson, the premise for overruling Plessy was the now erroneous "factual assumption" that "there were differences between the Negro and the white races, viewed as a whole." The draft asserted that the "spectacular" progress of African-Americans, under adverse circumstances, "enabled [them] to outgrow the system and to overcome the presumptions on which it was based." Jackson emphasized that the changed conditions along with the importance of a public education required the court to strike down separate but equal in public education. While Jackson could not justify the decision in Brown in law, he did so on the basis of a political and social imperative. It is unknown if Jackson ever intended to publish this concurrence.
Justice Jackson was in the hospital from March 30 to May 17, 1954. It is reported that Chief Justice Warren visited Jackson in the hospital several times and discussed both Jackson’s draft opinion and Warren’s drafts. One suggestion that Warren took from Jackson was adding “Negroes have achieved outstanding success in the arts and sciences as well as in the business and professional world.” [40] This quote is tied to the arguments in Part 4 of Jackson’s draft opinion. On May 17, 1954, Jackson went to the Court from the hospital so he could be there the day the Brown decision was handed down. When the Brown decision was handed down, a full court was present to emphasize the unanimity of the decision. Robert H. Jackson died on October 8, 1954 and so there was not enough time between Brown and the death of Jackson to fully explore his views on desegregation.
[edit]International Military Tribunal, 1945–1946

Main article: Nuremberg Trials
Wikisource has original text related to this article:
Opening address for the United States
In 1945, President Truman appointed Jackson, who took a leave of absence from the Supreme Court, to serve as U.S. chief of counsel for the prosecution of Nazi war criminals. He helped draft the London Charter of the International Military Tribunal, which created the legal basis for the Nuremberg Trials. He then served in Nuremberg, Germany, as United States chief prosecutor at the international Nuremberg trial. Jackson pursued his prosecutorial role with a great deal of vigor (for instance, referring in arguments to Hermann Göring as being "half militarist, half gangster"). His opening and closing arguments before the Nuremberg court are widely considered among the best speeches of the 20th century. In the words of defendant Albert Speer:
“ The trial began with the grand, devastating opening address by the chief American prosecutor, Justice Robert H. Jackson. But I took comfort from one sentence in it which accused the defendants of guilt for the regime's crimes, but not the German people.[43] ”
However, his cross-examination skills were generally considered weak, and it was in fact British prosecutor David Maxwell-Fyfe who got the better of Göring in cross-examination rather than Jackson, who was rebuked by the Tribunal for losing his temper during the proceedings. [44],
[edit]Afterword

Jackson died in Washington, DC, at the age of 62 and, after funeral services in Washington's National Cathedral and then in Jamestown's St. Luke's Church, was interred near his boyhood home in Frewsburg, New York.
Jackson was played by Alec Baldwin in the 2000 TNT television film Nuremberg, based on the novel Nuremberg: Infamy on Trial, by Joseph E. Persico, which recounted the trial at which Jackson served as chief U.S. prosecutor. (Jackson's bodyguard at this trial, former Army Staff Sergeant Moritz Fuchs, stated in January 2005 that the movie's implication of a romance between Jackson and his secretary did not in fact occur).
An extensive collection of Jackson's personal and judicial papers is archived at the Manuscript Division of the Library of Congress and open for research. Smaller collections are available at several other repositories.
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 9:43, 30 Cze 2011    Temat postu:

Francis Biddle


Francis Biddle
Data urodzenia 9 maja 1886
Data śmierci 4 października 1968
58. Prokurator Generalny Stanów Zjednoczonych
Okres urzędowania od 5 września 1941
do 30 czerwca 1945
Poprzednik Robert Houghwout Jackson
Następca Thomas Campbell Clark
Francis Biddle (ur. 9 maja 1886 w Paryżu, zm. 4 października 1968 w Wellfleet, Massachusetts) - amerykański prawnik i sędzia, Prokurator Generalny w czasie II wojny światowej. Był głównym amerykańskim sędzią w powojennych Procesach Norymberskich.
-------------------------------------------------------------------
Francis Beverley Biddle (May 9, 1886 – October 4, 1968) was an American lawyer and judge who was Attorney General of the United States during World War II and who served as the primary American judge during the postwar Nuremberg trials.
Biddle was one of four sons of Algernon Biddle, a law professor at the University of Pennsylvania of the Biddle family. He was also a great-great-grandson of Edmund Randolph,[1] and a half second cousin four times removed of James Madison.[2] He was born in Paris[3] while his family was living abroad. He graduated from the Groton School, where he ************ in boxing.
He earned degrees from Harvard University in 1909 (A.B.) and 1911 (law degree).[3] He first worked as a private secretary to Supreme Court Justice Oliver Wendell Holmes, Jr. from 1911 to 1912.[3] He spent the next 27 years practicing law in Philadelphia, PA. In 1912, he supported the presidential candidacy of former U.S. President Theodore Roosevelt's renegade Bull Moose Party. He was also in the United States Army in 1918, during World War I. He served as special assistant to the U.S. attorney of the Eastern District of Pennsylvania from 1922 to 1926.[3]
Beginning in the 1930s, Biddle was appointed to a number of important governmental roles. In 1934 President Franklin D. Roosevelt nominated him to be chairman of the National Labor Relations Board.

On February 9, 1939, Roosevelt nominated Biddle to the United States Court of Appeals for the Third Circuit, to a seat vacated by Joseph Buffington. Biddle was confirmed by the United States Senate on February 28, 1939, and received his commission on March 4, 1939. He only served one year before resigning on January 22, 1940, to become the United States Solicitor General.[3] This also turned out to be a short-lived position when Roosevelt nominated him to the position of Attorney General of the United States in 1941. During this time he was also chief counsel to the Special Congressional Committee to Investigate the Tennessee Valley Authority, from 1938 to 1939, and director of Immigration and Naturalization Service at the U.S. Department of Justice in 1940.[3]


American Judges Francis Biddle and John Parker – Nuremberg, Germany, 1945/6
[link widoczny dla zalogowanych]

At President Harry S. Truman's request, he resigned after Roosevelt's death. Shortly after, Truman appointed Biddle as a judge at the International Military Tribunal at Nuremberg. Biddle's successor, Tom Clark told the story that Biddle, who wore spats, was the first government official whose resignation Truman sought, and that it was quite a difficult task. Biddle was amused by Truman's stammering , but after it was over, he threw his arm around the President and said, "See, Harry, now that wasn't so hard."
In 1947, he was nominated by Truman as the American representative on the United Nations Economic and Social Council. However, after the Republican Party refused to act on the nomination, Biddle asked Truman to withdraw his name.
In 1950 he was named as chairman of the Americans for Democratic Action, a position he held for three years;[3] then one decade later, wrote two volumes of memoirs: A Casual Past in 1961 and In Brief Authority the following year. His final position came as chairman of the Franklin D. Roosevelt Memorial Commission, which he resigned in 1965.
Biddle's writing skills had long been in evidence prior to the release of his memoirs. In 1927, he wrote a novel about Philadelphia society, "The Llanfear Pattern." In 1942, he took advantage of his close association with Oliver Wendell Holmes 30 years earlier with a biography of the jurist, "Mr. Justice Holmes," then wrote "Democratic Thinking and the War" two years later. His 1949 book, The World's Best Hope looked at the United States' role in the post-war era.
Biddle was married to the poet Katherine Garrison Chapin. He died of a heart attack in Wellfleet, Massachusetts, on October 4, 1968. He had two sons, Edmund Randolph Biddle and Garrison Chapin, and was the subject of the 2004 play Trying by Joanna McClelland Glass, who had served as Biddle's personal secretary from 1967 to 1968.
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 9:47, 30 Cze 2011    Temat postu:

Никитченко, Иона Тимофеевич



Russian judges at Nuremberg, left to right: Alexander Volchkov, Iona Nikitchenko. British judge, Norman Birkett sat at extreme right.

Член Международного военного трибунала в Нюрнберге от СССР
20 ноября 1945 — 1 октября 1946

Партия: КПСС (с 1916)
Образование: 1-й Московский государственный университет
Рождение: 28 июня 1895
хутор Тузлуков Багаевского района, Область Войска Донского, Российская империя
Смерть: 22 апреля 1967 (71 год)
Москва, РСФСР
Похоронен: Введенское кладбище (Москва)



Никитченко Иона (Ион) Тимофеевич (28 июня 1895 — 22 апреля 1967) — советский юрист, генерал-майор юстиции, член Международного военного трибунала в Нюрнберге от СССР, судья Верховного Суда СССР.

Биография

Родился на хуторе Тузлуков Багаевского района Ростовской области в крестьянской семье.
В 1908 году окончил сельскую школу на хуторе Тузлуков, затем окончил Новочеркасское высшее начальное училище и Новочеркасское землемерное училище.
С 1916 года — член РСДРП (б).
С ноября 1917 года по февраль 1918 года — исполнял обязанности начальника участковой дружины Красной гвардии города Новочеркасска.
В марте-мае 1918 года — боец 1-ого Донского Революционного Титовского полка.
С декабря 1918 по февраль 1920 года — заведующий подотделом информации и связи политотдела 4-й армии и Южной группы войск.
В феврале-марте 1920 года — политработник политуправления Туркестанского фронта.
До мая 1920 года — секретарь Уполномоченного Реввоенсовета Туркфронта в Семиречьи Д. А. Фурманова.
С мая 1920 года — заместитель председателя Военного трибунала Семиреченской группы войск.
С июля 1920 года — председатель отдела Военного трибунала Туркфронта в Джаркенте.
С сентября 1920 года — председатель Военного трибунала Семиреченской группы войск.
С марта 1922 года — член коллегии Военного трибунала Туркестанского фронта, а с марта 1923 года — председатель этого же трибунала.
В 1924 году переведён в Москву и назначен на должность члена коллегии Военного трибунала Московского военного округа.
С 1 января 1926 года по 19 июня 1935 года — председатель Военного трибунала Московского военного округа.
До августа 1938 года исполнял обязанности заместителя председателя Военной коллегии Верховного Суда СССР.
С сентября 1938 года — заместитель председателя Верховного Суда СССР.
В августе 1941 года командирован Народным комиссариатом юстиции СССР и Военной коллегии Верховного Суда СССР на Северо-Западный фронт — уполномоченным по организации военных трибуналов.
В сентябре 1942 года назначен председателем Военной железнодорожной коллегии Верховного Суда СССР с оставлением в прежней должности.
25 июня 1945 года командирован Правительством СССР в Лондон для участия в переговорах с представителями США, Великобритании и Франции для заключения соглашения о суде над главными немецкими военными преступниками.




American Major Frank B. Wallis (standing center), a member of the trial legal staff, presents the prosecution's case to the International Military Tribunal at Nuremberg. A chart (top left) shows where the defendants (bottom left) fit into the organizational scheme of the Nazi party. At right are lawyers for the four prosecuting countries. November 22, 1945.
— National Archives and Records Administration, College Park, Md.

Назначен членом Международного Военного трибунала от СССР и до октября 1946 года участвовал в Нюрнбергском процессе.
В марте 1946 года был вторично избран в состав Верховного Суда СССР.
Избирался депутатом Верховного Совета РСФСР.[1]
Позже отходит от активной деятельности и выходит в отставку.
Скончался в 1967 г.
Похоронен на Введенском кладбище.[2]
Участие в политических процессах над «врагами народа» (1930-е гг.)

Будучи заместителем Председателя Военной коллегии Верховного Суда СССР В. В. Ульриха, И. Т. Никитченко принимал активное участие в политических процессах над «врагами народа» в конце 1930-х гг.
В частности, он входил (в качестве председательствующего или члена) в состав судебных коллегий, вынесших приговоры:
по делу «Объединенного троцкистско-зиновьевского центра» (подсудимые Г. Е. Зиновьев, Л. Б. Каменев-Розенфельд, Г. Е. Евдокимов, И. П. Бакаев и т. д., всего 16 человек) — приговор вынесен 24 августа 1936 года[3][4];
по обвинению в шпионаже в пользу Японии востоковеда, академика АН СССР А. Н. Самойловича — приговор вынесен 13 февраля 1938 года[5];
по обвинению во вредительстве и шпионаже Я. Э. Рудзутака — приговор вынесен 28 июля 1938 года[6];
по обвинению в участии в антисоветском заговоре П. Е. Дыбенко — приговор вынесен 29 июля 1938 года[7];
по делу об объявлении (заочном) Ф. Ф. Раскольникова «вне закона» — приговор вынесен 17 июля 1939 года[8][9];
и по другим делам.
Комиссия ЦК КПСС по установлению причин массовых репрессий против членов и кандидатов в члены ЦК ВКП(б), избранных на ХVII Съезде партии, в своём докладе Президиуму ЦК КПСС от 9 февраля 1956 года о деятельности И. Т. Никитченко в рассматриваемый период отмечала следующее:
Установлены факты, когда Военная Коллегия Верховного Суда СССР дошла до вынесения приговоров по телеграфу.
Бывший член Военной Коллегии Верховного Суда СССР Никитченко (ныне генерал-майор в отставке), возглавляя выездную сессию на Дальнем Востоке, не видя дел и обвиняемых, вынес по телеграфу 102 приговора.
Тот же Никитченко, находясь на Дальнем Востоке, не только не вскрывал проводившуюся там органами НКВД массовую фальсификацию дел, но, наоборот, всячески потворствовал этой фальсификации и способствовал ее внедрению в работу аппарата НКВД.
В Управлении НКВД по Дальневосточному краю существовала продуманная система «подготовки» арестованных к заседаниям Военной Коллегии, о чем было известно Никитченко, поощрявшему эту преступную практику.

— [6]
Участие в Нюрнбергском процессе

Лондонская конференция
И. Т. Никитченко и А. Н. Трайнин представляли СССР на Лондонской конференции основных стран-союзников (СССР, Великобритании, США) и Франции, проходившей с 26 июня по 8 августа 1945 года. Данная конференция была созвана в целях учреждения Международного трибунала над военными преступниками и определения принципов его работы.
На Лондонской конференции И. Т. Никитченко выступал за выработку такой процедуры для Международного трибунала, которая совмещала бы в себе черты континентального и англо-саксонского права и облегчала бы работу суда. В силу этого, позиция советской делегации часто сближалась с позицией Франции (также относящейся к семье континентального права) и нередко расходилась с позициями США и Англии, стремившихся к организации трибунала по преимуществу на принципах, свойственных англо-саксонской правовой семье.[10]
В итоге, по значительному числу организационных и процессуальных вопросов были найдены компромиссные решения. В частности, были приняты следующие предложения Советской делегации:[11]
установлен принцип очерёдности в назначении председателя трибунала (вместо предлагаемого ранее принципа жеребьёвки)
местом постоянного нахождения трибунала определён Берлин, а местом проведения процесса — Нюрнберг (данное решение — следствие компромисса между делегациями СССР и США, первая из которых предлагала провести процесс в Берлине, а вторая — в Нюрнберге)
подсудимым предоставлено право последнего слова
определено, что обвинительные заключения должны быть подробными (в англо-саксонской системе обвинительный акт представляет только формулу обвинения)
установлено освобождение от необходимости доказывания общеизвестных фактов, а официальные акты стран-союзниц решено принимать без доказательств
трибунал получил право отклонять доказательства или показания свидетелей, если он найдёт их не относящимися к делу
решено было отказаться от стадии предварительного слушания дела, свойственной англо-саксонскому процессу
трибунал получил право допрашивать подсудимых (сначала эта формулировка не находила поддержки у делегаций США и Великобритании, поскольку англо-саксонская система допускает допрос обвиняемого судом только как свидетеля и только при предъявлении доказательств защиты)
[править]Нюрнбергский процесс
И. Т. Никитченко был сторонником быстрого проведения суда над нацистскими преступниками без особо тщательного соблюдения процессуальных формальностей.
По некоторым данным, он говорил: «Весь смысл [Нюрнбергского процесса] состоит в том, чтобы обеспечить быстрое и справедливое наказание за преступления».[12]
Под председательством И. Т. Никитченко открылось первое (распорядительное) заседание Международного трибунала 18 октября 1945 г. в Берлине.[13]
При выработке проекта приговора Трибунала по предложению И. Т. Никитченко в нём были расширен раздел о расистских теориях нацистов, об агрессивных идеях «Майн кампф», о планах захвата Европы и особенно её восточной части.[14]
После провозглашения приговора И. Т. Никитченко выразил своё особое мнение, не согласившись с оправданием фон Папена, Фриче и Шахта, чрезвычайно мягким, по мнению советской стороны, наказанием для Гесса, а также отказом Трибунала от признания преступными организациями правительственного кабинета, генерального штаба и высшего командования германских Вооружённых сил.[15]
Образование

В 1928 году окончил 1-й Московский государственный университет.
Воинские звания

17 января 1936 года присвоено воинское звание «дивизионный военный юрист».
11 марта 1943 года присвоено воинское звание генерал-майора юстиции.
Награды:

Орден Ленина (2)
Орден Красного Знамени
Орден Красной Звезды
Орден Отечественной войны I ст.
Медали
Семья:

Сын — Юрий Ионович Никитченко (1923—1957). По некоторым данным, в начале 50-х гг. содержался в Казанской тюремно-психиатрической больнице.[16] Похоронен рядом с отцом.[2]
ru.wikipedia


Ostatnio zmieniony przez lutnia dnia Pią 0:05, 15 Lut 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 9:50, 30 Cze 2011    Temat postu:

Roman Rudenko
Roman Andriejewicz Rudenko, ros. Роман Андреевич Руденко (ur. 30 lipca 1907 w Nossowce, zm. 23 stycznia 1981 w Moskwie) – w latach 1953–1981 prokurator generalny Związku Radzieckiego. Oskarżyciel w procesie szesnastu, a także główny oskarżyciel z ramienia ZSRR w procesie norymberskim. W 1953 roku otrzymał rangę rzeczywistego państwowego radcy sprawiedliwości[1].(tylko tyle w polskiej wikipedii)

Главный обвинитель от СССР Р.А.Руденко выступает на Нюренбергском процессе.

Безуспешно пытался добиться смертного приговора для всех без исключения обвиняемых. С 1951 депутат Верховного Совета СССР. После смерти И.В. Сталина в 1953 был назначен генеральным прокурором СССР и занимал этот пост до своей смерти. В 1954 был государственным обвинителем на процессе по делу B.C. Абакумова и других. С 1956 кандидат в члены, с 1961 член ЦК КПСС.

Использованы материалы из кн.: Залесский К.А. Империя Сталина. Биографический энциклопедический словарь. Москва, Вече, 2000
--------------------------------------------------------------------------------------

РУДЕНКО Роман Андреевич (1907-1981). Генеральный прокурор Советского Союза в 1953-1981 гг. Герой Социалистического Труда (1972). Член партии с 1926 г. Во время Великой Отечественной войны работал в органах Прокуратуры СССР. С 1944 г. — прокурор УССР. В 1945-1946 гг. — главный обвинитель от СССР на Нюрнбергском процессе главных военных преступников. Участник и организатор ряда международных конгрессов и конференций по борьбе с нацизмом и милитаризмом. Депутат Верховного Совета СССР с 1950 г. Член ЦК КПСС с 1961 г. (кандидат с 1956 г.).

Сразу же после смерти Сталина началось освобождение и реабилитация лиц, репрессированных при сталинском режиме. В первые после-сталинские годы, как вспоминал Хрущев, «мы сами были скованы своей деятельностью под руководством Сталина и еще не освободились от посмертного давления, хотя и не могли представить себе, что все эти расстрелы могли оказаться необоснованными, что это, говоря юридическим языком, сплошное преступление».

Уже в 1954 г. генеральный прокурор СССР Руденко представил в ЦК КПСС данные о численности репрессированных с 1921 по 1954 г. и некоторые другие материалы, касавшиеся сталинских репрессий. После этого Хрущев задал Руденко вопрос: насколько обоснованны обвинения, которые предъявлялись на открытых процессах видным деятелям партии. Руденко ответил, что «с точки зрения юридических норм никаких данных для осуждения этих людей не существовало. Все основывалось только на личных признаниях, а личные признания, добытые путем физических и моральных истязаний, не могут служить базой для осуждения людей».

Когда же Хрущев заявил, что сам слышал, как подсудимые признавались в своих преступлениях, Руденко улыбнулся: «Тут искусство тех, кто вел следствие, кто проводил суд. Видимо, доводили людей до такого состояния, что у них имелся единственный способ покончить со страданиями и издевательствами — признаться, а следующим шагом была смерть» (Вопросы истории. 1992. № 6, 7. С. 8Cool.

После этого, по словам Хрущева, у него «возникла потребность приподнять занавес и узнать, как же все-таки велось следствие, какие существовали исходные материалы для ареста и что показало потом следствие по этим арестам». Эти вопросы Хрущев поднял на заседании Президиума ЦК, где было принято решение создать комиссию для обстоятельного расследования всех этих вопросов.

Использованы материалы кн.: Торчинов В.А., Леонтюк А.М. Вокруг Сталина. Историко-биографический справочник. Санкт-Петербург, 2000
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]




Руденко Роман Андреевич (7.7.1907, село Носовка Черниговской губернии - 1981), юрист, государственный деятель, действительный государственный советник юстиции (1953), Герой Социалистического Труда (1972). Сын крестьянина. Образование получил в Московской юридической школе и на Высших юридических курсах при Всесоюзной правовой академии (1941). С 1929 работал в органах прокуратуры. В 1936 вступил в ВКП(б). Долгое время работал в органах Прокуратуры СССР. С 1942 зам., с 1944 прокурор Украины. На Нюрнбергском процессе по делу главных военных преступников нацистской Германии (1945-46) был главным государственным обвинителем от СССР.



Ostatnio zmieniony przez lutnia dnia Czw 9:53, 30 Cze 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 9:58, 30 Cze 2011    Temat postu:

Руденко Роман Андреевич - выдающийся советский юрист, Генеральный прокурор Союза Советских Социалистических Республик, действительный государственный советник юстиции.

Родился 17 (30) июля 1907 года в селе Носовка ныне Черниговской области Украины в бедной крестьянской семье. Украинец. Член ВКП(б)/КПСС с 1926 года. В 1929 году окончил Московскую юридическую школу, и в том же году по решению Черниговского окружного комитета Коммунистической партии (большевиков) Украины направлен на следственную работу в окружную прокуратуру, где становится старшим следователем. После этого, до октября 1937 года последовательно занимает должности прокурора Бериславского района Николаевской области Украинской ССР, помощника прокурора, прокурора города Чернигова, заместителя прокурора Черниговской области Украинской ССР.

С октября 1937 года до июня 1938 года Роман Руденко – прокурор Донецкой области Украинской ССР, а с 3 июня 1938 года, после разделения указанной области на две части - Донецкую (переименованную в Сталинскую) и Ворошиловградскую (ныне - Луганскую) области в их современных границах, до января 1940 года - прокурор Сталинской (с 1961 года и ныне - Донецкая) области Украинской ССР. С января 1940 года до 1941 года – слушатель Высших академических курсов при Всесоюзной правовой Академии.

Окончив обучение на курсах, Р.А. Руденко накануне и в период Великой Отечественной войны, с 6 июня 1941 года до марта 1942 года, работает в Москве начальником отдела Прокуратуры СССР по надзору за милицией. В марте 1942 года Р.А. Руденко назначают заместителем прокурора Украинской ССР, с августа того же года он возглавил оперативную группу Прокуратуры Украинской ССР, созданную для организации быстрого восстановления правопорядка на освобожденной от немецко-фашистских захватчиков территории.

В июне 1944 года Р.А. Руденко назначен Прокурором Украинской ССР. На этом высоком посту в тяжёлые послевоенные годы он внёс значительный вклад в решение сложнейших проблем по ликвидации последствий гитлеровской оккупации и восстановлению народного хозяйства Украины.

После окончания Великой Отечественной войны, а затем - Второй мировой войны государственному советнику юстиции 2-го класса, Прокурору Украинской ССР Руденко Р.А. поручено И.В. Сталиным


выступить Главным обвинителем от Советского Союза на Нюрнбергском процессе (проходил с 20 ноября 1945 года по 1 октября 1946 года) по делу главных военных преступников нацистской Германии, аналогов которому в истории не имеется. Своей пламенной и юридически грамотной обвинительной речью Р.А. Руденко безуспешно пытался добиться смертного приговора для всех без исключения обвиняемых. После Нюрнбергского процесса Руденко стал известен практически всему миру.

А перед Нюрнбернским процессом, он участвовал с 18 по 21 июня 1945 года в «процессе шестнадцати» (по польски – Proces szesnastu) - над представителями эмигрантского польского правительства, находившимися в Польше и делегатами Совета Национального единства и подпольной службы Армии Крайовой, которые были приглашены в СССР, где были арестованы, подвергнуты суду и осуждены.

После смерти И.В. Сталина 26 июня 1953 года Р.А. Руденко назначен Генеральным прокурором СССР. Этот пост он занимал до последнего дня жизни.

Указом Президиума Верховного Совета СССР от 30 июня 1953 года ему присвоен высший классный чин «действительный государственный советник юстиции».



В 1954 году Генеральный прокурор СССР Руденко – государственный обвинитель на процессе по делу B.C. Абакумова и других. Последнего судили в Ленинграде (ныне - Санкт-Петербург) 19 декабря 1954 года, обвиняя его в измене Родине и в хищении государственного и общественного имущества. В обвинительном заключении Абакумов был назван «членом банды Берии», хотя на самом деле, в последние годы он был личным врагом Л.П. Берия. Как только завершился судебный процесс, Р.А. Руденко сообщил первому секретарю ЦК КПСС Хрущеву Н.С. по телефону в Москву «о выполнении задания и спросил, можно ли закругляться». Получив утвердительный ответ, Руденко не стал мешкать. Абакумова расстреляли в тот же день, лишив его возможности обратиться с ходатайством о помиловании, что является установленным фактом, так как в 1994 году Военной коллегией Верховного суда СССР В.С. Абакумов был частично реабилитирован: с него снято обвинение в измене Родине, то есть он не являлся государственным преступником.

Во второй половине 1950-х годов имя Р.А. Руденко связано как с грандиозным по масштабам процессом реабилитации так называемых «жертв сталинских репрессий», так и c преследованием диссидентов. В 1960 году Генеральный прокурор СССР Р.А. Руденко был государственным обвинителем на процессе Фрэнсиса Гарри Пауэрса – американского лётчика-шпиона, самолёт «Локхид У-2» которого, совершавший разведывательный полёт над территорией СССР, был сбит 1 мая 1960 года в районе города Свердловска (ныне - Еатеринбург). Но, когда в первых числах июня 1961 года произошёл расстрел мирной демонстрации в Новочеркасске (16 человек убиты, 42 - ранены), санкционированный не без участия Н.С. Хрущёва, а в августе того же года состоялся суд, приговоривший семерых к расстрелу, и стольких же к 15 годам лишения свободы, то Генеральная прокуратура СССР никак не отреагировала на эти кровавые события, спровоцированные властями...

Указом Президиума Верховного Совета СССР от 25 мая 1972 года за выдающиеся достижения деле укрепления правопорядка, социалистической законности Генеральному прокурору СССР Руденко Роману Андреевичу присвоено звание Героя Социалистического Труда с вручением ордена Ленина и золотой медали «Серп и Молот».

С 28 января 1949 года по 23 марта 1954 года Р.А. Руденко - член ЦК КП(б)У - Коммунистической партии Украины. С 25 февраля 1956 года по 17 октября 1961 года он избирался кандидатом в члены ЦК КПСС, а с 31 октября 1961 года по 23 января 1981 года – на XXII (1961 года), XXIII (1966 года), XXIV (1971 года) и XXV (1976 года) избирался членом ЦК КПСС. С 1951 года - депутат Верховного Света СССР (3-9 созывов).

Немало сделав для развития правовой науки, и в частности теории прокурорского надзора, для укрепления её связи с практикой, Р.А. Руденко с 1960 года являлся почётным доктором юридических наук университета имени Гумбольдта (Германская Демократическая Республика) и с 1966 года - Карлова (Пражского) университета (Чехословацкая Социалистическая Республика).

Генеральный прокурор СССР, Р.А. Руденко, занимавший этот высокий пост более двадцати семи лет, жил и работал в городе-герое Москве. Скончался 23 января 1981 года. Похоронен в Москве на Новодевичьем кладбище (участок 9).

Награждён пятью орденами Ленина, орденами Октябрьской Революции, Трудового Красного Знамени, медалями.

Сочинение:
Судебные речи и выступления. М.: Издательство «Юридическая литература», 1987.
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 10:00, 30 Cze 2011    Temat postu:

Palestra 03/2010


Anatolij Jabłokow (Moskwa)

Jak utajniono „sprawę katyńską”, którą się zajmowałem (Przedruk za: „Nowaja Gazjeta” z 5 marca 2010 r.) przekład: Robert Stiller

Chciałem, aby za winnych uznani zostali wszyscy związani z rozstrzeliwaniem w Katyniu, poczynając od Stalina, Mołotowa, Woroszyłowa, Mikojana, którzy podjęli decyzję o rozstrzeliwaniu, a kończąc na tych, którzy współdziałali w tym i przez wiele lat ukrywali zbrodnie.
Anatolij Jabłokow

Pracowałem w Głównej Prokuraturze Wojskowej (GWP), na wydziale rehabilitacji. We wrześniu 1990 roku na rozkaz GWP utworzona została grupa śledcza do sprawy karnej nr 159: tak zwanej „sprawy katyńskiej”. Połączono dwie sprawy, wytoczone w obwodach twerskim i charkowskim. Mianowano mnie zastępcą przewodniczącego grupy. Od roku 1992 do 1994 byłem jej przewodniczącym. Nasza grupa dokonała wielu ekspertyz nie tylko w zakresie medycyny sądowej, ale także historyczno-archiwalnych i kompleksowych. Badaliśmy w szczególności sprawozdania komisji specjalnej N. N. Burdenki z 1944 roku.
Wszystkich ekspertyz dokonywali uczeni o sławie światowej, tacy jak: profesor nauk prawnych B. N. Topornin, profesor nauk prawnych A. M. Jakowlew, profesor nauk historycznych W. S. Parsadanowa. Koordynatorem była ekspert GWP profesor nauk historycznych I. S. Jażborowska. Te autorytety przeanalizowały wszystko, co uczyniono przed rozpoczęciem naszego śledztwa: nie tylko przez komisję N. N. Burdenki, ale i przez Niemców, przez Polski Czerwony Krzyż, przez komisję Kongresu USA. Doszli oni do wniosku, że sprawozdania komisji Burdenki nie mają podstaw naukowych, tak samo jak niemieckie sprawozdania w kwestii dawności pochówku.
Przed komisją Burdenki, od października 1943 do stycznia 1944 roku, w Katyniu pracowała operacyjno-śledcza grupa NKWD pod kierownictwem generała Rajchmana: groby zostały rozkopane, zwłoki wydobyte, świadkowie przesłuchani. Rezultatem prac tej grupy stały się materiały ze śledztwa przygotowawczego w dwóch tomach i opis całkowicie tajnych dokumentów, jednoznacznie mówiących o datach rozstrzeliwania. Te dokumenty nie figurowały w sprawozdaniu komisji Burdenki.
Nasza grupa wnioskowała o datach rozstrzeliwania Polaków nie na podstawie ekspertyzy w zakresie medycyny sądowej. Rzecz w tym, że w przypadku masowych pochówków nie istnieją wiarygodne naukowo metody określenia ścisłej daty. Wiele zależy od gleby. Na przykład pod Charkowem gleby są piaszczyste, suche – z rozstrzelanych Polaków zachowały się tam jedynie kostne pozostałości; a w Miednoje gleby są gliniaste – i występuje wosk trupi, zwłoki wyglądały jak dopiero co pochowane. Dlatego wnioski o datach rozstrzeliwania wyciągaliśmy z dokumentów znalezionych przy zwłokach (listy, rozkazy itp.) i z przesłuchiwania setek świadków.
Co do łusek po niemieckich nabojach firmy „Geko”, znalezionych w miejscach rozstrzeliwania, to po pierwsze: wiele otworów w czaszkach rozstrzelanych zgadza się z kalibrem nabojów sowieckich, a po drugie: wiadomo, że współpracownicy NKWD – np. naczelnik UNKWD obwodu kalinińskiego D. S. Tokariew, naczelnik Głównego urzędu NKWD ZSRR do spraw jeńców wojennych oraz internowanych major P. K. Soprunienko, naczelnik komendy OGPU-NKWD-MGB W. M. Błochin – mieli broń niemiecką. Tokariew (nie tylko on) wezwany przez nas w charakterze świadka opowiedział, że Błochin wydawał enkawudzistom „Walthery” do rozstrzeliwania, a potem je odbierał.
13 lipca 1994 roku, otrzymawszy pisemne polecenia, ażebym nie kontynuował sprawy karnej nr 159, przerwałem ją. Ale nie na podstawie art. 110 Kodeksu karnego RSFSR w redakcji z 1926 roku (nadużycie władzy przez urzędnika), jak mi polecono. Chciałem, aby za winnych uznani zostali wszyscy związani z rozstrzeliwaniem w Katyniu, poczynając od Stalina, Mołotowa, Woroszyłowa, Mikojana, którzy podjęli decyzję o rozstrzeliwaniu, a kończąc na tych, którzy współdzialali w tym i przez wiele lat ukrywali zbrodnie. Ponieważ Kodeks karny nie zawierał artykułu obejmującego skalę tej zbrodni, proponowałem, ażeby uznano znamiona zbrodni za analogiczne do art. 6 Regulaminu Międzynarodowego Trybunału Wojennego w Norymberdze („zbrodnia wojenna, zbrodnia przeciwko pokojowi i ludzkości oraz ludobójstwo”) (podkr. Red). Tym bardziej że rozstrzeliwania katyńskie już miały swoją kwalifikację: Prokurator generalny ZSRR Rudenko w Norymberdze proponował, aby zbrodnie katyńskie zakwalifikować właśnie według art. 6 Międzynarodowego Trybunału Wojennego. Tyle tylko, że strona radziecka, w oparciu o działalność komisji Burdenki, winnymi nazywała tu Niemców.
Po zwolnieniu mnie Główna Prokuratura Wojskowa nie zaryzykowała zamknięcia sprawy, lecz obrała drogę oficjalnej zmiany zarządzenia. Zaskarżyłem to postanowienie do Prokuratora Generalnego Federacji Rosyjskiej i pojechałem na osobistą audiencję. Do Prokuratora Generalnego jednak nie dopuszczono mnie; referowałem sprawę jego pomocnikowi. Odmówiono mi, uchylono moje zarządzenie, lecz nie zdecydowano się wydać nowego na podstawie art. 110. Jeszcze przez dziesięć lat śledztwo niby to przedłużało się, właśnie tak – niby... A w roku 2004 sprawa nr 159 została przerwana wedle artykułu przewidującego odpowiedzialność karną za nadużycie władzy przez żołnierzy RKKA. Tym sposobem za winnych rozstrzeliwania uznano tylko dowództwo Armii Czerwonej. Zarazem odebrano poszkodowanym prawo dostępu do 116 ze 183 tomów akt tej sprawy i utajniono samo postanowienie o zamknięciu sprawy karnej.
To strusia polityka. Owszem, wszystkie sądy odmówiły krewnym rozstrzelanych Polaków uwzględnienia ich prawnych żądań, ale to nasze sądy. A teraz sprawa zostanie przeniesiona do sądu europejskiego. Dobrze byłoby nie czekać na decyzję Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, lecz rozstrzygnąć to wszystko u nas
w kraju. Będzie to mniejszą hańbą.

Przełożył z rosyjskiego
Robert Stiller
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 10:03, 30 Cze 2011    Temat postu:

Rosja wciąż neguje zbrodnię
Ewa Łosińska 16-11-2010, ostatnia aktualizacja 16-11-2010 22:30

Rząd rosyjski twierdzi, że nie ma obowiązku wyjaśniać losu oficerów zaginionych w wyniku „wydarzeń katyńskich"



Takie stanowisko rząd Federacji Rosyjskiej przesłał do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. "Rz" dotarła do kopii pisma, które kończy wymianę korespondencji stron postępowania dotyczącego skargi katyńskiej, złożonej przez polskich krewnych ofiar NKWD z 1940 r. Teraz sędziowie Trybunału wydadzą wyrok.
Rodziny ofiar: "to policzek dla nas"
Jak wynika z pisma, Rosja nie czuje się odpowiedzialna nie tylko za zamordowanie polskich oficerów, ale nawet za śledztwo katyńskie, które zostało umorzone w 2004 r. po 14 latach prowadzenia go przez Główną Prokuraturę Wojskową. Nikomu nie postawiono zarzutów – mord 22 tys. Polaków śledczy uznali za pospolite przestępstwo, które się przedawniło.
"Wstrząsający tekst" – oceniają sześciostronicowe pismo krewni zamordowanych w Katyniu Polaków. – Nie liczyłam na przełom, skoro nie przyznano nam w rosyjskim śledztwie statusu pokrzywdzonych i odmówiono rehabilitacji naszych bliskich jako ofiar represji politycznych. Jednak powtarzane negowanie zbrodni to policzek dla nas – mówi Witomiła Wołk-Jezierska, córka zamordowanego oficera, która w czerwcu 2009 r. wraz z 12 innymi krewnymi ofiar wniosła do Strasburga skargę przeciw Rosji.
Szczególnie boli ją używane w piśmie sformułowanie "wydarzenia katyńskie". Na jego niestosowność zwrócił też uwagę polski rząd, który jako tzw. strona trzecia przystąpił do skargi w styczniu 2010 r. Wytknął to w piśmie do Trybunału, bo rosyjskie władze określały tak zbrodnię już w piśmie z marca 2010 r. ("Rz" pisała o tym w kwietniu).
Tragedia smoleńska nic nie zmieniła
Rząd rosyjski twierdzi, że Trybunał nie może zajmować się wydarzeniami z 1940 r., bo nie obowiązywała wtedy europejska konwencja praw człowieka, podstawa strasburskich orzeczeń. Uchwalono ją w 1950 r. Rosja ratyfikowała konwencję w maju 1998 r. i odtąd jest nią związana.
– Zarzuty, jakie stawiamy Federacji Rosyjskiej w imieniu rodzin ofiar, dotyczą śledztwa prowadzonego już po maju 1998 r. – odpowiada dr Ireneusz Kamiński z Instytutu Nauk Prawnych PAN, współautor skargi.
– Ci, którzy mieli nadzieję, że stanowisko rządu Rosji w sprawie Katynia zmieni się pod wpływem tragedii smoleńskiej, mylili się – mówi prof. Andrzej Nowak, historyk z UJ, znawca Rosji. – Sugestie polskiego rządu, że możemy liczyć na jakieś gesty ekipy Putina w sprawie zbrodni katyńskiej czy śledztwa smoleńskiego, okazały się nietrafione. Władzom Rosji zależy wręcz na poniżeniu strony polskiej.
Pod stanowiskiem rosyjskiego rządu podpisał się Georgij Matiuszkin, wiceminister sprawiedliwości. Polskim krewnym ofiar nie udało się dojść sprawiedliwości przed rosyjskimi sądami. Odmówiono im nawet dostępu do części materiałów śledztwa katyńskiego. W Strasburgu zarzucili więc Rosji m.in. brak skutecznego postępowania wyjaśniającego okoliczności śmierci tysięcy Polaków, pozbawienie prawa do skutecznego procesu sądowego i poniżające traktowanie.
"Nieoficjalne" listy
W stanowisku rządu rosyjskiego zwracają uwagę również inne fragmenty. Czytamy w nim, iż listy wywozowe NKWD z nazwiskami polskich oficerów, jakie krewni ofiar przesłali Trybunałowi dla potwierdzenia, że ich bliscy zostali zamordowani, nie pochodzą z "oficjalnych akt rosyjskiego postępowania". "Nie podważamy autentyczności list, ale strona polska dostała ich kopie dopiero 23 września 2010 r." – twierdzi rosyjski rząd.
Tymczasem prawnicy bliskich ofiar zbrodni uzyskali te dokumenty z Instytutu Pamięci Narodowej, który prowadzi polskie śledztwo katyńskie.
Kopie tych list są wśród 20 tomów akt rosyjskiego śledztwa przekazanych we wrześniu prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu. Do niedawna, zdaniem rosyjskiej prokuratury wojskowej, akta te były tajne. Nadal utajniona jest decyzja z 2004 r. o umorzeniu śledztwa i jej uzasadnienie. Rosjanie utrzymują, że zawiera informacje ważne dla bezpieczeństwa ich kraju i odmawiają przekazania dokumentu IPN oraz Trybunałowi w Strasburgu.
Rosjanie kwestionują w swoim piśmie także treść tabliczek z nazwiskami na płytach nagrobnych w Katyniu. Choć rosyjski rząd w 1998 r. sam podjął decyzję o budowie pomników-cmentarzy upamiętniających ofiary mordu NKWD, teraz oznajmia, że tabliczki z nazwiskami nie potwierdzają – w sensie prawnym – ani tego, że te osoby tam spoczywają, ani że zostały zamordowane. Podkreśla, że kompleks zaprojektowano w Polsce: "Autorzy pomników nie zwracali się do Głównej Prokuratury Wojskowej o listy ofiar wydarzeń katyńskich".
Tymczasem na otwarciu polskiego cmentarza wojennego w Katyniu w 2000 r. był rosyjski ówczesny wicepremier Wiktor Christienko. Mówił nawet, że ofiarami nieludzkiej machiny stalinowskiej byli i polscy oficerowie i obywatele ZSRR.
Rzeczpospolita
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 10:08, 30 Cze 2011    Temat postu:

Рассмотрение Катынского дела в Нюрнберге (1946)

Основная статья: Катынский расстрел

Рассмотрение Катынского дела в Нюрнберге (1946) — эпизод в работе Международного военного трибунала, который 1—3 июля 1946 года посвятил слушанию по делу об убийстве польских военнослужащих в Козьих Горах.
13 февраля 1946 в Международном военном трибунале (МВТ) в Нюрнберге заместитель главного советского обвинителя полковник Ю. В. Покровский выдвинул подробное обвинение по Катынскому делу, основанное на материалах комиссии Бурденко и возлагавшее вину за организацию расстрелов на немецкую сторону.
12 марта 1946 МВТ, по ходатайству защиты, принял решение о вызове свидетелей по катынскому делу — по три с каждой стороны. Это было сделано вопреки протестам советской стороны, ссылавшейся на статью 21 Устава, гласившую, что правительственные документы, включая доклады правительственных комиссий, должны приниматься без обсуждения[1].
Свидетелями обвинения выступили бывший заместитель обер-бургомистра Смоленска профессор-астроном Б. В. Базилевский, профессор . И. Прозоровский (как эксперт-медик) и болгарский эксперт М. А. Марков. Марков после ареста кардинально изменил свои взгляды на Катынь; его роль на процессе заключалась в компрометации выводов международной комиссии. Базилевский на суде повторил показания, данные в комиссии НКВД-НКГБ и потом перед иностранными журналистами в комиссии Бурденко; в частности, заявив, что о расстреле поляков немцами ему сообщил бургомистр Б. Г. Меньшагин; сам Меньшагин в воспоминаниях называет это ложью[2]
Главным свидетелем защиты явился бывший командир 537 полка связи полковник Фридрих Аренс, который был объявлен комиссиями «органов» и Бурденко главным организатором расстрелов как оберст-лейтенант (подполковник) Арнес, командир «537 строительного батальона». Адвокаты без особого труда доказали суду, что он появился в Катыни лишь в ноябре 1941 г. и по роду деятельности (связь) не мог иметь ничего общего с массовыми расстрелами, после чего Аренс и превратился в свидетеля защиты, наряду со своими сослуживцами лейтенантом Р. фон Эйхборном и генералом Е. Оберхойзером. Выступить в качестве свидетеля защиты вызвался также член международной комиссии доктор Франсуа Навиль (Швейцария), но суд его не вызвал. 1—3 июля 1946 суд выслушал свидетелей. В результате, в приговоре катынский эпизод не фигурировал.[3][4][5][6][7]. Поскольку МВТ не мог выносить никаких решений, обвиняющих страну-союзника, то это было воспринято, как «молчаливое признание советской вины»[8].

События сопровождавшие процесс:

30 марта 1946, у себя в квартире в Кракове был убит польский прокурор Роман Мартини, собиравший материалы по Катынскому делу. [9] Тотчас пошли слухи, что Мартини нашел документы, неоспоримо доказывающие вину НКВД, и за несколько дней до убийства передал их с соответствующим докладом в Министерство Юстиции. Убийцы — 20-летний С. Любич-Врублевский, бывший во время войны солдатом Армии Крайовой, затем сотрудником милиции, предположительно агент госбезопасности и его 17-летняя подруга Иоланта Слапянка; первый был арестован и тотчас бежал (впоследствии расстрелян); вторая была судима за убийство с целью грабежа [10].[11][12] По некоторым данным, Мартини нашел так называемый «рапорт Тартакова» — немецкую фальшивку времен войны, которую, однако, долгое время принимали за подлинный документ НКВД[13].
23 мая 1946 г. у себя в номере гостиницы в Нюрнберге найден мертвым советский прокурор Николай Зоря. Накануне Зоря просил непосредственного начальника — генерального прокурора Горшенина — срочно организовать ему поездку в Москву для доклада Вышинскому о сомнениях, возникших у него при изучении катынских документов, так как с этими документами он выступать не может. На следующее утро Зорю нашли мертвым. Официальная версия — неосторожность при чистке оружия; семье сообщили о самоубийстве. Среди советской делегации ходили слухи, будто Сталин сказал: «похоронить, как собаку!».[14][15]
В апреле 1946 года в Лондоне польским правительством в изгнании был издан краткий «Отчет о кровавом убийстве польских офицеров в Катынском лесу: факты и документы», в котором вина возлагалась на СССР.

Примечания:

 Constitution of The International Military Tribunal (англ.)
 Меньшагин Б. Г. Воспоминания. Смоленск… Катынь… Владимирская тюрьма…
 Nuremberg Trial Proceedings Volume 17
 (фр.)Annette Wieviorka, Le procès de Nuremberg, Editions Ouest-France, 1995, p. 92
 Расстрел. Судьбы живых. Эхо Катыни, стр. 438
 (англ.) Tusa, Ann & John. The Nuremberg Trial. Birmingham, Alabama: The Notable Trials Library, Division of Gryphon Editions, Inc., 1990
 Катынский синдром в советско-польских и российско-польских отношениях. Глава 3.
 Annette Wieviorka, Le procès de Nuremberg, Editions Ouest-France, 1995, p. 92
 Катынь. Свидетельства, воспоминания, публицистика. Сборник статей.
 Януш Куртыка Катынь — еще один документ.
 Семиряга М. И. тайны сталинской дипломатии (1939—1941)
 Леонид Ежевский. Катынь
 Катынь. Свидетельства, воспоминания, публицистика. Сборник статей. Януш Куртыка. Катынь — еще один документ.
 Доклад Зори
 Яжборовская и др. Катынский синдром… Глава 3
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 10:12, 30 Cze 2011    Temat postu:

Кристина Курчаб-Редлих. Доклад Зори. Журнал "Новая Польша". №9 за 2000 г.

ДОКЛАД ЗОРИ

Можно позавидовать людям, у которых нет никаких счетов с историей. Все ясно и понятно. Каток истории по ним не прошелся. Их предки умирали своей смертью или, того лучше, в своей постели. Исторические названия не вызывают у них ни особого волнения, ни печали. Ни Освенцим, ни Катынь, ни Лубянка, ни Раковецкая улица. Но дальше речь пойдет о вещах совершенно противоположных.

Передо мной сидит пожилой человек, русский. Его отца убили 22 мая 1946 г., ночью, на Гюнтермюллерштрассе 22 в Нюрнберге. Эта смерть привела сына, искавшего ее причин, к могильным рвам Катынского леса. Это он доказал вину СССР в катынском преступлении. Моего собеседника зовут Юрий Зоря. Его отца звали Николай Зоря. Он был одним из советских обвинителей на Нюрнбергском процессе. Ему было 38 лет, когда объявили, что его смерть наступила в результате "неосторожного обращения с личным оружием". Семье сообщили: самоубийство.

Юрию Зоре было в то время семнадцать лет. 21 мая вечером он говорил с отцом по телефону о том, что, сдав последние школьные экзамены, сразу же приедет к отцу в Нюрнберг. Обговаривали детали. Из комнаты, в которой лежал убитый, офицеры СМЕРШа ("Смерть шпионам" - группа особого назначения НКВД) забрали разные вещи: с одеяла на постели - пистолет "Вальтер", из кармана пиджака - записку, с подоконника - гильзу совершенно иного калибра, не от "Вальтера", с письменного стола - документы, над которыми он работал. Все будет старательно упаковано и отправлено спецпочтой в Москву. Документы - пропадут. Записка - исчезнет по дороге в лабораторию. Гильза... Наверное, ее просто выбросили...

"Уважаемый господин Юрий! В мае 1946 года мне позвонили из секретариата Сталина домой, в Лейпциг. Приказали к утру сделать цинковый гроб для транспортировки Вашего отца в Москву. Приказ был выполнен в срок, Вашего отца доставили на аэродром. В это время испортилась погода. Самолет в течение нескольких часов не мог вылететь. Из секретариата Сталина пришел новый приказ: похоронить на месте. Что и было сделано. Перед погребением никакой экспертизы не проводилось. Через год его останки были извлечены и кремированы. Жена, к сожалению, не помнит, на каком кладбище похоронен Ваш отец".

Имя Николая Зори убрали из всех материалов о Нюрнбергском процессе, которые вышли в Советском Союзе. Его фигура исчезла из кинофильмов и с фотографий. И в немногочисленных, кастрированных советских документах, касающихся того процесса, сын Н.Зори не нашел ничего. Когда спустя годы он смог познакомиться с зарубежными изданиями, то понял, что огромное большинство материалов, изданных на Западе совершенно легально, в СССР считаются секретными, хранятся в особых архивах и доступ к ним имеет чрезвычайно узкий круг лиц. Оказалось также, что в СССР опубликовано менее трети материалов, известных за границей. Остальные оставались неизвестными даже историкам. То, о чем умалчивали советские материалы Нюрнбергского процесса, можно свести к двум пунктам: чего Сталин не хотел и чего он хотел.

Сталин не хотел оглашения правды о том, как начиналась война. В Лондон, где победители готовили устав Нюрнбергского процесса, делегация из Москвы привезла утвержденный в ноябре 1945 г. перечень нежелательных вопросов. В нем было девять пунктов. Пункт первый: секретный протокол к советско-германскому договору о ненападении и все, что с ним связано. Пункт последний: советско-польские отношения (проблема Западной Украины и Западной Белоруссии). Замалчивать кое-какие факты советской стороне стало возможно, ибо кое-что желала замолчать и другая сторона. Например, Франция и Англия предпочитали предать забвению позор Мюнхенского соглашения. Не могла же немецкая защита обвинить обвинителей в том, что их трусость и нерешительность стали причиной ликвидации Чехословакии. Этого победители не могли допустить: чужой позор должен был стать мерилом их добродетели.

Из Москвы правила движения по этому полю лжи устанавливала "Комиссия по руководству работой советских представителей в Международном трибунале в Нюрнберге". Возглавлял ее замминистра иностранных дел СССР Андрей Вышинский. По каждому своему шагу он консультировался со своим начальником - Вячеславом Молотовым. А тот - со Сталиным.

Итак, известно, чего Сталин в Нюрнберге не хотел. А чего он хотел? Хотел, чтобы Нюрнбергский трибунал вынес приговор, согласно которому Катынь - это преступление немцев. Хотел, чтобы печатью столь высокой инстанции были запечатаны уста истории. И вот 14 февраля утром, неожиданно для всех, один из советских обвинителей (Покровский) начал говорить о преступлении немцев в Катыни. Англичане и американцы остолбенели. И потому, что это выходило за рамки протокола, и потому, что это было так скверно подготовлено.

Нюрнбергский суд решил вернуться к рассмотрению этого вопроса после того, как обвинитель представит дополнительные доказательства.

Москва решила, что представлять ее будет не Рагинский (прокурор на процессах троцкистов), и не Шейнин (прокурор на процессе об убийстве Кирова), а именно Н.Зоря.

Из архива ЦК ВКП(б): "Зоря Николай родился в 1907 г. в Киеве. Отца не помнит, мать умерла в 1921 г. Некоторое время беспризорничал, потом стал воспитанником детдома в Москве. В 16 лет поступил в Московский университет. В 1923-1927 гг.-студент юридического факультета". Дважды пытался начать заниматься научной работой (1929 и 1933), но каждый раз его отзывали по службе. Карьера: от следователя районных прокуратур в Пятигорске, Тамбове и Воронеже до заместителя главного прокурора железнодорожного транспорта. Наконец, назначение на должность заместителя прокурора СССР!

Прокурором СССР был Андрей Вышинский. Он был артистом в своем деле. "Один из самых талантливых и прекрасно подготовленных прокуроров" (пишет А.Орлов в "Тайной истории сталинских преступлений"). Это он ввел обязательный принцип, санкционировавший пытки: "признание обвиняемого - царица доказательств". А кроме того, "обладатель прекрасных манер, напоминающий царского офицера" (Орлов). Палач, всю жизнь умиравший от страха, что с ним могут разделаться за ошибку молодости: меньшевик, начальник Якиманского отдела милиции в Москве, Вышинский поставил свою подпись под ордером на арест изменника и немецкого шпиона - Ленина.

Зорю судьба свела с Вышинским в университете. Вышинский был ректором, Зоря - студентом, который вначале не отличался прилежанием, но потом занимался столь успешно, что четыре курса закончил за три года. В раннем детстве его обучали французскому языку, живописи и игре на пианино, заложили хорошие манеры. Будучи секретарем университетской комсомольской организации, Н.Зоря виделся с ректором часто. Вышинский относился к нему благосклонно. Но замом Вышинского Зоря все же не остался.

В 1939 г. НКВД возглавил Лаврентий Берия. Он, в частности, распорядился проверить некоторые приговоры, вынесенные этим ведомством. Зоря добросовестно выяснил, что в большинстве дел приговоры выносились на основании сфабрикованных доказательств, особенно по делам о саботаже и вредительстве. Зоря не понял, что распоряжение Берии было чисто формальным и так его и надлежало выполнить. Вызванный в ЦК, он услышал, что для работы в прокуратуре СССР не годится.

В довершение всего в НКВД получили сигнал: некий Сударкин на следствии признался, что как диверсант он умышленно разместил рабочих в доме под горой, чтобы земля, осунувшись от сильного дождя, этих рабочих засыпала. Так оно и было. А прокурор города Н.Зоря посчитал это не диверсией, а всего лишь несчастным случаем (стихийным бедствием). За Николаем Зорей установили слежку. Арест, казалось, был неизбежен.

Но на сей раз обошлось. В августе 1939 г. Сталин объявил частичную мобилизацию. Недавний зампрокурора СССР вступил в ряды Красной армии рядовым! Он воевал в Финляндии (где ему даже позволили стать помощником военного прокурора), а потом через Керчь, Сталинград, Орел с 3-й армией Николай Зоря дошел до Белостока. Между Финляндией и Керчью была еще передышка в Москве, назначение на должность прокурора военного округа. В округ этот входил Калинин (прежде, а теперь снова - Тверь).

Весна 1940 года. Можно предположить, что до прокурорского кабинета в Москве доходит эхо выстрелов в Медном...

С польскими проблемами война столкнула Николая Зорю дважды. Первый раз - где-то между Белостоком и Минском. Второй - в Люблине. "Был июнь 1944 года, - рассказывает Юрий Зоря. - Отец разрешил мне приехать к нему под Белосток на месяц. Вдруг его вызывают в Москву. Помню, как по дороге, под Минском, мы заехали к маминому брату дяде Гоше, командиру партизанского отряда. Помню, как на заднем сиденье автомашины я придерживал 25-литровый бидон темного белостоцкого пива. Наверное, это пиво и заставило их забыть обо мне во время разговора. Дядя сказал:

- Как только вошли наши войска, поляки, которые воевали в моей бригаде, исчезли, словно корова языком слизнула. - Чего они испугались? - спросил отец. - Ты что, не знаешь? Что их расстреляют, как в Катыни...

Отец кивнул и рассказал, что когда на территории СССР формировали польскую армию и искали для нее капелланов, то нашли двоих еще живых ксендзов. Одним из них был ксендз Купш. П отец начал рассказывать об этом Купше. Вдруг он сообразил, что разговор идет в моем присутствии и отправил меня за дверь..."

Николая Зорю вызвали в Москву, чтобы направить в Польшу. Его назначили советником по правовым вопросам Николая Булганина, возглавлявшего советское представительство при Польском комитете национального освобождения [временном правительстве]. В Люблине Зоре приходилось нелегко. Это было время Варшавского восстания: напряженность между представителями СССР и поляками возрастала. СМЕРШ вовсю истреблял солдат Армии Крайовой в районе Белостока, Хрубешува и Жешува. Зоря добился, чтобы "польских шпионов, диверсантов, бандитов, террористов и лиц, виновных в антидемократической агитации" (из письма генерал-полковника Булганина главе временного правительства Осубке-Моравскому) передали из советской юрисдикции в польскую. После этой директивы (10 октября 1944) СМЕРШу пришлось ограничить свою деятельность, а НКВД практически парализовал деятельность советника Зори.

Зоря просил Булганина отправить его в Москву с докладом Вышинскому. Булганин несколько раз ему отказывал. Тогда Зоря написал жене, чтобы она обратилась к Вышинскому с просьбой вызвать мужа из Люблина. П Вышинский пошел ему навстречу. 7 января 1945 г. Зоря покинул Польшу, а затем попросил начальство совсем его оттуда отозвать "по причине своей непригодности".

"В Прокуратуру СССР...

Потеря генерала Зори является для меня тем более горькой, что во время совместной с ним работы я увидел в нем искреннего друга демократической Польши. Заместитель министра юстиции ПНР Леон Хайн 29 мая 1946 года".

В архиве министерства иностранных дел СССР хранится обращение польского МИДа, в котором запрашивается согласие советской стороны на посмертное награждение Николая Зори польским орденом. Ответа не последовало.

Почти год Зоря оставался без работы. Но Кремль начал ощущать нехватку хороших юристов: старых ликвидировали, молодые еще не подросли. Несмотря на недовольство Вышинского докладом из Люблина, Николая Зорю наk
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 10:19, 30 Cze 2011    Temat postu:

Rudolf-Christoph Freiherr von Gersdorff


Rudolf-Christoph Freiherr von Gersdorff w 1944
Generał-major
Data i miejsce urodzenia 27 marca 1905
Lubin
Data i miejsce śmierci 27 stycznia 1980
Monachium
Przebieg służby
Lata służby 1926 – 1945
Siły zbrojne Wehrmacht
Stanowiska oficer Abwehry, szef sztabu generalnego 7 Armii
Główne wojny i bitwy II wojna światowa
Późniejsza praca przewodniczący organizacji Johanniter-Unfall-Hilfe
Odznaczenia
Krzyż Żelazny I klasy
Krzyż Rycerski Krzyża Żelaznego
Order Zasługi Republiki Federalnej Niemiec

Biografia:


Urodził się w Lubinie w rodzinie barona Ernsta von Gersdorffa i jego żony Christine z domu von Dohna-Schlodien. Podobnie jak ojciec, rozpoczął karierę wojskową; szkołę oficerską ukończył w roku 1926. Służbę pełnił w pułkach piechoty górskiej i kawalerii, był też wykładowcą w szkołach wojskowych. W 1939 ukończył Akademię Wojenną w Berlinie. W czasie inwazji na Polskę służył jako oficer wywiadu, przydzielony do sztabu 14, a następnie 12 Armii. W latach 1940–43 był oficerem wywiadu wojskowego (Abwehry) i służył początkowo w sztabie Grupy Armii B, a później Grupie Armii Środek. W tym czasie przyjaźnił się z Henningiem von Tresckow i związał się z grupą oficerów planujących zamach na Adolfa Hitlera.


Rudolf-Christoph Freiherr von Gersdorff (ur. 27 marca 1905 w Lubinie, zm. 27 stycznia 1980 w Monachium) – niemiecki baron, oficer Reichswehry i generał-major Wehrmachtu. Członek niemieckiego ruchu oporu, odkrywca masowych grobów polskich oficerów, ofiar zbrodni katyńskiej.

W kwietniu 1943 roku żołnierze podlegający Gersdorffowi odkryli ciała polskich oficerów zamordowanych w Katyniu[1]. W 1944 von Gersdorff został przerzucony na Wał Atlantycki, gdzie otrzymał Krzyż Rycerski za przygotowanie planu wyjścia sił niemieckich z okrążenia w czasie bitwy pod Falaise. W latach 1944–45 był szefem sztabu generalnego 7 Armii[2].
Po upadku III Rzeszy został zatrzymany przez wojska amerykańskie (1945–47[2]), był przesłuchiwany prawdopodobnie w sprawie zbrodni katyńskiej. Służył po wojnie w Bundeswehrze, jednak bez znaczących sukcesów i wyróżnień. Później poświęcił się pracy charytatywnej, był m.in. przez wiele lat przewodniczącym humanitarnej organizacji Johanniter-Unfall-Hilfe, która udziela pomocy ofiarom wypadków. W 1977 wydał autobiografię Soldat im Untergang[3], stanowiącą cenny dokument opisujący kulisy konspiracji przeciwko Hitlerowi w armii niemieckiej. W 1979 otrzymał Order Zasługi Republiki Federalnej Niemiec. Zmarł rok później w Monachium.
Był żonaty od 1934 z Renatą Kracker von Schwartzenfeldt (1913–1942), z którą miał jedną córkę.

Zamach na Hitlera:

Postać von Gersdorffa jest związana z planowanym zamachem na Hitlera, którego zamierzała dokonać grupa oficerów sprzeciwiających się polityce Führera. Gersdorff zgłosił się na ochotnika jako bezpośredni wykonawca zamachu; oświadczył generałowi von Tresckow, że gotów jest poświęcić życie, by dokonać samobójczego ataku na Hitlera za pomocą dwóch bomb ukrytych w płaszczu. Zamach miał odbyć się 13 marca 1943 w berlińskim Starym Arsenale (obecnie Niemieckie Muzeum Historyczne przy ulicy Unter den Linden) podczas wystawy zdobycznego uzbrojenia. Ówczesny pułkownik Gersdorff był organizatorem wystawy i odpowiadał za oprowadzanie gości. Razem z Führerem na pokaz przybyli m.in. Hermann Göring, Heinrich Himmler, Wilhelm Keitel i Karl Dönitz. Jednak po uruchomieniu przez zamachowca zapalników czasowych (ładunki miały wybuchnąć dopiero po kilku minutach), Hitler ze świtą niespodziewanie opuścił budynek Arsenału. Von Gersdorff w ostatniej chwili rozbroił w łazience bomby. Po nieudanym zamachu natychmiast wyjechał na front wschodni i uniknął podejrzeń. Był jednym z nielicznych spiskowców aktywnie działających na rzecz zgładzenia Hitlera, którzy przeżyli wojnę. Swoje ocalenie zawdzięczał m.in. zdecydowanej postawie innego spiskowca Fabiana von Schlabrendorff, który pomimo tortur nie wydał współtowarzyszy.

Przypisy

 The Katyn Forest Massacre: hearings before the Select Committee to Conduct an Investigation of the Facts, Evidence and Circumstances of the Katyn Forest Massacre, Eighty-second Congress, first & second session, on investigation of the murder of thousands of Polish officers in the Katyn Forest near Smolensk, Russia ...
 2,0 2,1 Wolfgang Benz (wyd.), Walter H. Perle: Lexikon des deutschen Widerstandes. Frankfurt am Main: Fischer Taschenbuch Verlag, 2001, s. 349. ISBN 97835961508300. (niem.)
 Deutsche Nationalbibliothek (niem.). [dostęp 26.02.2010].
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Pią 7:00, 01 Lip 2011    Temat postu:



Andrzej Tadeusz Hałaciński


Rok 1917, zima. Front włoski. "W południowym Tyrolu na nowym San Domingo, zapomniani, czy na banicję skazani przez własne społeczeństwo, niezrozumiani od początku, opuszczeni do końca, z uczuciem pustki, zawodu i szalonej goryczy w piersiach, dzierżyliśmy sztandar niepodległości, sztandar walki" - opowiadał później o tym czasie 26-letni wówczas obywatel austriacki, podporucznik Andrzej Tadeusz Hałaciński.

Kinga Hałacińska /2005-11-13


Walczyli w trudnych warunkach: mróz, burze śnieżne, lawiny. Linie frontu przebiegały przez alpejskie szczyty. Straty były ogromne po obu stronach, austrackiej i włoskiej.
Podporucznik Hałaciński postanowił w końcu spełnić obietnicę daną rok wcześniej kapitanowi Stefanowi “Zielanowi” Zielińskiemu - i napisać słowa do popularnej melodii granej chętnie przez wojskowe orkiestry. Prawdopodobnie był to marsz M. D. Tomnikowskiego “Pieried razlukoj” (“Przed rozstaniem”), do którego nuty odnalazł w latach 90. badacz polskiej pieśni hymnicznej prof. Wojciech J. Podgórski.

Uwięzieni w Alpach żołnierze potrzebowali pieśni dla podtrzymania ducha. Ginęli na nie swojej wojnie. I było im tym trudniej, że poznali już smak wolności: w sierpniu 1914 r. brali udział w marszu z parku sportowego Oleandry w Krakowie do Kielc. Wkroczyli do tego miasta 12 sierpnia jako Pierwsza Kompania Kadrowa. Na czele stał Józef Piłsudski. W grudniu formacja zyskała miano Pierwszej Brygady i pod tą nazwą przeszła do historii.

"Żebracza nuta"

Co robili w zimowe wieczory na froncie włoskim? Pewnie wspominali dwa lata służby w Legionach, zmarłych kolegów, bitwy.

Wspominał też Hałaciński, który służył w 5. Pułku Piechoty Legionów. Za obronę pozycji nazwanych - z szacunku dla obrońców - Polskim Laskiem lub Redutą Piłsudskiego pod Kostiuchnówką w lipcu 1916 r. otrzymuje srebrny krzyż Orderu Wojennego Virtuti Militari. Nie sam, odznaczenie trafia też do sierżanta Jana Sadowskiego. To ich plutony odpierały ataki rosyjskiej piechoty i obroniły redutę.

Od tej pory Hałaciński nie rozstaje się nigdy z legitymacją z numerem 6571 potwierdzającą to odznaczenie. Dwadzieścia kilka lat później okaże się to bardzo ważne gdy przyjdzie identyfikować jego zwłoki, odnalezione w zbiorowym grobie, w lasku koło Smoleńska.

Ale na razie jest rok 1917. Po tzw. kryzysie przysięgowym i rozwiązaniu Legionów Hałaciński zostaje - w ramach represji - wcielony do armii austriackiej. Wraz z kolegami z Pierwszej Brygady trafia na najgorszy odcinek: do Tyrolu.

Mieli poczucie krzywdy, potrzebę buntu i szukali słów, by to wyrazić. A Hałaciński był towarzyski, lubił pisać. Niestety, był też kompletnie niemuzykalny. W drodze ze Spormagiore do Trattori koledzy musieli mu nieustannie nucić melodię, której nie potrafił zapamiętać.

Jest grudzień 1917 r., Terlago koło Trydentu. Kapitan Józef Olszyna-Wilczyński organizuje wieczór zakrapiany winem. Hałaciński śpiewa wtedy po raz pierwszy dwie zwrotki swojej pieśni. Po latach powie: “Z pewnym trudem skonstruowałem z pamięci obie zwrotki, które koledzy z zapałem powtarzali, a kolega »Zielan« zawzięcie utrwalał na papierze”.

Pierwsze słowa brzmiały: “Legiony to żebracza nuta...”.

Pieśń zaczęła krążyć po frontach I wojny. Natomiast jej autor nie miał już ochoty walczyć w austriackim mundurze: ucieka z frontu włoskiego i przedziera się do Warszawy. Niestety, ktoś donosi. W więzieniu wojskowym na placu Saskim Hałaciński pisze dalej. W maju 1918 r. powstaje zwrotka zaczynająca się od słów: “Umieliśmy w ogień zapału...”.
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Pią 7:04, 01 Lip 2011    Temat postu:



Legioniści w 1918 r. w restauracji w Grodnie; Andrzej Tadeusz Hałaciński trzeci od lewej

Żołnierska buta"

Po wyjściu na wolność Hałaciński wstępuje do Polskiej Organizacji Wojskowej. W listopadzie 1918 r. uczestniczy w rozbrajaniu oddziałów austriackich, po czym obejmuje dowództwo batalionu zapasowego w Radomiu. W 1919 r. zostaje oficerem informacyjnym Dowództwa Okręgu Generalnego Warszawa.

To ważny rok w jego życiu. W stolicy poznaje Zofię Świerczewską, pobierają się. Będą mieć troje dzieci: pierwsze, Wanda, umiera na szkarlatynę; potem na świat przychodzi Przemysław, po 12 latach Bogumił.

Często się przeprowadzają. Po wojnie polsko-bolszewickiej Hałaciński pracuje w polskim konsulacie w Berlinie. Później, po przejściu w stan spoczynku, zostaje starostą w Brzesku i Okocimiu, następnie notariuszem w Łucku. Ma już stopień podpułkownika.
Nie przestaje pisać. Drukuje w wileńskim piśmie “Reduta”, w “Kurierze Wileńskim” i tygodniku “Na Straży” (dostaje wyróżnienia literackie).

Jednak prawdziwą popularność przynosi mu dopiero sprawa w sądzie polubownym o ustalenie autorstwa utworu znanego już wówczas jako pieśń “My, Pierwsza Brygada”.

Środowisko legionistów orientowało się, że to on jest autorem. Podczas pierwszego zjazdu legionistów w Krakowie noszono go na ramionach w kawiarni Jama Michalika, a weterani odśpiewali mu “Pierwszą Brygadę”.


Zofia ze Świerczewskich Hałacińska z mężem; Warszawa 1919

Jednak oficjalnie aż do 1925 r. nie przyznawał się, że pieśń jest jego dziełem. “Z bezpretensjonalnej piosenki żołnierskiej stała się hasłem, symbolem. Przestałem czuć się jej właścicielem, stałem się jednym z tej grupy ludzi, z tego obozu, który zrobił z niej swą pieśń sztandarową. Stała się własnością ogółu i zapragnąłem, by taką bezimienną własnością ogółu pozostała” - pisał na łamach “Polski Jutrzejszej” w 1928 r.

Rzeczywiście, podczas zjazdu legionistów w Lublinie, 10 sierpnia 1924 r., zaintonował ją sam Piłsudski i podniósł do miana hymnu legionowego.

Marszałek mówił wówczas: “Dziękuję panom za najdumniejszą pieśń, jaką kiedykolwiek Polska stworzyła”. Użył liczby mnogiej, bo pewnie uważał ją za zbiorowy dorobek.

I rozpoczął nowy rozdział w jej historii.



"Nie chcemy już od was uznania"

Jako oficjalny hymn Legionów utwór zaczyna mieć wielu ojców. Jej autorstwo przypisują sobie m.in. chorąży 1. Pułku Artylerii Legionów Kozar-Słobódzki oraz legionista z 6. batalionu 1. Brygady Tadeusz Biernacki. Według jednej z wersji pieśń bazowała na utworze “Legiony to są Termopile”, a jej autorem miał być lwowski poeta i śpiewak Ludwik Hnatowicz, który poległ w 1915 r.

Najaktywniejszy okazał się Biernacki: w 1924 r. został przyjęty przez Piłsudskiego jako autor pieśni. On i jego świadkowie twierdzili, że pisał ją w 1917 r. w drodze z Modlina do obozu internowania w Szczypiornie i po wyjściu na wolność w 1918 r.

Spór stał się w środowisku tak gorący, że Piłsudski polecił zbadać sprawę.

Na pierwsze zebranie sądu polubownego Biernacki nie przyprowadza świadków, na drugie nie przychodzi. W 1926 r. wydaje natomiast własnym sumptem broszurę, w której opisuje dzieje pieśni i powtarza, że to on ją napisał.
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Pią 7:16, 01 Lip 2011    Temat postu:


Pierwsza Brygada Legionów:
Andrzej Tadeusz Hałaciński pierwszy z lewej w szeregu siedzących



Sprawa ciągnie się latami, głównie na łamach prasy. W 1928 r. Bolesław Mieszkowski udowadnia w “Polsce Jutrzejszej”, że autorem jest Hałaciński. Ten w kolejnym numerze zamieszcza “List otwarty do Związku Literatów w Warszawie”, w którym prosi o zbadanie sprawy. Wtedy też po raz pierwszy publicznie przyznaje się do napisania następującego tekstu:

Legiony to - żebracza nuta,
Legiony to - ofiarny stos,
Legiony to - żołnierska buta,
Legiony to - straceńców los.

My, Pierwsza Brygada,
Strzelecka gromada,
Na stos
Rzuciliśmy swój życia los,
Na stos, na stos!

Nie chcemy już od was uznania
Ni waszych mów, ni waszych łez
Skończyły się dni kołatania
do waszych dusz
J... was pies!

W 1937 r. Hałaciński składa w Wojskowym Biurze Historycznym w Warszawie dokumentację (60 stron maszynopisu) swego autorstwa, popartą oświadczeniami świadków, m.in. gen. Olszyny-Wilczyńskiego, płk. Glutha-Nowowiejskiego, płk. Broniowskiego i mjr. Zielana-Zielińskiego.

Wyrok sądu przyznaje mu autorstwo trzech pierwszych zwrotek i refrenu, natomiast Biernackiemu sześciu dalszych zwrotek. Których? Pieśń ma już wtedy tyle wersji, że rozstrzygnięcie, jakie są tymi właściwymi, wydaje się niemożliwe.

Wyrok zapadł w 1939 r.; od tego czasu obaj, Hałaciński i Biernacki, występują w śpiewnikach jako współautorzy.

"Na stos"

Ale w 1939 r. wszyscy żyją już czymś innym. W Europie szykuje się kolejna wojna. Jej ofiarami staną się także bohaterowie tej historii.

Tadeuszowi Biernackiemu udaje się przeżyć. Służy w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie. Po wojnie zostaje pozbawiony przez władze komunistyczne obywatelstwa polskiego. Umiera w 1974 r. w Szwajcarii.

Andrzej Tadeusz Hałaciński zostaje zmobilizowany w sierpniu 1939 r. Otrzymuje przydział na komendanta miasta Kowla. Przypina szablę do pasa i szybko żegna się z rodziną. Potem przychodzi od niego jeden list. Pisze, że jest w niewoli sowieckiej, ale za to z kolegami z Pierwszej Brygady. Zapewne chodziło mu o przyjaciela Jana Sadowskiego, z którym był pod Kostiuchnówką.

Żona pali list na kilka dni przed wywózką do Kazachstanu 14 kwietnia 1940 r.

Zofia Hałacińska nie przeżyła wojny. Zmarła w 1943 r. w kazachskim Kustanaju.

Kiedy wiosną 1940 r. wraz z 6-letnim synem jechała w bydlęcym wagonie na Wschód, nie wiedziała, że od kilku dni jest wdową: jej męża wywieziono z Kozielska rankiem 9 kwietnia. Był wśród 212 oficerów, którzy zginęli w nocy z 9 na 10 kwietnia na uroczysku Kozie Góry, zwanym dziś lasem katyńskim. Wcześniej w tym kierunku wyjechał major Sadowski. Obu zidentyfikowano trzy lata później po legitymacjach Virtuti Militari.

Dokumenty, pamiętniki i notatniki wydobyte z grobów katyńskich badała specjalna komisja, a później historycy. Z pamiętników odnalezionych w Katyniu wynika, że w niewoli Hałaciński dalej pisał i organizował wieczory poezji. 28 listopada podporucznik Dobiesław Jakubowicz zanotował informację o “ciekawym wieczorze wspomnień ppłk. Hałacińskiego”, a podporucznik Zbigniew Przystasz dopisze w swoich notatkach przy tym nazwisku: “10 dni”. Prawdopodobnie oznacza to ukaranie bohatera wieczoru karcerem.

Wiersze dedykuje kolegom i ofiarowuje jako prezenty. Kartki z nimi trzymają w kieszeniach mundurów, płaszczy. Odnaleziono je po ekshumacji w 1943 r. Przepisane ręcznie utwory trafią do Krakowa, gdzie pracownicy Państwowego Instytutu Medycyny Sądowej przepiszą je z kartek, przesiąkniętych zapachem rozkładających się ciał. To dowody zbrodni.

Zespołem kieruje dr Jan Zygmunt Robel, który część protokołów wysłał do Londynu jeszcze za niemieckiej okupacji.

W liście pułkownika Radwana-Pffeiffera (prezesa koła żołnierzy 5. Pułku Piechoty Legionów w Anglii) do Jana Ciałowicza z 1959 r. czytamy: “W sprawie A. Hałacińskiego (...) nie wiemy, aby coś drukował. Interesował się bardzo życiem literackim. Pisał wiersze raczej dorywczo. Jest autorem pieśni »My, Pierwsza Brygada«, którą napisał w 1917 w Tyrolu, będąc w armii austriackiej. Z natury był usposobienia sentymentalnego, lirycznego. Charakter miał nieustępliwy, szczególnie w sprawach polskości, co można uznawać za nacjonalizm nieprzejednany. Przekonań lewicowo-postępowych. Zginął zamordowany przez bolszewików w Katyniu. Przebywając w Starobielsku, był kilkakrotnie karany przez władze obozowe za podtrzymywanie ducha wśród jeńców”.

***

Przez wiele lat po wojnie “Pierwsza Brygada” jest zakazana. Tak jak prawda o Katyniu.

Młodszy syn Hałacińskiego (i mój ojciec) po wojnie wraca z Kazachstanu do Polski. Rodzina i brat ukrywają przed nim prawdę o śmierci ojca. Boją się.

Kiedy osiąga pełnoletność, dostaje w prezencie “Ilustrowany Kurier Polski” z 18 kwietnia 1943 r., “gadzinówkę” drukowaną za zgodą władz niemieckich. Na pierwszej stronie informacja o grobach katyńskich i zdjęcie zmasakrowanej głowy gen. Smorawińskiego. Na drugiej stronie: zdjęcie legitymacji Virtuti Militari z rozmazanym profilem mężczyzny w mundurze.

Obok informacja, że w Gniezdowie pod Smoleńskiem znaleziono zwłoki generałów Bohatyrewicza, Smorawińskiego i pułkownika Hałacińskiego.

Przechowuje tę niemiecką “gadzinówkę” do dziś.

Kinga Hałacińska /2005-11-13

[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Wto 13:44, 23 Sie 2011    Temat postu:

Pułkownik Żorż. Obrazy z życia. Długie.


31 grudnia 1918 roku na placu Łukiskim w Wilnie rozpoczęła się rewia kawaleryjska. Nie była to parada w dosłownym znaczeniu tego słowa, ale prezentacja oddziałów samoobrony polskiej, które szkoliły się przez kilka tygodni w mieście i okolicy, by w końcu ruszyć do walki przeciwko trzem przeciwnikom; Niemcom, nadchodzącym od wschodu bolszewikom i bojówkom komunistycznym rozsianym po samym Wilnie. Wszyscy ci ochotnicy, których później po wielu przygodach i walkach przemianowano na 13 Pułk Ułanów Wileńskich pochodzili z Litwy i Białorusi, byli – jakby to nazwano dawniej – pospolitym ruszeniem Wielkiego Księstwa. Wśród nich znajdowali się po większej części synowie ziemian z województwa wileńskiego, ale byli także chłopi, robotnicy i rzemieślnicy z Wilna i ludzie przypadkowi, o których nikt nic nie wiedział. Ich wyszkolenie bojowe było marne, wielu ledwie potrafiło jeździć konno, wielu nie miało pojęcia jak złożyć się do szabli w pełnym galopie, że o walce lancą nie wspomnę. Był to więc słabo przećwiczony żołnierz, który miał przeciwko sobie przeciwnika poważnego i nie przebierającego w środkach. Wtedy jednak – 31 grudnia 1918 roku mało kto z tych chłopców zdawał sobie sprawę co czeka go w przyszłości. Wszyscy wierzyli święcie w powodzenie i zwycięstwo. Byli w końcu u siebie, na swojej ziemi, którą mieli obronić przez wrogiem znanym i z dawna przewidywalnym. Czy może być coś prostszego? Wiary dodawał im także fakt, że na ich dowódcę generał Władysław Wejtko wyznaczył oficera, który wart był wtedy więcej niż wszystkie konne armie wschodu i pociągi pancerne zachodu.

Na zakończenie rewii na placu Łukiskim oficer ten wyjechał przed front swoich żołnierzy, był to człowiek niski, szczupły z ogromną głową, która wyglądała tak, jakby ktoś z wielką siłą uderzył w nią z jednej strony drągiem. Oficer ten miał posiniałe na mrozie, nieludzko odstające uszy i oczy wyłupiaste tak, że każdy mógł domyślić się iż cierpi na chorobę Bassedova. Jego wydłużona twarz zdawała się sięgać do ściśniętego na brzuchu pasa. W siodle siedział wprost znakomicie i ten jego wdzięk kawaleryjski przykrywał całą brzydotę i ułomność ciała. Wtedy na placu Łukiskim miał jeszcze stopień rotmistrza. Osadził konia i przemówił do swoich żołnierzy. Rzekł im tylko trzy słowa, które zostały zapamiętane i zanotowane w nielicznych pamiętnikarskich relacjach o tym dziwnym człowieku.
Chłopcy – Ojczyna – Bolszewicy – wykrzyknął. – Job ich mać – dodał po chwili. Na koniec zaś rzucił komendę – od prawego –trójkami – stępa –marsz. I pułk ruszył.


[link widoczny dla zalogowanych]


Oficer ten nazywał się Jerzy Dąbrowski.
Ludzie mówili o nim jednak Łupaszka, a to ze względu na te wyłupiaste oczy. W domu zaś, dużo, dużo później, jego żona, rosyjska księżniczka z domu Urusow zwracała się do niego mówiąc – Żorż. Tak samo mówiły doń jego cztery córki.

Życie Jerzego Dąbrowskiego było legendą i wiele epizodów, o których mówiono i śpiewano po wioskach i zaściankach nie znajduje potwierdzenia w relacjach świadków. Nie jest to jednak powód, by o tych legendarnych wydarzeniach nie wspomnieć. Tym bardziej, że ich cienie znajdują się w pamiętnikach i zapiskach ludzi, którzy z Dąbrowskim stykali się osobiście, którzy zapamiętali jego styl, jego nieprawdopodobny wygląd i sposób w jaki zwracał się do ludzi. Cofnijmy się teraz w czasie i popatrzmy na Piotrogród roku 1917. W mieście organizuje się – nie bacząc na bolszewików – Naczelny Polski Komitet Wojskowy zwany Naczpolem. Organizacja ta wspomaga i organizuje przerzuty polskich oficerów z rozbitych rosyjskich armii do Murmańska. Jej konspiracyjną agendą jest organizacja o nazwie „Plenbieg”, w niej zaś działają ludzie, którzy muszą wykazać się ponadprzeciętnymi zdolnościami organizacyjnymi i przytomnością umysłu, by ocalić i przerzucić na północ zjawiających się masowo w Piotrogrodzie polskich oficerów. Czekają tu bowiem na nich bolszewicy, którzy wszystkich schwytanych Polaków zabijają na miejscu. Jak każda działalność konspiracyjna, również działalność Plebiegu wymaga znacznych nakładów finansowych. Pieniędzy jednak nie ma skąd brać. One oczywiście są w mieście, ale znajdują się w rękach bolszewików, którzy mają zwyczaj przewozić je nieoznakowanymi ciężarówkami .CDN
Coryllus
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Wto 13:56, 23 Sie 2011    Temat postu:



Dowództwo ochotniczego oddziału Samoobrony Litwy i Białorusi braci Dąmbrowskich. Siedzą od lewej: Władysław i Jerzy - Żorż, Łupaszka:

W kwietniu 1917 roku jedna z takich wyładowanych pieniędzmi ciężarówek zwanych lorami jedzie wprost przez środek miasta. Na Polu Marsowym, naprzeciwko Letniego Ogrodu, w biały dzień, na stopień tego samochodu wskakuje jakiś oberwaniec w czapce z oderwanym daszkiem i brudnym jak nieszczęście płaszczu po jakimś pskowskim kirasjerze. Kierowca i konwojent są całkowicie zaskoczeni, ten pierwszy nie zatrzymuje samochodu, auto cały czas jedzie. Konwojent próbuje wreszcie wyszarpać nagan zza paska, ale widząc twarz intruza zaczyna się zastanawiać czy to czasem nie wariat, nie jakiś chory człowiek, który umknął ze szpitala, a teraz stroi sobie niewczesne żarty z władzy rewolucyjnej. Intruz patrząc swoimi nieludzko wytrzeszczonymi oczami na obydwóch czerwonych uśmiecha się szeroko odsłaniając wielkie różowe dziąsła, a potem ku przerażeniu obydwóch, wyciąga z kieszeni browning i rozwala strzałami dwie głowy – najpierw konwojenta, a potem kierowcy. Chwilę potem chwyta za koło kierownicy, by samochód nie zboczył z drogi i przepychając ciało znad kierownicy na bok sam bierze się za prowadzenie auta. Lora nie dojedzie dziś tam, gdzie jej oczekują, skręca wkrótce w jedną z bocznych ulic i znika z oczu przechodniom, którzy nawet nie usłyszeli strzałów.

Mówiono, że rotmistrz Dąbrowski nie potrafił czytać map. Że służba w rosyjskiej kawalerii nadała mu wszystkie cechy rasowego jeźdźca, ale nie zrobiła zeń sztabowca. Opinia ta powtarzana wiele razy za księdzem Walerianem Meysztowiczem nie musi być prawdziwa, albowiem w opracowaniu Tomasza Strzembosza pod tytułem „Saga o Łupaszce” przeczytać możemy, że Dąbrowski miał za sobą kurs geodezji. Jeśli więc uczył się na geodetę, nie mógł mieć kłopotów z czytaniem map. Coś jednak w tej dziwnej opinii być musi, albowiem w oddziale samoobrony wileńskiej, która ruszyła w roku 1918 na południe ustępując przed przeważającymi siłami bolszewików znajdował się prócz Jerzego także jego brat Władysław. Był to młodszy brat, który zawsze, w każdej kampanii towarzyszył Jerzemu i teoretycznie to on dowodził oddziałem. Zawsze miał przy tym wyższy stopień niż Łupaszka. Wszyscy jednak doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że to Jerzy Dąbrowski jest dowódcą. Władysław wykonywał jedynie robotę sztabową i papierkową. O Łupaszce zaś mówiono, że ma doskonałe wyczucie terenu i przeciwnika. Była to cecha zakorzeniona w najgłębszych pokładach podświadomości, cecha spleciona z intuicją i działająca jak zwierzęcy instynkt bez udziału rozumu. Stanisław Mackiewicz, który służył w oddziale Łupaszki w czasie jego rajdu z Wilna do Brześcia Litewskiego wspomina jak zachowywał się rotmistrz podczas szarży. Dla ludzi rozumujących w sposób filmowy i powierzchowny szarża kawaleryjska to atak wielkich mas konnych na ukrytego często przeciwnika. Atak ten jest w pewnym momencie nie do zatrzymania i dużo w nim spontaniczności oraz bezmyślności. Opis Mackiewicza przeczy tym wrosłym w mózgi dyletantów przekonaniom. Łupaszka prowadząc szarżę doskonale wiedział o czyhających nań niebezpieczeństwach. Skąd wiedział? Tego nie odgadniemy. W czasie ataku przypomnianego przez Mackiewicza sam autor jechał tuż przy rotmistrzu i patrzył uważnie w jego straszliwą i napiętą twarz. Kiedy wydawało się, że już nic nie powstrzyma szarży Dąbrowski, jak gdyby nigdy nic zawrócił szwadron jednym gestem ręki. Nie padło ani jedno słowo, ani jedna komenda, ani jeden okrzyk. Jak się później okazało szarża trafiłaby wprost na gniazda karabinów maszynowych. Łupaszka nie prowadził wcześniej żadnego rozpoznania, nie było na to czasu, nie miał pojęcia, że są tam te karabiny, a jednak zawrócił i wiedział kiedy to zrobić.
W roku 1919 rozpoczęła się epopeja oddziału samoobrony wileńskiej pod dowództwem braci Dąbrowskich. Oddział ten po oczyszczeniu miasta z bolszewików musiał wycofać się na południe przez następującą ze wschodu armią czerwoną. Dąbrowski chciał połączyć się z nadchodzącym od Warszawy wojskiem polskim. Był środek zimy. Mróz nocami sięgał trzydziestu stopni, jego żołnierze zaś odziani w liche kabaciki musieli wędrować nocami by omijać większe zgrupowania wroga, a do tego jeszcze atakować mniejsze. Wrogiem byli wtedy żołnierze niemieccy ze zgrupowania Ober-Ost zajmujący wielkie obszary pomiędzy Białymstokiem, Wilnem a Brześciem. Do najsłynniejszych wyczynów Łupaszki w tamtym czasie należało przekroczenie Niemna. Rzeka nie zamarzła jeszcze na tyle, by przeprawić przez nią oddział kawalerzystów. A Łupaszka prowadził ze sobą także piechotę, którą wiózł na kilkudziesięciu zarekwirowanych saniach. Nocą, liczący około 700 ludzi oddział przy pomocy miejscowych chłopów rozpoczął przeprawę. Na kruchy i ledwo co zaskorupiały lód rzucano grube wiązki faszyny. Na tę warstwę sypano dopiero śnieg zebrany z pól i brzegów i po tym prowizorycznym moście pontonowym przeprawiali się żołnierze z Wilna na drugą stronę Niemna.CDN
CORYLLUS
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Wto 14:12, 23 Sie 2011    Temat postu:


Samoobrona Wileńska 1918 r. – oddział braci Dąmbrowskich (ze zb. Andrzeja K.)
[link widoczny dla zalogowanych]


Brześć zajęty przez Niemców miał być ewakuowany w końcu lutego roku 1919. Tak to uzgodniono pomiędzy radami żołnierskimi armii niemieckiej, a dowództwem wojska polskiego. Łupaszka jednak niczego z nikim nie uzgadniał, kiedy więc w nocy z 12 na 13 lutego znalazł się pod twierdzą brzeską wraz ze swoimi ułanami z Wilna, Lidy i Szczuczyna nie czekał na żadne dodatkowe inspiracje, wskazówki czy informacje tylko zaatakował wprost załogę niemiecką stojącą w mieście i twierdzy. W krótkim czasie zepchnął Niemców do budynku dworca i zajął miasto. Wywołał tym samym wielkie zdziwienie wśród czekających na dobrowolne opuszczenie twierdzy przez przeciwnika oficerów polskich. Tamten zimowy miesiąc – luty roku 1919 po raz ostatni oglądał spotkanie pospolitego ruszenia z Litwy z pospolitym ruszeniem przybyłym z Korony. Był ostatnim miesiącem, w którym żywa jeszcze w sercach Unia Lubelska zmaterializowała się pod zimowym niebem na murach twierdzy w Brześciu.

Początek wojny bolszewickiej to seria rajdów czy jak kto woli zagonów kawaleryjskich na tyły coraz bardziej zdemoralizowanego wroga. Wszystko tam odbywało się według jednego schematu. Cichy, nocny marsz przez cienkie linie bolszewików, dotarcie do ciągnącej się za frontem linii kolejowej, atak na załogę dworca i oczekiwanie na pociąg wiozący komisarzy. Kiedy ten nadjechał Łupaszka kazał strzelać doń z karabinów maszynowych. Schwytanych zaś komisarzy bolszewickich wieszał na drzewach wokół dworca. Żołnierzy zawsze wypuszczał, był bowiem człowiekiem słynącym z łagodnego usposobienia, co się zresztą później na nim zemściło. Żołnierze uciekający przed jego zagonem docierali do zaniepokojonych oddziałów frontowych , którym sama wieść o tym, że na tyłach znajduje się jakieś polskie wojsko wystarczyła do tego by rozbiec się panice. Ucieczkę tę Łupaszka powstrzymywał swoimi szczupłymi siłami, jak mógł. Zaczynał zwykle od wysadzania mostów na biegnących równolegle do frontu rzekach. Potem pozostawało już tylko czekać na nadejście polskich oddziałów. Działania początku wojny bolszewickiej przysporzyły mu sławy i splendoru, który z przyczyn niezawinionych przez Jerzego Dąbrowskiego nie został zauważony po wojnie.

Ryngraf Jerzego Dąmbrowskiego
[link widoczny dla zalogowanych]


W czasie kontrofensywy czerwonych Jerzy Dąbrowski organizował oddziały mające wiązać walką korpus Gaj-Chana. Walczył w ostatniej fazie bitwy warszawskiej i w bitwie niemeńskiej. Po wojnie fotografie jego niezwykłej i dziwnej twarzy znalazły się we wszystkich księgach pamiątkowych i wszystkich opracowaniach historycznych dotyczących wojny z bolszewikami. Jerzy Dąbrowski był jednym z najsłynniejszych oficerów II Rzeczpospolitej. Był i co z tego. Zapomniano o nim całkiem, nie awansowano go, a wręcz nawet próbowano z wojska usunąć. Rzekomo za krnąbrność oraz czyny nieregulaminowe, których dopuścił się podczas wojny, a także po niej. Owe czyny nieregulaminowe to było spalenie Mozyrza, a także rabunki dokonywane przez jego żołnierzy, których nie mógł powstrzymać, kierował się bowiem w swych działaniach jedną tylko zasadą – dobrem oddziału. To zawsze ratowało mu skórę i zawsze prowadziło od sukcesu do sukcesu. To, nie zaś ślepe posłuszeństwo i litera regulaminu. Rozmaici sztabowi mędrcy zdobywający awanse i odznaczenia salutując na schodach i gryząc gęsie pióra mówili wprost, że oddział Dąbrowskiego złożony był z „paniczyków i rabusiów”. No i cóż ja mogę drogi czytelniku rzec na taką opinię? No, był złożony. I co z tego?

Wykonując przez całe dwudziestolecie rozmaite podrzędne funkcje Jerzy Dąbrowski starzeje się i coraz bardziej podupada na zdrowiu. Cierpi na astmę, jego niewielkie zdeformowane ciało nie radzi sobie z nadmiarem ran pozostałych po wojnie i z własną przyrodzoną ułomnością.
CORYLLUS
[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez lutnia dnia Wto 14:43, 23 Sie 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Wto 14:20, 23 Sie 2011    Temat postu:


Zofia Dąmbrowska z domu Urusow z córkami – Mazuryszki pod Wilnem, początek lat 30 – tych.
[link widoczny dla zalogowanych]

Coraz więcej nocy Dąbrowski spędza chodząc w milczeniu po mieszkaniu miast spać. Jego legenda jest jednak ciągle żywa, a ludzie w Wilnie rozpoznają go, pozdrawiają tak samo jak rozpoznają i pozdrawiają generała Żeligowskiego. Kiedy w końcu w roku 1932 otrzymuje awans na podpułkownika wydaje się, że wreszcie przypomniano sobie o jego zasługach. On sam nie chce więcej. Przez jakiś czas dowodzi oddziałami KOP na Białorusi i miesiące te są dlań przypomnieniem dawnej chwały. Czas wolny spędza najczęściej i z rodziną. Jest człowiekiem towarzyskim i mimo swojej – określanej przez Mackiewicza nieludzką – brzydoty – nie może pozbyć się towarzystwa pań, które odwiedzają jego dom pod pozorem przyjaźni z żoną. Kiedy zbliża się wojna Dąbrowski, jak wielu innych zdolnych oficerów zostaje pozostawiony bez przydziału. Nie dostał żadnych zadań także na wiosnę 1939 roku. Wydarzyło się jednak owej wiosny coś bez czego nie sposób zrozumieć kim był podpułkownik Jerzy Dąbrowski „Łupaszka”.

W czasie epopei roku 1919 wśród zdobytych przez ułanów Łupaszki miast była także Bereza Kartuska. W maju zaś roku 1939 aresztowany został i osadzony w obozie odosobnienia w tejże Berezie Stanisław Mackiewicz – Cat. W kilka dni po tym aresztowaniu w wileńskim „Słowie” ukazała się notatka treści mniej więcej takiej; w roku 1919 oddział majora Dąbrowskiego (Władysława brata Jerzego, który był nominalnym dowódcą) zajął Berezę Kartuską, a jednym z zajmujących był ułan Stanisław Mackiewicz. Rok 1939. Ułan Mackiewicz znowu przyjechał do Berezy. Notatka podpisana była inicjałami oraz funkcją – J.D. Były dowódca.



Poczet sztandarowy K! Cresovia Viln. (Polska Akademicka Korporacja Cresovia) przed gro­bem matki i serca Józefa Piłsudskiego na wileń­skiej Rossie. Czwarty z prawej filister. h.c. K! Cresovia Viln. płk Jerzy Dąmbrow­ski "Łupaszka" - słynny zagończyk, boha­ter ­wojny1920r. Wilno, ok. 1936 - 1937 r.
[link widoczny dla zalogowanych]

Kiedy treść owej notatki została przeczytana przez wizytującego Wilno inspektora armii generała Stefana Dąb-Biernackiego wpadł ów pan w to, co zwykle wojskowi nazywają w takich razach szałem. Wysłał do redakcji „Słowa” swojego adiutanta i kategorycznie zażądał ujawnienia danych personalnych autora notki, grożąc zamknięciem redakcji. Redaktor Konstanty Syrewicz zastępujący Mackiewicza odmówił ujawnienia tych danych i poinformował o wizycie adiutanta samego Jerzego Dąbrowskiego. Ten słysząc co się przytrafiło panu generałowi Biernackiemu ubrał się w galowy mundur, przypiął na pierś wszystkie ordery jakie miał w domu, przypasał szablę i ruszył pewnym krokiem do siedziby Inspektoratu Armii. Biernackiego zastał już w holu, kiedy ten schodził z marmurowych schodów. Stanął na baczność zasalutował i oznajmił; Panie generale, melduję, że JD, były dowódca to ja, Jerzy Dąbrowski. Sądzę, że teraz „Słowo” nie zostanie zamknięte. Po czym dobył z kabury rewolwer przystawił sobie lufę do mostka i wystrzelił.

Biernacki wpadł w panikę, w jakiej nikt jeszcze nie widział go od kiedy rozpoczął pan generał swoją karierę w armii. Dąbrowski, okrwawiony i bez przytomności leżał na schodach siedziby Inspektoratu Armii, a cała afera miała za tło awanturę z dziennikarzami. Wszyscy obecni latali po budynku jak opętani, aż w końcu ktoś zdobył się na to, by pomóc Łupaszce. Okazało się, że kula nie sięgnęła serca, przebiła tylko płuco. Dąbrowski przez całe przedwojenne lato leżał w szpitalu. Kiedy zeń wyszedł był już tylko cieniem samego siebie.CDN
CORYLLUS
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Wto 14:34, 23 Sie 2011    Temat postu:


Biskup Bandurski z podkomendnymi braci Dąmbrowskich – 1919 r. (ze zb. Andrzeja K.)
[link widoczny dla zalogowanych]


Druga połowa września 1939 roku zastaje Łupaszkę przy organizacji 110 pułku ułanów, który miał być rezerwą w razie niepowodzenia na froncie. Szybko okazało się, że wielu z wybrańców, którzy podjęli odpowiedzialne funkcje dowódcze we wrześniu nie spełniło swoich zadań i pułki zapasowe stają się wobec tempa wydarzeń oddziałami frontowymi. Dowodzący nimi ludzie zaś to ci, których nie lubili Dąb-Biernaccy i im podobni. W przypadku 110 pułku ułanów są to pułkownik Dąbrowski i major Dobrzański.

Pułk ten wycofuje się przed armią czerwoną w lasy augustowskie i tam uchodząc przez czołgami i staczając potyczki z bandami dywersantów rozwiązuje się wobec przeważającej przewagi wroga w Janowie pod Kolnem. Dąbrowski ma wtedy 50 lat, okropną astmę i gorączkę, ponieważ zaczyna mu się zapalenie płuc. Rozwiązanie oddziału dokonuje się spokojnie, a nie tak jak to przedstawił niedościgniony Bohdan Poręba w swoim filmie „Hubal”. Co prawda w relacjach świadków znaleźć możemy informację, że odejście majora Dobrzańskiego w kierunku Warszawy wywołało gwałtowną i emocjonalną reakcję pułkownika, który wprost rozpłakał się wobec faktu klęski. Nie zmienia to jednak faktu, że wraz z grupą żołnierzy przedostał się na Litwę, by po podreperowaniu zdrowia kontynuować walkę z czerwonymi.

Na Litwie Łupaszka zostaje rozpoznany i osadzony w twierdzy w Kownie. Nie próbuje uciekać, jest ciężko chory. W Kownie dowiaduje się z radia, że generał Sikorski awansował go na generała, ale awans ten pozostaje tylko teorią, w świadomości ludzi Dąbrowski zawsze pozostanie pułkownikiem, Łupaszką, Żorżem, sławnym zagończykiem, godnym samego Kmicica. Po zajęciu Litwy przez Rosjan wraz z innymi oficerami przewieziono go do Kozielska. Było to już po zamordowaniu znajdujących się tam wcześniej oficerów w lesie pod Katyniem. Tam, w Kozielsku rozpoznaje go oficer NKWD. Łupaszka jest na liście poszukiwanych oficerów i jeśli ktoś mógł być rozpoznany przez czekistów to właśnie on, ze względu na swoją twarz, a także na fakt, że niczego przed nikim nie ukrywał. Ani swojej tożsamości, ani orderów, które zawsze nosił na piersi.


Zofia Dąmbrowska z domu Urusow z córkami – Kolumna, połowa lat 60 – tych.
[link widoczny dla zalogowanych]

Z Kozielska przewieziono go do Mińska lub do Ługańska. Nikt tego na pewno nie potrafi powiedzieć. Znamy kilka relacji z ostatnich dni życia Jerzego Dąbrowskiego. Pierwszą pozostawił żołnierz nazwiskiem Cydzik, który leżał z Łupaszką w celi więziennego szpitala. Pułkownik nie mógł poruszać się na łóżku. Miał połamane ręce i nogi. Jedno z jego wyłupiastych oczu zostało wybite w śledztwie. Pozrywano mu paznokcie, a także zrzucono z trzeciego piętra na kamienną posadzkę. Opowiadał o tym Cydzikowi i czekał śmierci. Podobno zabito go kilka dni potem, ale przeczy temu inna relacja. Jest to opowieść Ireny Krzywickiej (córki chorążego w 5 pułku legionów, a nie słynnej „gorszycielki”), która wraz z czterdziestoma oficerami była sądzona w pokazowym procesie w Ługańsku. Dąbrowski był według niej wyleczony i doprowadzony do jako takiego porządku, by mógł wziąć udział w sfingowanym procesie. Kiedy wprowadzono go na salę wszyscy oskarżeni już tam byli. Dąbrowski miał skute ręce i był prowadzony przez dwóch żołnierzy z bagnetami na karabinach. Tuż przed ławą oskarżonych jeden z enkawudzistów ni z tego ni z owego uderzył w twarz Irenę Krzywicką. Dąbrowski tak jak stał strzelił go skutymi rękami wprost w twarz, a potem poprawił kopniakiem w jądra. Potem usiadł w ławie oskarżonych. Czekista zalał się krwią i stracił na miejscu przytomność.


Dzisiaj na kolumieńskim cmentarzu znajduje się symboliczna mogiła podpułkownika Jerzego Dąmbrowskiego, w której pocho­wana jest Zofia Dąmbrowska i najmłodsza z córek.
[link widoczny dla zalogowanych]

Kiedy odczytano wyrok Jerzy Dąbrowski zwrócił się do sądu wojskowego reprezentującego Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich ze słowami:
– wysoki sądzie! Job waszu mać!
Po czym został wyprowadzony z sali rozpraw. Zabito go jeszcze tej samej nocy. Pamiętajmy o nim. Jerzy Dąbrowski. Łupaszka. Pułkownik Żorż.

Zainteresowanych moją książką "Pitaval prowincjonalny" zapraszam na stronę [link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez lutnia dnia Wto 14:35, 23 Sie 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Śro 21:28, 31 Sie 2011    Temat postu:

Dziewczyna z Katynia


Janina Lewandowska w stroju lotnika.

Rozmowa z Henryką Wolną-Van Das, autorką książki "Spotkania z Janką”, będącej biografią zamordowanej w Katyniu Janiny Lewandowskiej.

- Właśnie ukazała się pani biografia Janiny Lewandowskiej, jedynej kobiety zamordowanej w Katyniu. Dlaczego zainteresowała panią ta postać?
- Janka była niezwykłą kobietą, a jej losy i tragiczny upadek znakomitej rodziny Dowbor-Muśnickich, do której należała, to materiał na scenariusz filmowy. Janina zginęła w dniu swoich 32. urodzin, 22 kwietnia 1940 roku, zamordowana strzałem w tył głowy w lesie katyńskim. Jej 20-letnia siostra, Agnieszka, zginęła 2 miesiące później w Palmirach, należała do konspiracyjnej grupy "Wilki”, razem ze znakomitym lekkoatletą Januszem Kusocińskim. Głęboko mnie to poruszyło, takie tragiczne podsumowanie polskich losów. Było to uderzające zwłaszcza w kontekście moralnego testamentu, jaki pozostawił ich ojciec - generał Józef Dowbor-Muśnicki, twórca 1. Korpusu Polskiego w Rosji, dowódca powstania wielkopolskiego.


Dowbór-Muśnicki Józef - gen. broni.
[link widoczny dla zalogowanych]

"Moje dzieci winny pamiętać, że są Polakami, że pochodzą ze starej rodziny szlacheckiej o pięciowiekowej nieskazitelnej przeszłości i że ojciec ich dołożył wszelkich swych możliwości dla wskrzeszenia Polski w jej byłej chwale i potędze. Ma zatem prawo żądać od swego potomstwa, by nazwiska naszego niczym nie splamiły” – napisał.



Gen. broni Józef Dowbór-Muśnicki (po cywilnemu) w towarzystwie nierozpoznanych osób.
[link widoczny dla zalogowanych]

Córki własną krwią i cierpieniem wypełniły ten testament.
- No właśnie, ale generał, pisząc go, zwracał się przede wszystkim do synów. W tej konserwatywnej rodzinie sukcesorem tradycji był przede wszystkim mężczyzna, tymczasem obaj synowie generała zawiedli na całej linii. Pierworodny Gedymin zupełnie nie pasował do rodziny, wdał się w dziadka po stronie matki. Wybitnie uzdolniony w naukach ścisłych, miał być naukowcem. Ojciec wysłał go na studia do Tuluzy, ale chłopak tam się rozpuścił, rzucił studia, bo bardziej od fizyki interesował go poker. Żeby likwidować karciane długi, zdawał egzaminy za swoich kolegów, a oni mu za to płacili. Ojciec przerwał finansowanie wyrodka, zerwali kontakty i nigdy się już nie spotkali. Gedymin skończył we Francji jako szewc.

- Za to drugi syn zapowiadał się znakomicie.
- Olgierd był największym osiągnięciem swego taty. Urodzony żołnierz, lotnik po szkole Orląt, robił wspaniałą karierę. Na dodatek przystojny, znakomita partia matrymonialna. Niestety, nieodpowiednio się zakochał – nie dość, że w kobiecie starszej, to jeszcze żonie swego przełożonego. Pewnego razu na dancingu próbował poprosić do tańca tę panią, podobno był zbyt natarczywy. Otrzymał surową publiczną reprymendę. Grzecznie przeprosił, wyszedł do szatni i strzelił sobie w głowę. Na szczęście jego ojciec od roku już nie żył.CDN
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Śro 21:48, 31 Sie 2011    Temat postu:


Janka w łódce nad jeziorem w Lusowie. Lata trzydzieste. (fot. fot. Archiwum Henryki Wolnej-Van Das)

- Dziewczyny nie miały lekkiego życia z papą generałem.
- Ich matka umarła, gdy Janka miała 12 lat, a Agnieszka roczek. Młodsza córka po latach powiedziała, że jako ojciec był troskliwy, ale tragiczny. Wychowywał je po wojskowemu. Obie jeździły konno, pływały, jeździły na nartach. W domu wymagania były jednak bardzo surowe. Odczuła to szczególnie Janka, gdy zamarzyła jej się kariera artystyczna. Dziewczyna skończyła konserwatorium poznańskie w klasie fortepianu i śpiewu solowego. Gdy okazało się, że ma zbyt słaby głos na karierę operową, związała się z kabaretem. Ojciec dostał szału, gdy zobaczył nazwisko Dowbor-Muśnickich na afiszu. Zrobił jej taką awanturę, że Janka przez dwa lata nie pojawiała się w rodzinnym Lusowie.

- Druga pasja dziewczyny – lotnictwo, której oddała się bez reszty, też nie wzbudziła zachwytu ojca?.

- Miłością do latania zaraził ją ukochany brat Olgierd. Zrobiła kurs szybownictwa. Jako pierwsza kobieta w Europie oddała skok spadochronowy z wysokości 5 tysięcy metrów. Zdobyła uprawnienia na samoloty motorowe. Zrobiła kurs radiotelegrafistki. Przy całej swej wrażliwości i delikatności to była bardzo uparta i twarda dziewczyna. Jak już coś postanowiła, to nie odpuszczała, aż osiągnęła cel. Ale ojciec jej dokuczał. Martwił się, że nikt się z nią nie ożeni, bo kto potrzebuje baby-spadochroniarza.CDN


Ślub cywilny Janiny Dowbor-Muśnickiej z Mieczysławem Lewandowskim. Razem byli przez 50 dni. (fot. fot. Archiwum Henryki Wolnej-Van Das)

10 czerwca 1939 r. w Poznaniu, zawiera związek małżeński (ślub cywilny) z pilotem instruktorem Mieczysławem Lewandowskim, natomiast ślub kościelny odbył się w Tęgoborzu k/Nowego Sącza i przyjęła jego nazwisko; Lewandowski, jeden z dwóch lotników polskich o tym samym imieniu i nazwisku, był podoficerem rezerwy lotnictwa i instruktorem w szkole szybowcowej w Tęgoborzu. W czasie
wojny służył jako starszy sierżant pilot w 307 Dywizjonie Myśliwskim Nocnym "Lwowskich Puchaczy" i 305 Dywizjonie Bombowym "Ziemi Wielkopolskiej"
[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez lutnia dnia Śro 21:57, 31 Sie 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Śro 22:16, 31 Sie 2011    Temat postu:


Fotografia ślubna Janiny i Mieczysława Lewandowskich. Fot.: IPN.
[link widoczny dla zalogowanych]

To pewnie odetchnął z ulgą, gdy Janka zakochała się w lotniku, Mieczysławie Lewandowskim, który prowadził szkołę szybownictwa?
- On odetchnął z ulgą, a ona wreszcie miała u swego boku kogoś, kto nie dość, że ją kochał, to jeszcze podzielał jej pasję, rozumiał i wspierał. Młodzi znali się od 1936 roku, ale ślub kościelny wzięli dopiero w lipcu 1939, bo na przeszkodzie stanęła najpierw żałoba po ojcu, a potem po bracie. Byli małżeństwem zaledwie 50 dni, nawet nie zdążyli razem zamieszkać. On właśnie załatwiał swoje przenosiny do Poznania, nie było go przy niej, gdy wybuchła wojna. Już się więcej nie zobaczyli. Minęli się o kilka godzin.

Dlaczego Janka nie zaczekała na męża?
- Bo rwała się na wojnę. Wraz z innym członkami Aeroklubu Poznańskiego dostała kartę mobilizacyjną i przydział do 3. Pułku Lotnictwa. Nie była żołnierzem, ale chciała się przydać w wojsku. 3 września na fali euforii po wypowiedzeniu wojny przez Francję i Anglię, wraz z kolegami klubowymi wyruszyła za swoją jednostką do Lublina. W lotniczym kombinezonie, z plecakiem i dwoma pistoletami zabranymi z gabinetu ojca poszła, jak kiedyś on, bić się o wolność Polski. Odtąd zły los decydował już za nią. Droga, w którą wyruszyła, miała się skończyć w katyńskim lesie.

- Jak to się stało, że została internowana?
- Jej mała grupka napotkała po drodze rzut kołowy bazy lotniczej, tej, do której miała skierowanie. Dowodzący nim kpt. Józef Sidor pozwolił przyłączyć się cywilom. Po 17 września, gdy zaczął rządzić chaos, Sidor zdecydował, by część jednostki udała się w kierunku granicy rumuńskiej, a część miała iść do granicy węgierskiej. Ci pierwsi się uratowali, Janka z Sidorem poszła w drugą stronę. Pod Husiatyniem oddział trafił do sowieckiej niewoli.

- Janka nie była żołnierzem, nie nosiła munduru. Dlaczego NKWD osadziło ją wraz z oficerami najpierw w Ostaszkowie, a potem w Kozielsku?
- Nie mam wątpliwości, że doskonale wiedzieli, z kim mają do czynienia – córką byłego carskiego generała, żołnierza Piłsudskiego, który w swych wspomnieniach z 1935 roku napisał, że pierwszy poznał się na bolszewickiej zarazie i zaprzysiągł im do końca życia zemstę. Janka co prawda zmieniła swoje dane – występowała tylko pod nazwiskiem męża, ukrywając rodowe, zmieniła imię ojca i rok swego urodzenia, ale NKWD miało ją jak na widelcu. Najlepszy dowód, że jej dwaj koledzy z aeroklubu trafili do obozu dla cywilów.CDN
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Śro 22:34, 31 Sie 2011    Temat postu:



- W niektórych publikacjach na jej temat pojawia się informacja, że już w czasie internowania miała na sobie mundur lotniczy.
- To niemożliwe. Mundur dostała dopiero w obozie, najpewniej w Kozielsku. Stało się to z inicjatywy rady generalskiej, z generałem Henrykiem Odrowążem Minkiewiczem na czele. Musieli się zorientować, że Janka została rozpracowana przez NKWD, i żeby ją chronić przed strażnikami, sowieckimi żołdakami, nadali jej fikcyjny stopień podporucznika lotnictwa i znaleźli dla niej jakiś mundur, zresztą za duży, bo dziewczyna była drobna.

- Może by przeżyła, gdyby nie ten mundur.
- Raczej nie. Polskim generałom wydawało się, że w ten sposób zapewnią jej bezpieczeństwo, że jako oficer będzie pod ochroną. Kto mógł przypuszczać, że wszyscy zostaną bestialsko wymordowani. Tyle tysięcy oficerów.

- Co wiadomo o jej obozowych losach?
- Niewiele. Miała osobne pomieszczenie w bloku, zwanym dowcipnie przez oficerów Bristolem. Mieszkała w jakimś schowku pod schodami. Pomagała kapelanowi, wypiekała hostie na obozowe msze, śpiewała. W obozowych zapiskach zachowały się strzępy informacji o niej. Budziła powszechny szacunek. "Jest między nami lotniczka. Dzielna dziewczyna. Znosi z nami wszelkie trudy”. Jej ciało Niemcy znaleźli podczas ekshumacji w 1943 roku w grobie kapelanów. Nie mogli zrozumieć, skąd wśród tysięcy ciał pomordowanych polskich oficerów kobieta oficer, kobieta lotnik. Zupełnie im to też nie pasowało do celów propagandowych, więc zatarli po niej wszelkie ślady. Na liście obozowej Janina Lewandowska jeszcze figurowała, ale na opublikowanej przez Niemców liście katyńskiej już nie. Przez ponad pół wieku uchodziła za osobę zaginioną. Kamień w wodę.


Do Katynia przyjechali eksperci europejscy, dziennikarze ze Szwecji, Szwajcarii, z Hiszpanii i państw okupowanych. Dziennikarze stwierdzają, że oprócz zwłok oficerów znaleziono dotychczas nieliczne tylko zwłoki kapelanów wojskowych oraz jednej kobiety.
Ekshumacją kieruje prof. Gerhard Butz.
Przyjechał do Katynia z Breslau (Wrocław) z Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Wrocławskiego.

- Kto się do tego przyczynił?
- Niemiecki antropolog prof. Gerhard Buhtz, kierownik zakładu medycyny sądowej na uniwerytecie we Wrocławiu, który w 1943 nadzorował ekshumację zwłok polskich oficerów. W Smoleńsku miał laboratorium, w którym prowadził badania. Szczególnie interesowały go czaszki pomordowanych, miał ich w laboratorium sześć. Kiedy doniesiono mu o odnalezieniu zwłok kobiecych, uznał to za wyjątkowo interesujący przypadek. Dostarczono mu więc czaszkę Janki, a resztę ciała gdzieś pochowano. Tę czaszkę, oznaczoną V-13, widział w smoleńskim laboratorium dr Marian Wodzyński, członek delegacji Polskiego Czerwonego Krzyża. Po powrocie do Krakowa opowiedział o tym prof. Bolesławowi Popielskiemu. Ten dobrze zapamiętał relację i kiedy w 1945 roku, repatriowany ze Lwowa do Wrocławia, organizował tam zakład medycyny sądowej na wydziale medycznym uniwersytetu, zaczął od poszukiwania czaszek. Słusznie rozumował, że Buhtz musiał swoje materiały badawcze właśnie tam przewieźć. Znalazł wszystkie czaszki. Nosiły ślady po kulach kaliber 7.65, a więc wystrzelonych z broni używanej w Związku Radzieckim. To był niezbity dowód, że mord katyński to dzieło Sowietów, ale oficjalna propaganda przypisywała go wówczas Niemcom. Popielski zamknął więc szczątki w swoim gabinecie, informując o nich tylko najbardziej zaufanych współpracowników, którzy na kilkadziesiąt lat stali się strażnikami czaszek katyńskich. Mieli je ujawnić dopiero wtedy, gdy zniknie wszelkie ryzyko, a oni sami będą mieli stuprocentową pewność co do genezy czaszek.

- Sprawa została ujawniona w 2003 roku, sześć czaszek uroczyście pochowano we wrocławskim Sanktuarium Golgoty Wschodu. Janka musiała jeszcze poczekać.
- Nikt nie miał wątpliwości, że to szczątki Janiny Lewandowskiej, ale trzeba było to naukowo potwierdzić. Rzecz nie była łatwa, bo badanie kodu genetycznego nie wchodziło w grę. Dowiedzenie prawdy zajęło naukowcom dwa lata. Potwierdzenie przyniosła w końcu metoda superprojekcji. Czaszkę Janiny Lewandowskiej przekazano Towarzystwu Pamięci Generała Józefa Dowbor-Muśnickiego w Lusowie. Tam też 4 listopada 2005 została ona pochowana w grobie rodziców. Żegnali ją mieszkańcy Lusowa, żołnierze, lotnicy i kardynał Henryk Gulbinowicz. Janka wróciła do domu. Przejmująco zabrzmiały słowa kustoszki Muzeum Powstańców Wielkopolskich: "Panie generale, po sześćdziesięciu latach znów może pan przytulić córkę.
nto.pl/apwww.ps/pbcs.dll/article?AID=/20100515/REPORTAZ/571287949
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Wto 20:02, 07 Lut 2012    Temat postu:


Komisja międzyministerialna przy samolocie Lublin R. XIII z 63 eskadry lotniczej 6 pułku lotniczego. Widoczni m.in.starosta baranowicki Zygmunt Przepałkowski, inż. Jan Kawecki, dyrektor biura Ligi Obrony Powietrznej Państwa Humpola, inż. Stefan Hojarczyk, przedsiębiorca Hermanowicz.

Zygmunt Młot-Przepałkowski

Zygmunt Przepałkowski ps. "Młot" (ur. 17 kwietnia 1893 w Kozienicach, zamordowany w kwietniu 1940 w Katyniu) – rotmistrz kawalerii Wojska Polskiego, urzędnik administracji państwowej.

Był synem Stanisława, inżyniera Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej i Marii ze Świętalskich. Szkolne lata spędził w Radomiu. Następnie był słuchaczem Szkoły Technicznej Wawelberga i Rotwanda w Warszawie. Przed wybuchem I wojny światowej podjął w Liège studia politechniczne. Związał się ze Związkiem Strzeleckim i Związkiem Walki Czynnej. Uczestniczył w czasie wakacji 1914 w różnych formach szkolenia wojskowego.
Swój szlak bojowy rozpoczął 6 sierpnia 1914 w szeregach 1 Kompanii Kadrowej. Pod Kostiuchnówką był ciężko ranny. Od stycznia 1917 uczestniczył w pracach Szkoły Podchorążych 1 Pułku Ułanów Legionów w Ostrołęce. Był wachmistrzem 4, potem 2 szwadronu. Po kryzysie przysięgowym internowany w Szczypiornie. W 1918 zgłosił się do powstającej w Lubelskiem konnicy. W szeregach 7 Pułku Ułanów Lubelskich walczył w Małopolsce Wschodniej. W kwietniu 1918 w czasie ataku na Baranowicze ponownie został ranny.
W 1920 brał udział w słynnej kontrofensywie znad Wieprza. Całą kampanię zakończył w Lidzie. Po wojnie stacjonował ze swym pułkiem w Mińsku Mazowieckim. Często pełnił służbę przy Komendancie w Sulejówku. W 1926 przeniesiony do 26 Pułku Ułanów Wielkopolskich w Baranowiczach. Z wojskiem rozstał się 10 marca 1927 w stopniu rotmistrza.
Od 1927 pracował w administracji państwowej. Pełnił kolejno funkcję starosty powiatu w Makowie Mazowieckim (1928–1929), Baranowiczach (1930–1931) i Wilejce (1932–1934), naczelnika wydziału w zarządzie miejskim Warszawy i ponownie starosty – tym razem w Przasnyszu (od 1936). Poświęcał się również pracy społecznej, pełniąc funkcję prezesa Związku Legionistów w Wilejce i Przasnyszu oraz Wileńskiej Federacji Polskich Związków Obrońców Ojczyzny.
Ożenił się z Hanną Sowińską, miał z nią syna Adama i córkę Jadwigę (z męża Fęglerską). We wrześniu 1939 aresztowany przez NKWD koło miejscowości Mirogoszcza Mała na Wołyniu. Przebywał w więzieniach w Dubnie i Łucku. Z obozu jeńców w Kozielsku wysłał dwa listy do rodziny – ostatni nosi datę 16 lutego 1940. Zginął w lesie katyńskim. Jego imię nosi ulica w Przasnyszu.
Minister Obrony Narodowej decyzją Nr 439/MON z dnia 5 października 2007 r. mianował go pośmiertnie do stopnia majora[1]. Awans został ogłoszony w dniu 9 listopada 2007, w Warszawie, w trakcie uroczystości "Katyń Pamiętamy – Uczcijmy Pamięć Bohaterów".


Ordery i odznaczenia:

Krzyż Niepodległości
Krzyż Walecznych – czterokrotnie
Złoty Krzyż Zasługi
Odznaka pamiątkowa 1 Kompanii Kadrowej
Odznaka pamiątkowa I Brygady Legionów "Za wierną służbę"
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Wto 20:41, 07 Lut 2012    Temat postu:

Kazimierz Jackowski.


Major Kazimierz Jackowski, pierwszy szef radiotelegrafii w Wojsku Polskim i kierownik na Państwowych Kursach Radiotechnicznych przy ministerstwie oświaty
[link widoczny dla zalogowanych]

Kazimierz Wacław Jackowski
(ur. 4 marca 1886 w Warszawie, zm. w kwietniu 1940 w Katyniu) – polski inżynier radiotechnik, major dyplomowany łączności Wojska Polskiego.
Po studiach we Lwowie i Monachium oraz pracy w warszawskiej firmie "Progress" zajmującej się aparatami rentgenowskimi, został w 1915 roku powołany do armii rosyjskiej. W czasie I wojny światowej odbył studia w Oficerskiej Szkole Inżynierii, gdzie prowadził też zajęcia z radiotechniki, przerwane przez rewolucję październikową.
Wrócił do Polski i wstąpił do tworzącego się Wojska Polskiego. Jako specjalista pełnił funkcję szefa radiotelegrafii w Naczelnym Dowództwie. 3 maja 1922 roku został zweryfikowany w stopniu majora ze starszeństwem z 1 czerwca 1919 roku i 21. lokatą w korpusie oficerów łączności. W 1923 roku był II zastępcą kierownika Centralnych Zakładów Wojsk Łączności w Warszawie, pozostając jednocześnie oficerem nadetatowym 1 Pułku Łączności w Zegrzu. Od następnego roku pełnił służbę w Pułku Radiotelegraficznym w Warszawie. W okresie od 1 listopada 1924 roku do 15 października 1925 roku był słuchaczem Kursu Doszkolenia Wyższej Szkoły Wojennej w Warszawie. Po ukończeniu kursu i otrzymaniu dyplomu naukowego oficera Sztabu Generalnego został przydzielony do Departamentu X Przemysłu Wojennego Ministerstwa Spraw Wojskowych. W 1928 roku pełnił służbę w Biurze Ogólno-Organizacyjnym M.S.Wojsk. [1] Z dniem 30 czerwca 1929 roku został przeniesiony w stan spoczynku [2].
W roku 1929 współorganizował Stowarzyszenie Radiotechników Polskich (później członek warszawskiego oddziału Stowarzyszenia Elektryków Polskich), kierował Państwowymi Kursami Radiotechnicznymi, w 1926 współorganizował I Ogólnokrajową Wystawę Radiową, współtwórca Instytutu Radiotechnicznego w Warszawie, później włączonego do Państwowego Instytutu Telekomunikacyjnego. Od 1929 założyciel i pierwszy dyrektor Muzeum Techniki i Przemysłu w Warszawie.
Zamordowany w kwietniu 1940 w Katyniu.
Ordery i odznaczenia
Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski
[link widoczny dla zalogowanych]


Otwarcie muzeum, moment przecięcia wstęgi przez prezydenta RP Ignacego Mościckiego. Widoczni także m.in.: dyrektor muzeum Kazimierz Jackowski 9na prawo od prezydenta), minister przemysłu i handlu Ferdynand Zarzycki (1. z prawej), kard. Aleksander Kakowski (1. z lewej), szef Gabinetu Wojskowego Prezydenta RP płk Jan Głogowski (2. z lewej), komisarz Rządu na m.st. Warszawę Władysław Jaroszewicz (za prezydentem Mościckim, w białym szaliku).
Data wydarzenia: 1933-12-16
[link widoczny dla zalogowanych]

WYBITNY RADIOTECHNIK

Kazimierz Jackowski zanim zajął się muzealnictwem technicznym dał się poznać jako wybitny inżynier, szczególnie zasłużony dla stworzenia podstaw i rozwoju polskiej radiotechniki.

Po studiach we Lwowie i Monachium oraz pracy zawodowej w warszawskiej firmie "Progress" zajmującej się aparatami rentgenowskimi, został w 1915 r. powołany do armii rosyjskiej. W wojennych warunkach odbył dodatkowe studia w Oficerskiej Szkole Inżynierii, pogłębiając specjalistyczną , zawodową wiedzę. Musiał zwrócić na siebie uwagę, skoro powierzono mu w tej samej Szkole prowadzenie wykładów z radiotechniki, nowej jeszcze wówczas dziedziny nauk technicznych, szybko się rozwijającej, zwłaszcza w okresie wojny. Wybuch Rewolucji Październikowej przerwał tę działalność, a Jackowski orientując się w sytuacji zdołał szczęśliwie powrócić do kraju. Wstąpił do tworzącego się Wojska Polskiego, gdzie jako specjalista pełnił funkcję szefa radiotelegrafii przy Naczelnym Dowództwie.

Pozostając w służbie wojskowej zajął się upowszechnianiem radiotechniki w kraju. W 1929 r. współorganizował Stowarzyszenie Radiotechników Polskich zajmując w tym Stowarzyszeniu czołowe funkcje, aż do funkcji prezesa. Kierował Państwowymi Kursami Radiotechnicznymi, które umożliwiały wykształcenie dobrej kadry fachowej w tej dziedzinie. Współorganizował w 1926 r. I Ogólnokrajową Wystawę Radiową, należał do współtwórców Instytutu Radiotechnicznego w Warszawie, później włączonego do Państwowego Instytutu Telekomunikacyjnego.

W dziedzinie radiotechniki Kazimierz Jackowski pozostawił swym dorobkiem trwały ślad.

Muzeum Techniki i Przemysłu w Warszawie.

Otwarcie działu teleradiotechnicznego.Podczas otwarcia, widoczni m.in.: dyrektor muzeum Kazimierz Jackowski, dyrektor departamentu technicznego Antoni Krzyczkowski.
Data wydarzenia: 1938-12-11
[link widoczny dla zalogowanych]


PIONIER MUZEALNICTWA TECHNICZNEGO

Jak wielu wybitnych inżynierów, Kazimierz Jackowski był zarazem humanistą i odczuwał wyraźną potrzebę działania na tym odcinku. Stąd jego zainteresowanie tradycjami techniki i ochroną jej zabytków, zrazu skoncentrowane na technice wojskowej. W połowie lat 20. rozpoczął tworzenie Muzeum Przemysłu Wojskowego, rychło jednak koncepcja programowa tej placówki rozszerzyła się w kierunku objęcia innych dziedzin techniki. Doprowadziło to do utworzenia w 1929 r. pod kierunkiem Jackowskiego Muzeum Techniki i Przemysłu.

Muzeum to, zlokalizowane w Warszawie, częściowo przy Krakowskim Przedmieściu, a częściowo przy ul. Tamka 1, było placówką prężną, szybko się rozwijającą. Zgodnie z koncepcją Jackowskiego miało być "ludową politechniką", a więc koncentrować swą działalność na popularyzacji dziejów polskiej techniki i przemysłu, a także ich aktualnego stanu i problemów gospodarki kraju.

Równolegle podjęta została pionierska wówczas w Polsce akcja ochrony zabytków techniki, obejmująca najpierw ich wyszukiwanie, gromadzenie dokumentacji, a następnie działania w zakresie praktycznego zabezpieczania. Te ostatnie koncentrowały się na terenie tzw. Zagłębia Staropolskiego (dziś teren woj. świętokrzyskiego), gdzie Muzeum otoczyło opieką dawną walcownię i pudlingarnię z I połowy XIX w. w Sielpi k. Końskich, tworząc tam swój terenowy oddział (placówka ta nadal istnieje jako oddział Muzeum Techniki).

Muzeum Techniki i Przemysłu, za sprawą dyrektora, potrafiło skupić wokół swej działalności liczne grono społecznych współpracowników wywodzących się ze środowisk inżynierskich, naukowych oraz przemysłowych, częstokroć zajmujących odpowiedzialne stanowiska i z autorytetem. Muzeum cieszyło się poparciem ówczesnego prezydenta Rzeczypospolitej prof. Ignacego Mościckiego.

Dyrektor Jackowski obok umiejętności wytyczania przed Muzeum Techniki i Przemysłu trafnych celów i konsekwentnego do niech dążenia, potrafił pozyskać szerokie społeczne poparcie, również dla perspektywicznego rozwoju placówki. Zasadne jest więc określenie jej jako muzeum inżyniera Jackowskiego.

Wojna zniszczyła niestety ten aktywny ośrodek kultury technicznej.

A inżyniera Jackowskiego spotkał tragiczny, polski los. Jego prochy spoczywają w Katyniu.

Jerzy Jasiuk
[link widoczny dla zalogowanych]

Muzeum Przemysłu i Rolnictwa w Warszawie

przemawia Kazimierz Jackowski, siedzi wiceminister Komunikacji Aleksander Bobkowski.
Data wydarzenia: 1938-04-05
[link widoczny dla zalogowanych]
Walne zgromadzenie członków Instytutu Radiotechnicznego w Warszawie

Widoczni od lewej: prof. Janusz Groszkowski, dyrektor Instytutu prof. Dymitr Sokolcow, wicedyrektor Instytutu W. Cichowicz, sekretarz Roman Rudniewski, płk. Ornbach, inż. S. Jasiński, dyrektor Kazimierz Jackowski, prof. M.Pożaryski, prof. K.Drewnowski.
Data wydarzenia: 1931-03-28
[link widoczny dla zalogowanych]


Kim był Kazimierz Jackowski.

Urodził się w rodzinie Emilii i Aleksandra Jackowskiego. Jego matka była siostrą cioteczną Bolesława Prusa, a ojciec dyrektorem drukarni poligrafii magistratu Warszawskiego. Jego bratem był rzeźbiarz Stanisław, drugi, Aleksander (zwany Olesiem) pracownikiem ministerstwa spraw zagranicznych i ojcem profesora Aleksandra Jackowskiego, historyka sztuki ludowej, antropologa kultury. Siostrami były: Maria Królowa, Emilia Kapaonowa (zwana Niusią) i Zosia, osoba ciężko chora. Żona Kazimierza Jackowskiego miała na imię Janina (zwana Ninką). Mieli dwóch synów, Zbyszka (zwanego Zbysiem) i Kazika (zwanego Żuczkiem). Żuczek w czasie niewoli ojca miał lat 14.
Ojcem chrzestnym Kazimierza Jackowskiego był Bolesław Prus. Kazimierz służył w wojsku Polskim, studiował we Lwowie i Monachium, doszedł do stopnia majora (pośmiertnie awansowany na podpułkownika). Major Jackowski organizował służby radiotelegraficzne Wojska Polskiego (pełnił funkcję szefa radiotelegrafii przy Naczelnym Dowództwie)i współpracował przy zakładaniu Polskiego Radia. Przed wojną założył i prowadził Muzeum Techniki (dawniej Muzeum Techniki i Przemysłu), które obecnie nazwane jest jego imieniem.
Kazimierz Jackowski ze swoją rodziną często przebywał w Annopolu. Siostrzeńcy i siostrzenice byli w niego zapatrzeni. Zachowały się ich dziecięce marzenia z 1923 roku: „Ja Marychna Kapaonówna chcę być typem babuni. A więc: zawsze czysta, energiczna, wesoła i dobra. Mąż mój ma być typem wujka Kazia: szatyn wojskowy (…) Ja Aleksander Kapaon mam obecnie lat 12 i pół. Jak będę dużym będę inżynierem wojskowym, typ wujka Kazia (…) Ja Jan Kapaon mam obecnie lat 11. Jak będę dużym będę księdzem wojskowym, będę mieszkał w Annopolu, Kościół będzie w lesie wujka Adzika. Miejsce będzie wprost Marysina, będę na wzór księdza Ignacego Skorupki, będę mieszkał w domu wujka Adzika i cioci Mani(…) Ja Jadwiga Kapaonówna mam obecnie lat 9 i pół będę typem cioci Mani, męża chcę mieć inżyniera wojskowego, szatyn, niebieskie oczy, typ wujka Kazia, będzie się nazywał Zbigniew.’’

Wiersz Marii Królowej
dla brata Kazimierza, 1921 r
(streszczenie)

Kochany braciszku!

Cóż mój Kaziu słychać z Tobą
Gdy jedziesz się leczyć
Masz żonę i syna -
Śmiało idź przez życie.
Tyś wojskowy, major prawie
Nadzieja narodu.
Ty tak lubisz być radosny
I o wszystkich myślisz
Rozweselić chcę Cię trochę
Bo Ci smutno przecież
Pozostawić ładną żonę
I prześliczne dziecię
Opieką ich otoczymy
Kazio miły - gdy powrócisz
Znajdziesz ich w porządku.

***
Wiersz Kazimierza
na imieniny siostry Marii
08.09.1911

Rachunek w mej głowie
A nie głupie wiersze
Nie lubię rymarzy
To me zdanie pierwsze

Ścisłość w mojej mowie
Wywody niedługie
Nie lubię blagierów
To me zdanie drugie

Posążki to rzeczy
Bez użytku wiecie
Nie cenię rzeźbiarzy
To me zdanie trzecie

Płótna malowane
Mniej niż czyste warte
Nie lubię malarzy
To me zdanie czwarte

Miasto zamiast złej tandety
Wolę puste kąty
Nie lubię partaczy
To mój wywód piąty

Kocham braci, siostry
A szczególnie Manię
Życząc jej pociechy
To me szóste zdanie.

(po. inż.woj. Kazio)


Kartka z Katynia

Najdrożsi, Rodzinko, Zbysiu i Żuczku.
Wyobraźcie sobie moją oszalałą radość z (mego ?) otrzymania, w dniu wczorajszym, pierwszych waszych dwóch pocztówek, adresowanych jeszcze do Tietkino! Przez tyle miesięcy cierpiałem bezprzykładnie. Jedynym radosnym momentem była pocztówka wigilijna drogiego, przezacnego (…). Może zaczną wkrótce dochodzić i pozostałe wasze listy, chociaż mam dane, że zaginęły. Piszcie co tydzień, listy i pocztówki na przemian, należy się liczyć, że nasza korespondencja ginie. Czekam na fotografie! Ostatnio udało mi się wysłać do Was dodatkowe listy i pocztówki, ostatnia nr 6, imieninowa, do najukochańszego Żuczka.
Jakże jestem wdzięczny Bogu, że cała moja rodzina żyje, i że Muzeum ocalało. Wielkie szczęście, że Zosieńka z najbliższymi pozostali w Annopolu. Gdzie pomaga: Oleś, Marynia, chłopcy Kapaonów itd. Wacek poza listem od rodziców również nic nie otrzymał (…)
***
PS.
Kartki nie znalazłem w archiwach rodzinnych, ale w internecie, był wystawiony parę lat temu na Allegro. Ktoś sprzedawał, ktoś kupił.
Treść, sposób i czas odnalezienia wirtualnego śladu z Katynia wywołują ciarki na plecach.
Wacek, to porucznik Wacław Osiński, krewny Kazimierza, także zginął w Katyniu.
Autor: Józef z Rzeczpospolitej Norwidowskiej
[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez lutnia dnia Śro 10:37, 08 Lut 2012, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Śro 17:44, 04 Kwi 2012    Temat postu:

Kpt. Wacław ZNAJDOWSKI

Kpt. Wacław ZNAJDOWSKI, lekkoatleta, hokeista (na trawie i lodzie) i tenisista. W roku 1923 zdobył srebrny medal mistrzostw Polski. W tym samym sezonie rzutem na odległość 22,15 ustanowił pierwszy oficjalny rekord Polski w rzucie młotem. Reprezentował warszawską Polonię.
Absolwent gimnazjum w Rydze oraz tamtejszej Akademii Handlowej i Politechniki Ryskiej. W okresie pobytu w Rydze aktywnie uprawiał hokej na lodzie oraz trawie i tenis. 22 lipca 1920 wstąpił jako ochotnik do armii, awansując w roku 1924 do stopnia kapitana. W okresie międzywojennym był aktywnym działaczem sportowym. Od 1924 był prezesem Warszawskiego Okręgowego Związku Lekkiej Atletyki, a w latach 1925-1929 piastował stanowiska wiceprezesa PKOl, PZLA, a także Polskiego Związku Hokeja na Lodzie. Od 1930 aż do wybuchu II wojny światowej był prezesem Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. W 1936 został wiceprezesem Polonii Warszawa. W okresie tym dwukrotnie był w kierownictwie reprezentacji Polski na igrzyska olimpijskie (Paryż 1924 oraz Sankt Moritz 1928).
W roku 1939 uczestniczył w kampanii wrześniowej. Został zmobilizowany i przydzielony do oddziału płk. Mariana Ocetkiewicza, stacjonującego w Chełmie. Walczył w bitwie pod Tomaszowem Lubelskim, a ostatecznie, w niewyjaśniony sposób, trafił do niewoli radzieckiej. Więziony w Kozielsku, został zamordowany przez NKWD w Katyniu w kwietniu 1940.
ur.1889-03-18,Ryga,
inżynier, OK I, zm. 1940, Katyń
[link widoczny dla zalogowanych]


Znajdowski Wacław
[1889-1940], inż., kpt. rez. piech.[1919], poś. mjr piech.[2007]
Ur. 18 III 1889 w Rydze, syn Wiktora i Adolfiny z Scheiczmanów. Uczęszczał do 8 klasowego gimnazjum klasycznego w Rydze, gdzie w 1907 otrzymał świadectwo dojrzałości. Pasjonował się lekkoatletyką. Z dniem 01 IX 19o7 powołany do służby w armii rosyjskiej. Służył w 177 pp w Rydze, gdzie ukończył kurs szkoły oficerskiej. Mianowany chor. piech. został przeniesiony 30 VIII 1908 do rezerwy. W latach 1908-1910 studiuje w Akademii Handlowej w Rydze. Uczęszczał także na dwuletnie specjalne kursy politechniczne na Wydziale Elektrotechnicznym. Po ukończeniu Akademii Handlowej pracuje na kolei w Rydze, a od 1911 pracuje przy budowie elektrowni. Uprawiał nadal sport. Był sportowcem wszechstronnym. Uprawiał lekkoatletykę, gimnastykę , pływanie i inne sporty. Zmobilizowany 18 VII 1914 do armii rosyjskiej i wcielony do 299 pp. Walczy na froncie na stanowisku d-cy kompanii. Uczestniczy w walkach pod Dęblinem, Solcem i Pilicą. 15 XI 1915 zachorował na tyfus brzuszny. W efekcie powikłań zdrowotnych uznany przez komisje lekarska za niezdolnego do służby frontowej. Od 20 i 1915 pełni funkcję oficera do zleceń w Stacji zbornej nr 29 dla rannych. Od XI 1915 przeniesiony do Zarządu Sanitarnego Frontu Zachodniego, gdzie oprócz funkcji oficera do zleceń dowodzi kompania sztabową. Mianowany w 1916 ppor. piech. Od 16 VI 1916 w stopniu ppor. pełni funkcje pomocnika naczelnika Stacji Zbornej dla rannych w Mołodecznie. Od 20 IV 191 pełni także funkcję adiutanta kmdta Głównego Zaopatrywania Armii Frontu Zachodniego w Mińsku i jednocześnie oficerem łącznikowym przy misji amerykańskiego Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej. Założył w Mińsku polski klub żołnierski, gdzie prowadził prace kulturalno-oświatową. Od III 1917 był wiceprezesem Związku Wojskowego Polaków Frontu Zachodniego armii rosyjskiej. 21 IX 1917 mianowany por. Od 18 II 1918 pełni funkcję oficera do zleceń i tłumacza w przedstawicielstwie I KP w Mińsku. Po rozwiązaniu I KP w VI 1918 powrócił do kraju i założył Spółkę Handlowo-Rolniczą i został członkiem zarządu. 22 VII 1920 wobec zgorzenia kraju przez najazd bolszewicki wstępuje ochotniczo do wojska. Zweryfikowany w stopniu por. otrzymał przydział Referatu Wydziału Ewidencyjnego Oddziału II Naczelnego Dowództwa. Z dniem 21 X 1921 przeniesiony do rezerwy. Zweryfikowany 8 II 1922 w stopniu kpt. piech. z starszeństwem od 1 VI 1919 z przydziałem do 21 pp w Warszawie. Ewidencyjnie podlegał PKU Warszawa M III. Z dniem 21 III 1933 przeniesiony do Oficerskiej Kadry Okresowej nr I Warszawa w grupie oficerów rezerwy piechoty. Po przejściu do rezerwy pracuje od 1921 na stanowisku dyrektora m. in. Spółki Drzewnej „Trasz” w Warszawie. Powraca tez do działalności sportowej . Był zawodnikiem sekcji lekkoatletycznej warszawskiej „Poloni”. W 1923 uzyskał tytuł wicemistrza Polski w rzucie młotem. W latach 1923-1925 był założycielem i wiceprezesem Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Był kierownikiem ekipy polskiej na Igrzyska Olimpijskie w Paryżu w 1924 oraz Igrzyska Zimowe w St. Mortiz w 1928. w latach 1925-1928 prezes Polskiego Związku Hokeja na Lodzie,. Od 1930 – 1939 prezes Polskiego Związku Lekkoatletyki. Od 1936 był także wiceprezesem warszawskiej „Polonii”. We IX 1939 zgłasza się ochotniczo do służby wojskowej. Bierze udział na stanowisku d-cy 9 kompanii w Batalionie Obrony Narodowej „Chełm Lubelski” w składzie Grupy płk-a M. Ocetkiewicza. Walczył na Lubelszczyźnie m. in. 23 IX 1939 pod Tomaszowem Lub. Po rozproszeniu grupy w nieznanych okolicznościach dostaje się do niewoli sowieckiej. Więziony w obozie w Kozielsku. Wywieziony 16 IV 1949 transportem do Lasu Katyńskiego, gdzie został zamordowany przez funkcj. NKWD.
Żonaty z Katarzyną Sehnbergów
Decyzją MON z 5 X 2007 pośmiertnie mianowany majorem piech.
Roczniki oficerskie 1923,1924; Rocznik oficerski rezerw 1934; Katyń. Księga cmentarna. W-wa 2000; Biogram oprac. przez Jana Kińskiego. /w:/. WPH nr 4. Warszawa 1992.
[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez lutnia dnia Czw 15:27, 05 Kwi 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 23:52, 14 Lut 2013    Temat postu:


Henryk Erlich, lider socjalistów polskich zamordowany przez Sowietów.
[link widoczny dla zalogowanych]

Zabójstwo Altera i Erlicha

Jedną z ostatnich w najnowszych dziejach Polski białych plam ciągle czekających na pełne wyjaśnienie jest sprawa zamordowania w 1941 roku w Związku Radzieckim dwóch wybitnych przywódców Żydów polskich: Wiktora Altera i Henryka Erlicha. Morderstwo to, obok tajemnicy zaginionych polskich oficerów w Rosji, było wydarzeniem, które silnie bulwersowało ówczesną opinię społeczną. Mimo światowego rozgłosu, jakiego ta zbrodnia wtedy nabrała, dziś niewiele można o niej znaleźć w opracowaniach historycznych, bowiem cenzura polityczna PRL skutecznie blokowała wszelkie publikacje na ten temat. Sprawa stała się tabu na prawie pół wieku, ponieważ dotyczyła ciemnych kart stosunków polsko-radzieckich, uwikłanych dodatkowo w ciągle modulowaną ideologicznie problematykę żydowską.

Alter i Erlich byli w Polsce okresu międzywojennego znanymi działaczami żydowskiej socjalistycznej partii robotniczej Bund i z jej ramienia przez wiele kadencji pełnili funkcje radnych miasta Warszawy. Starszym był Henryk Erlich (Hersz Wolf), który urodził się 25 sierpnia 1882 roku w Lublinie, gdzie jego ojciec był młynarzem. Po zdaniu z wyróżnieniem matury w Lublinie studiował prawo na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie za działalność polityczną skreślono go z listy studentów. Po krótkim pobycie w Berlinie kontynuował studia prawnicze na uniwersytecie w Petersburgu, które ukończył w 1908 roku. Już w 1903 roku wstąpił do Bundu, stając się jego aktywnym działaczem. Dziesięć lat później, już jako członek Komitetu Centralnego Bundu, został aresztowany i osadzony w moskiewskim więzieniu Butryrki. W latach I wojny światowej wydawał tygodnik „Jewriejskie Wiesti” i związał się z grupą tak zwanych „rewolucyjnych obrońców”, którzy uważali, że dla skutecznej obrony Rosji przed Niemcami w toczącej się wojnie należy obalić reżim carski. Był więc aktywnym uczestnikiem rewolucji październikowej. W 1918 roku wrócił do Polski i zamieszkał w Warszawie, gdzie obok pracy politycznej prowadził biuro adwokackie. Od 1920 roku do wybuchu II wojny światowej był członkiem, a przez pewien okres przewodniczącym, Centralnego Komitetu Bundu. W kierownictwie partyjnym stał na czele tak zwanej jedynki, będącej frakcją antykominternowską. Należał do czołowych publicystów prasy bundowskiej, na łamach której polemizował z działaczami PPS, krytykując ich antykomunizm i reformizm. Z ramienia Bundu uczestniczył w Kongresach PPS, a jako adwokat wielokrotnie występował jako obrońca w procesach komunistów. CDN
Andrzej Toczewski
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Pią 0:02, 15 Lut 2013    Temat postu:


Wiktor Alter (jid. וויקטאר אלטער; ur. 7 lutego 1890 w Mławie, zm. 17 lutego 1943 w ZSRR) – żydowski działacz socjalistyczny związany z organizacją Bund, publicysta
[link widoczny dla zalogowanych]

Wiktor Alter,
używający również pseudonimu Lorman, urodził się 7 lutego 1890 roku w Mławie w rodzinie kupieckiej. Po przeniesieniu się rodziny do Warszawy uczęszczał do gimnazjum W. Górskiego, skąd za udział w strajku szkolnym został wydalony. W okresie tym stał się konspiracyjnym działaczem Bundu. W latach 1906–1911 studiował w Belgii, na uniwersytecie w Gandawie, gdzie uzyskał dyplom inżyniera mechanika. Po powrocie do Warszawy w 1912 roku zaangażował się w działalność polityczną w szeregach Bundu, za co został uwięziony i zesłany na Syberię, skąd wkrótce zbiegł na zachód Europy. Do wybuchu I wojny światowej przebywał w Belgii, a następnie w Anglii, gdzie związał się z Labour Party. Na wieść o wybuchu rewolucji lutowej w 1917 roku udał się do Rosji, gdzie zaangażował się aktywnie w pracę polityczną na terenie Ukrainy. W lipcu 1918 roku wziął udział w Konferencji Delegatów Robotniczych wybranych na bezpartyjnych zebraniach, za co został aresztowany. Po zwolnieniu przyjechał do Warszawy, by kontynuować działalność w Bundzie, z ramienia którego został członkiem komitetu wykonawczego Drugiej Międzynarodówki. W 1935 roku opracował rezolucję w sprawie jedności organicznej obu Międzynarodówek i utworzenia w każdym kraju tylko jednej partii robotniczej. W tej sprawie prowadził rokowania z Komunistyczną Partią Polski, które zakończyły się niepowodzeniem.Należał do grona głównych teoretyków i przywódców Bundu oraz był jednym z najbardziej aktywnych działaczy socjalistycznych w Polsce okresu międzywojennego. Pełnił szereg funkcji społecznych w organizacjach żydowskich, robotniczych i spółdzielczych. W 1937 roku udał się do ogarniętej wojną domową Hiszpanii z misją solidarności z Republiką. Znany był jako doskonały mówca, publicysta i autor licznych broszur politycznych. Współpracował z wieloma czasopismami a w latach 1935–1938 był wydawcą i redaktorem naczelnym „Myśli Socjalistycznej”.

We wrześniu 1939 roku Alter i Erlich uciekli z Warszawy na wschód przed wkroczeniem wojsk niemieckich i trafili pod okupację radziecką. W dniu 26 września w Kowlu NKWD aresztowało Altera, a 4 października w Brześciu nad Bugiem Erlicha. Po osadzeniu ich w więzieniu „śledztwo” prowadzone przeciwko nim trwało 22 miesiące. Na podstawie bezzasadnych oskarżeń zostali w lipcu 1941 roku skazani na karę śmierci, którą jednak ostatecznie zamieniono na dziesięć lat obozu pracy.

Po zawarciu w lipcu 1941 roku paktu Sikorski-Majski, w wyniku którego nastąpiło porozumienie polsko-radzieckie o pomocy w wojnie przeciwko hitlerowskim Niemcom, na skutek związanej z tym „amnestii” Erlicha zwolniono z obozu 12 września, Altera natomiast w październiku. Jeszcze podczas pobytu w obozie opracowali założenia powołania Międzynarodowego Żydowskiego Komitetu Antyfaszystowskiego, na czele którego miał stanąć Erlich, natomiast Alter miał objąć stanowisko sekretarza generalnego. Propozycja uzyskała akceptację radzieckich władz, które przydzieliły im nawet personel biurowy, to znaczny – jak napisał prof. Janusz Zawodny – „obstawiono ich ze wszystkich stron prowokatorami”.CDN

Andrzej Toczewski
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Pią 0:17, 15 Lut 2013    Temat postu:


Byli więźniowie łagrów zgłaszający się do służby wojskowej w Armii Polskiej w ZSRR – 1941
[link widoczny dla zalogowanych](1941-1942)

Po uzyskaniu wolności Alter i Erlich przybyli do Kujbyszewa, gdzie organizowała placówkę polska ambasada. Podjęli tam bliską współpracę z ambasadorem Stanisławem Kotem, czego wyrazem było powołanie Altera na wysłannika ze specjalną misją do Swierdłowska. Częste przebywanie w ambasadzie szefów Bundu prowokowało wśród antagonistów profesora Kota intrygi i pomówienia, jakoby Alter i Erlich „rządzili ambasadą”. Opinie takie, jak napisał Stanisław Kot, „… niestety szerzyli w Wojsku Polskim oficerowie, niewątpliwie nastawieni przez łączników NKWD, gdy przygotowywano mord tych wybitnych osobistości. Byłem pełen uznania dla rozumu i taktu Erlicha, odwagi i zdolności Altera, pomagali mi w oddziaływaniu na Żydów polskich, służyli radą w niejednej trudnej sprawie, np. ułatwili mi zahamowanie wspólnej inicjatywy żabotyńczyków i antysemitów wydzielenia z wojska oddziałów żydowskich, co byłoby pierwszym krokiem do odcięcia ich od Wojska Polskiego a wcielenia do Armii Czerwonej i czego pierwszą próbę (w Kołtubiance) ogół żydowski przyjął z wzburzeniem. Z specjalnie urządzonej w Ambasadzie konferencji z działaczami żydowskimi wyszedł gen. Anders z decyzją unicestwienia tego eksperymentu…”.

W momencie tworzenia armii przez generała Władysława Andersa wspomniani przez Kota przedstawiciele skrajnych nacjonalistycznych ruchów żydowskich znani syjoniści, inżynier Szeskin z Wilna i adwokat Marek Kalin, żabotyńczycy pod przywództwem Włodzimierza Żabotyńskiego, wystąpili z projektem tworzenia odrębnych oddziałów żydowskich z oficerami polskimi, które mogłyby być przemieszczone do Palestyny.

Generał Anders, który odrzucił ten projekt, napisał we wspomnieniach: „Miałem poważne kłopoty, gdy na początku zaczęły napływać w dużych ilościach mniejszości narodowe, a przede wszystkim Żydzi. […] pewna część Żydów radośnie witała wojska sowieckie wkraczające do Polski w 1939 roku. Na tym tle pozostał u rdzennych Polaków uraz, który musiałem przezwyciężyć. Z drugiej strony szereg działaczy żydowskich chciało zaakcentowania odrębności żydowskiej. W tej sprawie zwracali się do mnie dwaj wybitni przedstawiciele Żydów z Polski, Alter i Erlich.Po wielu rozmowach przyznali mi, że projekt ich jest nierealny, gdyż musiałbym stworzyć także oddzielne oddziały ukraińskie czy białoruskie. Stałem na stanowisku, że skoro tworzymy dalszy ciąg armii polskiej, wszyscy obywatele bez różnicy wyznania i narodowości mogą się w niej pomieścić. Ostatecznie zgodzili się z moim stanowiskiem…”.

Kot prostuje, iż Anders błędnie przedstawia fakt, jakoby Erlich i Alter dążyli na początku do wyodrębnienia Żydów z Wojska Polskiego i że dopiero jemu dali się przekonać do tworzenia wspólnych oddziałów, bowiem od początku byli przeciwni projektowi rewizjonistów. CDN
Andrzej Toczewski
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Pią 0:29, 15 Lut 2013    Temat postu:


Przegląd oddziałów w Buzułuku 1942
[link widoczny dla zalogowanych](1941-1942)

Zgodnie z rozkazem Andersa każdy Żyd, który we wrześniu 1939 roku służył w armii albo przeszedł przeszkolenie wojskowe, mógł być wcielony do Wojska Polskiego. Natomiast z szeregów ochotników mogli być przyjęci tylko kwalifikujący się do służby z odpowiednią kategorią zdrowia. Jednocześnie generał zakazał wszelkiej agitacji antysemickiej w wojsku.

Stanowisko to satysfakcjonowało działaczy Bundu, którzy 31 października 1941 roku w piśmie do ambasady polskiej w Kujbyszewie, podpisanym przez Altera i Erlicha, napisali: „Podzielamy całkowicie stanowisko zasadniczo sformułowane przez gen. Andersa, a streszczające się w opinii, iż armia polska winna być tworzona jako jednolita organizacja na podstawie równego traktowania wszystkich obywateli polskich, bez różnicy narodowości lub wyznania, oraz że naczelnym zadaniem armii jest orężna walka o wolną, demokratyczną Polskę, wspólną ojczyznę wszystkich jej obywateli. Z zadowoleniem usłyszeliśmy oświadczenie gen. Andersa, że wydał stanowcze zarządzenie o tępieniu na terenie armii polskiej w ZSSR wszystkich podżegań do waśni narodowościowych, a więc i wszelkich objawów antysemityzmu, oraz że zamierza z całą energią przestrzegać wykonania odnośnych zarządzeń”.

W następstwie akceptacji polityki Rządu RP w sprawie tworzenia Wojska Polskiego oraz stanowiska Andersa Alter i Erlich wydali wspólnie odezwę wzywającą liczne rzesze Żydów polskich, którzy jako uchodźcy znaleźli się na terenie Rosji, do wstępowania w szeregi polskich oddziałów. „Dziś, gdy na ziemiach ZSRR – głosiła odezwa – tworzy się nowa Armia dla dalszej walki z Hitlerem, zwracamy się do wszystkich Żydów, obywateli polskich, zdolnych do noszenia broni […] z wezwaniem: Do broni! Stańcie w szeregach żołnierzy, którzy krwią własną raz jeszcze okupić mają prawo Polski do wolnego życia, którzy wespół z armiami państw sprzymierzonych uwolnić chcą Polskę i świat cały od zmory brunatnej niewoli. Ci zaś spośród Was, co niezdolni są do noszenia broni, niechaj nie szczędzą trudu, by ulżyć Armii w spełnianiu jej zadań, by przyspieszyć zwycięstwo. Udział w obecnej wojnie o wolność to i obowiązek i zaszczytne prawo. W imieniu żydowskich mas pracujących i inteligencji żydowskiej, które darzą nas zaufaniem, deklarujemy gotowość spełnienia obowiązku i domagamy się możności korzystania z tego prawa ...”.

Troska o losy formowanego Wojska Polskiego była powodem podróży generała Władysława Sikorskiego do ZSRR na początku grudnia 1941 roku. W okresie tym nastąpiło usztywnienie stanowiska Stalina w kwestii polskiej, zwłaszcza przebiegu granicy polsko-radzieckiej. Zaostrzenie kursu polityki Kremla nie stwarzało dobrego klimatu podczas wizyty premiera Rządu RP, który odbył ze Stalinem dwa spotkania w dniach 3 i 4 grudnia. Przebieg i skutki tych rozmów są znane.

Podczas spotkań Stalina z Sikorskim doszło do bulwersującego wydarzenia w Kujbyszewie. Było nim zaginięcie Altera i Erlicha. Ustalono, że feralnego wieczoru poszli razem na kolację do restauracji dla personelu dyplomatycznego, do której posiadali karty wstępu, ale do niej nie dotarli. Po kilku dniach bezskutecznych poszukiwań, miejscowe NKWD przyznało się do ich aresztowania.W związku z zaistniałą sytuacją ambasada polska wystosowała pisemną interwencję, na którą nadeszła odpowiedź, iż aresztowani „działali na rzecz Niemiec”. Na kolejną polską notę z 9 grudnia, stwierdzającą, że aresztowani byli pracownikami Biura Opieki Społecznej, nadeszła odpowiedź, zawierająca w konkluzji stwierdzenie, iż rząd radziecki „nie widzi podstaw do zmiany swego stanowiska”. Dalsze zabiegi Kota o ich zwolnienie zakończyły się niepowodzeniem, bowiem 28 stycznia 1942 roku Komisariat Ludowy zwrócił ambasadzie paszporty Altera i Erlicha z oświadczeniem, że są obywatelami ZSRR, więc „dalsze zapytania w ich sprawie przez polskiego ambasadora nie powinny mieć miejsca”.

Aresztowanie przez NKWD czołowych działaczy Bundu poruszyło opinię całego ówczesnego wolnego świata. Prośby o ich zwolnienie nadsyłali do Stalina działacze związkowi, politycy, znane osobistości, wśród nich pani Eleanor Roosevelt i Albert Einstein. Okazały się nieskuteczne, Stalin bowiem nie odpowiedział na żadną.
Andrzej Toczewski
Więcej na:
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Pią 22:48, 15 Lut 2013    Temat postu:


Zjazd Związku Żydów Uczestników Walk o Niepodległość Polski (czerwiec 1933 r.). Apel poległych przed Wielką Synagogą przy placu Tłomackie 7. Przemawia szef Głównego Urzędu Duszpasterskiego Mojżeszowego rabin Baruch Steinberg.
[link widoczny dla zalogowanych]

Baruch Steinberg

Baruch Steinberg[1] (ur. 17 grudnia 1897 w Przemyślanach, zamordowany 12 kwietnia 1940 w Katyniu) – starszy rabin II klasy Wojska Polskiego, pełniący obowiązki naczelnego rabina WP[2].

Członek Polskiej Organizacji Wojskowej. Już jako rabin wziął udział w obronie Lwowa w 1919 r, razem z ponad 400 innymi członkami POW.

W 1928 został kapelanem służby stałej Wojska Polskiego jako rabin Okręgu Korpusu Nr I, III i V. W 1933 objął obowiązki szefa Głównego Urzędu Duszpasterskiego Mojżeszowego, a w latach 1935-1939 – szefa Głównego Wojskowego Urzędu Duszpasterskiego Mojżeszowego Biura Wyznań Niekatolickich Ministerstwa Spraw Wojskowych.

1 września 1939, w chwili agresji Niemiec na Polskę, był jednym z siedmiu zawodowych rabinów wojskowych, został też szefem Duszpasterstwa Wyznań Niekatolickich dla Armii „Kraków”. Po najeździe sowieckim na Polskę 17 września 1939, wzięty do niewoli sowieckiej, przebywał w obozie w Starobielsku, skąd wywieziono go 24 grudnia 1939 w ramach akcji NKWD aresztowania duchownych-kapelanów wszystkich wyznań w wigilię Bożego Narodzenia 1939 do więzienia na Butyrkach w Moskwie, skąd w marcu 1940 powrócił do obozu, by następnie trafić do Juchnowa, a następnie do Kozielska. 12 kwietnia 1940 został wywieziony do Katynia i zamordowany[3].

Istnieją świadectwa, mówiące o niezwykłej solidarności ponad podziałami religijnymi wśród uwięzionych oficerów. Bronisław Młynarski pisze: Jak wielką i potężną była potrzeba wspólnej modlitwy dowodzi, iż jeńcy wyznania mojżeszowego, protestanckiego, prawosławnego – masowo uczestniczyli w nabożeństwach katolickich (...). Innym razem szliśmy w piątkowe wieczory pod przyzbę mizernej szopy (...), gdzie setki Żydów wznosiło gorące modły po hebrajsku, pod przewodnictwem kapelana dra Steinberga[4].

Minister Obrony Narodowej decyzją Nr 439/MON z dnia 5 października 2007 r. mianował go pośmiertnie do stopnia podpułkownika[5]. Awans został ogłoszony w dniu 9 listopada 2007 r., w Warszawie, w trakcie uroczystości „Katyń Pamiętamy – Uczcijmy Pamięć Bohaterów”.

Awanse:

rabin – ze starszeństwem z 1 grudnia 1928
starszy rabin II klasy – 4 lutego 1934 ze starszeństwem z 1 stycznia 1934 i 1. lokatą w duchowieństwie wojskowym wyznania mojżeszowego
podpułkownik – pośmiertnie 5 października 2007
[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Pią 23:54, 15 Lut 2013    Temat postu:


Przysięga rekrutów w Poznaniu (17 grudnia 1932 r.). Moment przysięgi składanej przez rekrutów wyznania mojżeszowego na dziedzińcu koszarowym. Przysięgę odbiera rabin Sonnaben.
[link widoczny dla zalogowanych]

Szacuje się, iż około 5% z 20 tysięcy ofiar radzieckich obozów stanowili Żydzi. W większości byli to młodzi lekarze, lekarze weterynarii, farmaceuci. Nie brak było prawników, inżynierów oraz oficerów liniowych. Służyli oni przeważnie w stopniach podporucznika i porucznika, chociaż nie brakowało też kapitanów, majorów (starsi lekarze) i podpułkowników. Należy przyjąć, że około 450 oficerów i podoficerów oraz podchorążych z Listy Katyńskiej – to Żydzi.
[link widoczny dla zalogowanych]

Wydawało mi się że cynizm, bezczelne chamstwo, pogarda do Polaków i Żydów Obrońców Rzeczypospolitej mają swoje granice, nawet dla takich łotrów jak autorzy tej prowokacji!

''Żydokomuna''
Jan Tomasz Gross* 27.11.2012 , aktualizacja: 30.11.2012 17:54
[link widoczny dla zalogowanych]

Napis nad zdjęciem Wielkiego Polaka - polskiego Żyda rabina Barucha Steinberga jest jednym z najnikczemniejszych zabiegów socjotechnicznych jakie widziałem w życiu. Redakcja "Gazety Wyborczej" ma na pewno stosowne w tym przypadku zdjęcia Jakuba Bermana, gen. Mojżesza Bobrowickiego vel Mieczysław Mietkowski, gen. Natana Grunspan-Kikiel vel Roman Romkowski, Józefa Różańskiego, Anatola Fejgina, Hilarego Minca, Stefana Szechtera-Michnika etc. etc. oprawców w służbie NKWD mordujących właśnie Polaków i Żydów- polskich patriotów jak rabin Baruch Steinberg, Wiktor Alter, Henryk Erlich, jak rotmistrz Witold Pilecki, generał August Emil Fieldorf i ponad 6 milionów obywateli RZECZPOSPOLITEJ, mordując wspólnie i w bandyckiej zmowie z Niemcami Adolfa Hitlera ............
W zmowie z arcyzbrodniarzem Józefem Stalinem rezygnują z reparacji wojennych i zadośćuczynienia za męczeńską śmierć i Zagładę 6 milionów obywateli Rzeczpospolitej oraz zniszczonej i wyrabowanej w niewyobrażalnym rozmiarze infrastruktury, gospodarki oraz mienia osobistego tych, którzy wyszli z piekła rozpętanej przez nich wojny.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Śro 13:30, 20 Lut 2013    Temat postu:

Moi przyjaciele pytają dlaczego na wątkach katyńskich nie skomentowałem tej wiadomości:

Rząd USA opublikuje tajne dokumenty. Mogą potwierdzić, że Roosevelt był kłamcą katyńskim

Wielki sukces polskiego lobby w USA. Deputowana Izby Reprezentantów Marcy Kaptur, Kongres Polonii Amerykańskiej i polscy dyplomaci doprowadzili do odtajnienia i opublikowania amerykańskich dokumentów dotyczących zbrodni katyńskiej. To tysiące stron pochodzące z archiwów Departamentu Stanu, armii, wywiadu oraz papierów prezydentów Roosevelta, Trumana i Eisenhowera.
.........................
Brytyjska tajemnica

Czy to możliwe, że Anglosasi wcześniej wiedzieli o Katyniu (do zbrodni doszło wiosną 1940 r.), ale nie powiedzieli nic o tym Polakom? - To rzeczywiście byłaby olbrzymia sensacja. Brytyjskie służby mogły się dowiedzieć o masakrze z niemieckich przecieków. Niemcy przecież już w 1941 roku znaleźli groby katyńskie. Wówczas jednak nie zdecydowali się jeszcze na ujawnienie sprawy - powiedział prof. Materski.

I podkreślił, że wspomniany Marian Wojciechowski opowiadał niegdyś, jak wybrał się do pubu z szefem brytyjskich archiwów. W przypływie szczerości powiedział mu on, że londyńskie dokumenty dotyczące zbrodni katyńskiej na pewno nie zostaną ujawnione do końca XXI wieku.

Brytyjczyk stwierdził, że władze w Londynie będą konsekwentnie przedłużać okres utajnienia papierów. Jakie kryją tajemnice, nie chciał jednak ujawnić.
Więcej na:
[link widoczny dla zalogowanych]

Nie poraża mnie ta wiadomość, gdyż wiarygodnie dla mnie brzmi relacja premiera Jeona Kozłowskiego:

Rząd Leona Kozłowskiego po zaprzysiężeniu 15 maja 1934. Premier siedzi drugi od lewej.

W kwietniu 1943 Niemcy poinformowali o odkryciu masowych grobów polskich oficerów zamordowanych przez NKWD w Katyniu. Władze niemieckie intensywnie wykorzystywały to wydarzenie w celach propagandowych, licząc na rozpad koalicji alianckiej. Doprowadziło to do zerwania stosunków dyplomatycznych pomiędzy ZSRR i rządem londyńskim. Niemcy zorganizowali wyjazdy na miejsce zbrodni kilku delegacji, w skład których wchodzili Polacy (żołnierze z oflagów, członkowie polskich organizacji dobroczynnych i PCK oraz dziennikarze prasy gadzinowej), jak również jeńcy wojenni brytyjscy i amerykańscy. W składzie jednej z nich znalazł się również Leon Kozłowski. Przebywał w Katyniu w maju 1943[4]. W 2005 w Polsce opublikowano treść ustnej relacji pochodzącej od przyjaciela Leona Kozłowskiego, profesora geologii Józefa Zwierzyckiego; z relacji tej wynika, że w czasie swojego pobytu w Katyniu Leon Kozłowski miał się dowiedzieć od miejscowej ludności rosyjskiej, że w kwietniu 1940, w chwili dokonywania przez NKWD mordu na polskich jeńcach, w Katyniu przebywali również oficerowie niemieccy[15].
[link widoczny dla zalogowanych]

Zgadzam się z tym co pisze dr Witold Wasilewski w ocenie artykułu Władimira Szwejcera w rosyjskim czasopismie "Sowriemiennaja Jewropa" ("Współczesna Europa") nr 1 (45) 2011 "On znał o Katyni poczti wsio" ("On wiedział o Katyniu prawie wszystko") o rozmowie z generałem NKWD/NKGB Leonidem Fiedorowiczem Rajchmanem :
[link widoczny dla zalogowanych]
Uważam że Niemcy w czasie mordów w Katyniu byli i to od szefa Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy Reinharda Heydricha, w ramach koordynacji działań i wymiany doświadczeń a nie słów relacji Rajchmana, opartej na informacjach uzyskanych od Ławrientija Berii, jakoby zbrodnia katyńska miała zostać nakazana przez Stalina dlatego, że Niemcy zażądali od Stalina wydania przetrzymywanych w sovieckiech łagrach oficerów Wojska Polskiego, co zostało przez nich umotywowane zagrożeniem stwarzanym przez nich dla III Rzeszy. Jestem pewien że Heydrich po zatrzymaniu Niemców pod Moskwą, uzyskał zgodę Hitlera na przekazanie Anglikom tej informacji, być może przy pomocy hrabiego Folke Bernadotte? Operacją miał się zająć Walter Schellenberg, ulubieniec szefa RSHA. Heydrich nie miał pojęcia że Schellenberg jest totumfackim Heinricha Himmlera, który na pewno o tym fakcie uprzedził Anglików. Uważam że to był główny powód likwidacji Reinharda Heydricha w Pradze a nie sprawa Canarisa, o czym zresztą Wołoszański zrobił film:

Sensacje XX wieku - Sprawa admirała Canarisa cz. 1 1/3
http://www.youtube.com/watch?v=Ks6XJmSkVWk&list=PLE90633095FBACD50
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Pon 10:59, 04 Lis 2013    Temat postu:

Возвращение "Смоленского архива"

13 декабря 2002 года в Министерстве культуры Российской Федерации состоялась пресс-конференция, посвященная возвращению в Россию "Смоленского архива", захваченного немецко-фашистскими войсками в 1941 г. В пресс-конференции приняли участие Министр культуры Российской Федерации М.Е.Швыдкой, Руководитель Федеральной архивной службы России В.П.Козлов, Посол США в России Александр Вершбоу, Председатель "PRA&A" Рональд Лаудер и другие официальные лица.

В ходе пресс-конференции Александр Вершбоу символически вручил папку с документы "Смоленского архива" Владимиру Петровичу Козлову. Эта акция является важным шагом в укреплении отношений между Россией и США и свидетельствует о позитивных контактах между российскими и американскими государственными структурами и общественностью обеих стран.

Прибытие остальных документов в Россию ожидается в декабре 2002 г. Затем они будут направлены в Смоленск, где их с нетерпением ждут. Архивная служба проведет презентацию этого волнующего для всех архивистов события в январе 2003 года.

Краткая история так называемого "Смоленского архива".

В июне 1941 г. немецко-фашистские войска стремительно продвигались на восток. Смоленский партийный архив начал в конце июня подготовку к эвакуации документов. Когда фронт вплотную подошел к границам Смоленской области, "Областной комитет по эвакуации населения, скота и имущества" дал 8 июля указание о вывозе фондов партийного архива на восток области - в г. Юхнов (ныне Калужская область). Но Юхнова достигли только 6 грузовых автомашин с документами персонального учета членов партии. Вскоре по распоряжению Управления делами ЦК ВКП (б) эти документы были перевезены в Казахстан, в г. Уральск, и вернулись в Смоленск только в декабре 1944 г.

Часть документов партархива, остававшихся в Смоленске, в частности, отдельные протоколы заседаний бюро обкома партии, документы аппарата (отделов) обкома, протоколы заседаний бюро райкомов и горкомов ВКП (б) Смоленской области, присланные в обком в качестве информации о деятельности местных партийных органов, была сожжена сотрудниками архива в июле 1941 г., перед захватом города немцами.

Основной же комплекс документов Смоленского партархива оказался в руках противника. Его изучением и описанием занимались сотрудники штаба специального округа под командованием Альфреда Розенберга.
Вместе с книгами всех смоленских библиотек оставшиеся в городе архивные документы были свезены в здание Смоленского собора, а затем вывезены в Польшу.

Из захваченной ими части 541 дело было отделено от общей массы документов, вероятно, для использования в антибольшевистской, антисоветской пропаганде нацистскими идеологическими структурами.

По хронологии дела распределялись следующим образом: 1917-1920 гг. - 24 дела; 1921-1924 - 49 дела; 1925-1928 - 124 дела; 1929-1932 гг. - 122 дела; 1933-1936 гг. - 156 дел; 1937-1941 - 50 дел, разные годы - 16 дел. Как и эти отобранные дела, все остальные документы партархива были вывезены на запад. Судьба этих двух неравных частей архива оказалась очень разной. В феврале 1945 г. на станции Pszczyna (Пщина), более чем в 100 км к западу от Кракова, частями 4 Украинского фронта были отбиты у противника вагоны с архивными документами. Среди них были и документы Смоленского партархива. В апреле документы, заполнившие 3,5 железнодорожных вагона, вернулись в Смоленск.

А отобранный немцами массив из 541 дела оказался значительно западнее ( в Баварии) и после разгрома гитлеровской Германии попал в руки командования американских войск. С 1947 г. до настоящего времени эти дела находились в Национальном архиве США в Вашингтоне.

В 1958 году документы начали публиковать, на их основе издавали книги о репрессиях. Руководство КПСС заявило, что это фальшивка. Но уже тогда было понятно, что это не так.

В 1991 году впервые на государственном уровне Россия заявила о возвращении документов. В декабре 2001 г. между Минкультуры России и американской исследовательской организацией "the Research Proect on Art & Archives, Inc." было достигнуто соглашение о взаимном сотрудничестве в розыске культурных ценностей, вывезенных нацистами и их союзниками в годы Второй мировой войны из российских музеев, библиотек, и архивов, а также произведений искусства, которые принадлежали участникам сопротивления, жертвам Холокоста, лицам, пострадавшим в связи с расовой, религиозной или национальной принадлежностью.

В результате общих усилий Минкультуры России и "RPA&A" удалось завершить трагическую страницу в истории "Смоленского архива" и вернуть его в Россию.
[link widoczny dla zalogowanych]

Co takiego kryły "Smoleńskie archiwa" że były tak ważne dla wodzów III Rzeszy, Amerykanów i Brytyjczyków?
Dlaczego przez ponad pół wieku wodzowie Sovdepii twierdzili że to fałszywki i żadne archiwum nie wpadło w ręce Niemców?
Dlaczego Niemcy tak bardzo chcieli dorwać te zasoby i dlatego zorganizowali specjalną jednostkę wojskową celem przejęcia tego archiwum?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Pon 11:43, 04 Lis 2013    Temat postu:

Sonderkommando 7c

Sonderkommando 7c – niemiecki specjalny oddział zbrojny SS na froncie wschodnim podczas II wojny światowej.
Oddział został sformowany na przełomie czerwca/lipca 1941 r. pod nazwą Vorkommando Moskau.
Na jego czele stanął szef Wydziału VII RSHA SS-Standartenführer Alfred Franz Six.
Kolejnymi dowódcami byli: od końca sierpnia tego roku SS-Obersturmbannführer Woldemar Klingelhöfer, od pocz. października SS-Obersturmbannführer Erich Körting, zaś w grudniu SS-Standartenführer Friedrich Buchardt.
Oddział działał na froncie wschodnim za oddziałami 4 Armii Pancernej. Jego szlak bojowy wiódł przez Smoleńsk,
Rosławl, Juchnow, Medyń i Małojarosławiec. Brał udział w likwidowaniu Żydów i miejscowej ludności. Głównym zadaniem oddziału było jednak wejście do Moskwy wraz z przednimi oddziałami niemieckimi, w momencie zdobywania miasta, a następnie opanowanie i zabezpieczenie najważniejszych obiektów. Członkowie oddziału mieli przejąć m.in. archiwa Wszechzwiązkowej Partii Komunistycznej (bolszewików) i Kominternu. Ponadto mieli prowadzić aresztowania czołowych wojskowych i przywódców komunistycznych na podstawie sporządzonych jeszcze przed atakiem na ZSRR list likwidacyjnych. W skład oddziału wchodziła też pewna ilość „wschodnich” kolaborantów. Po odrzuceniu Niemców spod Moskwy pod koniec 1941 r. w wyniku kontrofensywy Armii Czerwonej, Vorkommando Moskau powróciło w styczniu 1942 r. do okupowanego Rosławla, gdzie przeszło reorganizację i przemianowano je na Sonderkommando 7c. Dowodzenie objął SS-Sturmbannführer Wilhelm Bock. Jej zadania zrównano z zadaniami pozostałych sonderkommand SS. Oddział zajmował się m.in. selekcjonowaniem sowieckich jeńców wojennych w rejonie Smoleńska. Od pocz. czerwca 1942 r. oddziałem dowodził SS-Obersturmführer Ernst Schmücker, od końca sierpnia tego roku SS-Hauptsturmführer Wilhelm Blühm. Po jego śmierci ostatnim dowódcą od końca lipca 1943 r. był SS-Standartenführer Hans Eckhardt. We wrześniu tego roku – po ciężkich walkach frontowych z nacierającą Armią Czerwoną – oddział został przeniesiony na tyły, a następnie rozformowany pod koniec tego miesiąca. Ocaleli członkowie przeszli do Sonderkommando 7a.
[link widoczny dla zalogowanych]

Sonderkommando_7c zostało przerzucone samolotami przez linię frontu. Komando było wyposażone w mundury podobnych im oprawców z NKWD, wszyscy operowali perfekcyjnie językiem rosyjskim. Weszli do Smoleńska, przejęli archiwum i zabezpieczyli je aż do wejścia Niemców do miasta. Jednostką dowodził Franz Alfred Six (ur. 12 sierpnia 1909 w Mannheim, zm. 9 lipca 1975 w Bozen) – zbrodniarz wojenny, SS-Brigadeführer, oficer służb specjalnych III Rzeszy i RFN.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Pon 12:07, 04 Lis 2013    Temat postu:


Franz Alfred Six, zdjęcie z 1948, wykonane podczas procesu w Norymberdze

Franz Alfred Six
(ur. 12 sierpnia 1909 w Mannheim, zm. 9 lipca 1975 w Bozen) – zbrodniarz wojenny, SS-Brigadeführer, oficer służb specjalnych III Rzeszy i RFN.

Okres przedwojenny

Członek NSDAP od 1930. W 1934 uzyskał tytuł doktora filozofii, a w 1936 habilitował się. Był m.in. autorem pracy pt. Propaganda polityczna NSDAP w walce o władzę oraz Prasa w Polsce. Członek SS i funkcjonariusz SD od 1935 (SS-nr 107480), w tym samym roku ukończył pierwszy kurs szkoły junkrów SS w Bad Tölz. W 1936 został SS-hauptsturmführerem i kierownikiem Centralnego Wydziału Prasa i Biblioteka w Głównym Urzędzie SD. W 1938 został SS-standartenführerem i kierownikiem Urzędu II (Kraj) w Głównym Urzędzie SD; jednocześnie został profesorem uniwersytetu w Królewcu.

Lata wojny

W 1939 był członkiem „Sztabu Heydricha” i ponosi odpowiedzialność za działalność SD podczas agresji na Polskę. W tym samym roku objął katedrę nauk o zagranicy (Auslandswissenschaften) na uniwersytecie w Berlinie i był dziekanem wydziału o tej samej nazwie. Po utworzeniu RSHA stanął na czele Urzędu II, który po reorganizacji RSHA przekształcił się w Urząd VII (Badania i ocena światopoglądu), zajmujący się m.in. propagandą antysemicką i antymasońską.
W 1940 Six został szefem specjalnej grupy operacyjnej SD na Wielką Brytanię (z tytułem pełnomocnika szefa Sipo i SD w Wielkiej Brytanii), której zadaniem było likwidacja wszelkich antynazistowskich organizacji, instytucji i grup opozycyjnych oraz aresztowanie wybitnych przedstawicieli życia politycznego i naukowego, przebywających na Wyspach Brytyjskich, po opanowaniu Wysp przez Niemców.
W 1941 Six był szefem jednego z oddziałów operacyjnych policji bezpieczeństwa i SD, tzw. „Vorkommando Moskau”, którego głównym zadaniem miało być przejęcie archiwów Międzynarodówki Komunistycznej i partii bolszewickiej po spodziewanym opanowaniu Moskwy. Nie mogąc doczekać się tego zadania, grupa Sixa zajęła się selekcją jeńców wojennych, czyli typowaniem oficerów i żołnierzy przeznaczonych do likwidacji; odpowiedzialna jest również za eksterminację około 20 tysięcy Żydów.
W 1943 Six był – w randze posła – kierownikiem dyplomatów w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, którym zlecono prześladowanie Żydów.
W strukturach SS był przez pewien czas przełożonym Adolfa Eichmanna.

Po wojnie

W 1948 amerykański trybunał wojskowy skazał go (na podstawie wyroku IMT jako prejudykatu oraz Ustawy Nr 10 Sojuszniczej Rady Kontroli) na 20 lat więzienia w procesie grup operacyjnych (punkt 9), za współudział w najcięższych zbrodniach przeciwko ludzkości, zbrodniach wojennych i członkostwie w organizacjach zbrodniczych. Jednak już w 1952 Six został zwolniony i zaczął pracować w Organizacji Gehlena i Federalnej Służbie Informacyjnej. Od 1955 był „posłem I klasy przeznaczonym do ponownego wykorzystania”. W latach pięćdziesiątych pracował jako dyrektor fabryki Porsche w Bonn, od 1960 był dyrektorem do spraw reklamy w firmie Porsche-Diesel – budowa motorów, spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, Friedrichshafen. Aresztowany ponownie w czasie procesu Adolfa Eichmanna na skutek publikacji prasowych (m.in. w polskiej prasie).
[link widoczny dla zalogowanych]

Aresztowanie Sixa podczas procesu Eichmanna miało uniemożliwić prasie zadawania pytań na temat zawartości smoleńskiego archiwum. Nie budzi już mego zdumienia kariera po 1945 roku tego arcyzbrodniarza, jak również brak zaangażowania Szymona Wiesenthala i Yad Vashem.
Jest prawie pewne że w archiwach smoleńskich była fotokopia rozkazu Stalina dotycząca zagłady polskich oficerów, oraz dokumenty świadczące o obecności Niemców podczas ich likwidacji.
Najważniejsze jednak były dokumenty dotyczące eksterminacji Polskich Żydów przez komunistycznych zbrodniarzy, posłużą jako wzorzec dla niemieckich planów ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej na okupowanych terytoriach przez Rzeszę.
Stąd udział w badaniu archiwum smoleńskiego Alfreda Rosenberga.


Ostatnio zmieniony przez lutnia dnia Pon 19:52, 04 Lis 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Pon 12:50, 04 Lis 2013    Temat postu:


Alfred Rosenberg

Alfred Rosenberg

Alfred Rosenberg (ur. 12 stycznia 1893 w Rewlu (obecnie Tallinn), Estonia, stracony 16 października 1946 w Norymberdze) – zbrodniarz niemiecki, jeden z najbardziej wpływowych nazistów, twórca najważniejszych teorii rasistowskich narodowego socjalizmu oraz Minister Rzeszy do spraw Okupowanych Terytoriów Wschodnich. Był członkiem tajnego Towarzystwa Thule. Jest uważany za twórcę takich założeń ideologicznych NSDAP, jak skrajny antysemityzm, przekonanie o wyższości rasy aryjskiej, teoria Lebensraumu (przestrzeni życiowej dla narodu niemieckiego na obszarach wschodnich) czy dążenie do obalenia traktatu wersalskiego. Pierwszą żoną Rosenberga była rodowita Estonka Hilda Leesmann, a drugą – Niemka Hedwig Kramer.

Biografia

Wczesna kariera


Rosenberg urodził się w Rewlu (obecnie Tallinn) (Estonia) w rodzinie Niemców bałtyckich wyznania kalwińskiego; jego ojciec był kupcem. Studiował architekturę w Rydze (Łotwa) (ukończoną w 1917) i inżynierię w Moskwie. Podczas rewolucji październikowej stanął po stronie kontrrewolucjonistów, a po ich klęsce wyemigrował w 1918 do Niemiec. W styczniu 1919 był jednym z założycieli Niemieckiej Partii Robotników (Adolf Hitler stał się jej członkiem dopiero w październiku 1919), która następnie przekształciła się w NSDAP. W 1921 został redaktorem najważniejszej nazistowskiej gazety Völkischer Beobachter. Po nieudanym puczu monachijskim w 1923 Hitler wyznaczył Rosenberga na tymczasowego przywódcę NSDAP. Tę funkcję sprawował on do momentu zwolnienia Hitlera z więzienia. Hitler nie bez powodu wyznaczył na to stanowisko Rosenberga. Wiedział bowiem, że jest to człowiek o słabym charakterze, pozbawiony ambicji. Dzięki temu uniknął sytuacji, iż tymczasowy lider partii stałby się dla niego groźnym konkurentem. W 1930 Rosenberg został wybrany jako poseł do Reichstagu. W tym samym roku napisał drugą co do znaczenia książkę dla ideologii narodowego socjalizmu (po Mein Kampf): Mit dwudziestego wieku (Der Mythus des 20. Jahrhunderts) oraz założył szowinistyczną organizację - "Kampfbund fur Deutsche Kultur". Był także wydawcą teoretycznego organu NSDAP "Nationalsozialistische Monatshefte". W 1933 został mianowany szefem Wydziału Zagranicznego NSDAP, lecz jego pozycja w partii stopniowo słabła. W 1934 Hitler przejął od Rosenberga kompetencje związane z kształtowaniem duchowej i filozoficznej edukacji w szeregach wszystkich organizacji nazistowskich.

Teorie rasistowskie
Rosenberg był głównym nazistowskim twórcą teorii rasistowskich (przedstawione zostały one zwłaszcza w Micie dwudziestego wieku). Mit... jest studium historiograficznym - interpretacją i prognozą dziejów ludzkości z nazistowskiego punktu widzenia. Rewolucja narodowosocjalistyczna jest postrzegana jako ostateczny cel ludzkości, swoisty "koniec historii". Dla Rosenberga punktem wyjścia w interpretacji historii jest odwieczna walka ludów aryjskich i semickich; jedynie ludy nordyckie są w stanie wytworzyć kulturę. Rosenberg starał się wykazać związki współczesnych Niemców z dawnymi cywilizacjami. Jego wywody mają charakter spekulatywny, mimo iż próbował nadać im charakter dobrze udokumentowanego studium historycznego. Za pierwszych historycznie potwierdzonych przodków ludów nordyckich uważał mieszkańców starożytnych Indii i Persów; antyczną Grecję klasyfikował jako "nordycką Helladę", a Rzym okresu klasycznego określał mianem "nordycko-republikańskiego Lacjum"; uważał, że naród niemiecki jest dziedzicem tych tradycji. Dokonał podziału ludzi w postaci rasistowskiej drabiny, mającej na celu uzasadnienie polityki hitlerowskiej. Opierał się przy tym na pracach Arthura Gobineau, Houstona Stewarta Chamberlaina, Madison Grant oraz na teoriach samego Hitlera. Na najniższym szczeblu tej drabiny Rosenberg umieścił Murzynów, Żydów i inne ludy semickie. Wyżej znaleźli się Słowianie (zaliczani już do Aryjczyków). Jako "rasę panów" Rosenberg określił rasę nordycką, określanej także mianem aryjskiej. Byli to według niego: Niemcy, Skandynawowie (łącznie z Finami i Estończykami), Bałtowie (Litwini i Łotysze) oraz ludy zamieszkujące Wyspy Brytyjskie. Oczywiście Niemcy mieli być na samym szczycie ("rasa nadludzi").
Ludy nordyckie traktował jako jednolitą rasę aryjsko-nordycką, która przez całą historię zmaga się z inną rasą - semicką (żydowską); przejawem takiej walki jest m.in. bolszewizm, który - jak zaznaczył Rosenberg w Micie... - "oznacza bunt elementów mongoidalnych przeciwko nordyckim formom kultury (...), jest nienawiścią nomadów przeciwko zakorzenieniu osobowości, oznacza próbę całkowitego odrzucenia Europy". Wg Rosenberga pojęcie rasy nie da się sprowadzić wyłącznie do cech biologicznych (rasizm); istotną rolę odgrywa element duchowy danych ludów; każda rasa posiada indywidualny "duch rasowy" (Rassenseele); jako rodzaj ducha zbiorowości jest on właściwym nosicielem cech rasowych we wszystkich formach i przejawach życia; w rezultacie rasa jest, jak stwierdza Rosenberg, "zewnętrznym przejawem ducha"; tak silnej determinancie musi podporządkować się charakter jednostki: indywidualizm musi ustąpić przed siłą "ducha rasowego"; odzwierciedleniem tego ducha jest dorobek cywilizacyjny danej rasy - kultura, sztuka, technika, a także system państwowy, prawny i polityczny; dlatego też każda rasa wytworzyła osobną, tylko dla niej właściwą kulturę; wybitne jednostki w obrębie danej rasy nie są genialnymi indywidualnościami - w ich działalności "duch rasowy" uwidacznia się tylko wyraźniej niż u innych przedstawicieli danej społeczności; wybitnymi nosicielami "ducha rasowego" są dla Rosenberga wybitni twórcy i myśliciele niemieccy, m.in. Immanuel Kant i Richard Wagner. Taki punkt widzenia - nacisk na duchowość jako czynnik determinujący rasę - konkurował z "materializmem rasy" (Rassematerialismus), stawiającym na pierwszym miejscu wyznaczniki antropologiczne i biologiczne.
W myśl teorii Rosenberga istotą "ducha rasowego" jest wola, rozumiana jako ukształtowana siła, która może narzucić naturze i całym ludom określoną formę organizacji; wola jest podstawową i wystarczającą siłą sprawczą; jak stwierdza Rosenberg w Micie..., "na wszystkie wątpliwości i pytania nowy człowiek nadchodzącej Trzeciej Rzeszy Niemieckiej ma tylko jedną odpowiedź: Chcę; wola jest celem samym w sobie i najwyższym odniesieniem etyki narodowosocjalistycznej; nie do zaakceptowania jest moralność nadrzędna wobec niej; wg Rosenberga wyrazem woli, a zarazem i "ducha rasowego" jest sztuka poszczególnych ludów i przyjęta estetyka. Na poparcie swoich poglądów Rosenberg powoływał się na szereg niemieckich filozofów, m.in. Artura Schoppenhauera, którego pracę Świat jako wola i przedstawienie (Die Welt als Wille und Vorstellung, 1819) interpretował w taki sposób, by stała się koronnym dowodem słuszności jego wywodów.
Jako jeden z najważniejszych impulsów, które pozwoliły mu sformułować własny punkt widzenia na dzieje świata, Rosenberg wymieniał pracę Niemca angielskiego pochodzenia H.S. Chamberlaina Die Grundlangen des 19. Jahrhunderts (1899); stąd zaczerpnął podstawy teorii na temat kwestii żydowskiej i na niej oparł szereg wcześniejszych antysemickich publikacji.
Rosenberg aktywnie działał na rzecz rozpowszechnienia w Niemczech Protokołów Mędrców Syjonu. W Micie XX Wieku Żydzi są przeciwieństwem ducha rasy aryjskiej; Aryjczycy jako "dzieci boże" przeciwstawieni są Żydom - rasie o "satanicznym" duchu i światopoglądzie; Żyd to "uosobienie diabła", "przeciwnik całej ludzkości". Tak jak wielu nazistów, Rosenberg twierdził, że Chrystus nie był Żydem, ale wcieleniem nordyckiego "ducha rasowego", prawdziwym zaprzeczeniem żydostwa.
Teorie Rosenberga zmieniały się z czasem (hitlerowcy propagandowo dopasowywali często swoją ideologię np. do aktualnej sytuacji politycznej, m.in. Japończycy jako sojusznicy III Rzeszy określeni zostali jako "honorowi Aryjczycy"), jednak zawsze ich podstawą była supremacja rasy białej (ze szczególnym uwzględnieniem Niemców), bardzo silny nacjonalizm niemiecki i skrajny antysemityzm. Oprócz tego na poglądy Rosenberga, w dużej mierze przejęte przez NSDAP, składały się także: teoria Lebensraumu (przestrzeni życiowej dla Niemców obejmującej obszary wschodnie, czyli m.in. Polskę, Czechy i ZSRR), całkowite odrzucenie traktatu wersalskiego, sprzeciw wobec sztuki modernistycznej, którą Rosenberg uznawał za sztukę zdegenerowaną.
Więcej na:
[link widoczny dla zalogowanych]

Swego czasu z Przyjaciółmi zastanawialiśmy się dlaczego Hermann Göring, Alfred Rosenberg i ta cała menażeria w Norymberdze, nie użyła na swoją obronę wiedzy wyniesionej z "smoleńskiego archiwum", wszak to Göringowi chciano przypisać zbrodnię ludobójstwa w Katyniu?
Po prostu wytyczne londyńskiego i nowojorskiego Sanhedrynu były jednoznaczne, całą winą obciążamy III Rzeszę, ani mru, mru o roli bolszewickich i komunistycznych oprawców, bo tropy zaprowadzą do rzeczywistych zleceniodawców.
Po tym co wiemy o metodach przesłuchań w więzieniu Guantanamo, jest jasne jak ich "obrabiano" w Norymberdze.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Pon 19:10, 04 Lis 2013    Temat postu:


Folke Bernadotte
[link widoczny dla zalogowanych]

Folke Bernadotte
(ur. 2 stycznia 1895, zm. 17 września 1948) – szwedzki polityk i dyplomata, hrabia Wisborgu. Podczas I wojny izraelsko-arabskiej w 1948 wystąpił jako mediator ONZ w Palestynie. Został zamordowany w Jerozolimie przez żydowskich zamachowców z organizacji paramilitarnej Lehi.
Folke Bernadotte urodził się w Sztokholmie. Był synem księcia Oscara Bernadotte i Ebby Munck af Fulkila. Jego dziadkiem był król Szwecji Oskar II.

W lutym 1945 Folke Bernadotte rozpoczął negocjacje z Niemcami o uwolnienie skandynawskich więźniów z nazistowskich obozów koncentracyjnych. W ramach akcji z obozów wywieziono ponad 15 tys. więźniów, z czego ok. 7795 pochodziło ze Skandynawii, a ok. 7550 z innych krajów[2].
Od 1946 Bernadotte przewodniczył Szwedzkiemu Czerwonemu Krzyżowi.
...........................................

Folke Bernadotte w izraelskim jeepie podczas misji mediatora w Jerozolimie, tuż przed zamordowaniem przez Irgun.
[link widoczny dla zalogowanych]
.............................................................................
Folke Bernadotte został zamordowany 17 września 1948 przez członków radykalnej żydowskiej organizacji paramilitarnej Lehi. Do zabójstwa doszło w godzinach popołudniowych (kilka minut po 17.00). O okolicznościach zabójstwa można było się dowiedzieć od bezpośredniego świadka zdarzenia, szwedzkiego generała Åge Lundströma – szefa korpusu obserwatorów ONZ. Hrabia Bernadotte odbył podróż do Jerozolimy aby sprawdzić warunki w nowym budynku, do którego w najbliższym czasie mieli się przenieść wysłannicy ONZ-tu, oraz spotkać się z izraelskim komendantem Jerozolimy Bernardem Josephem. Lundström pisał: „w dzielnicy Qatamon zostaliśmy zatrzymani przez samochody terenowe żydowskiej armii, droga została zablokowana, zostaliśmy otoczeni przez ludzi w mundurach izraelskiej armii. Równocześnie zobaczyłem człowieka wybiegającego z dżipa. Nie przejąłem się tym za bardzo, gdyż myślałem że jest to kolejny punkt kontrolny. Jednakże on przełożył pistolet Tommy przez otwarte okno po mojej stronie samochodu i strzelał bezpośrednio w hrabiego Bernadotte i pułkownika Serota. […] Po przeanalizowaniu całego zajścia, jestem przekonany, że było to umyślne i dokładnie zaplanowane morderstwo. Miejsce gdzie samochody zostały zatrzymane zostało szczegółowo wybrane, a ludzie którzy zbliżyli się do samochodów doskonale wiedzieli nie tylko w którym samochodzie był Bernadotte, ale znali dokładną pozycję którą w nim zajmował”[7].
Więcej na:
[link widoczny dla zalogowanych]
Oficjalny powód do ohydnego mordu, to podobno pozytywny i pełen współczucia stosunek hrabiego Folke Bernadotte do gehenny Palestyńczyków. Są podstawy aby przypuszczać że było to jednak spełnienie żądania Stalina, który od tego uzależniał kontynuację dostaw broni dla Agencji Żydowskiej. Arystokrata szwedzki niejednokrotnie wypowiadał się, że widział fotokopię rozkazu Stalina z podpisami Mołotowa, Kaganowicza i reszty kremlowskiej bandy, którą mu pokazał Walter Schellenberg, podczas poufnych rozmów w Rzeszy.
A że wypełnił to żądanie Irgun a nie Hagana?
To przecież w stylu gruzińskiego satrapy.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Pon 19:32, 04 Lis 2013    Temat postu:


Folke Bernadotte
[link widoczny dla zalogowanych]

.............................................................
Można zadać sobie pytanie, jakie dokumenty mogą jeszcze być w szwedzkich archiwach? Otóż Szwedzi mieli rozbudowane kontakty z wrogą Hitlerowi Abwehrą. Ponadto arystokraci szwedzcy mieli kontakty rodzinne z wysoko postawinymi w hierarchi III Rzeszy Niemcami, i stąd dostęp do różnych tajnych informacji niemieckich. Na pewno i z tych źródeł sporządzano notatki na użytek wywiadu szwedzkiego. Więcej, Szwedzi pod koniec wojny udzielili (chwilowego) azylu generałowi SS Walterowi Schellenbergowi - szefowi wywiadu i kontrwywiadu SS. Walter Schellenberg, który nota bene był rzeczywistym sprawcą tzw. 'Akcji Bernadotte', był w Szwecji przesłuchiwany przez kontrwywiad (podobno) i na temat Katynia. Jak dotychczas protokoły z przesłuchań Schellenberga nie zostały opublikowane. Sam Schellenberg został po wojnie wydany aliantom, a hrabia Folke Bernadotte w swojej książce 'Slutet' opublikował tylko wybrane fragmenty z zeznań Schellenberga. Tu trzeba dodać, że Goebbels, (jeśli wierzyć jego zapisce w dzienniku z dnia 30 maja 1943), dysponował tajnemi dokumentami z Kremla wykradzionemi przez świetnie uplansowanego agenta podległego Schellenbergowi: '... przekłada mi akta GPU na temat Katynia, jakie wpadły w nasze ręce. (...) 12 tys. Polskich oficerów było zaplanowanym mordem z rozkazu Moskwy. Dokumenty w tej sprawie są wstrząsające'. Prawdopodobnie były to kopie tych samych dokumentów, które po wielu latach Jelcyn przekazał Wałęsie, a których Niemcy nie opublikowali w swoim czasie, by nie zdekonspirować swojego cenneggo agenta na Kremlu. I może dobrze się stało. Gdyby Niemcy opublikowali te dokumenty to świat uznałby je za fałszywe, a Rosjanie zniszczyliby orginały.

Warto by więc dotrzeć do szwedzkich dokumentów w tej i innych sprawach. Może z ich lektury okazać się, że Szwedzi również od samego początku wiedzieli, kto jest winny zbrodni katyńskiej, ale przez długie lata nie chcieli się do tego przyznać ze względów politycznych. A potem głupio im było przyznać się do tego, że nie chcieli się przyznać.
Ludomir Garczyński-Gąssowski
Całość na:
[link widoczny dla zalogowanych]
Agenturę niemiecką w otoczeniu Stalina można spokojnie włożyć między bajki, Schellenberg przedstawił hrabiemu fotokopię dokumentu z archiwum smoleńskiego, problem w tym że alianci już je mieli z inicjatywy Reinharda Heydricha, czym ten ostatni wydał wyrok na siebie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Anna




Dołączył: 10 Sty 2019
Posty: 1
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 19:06, 10 Sty 2019    Temat postu: Miszka

Witam,
jestem tu nowa, mało znam internet, ale interesuje mnie ten przyjaciel
Kriwoziercewa, Miszka. czy coś o nim więcej można gdziekolwiek przeczytać, dowiedzieć?
Za odpowiedz będę wdzięczna. Anna
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.gargangruelandia.fora.pl Strona Główna -> Wątki Lutni Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3
Strona 3 z 3

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin