Forum www.gargangruelandia.fora.pl Strona Główna www.gargangruelandia.fora.pl
Strefa wolna od trolli
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Stare Kino
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.gargangruelandia.fora.pl Strona Główna -> Archiwum tutejsze
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Margarita
Gość






PostWysłany: Czw 15:57, 23 Cze 2011    Temat postu: Stare Kino

Kino australijskie to kino nadal prowincjonalne, chociaż znamiennym jest fakt że właśnie stamtąd pochodzi spora część gwiazd Hollywoodu.
Wspomnę więc na chwilkę jedną z nich.
Errola Flynna.
Wspomne go nie poprzez filmy pirackie w stylu "Kapitan Blood" czy western "Doge City" w których grał, ale wspomnę go jako najlepszego odtwórcę rzezimieszka w oskarowej superprodukcji, czyli " W Przygodach Robin Hooda" Michaela Curtiza z 1938 roku, a w którym o mały włos zresztą by nie zagrał, gdyby nie zrezygnował z roli wesołego banity świetny aktor i tancerz wodewilowy James Cagney, podobno skłócony o gażę z Jackiem Warnerem. Wtedy to Wytwórnia Warner Bros. postawiła na "rezerwowego" Flynna i to był strzał w dziesiątkę. Wizualnie Errol był i pozostaje bodaj najbardziej zbliżonym do bohatera książki Howarda Pyle i oczywista oczywistość...nie używał w trakcie zdjęć kaskaderów. Podobnie zresztą jak Douglas Fairbanks (też odtwórca Hooda) w roli "Złodzieja z Bagdadu" Freda Niblo.
Do końca życia zapamietam więc fenomenalną walkę na miecze w wykonaniu Flynna z równoległym odbiciem walczących na ścianach zamku, pościgi i zasadzki. Zaskakujący jak na tamte czasy montaż i ujęcia. W pamięci pozostanie mi oczywiście urocza, może troszkę przesłodzona Olivia de Haviland jako Marion, niezły, bo cwany Basil Rathbone jako Guy i znakomity w drugoplanowej roli Claude Rains jako książę Jan.
Tak, tak to ten sam Rains czyli słynny inspektor Renault kombinujący z Bogartem w "Casablance, nominowany zresztą kilkakrotnie do Oskara za role drugoplanowe.
"Przygody Robin Hooda" to najlepsza jak dotąd ekranizacja powieści Howarda Pyle, każdej nastepnej łącznie z tą rozdmuchaną Costnerowską brakowało i brakuje do tamtego filmowego hitu wiele.
Przede wszystkim lekkości, przymrużenia oka i tej chłopiecej iskry przygody, która nie tylko pozwalała sie zrelaksować, ale pozwalała zapomnieć o Bożym świecie.
Jeśli spotkacie się więc z szansą zobaczenia filmu Curtiza "Przygody Robin Hooda" nie traćcie jej.


Ostatnio zmieniony przez Margarita dnia Czw 16:00, 23 Cze 2011, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gargangruel
Administrator



Dołączył: 23 Mar 2011
Posty: 6439
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: ZE SREBRNEGO NOWIU

PostWysłany: Czw 16:12, 23 Cze 2011    Temat postu:

Oglądałem i popieram. Filmy z tamtych czasów miały jakąś taką lekkość. Nie wiem jak to określić, ale dobrze się oglądały i pozostawały długo w pamięci.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
deHaga
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 347
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 18:05, 23 Cze 2011    Temat postu: re: Margarita

No Margarita, ale masz wejście - Errol Flynn! Ciekawe, że moje zainteresowanie tym aktorem zaczęło się od dwuczęściowego poruszającego filmu biograficznego, który TVP pokazała w latach 80-tych. Mam zestaw jego 5 filmów i wszystkie są świetne. Moim ulubionym jest Kapitan Blood (Olivia de Havilland ma tam więcej ikry Wink ), choć najbardziej ambitny z nich to chyba Umarli w butach (They Died with Their Boots On). Nie udało mi się jeszcze znikąd ściągnąć That Forsyte Women i porównać jego kreacji Soamesa Forsyta z tą z 1967 Erica Portera, za którą ten ostatni dostał nagrodę Emmy.
Niestety, nie jest łatwo zdobyć dobre, stare filmy, choć często się zdarza, że są one lepsze od najnowocześniejszego kina z efektami.



Witam wszystkich miłośników Starego Kina! Mam dla Was prezent powitalny: link do pogadanek Stanisława Janickiego (ktoś tu o nim wspominał) o Starym Kinie i nie tylko na RMF Classic:
[link widoczny dla zalogowanych]
Także o Errolu Flynnie. Serdecznie polecam!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gargangruel
Administrator



Dołączył: 23 Mar 2011
Posty: 6439
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: ZE SREBRNEGO NOWIU

PostWysłany: Czw 18:19, 23 Cze 2011    Temat postu:

Przeniosę ten wątek na forum My kulturnyj narod. Proszę się przyzwyczaić do tej myśli. Smile
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
deHaga
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 347
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 18:26, 23 Cze 2011    Temat postu: re: GGG

Doskonały pomysł, dzięki Gargangruelu!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
babapl
Bywalec



Dołączył: 23 Mar 2011
Posty: 2401
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Pią 13:24, 24 Cze 2011    Temat postu:

W Errolu Flynnie zakochałam się po obejrzeniu Elżbiety i Essexa. Znienawidziłam tę małpę Bette Davis, że go skazała na śmierć i długo musiała potem zapracowywać na moją miłość. Ale jak ją już pokochałam...to na zawsze! I wybaczyłam jej tego Flynna, bo w końcu była królową, i to jaką!!!



Ostatnio zmieniony przez babapl dnia Sob 10:54, 25 Cze 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Margarita
Gość






PostWysłany: Pią 13:58, 24 Cze 2011    Temat postu:

Dziś zagadka. Pewnie znajdziecie ją w wikipedi.
Ale ja zadam. Czy John Wayne był reżyserem?
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Pią 16:59, 24 Cze 2011    Temat postu:

Najlepszy film jaki znam w jego reżyserii to oczywiście "Alamo". Był aktywnym antysyjonistą i antykomunistą. Wsławił się wypowiedzią w której obarczał Żydów-komunistów winą za wymordowanie rosyjskiej inteligencji po upadku Rosji carskiej. Stalin wydał na niego wyrok śmierci, gdyby był Żydem zapewne byłby rekordzistą w ilości zdobytych Oscarów. Należał już mu się za "Dyliżans". Otrzymał go dopiero pod presją otwartego listu najsłynniejszych i najlepszych aktorów amerykańskich, laureatów tej nagrody, którzy zagrozili zwrotem tych statuetek. Dostał za film "Prawdziwe męstwo" w roku 1969, skrzywdzono wówczas Dustina Hoffmana któremu należał się Oscar za rolę w filmie "Nocny kowboj".
Był to w zasadzie dla Johny Wayna Oscar za całokształt i Hoffman tej decyzji nie kwestionował.
P.S. Jego nazwisko gwarantowało sukces kasowy i to by było na tyle.


Ostatnio zmieniony przez lutnia dnia Pią 17:22, 24 Cze 2011, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Margarita
Gość






PostWysłany: Sob 7:48, 25 Cze 2011    Temat postu:

Wszystko się zgadza. John Wayne nakręcił swoją wersję "Alamo"(to jedyny film w jego rezyserii), gdzie wcielił się w rolę charyzmatycznego pioniera i odkrywcy Dave Crocetta. Do obsady dorzucono twardego Richarda Widmarka (świetny aktor pierwszego planu, wystapił w 1952 nawet w głównej roli z samą Marylin Monroe w filmie "Opiekunka" pol. tłumaczenie tytułu a film pokazał Jackiewicz w Latarni Czanoksięskiej) oraz charakterystycznego, bo o ospowatej zakazanej twarzy Richarda Boone, etatowego obok Jacka Elama szwarc charaktera występującego westernach. Muzycznie obraz ubrał znakomitą balladą Dimitri Tiomkin, mający już na swoim koncie takie music hity filmowe jak Rio Bravo i W samo południe.

Kiedy Wayne umierał powoli na raka płuc, reżyser i przyjaciel Don Siegel postanowił nakręcić western "Strzelec". W którym Wayne miałby zagrać sam siebie, w tym swój ból i cierpienie oraz w którym miał.... zginąć!
Wayne dręczony chorobą podjął wyzwanie. Kanwą filmu stały się jego westerny - czyli historia człowieka, który był szeryfem, szukał siostrzenicy. Na samym początku projekcji wykorzystano zresztą archiwalne zdjęcia z Red River, Poszukiwaczy itd. Na plan zaangażowano przyjaciela Johna, Jamesa Stewarta, (z którym Wayne zagrał na początku lat sześćdziesiątych u Forda w "Człowiek, który zabił Liberty Valancea" - Libertego odtwarzał wtedy nieodżałowany Lee Marvin) oraz właśnie Richarda Boone, z którego ręki filmowo miał polec a z którym również zagrał kiedyś w "Wielkim Jake'u".
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Margarita
Gość






PostWysłany: Sob 8:35, 25 Cze 2011    Temat postu:

Wspominałem znakomitego ale zapomnianego Errola Flynna a teraz zatrzymam się dosłownie na moment i chwilkę nad Jamesem Stewartem, bardziej znanym z afisza filmowego jako Stewart Granger, bo gwiazda pierwszego Jamesa Stewarta była zbyt jasna do zaćmienia. Jak ktoś oglądał serię o dzielnym Apaczu Winnetou to już wie o kogo chodzi, ale też zapewne nie zdaje sobie sprawy, że człowiek odtwarzający tę nijaką rółkę w tym nijakim seryjnym filmiku był wcześniej gwiazdą pierwszej wielkości nie tylko w Anglii, ale w Hollywood. Osobiście widziałem go zaledwie tylko trzech filmach. Z Johnem Waynem w "Złocie Alaski", w "Kopalniach króla Salomona z Deborah Kerr" oraz w "Scaramouche" z Melem Ferrerem.
A przecież grał wiele i to u najlepszych u: Brooksa, Cukora, Hathawaya, Aldricha, Younga, Leone i z najlepszymi jak: Wendelem Corey'em (przyjaciel policjant gł. bohatera w "Okno na Podwórze" A. Hitchcocka) Claude Rains'em, Jean Simmons, Avą Gardner, Vivien Leigh, Davidem Nivenem, James Masonem, Janet Leigh, Burl Ivesem czy Robertem Taylorem.


Ostatnio zmieniony przez Margarita dnia Sob 9:17, 25 Cze 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Margarita
Gość






PostWysłany: Sob 9:21, 25 Cze 2011    Temat postu:

Narzekałem na Costnera jako kiepskiego twórcę filmów przygodowych. Oddam mu hołd jako twórcy westernu. Może dlatego, ze był tak dobry w "Silverado"? Bo "Tańczący z wilkami" i "Bezprawie" to westernowe perełki. Szczególnie ten drugi mocno trzyma się rytu "Bez przebaczenia" Eastwooda.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gargangruel
Administrator



Dołączył: 23 Mar 2011
Posty: 6439
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: ZE SREBRNEGO NOWIU

PostWysłany: Sob 9:32, 25 Cze 2011    Temat postu:

Skaczesz Pan jak ta pchła, Margarita. Laughing
Ja sobie usiłowałem przypomnieć co jeszcze oglądałem ze Stewartem Grangerem, a Ty już przy Costnerze, pogrzebawszy po drodze Wayne'a i przegryzwszy Jamesem Stewartem i Lee Marvinem.
A niech cię...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Margarita
Gość






PostWysłany: Sob 9:44, 25 Cze 2011    Temat postu:

Eeech i najbardziej wilgotne męskie oczy w kinie, czyli Victor Mature.
Pomijając "Szatę" z Richardem Burtonem i "Moja droga Klementyno" z Henry Fondą. Najbardziej mi zapadł w pamięć w pokazywanym dawno temu w TVP w "Pocałunku śmierci", opowieści o gangsterze, co chce zerwać z napadami na banki i jubilerów, ale kolesie mu nie odpuszczają.
Eech, gdzie tamta Telewizja i tamte filmy?
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Margarita
Gość






PostWysłany: Sob 10:47, 25 Cze 2011    Temat postu: Gargangruel

No, skaczę bo jakoś powoli wkraczacie w temat. Teraz więc przystopuję i zaproponuję wam do konsumpcji głównych bohaterów rozprawki: Grangera i Mature, bo Wayne jest zbyt znany a Boone okazuje się aktorem (jak mawia mój szwagier kinomaniak) dla niszowych koneserów.
Ogólnie, on zna reżyserów, aktorów, tytuły, fabuły. Ja skupiam się na technice filmowania, budowaniu napięcia, scenografii. Dlatego kiedy gadamy na temat filmów, dat, gry, akcji a wszystko przy winie, poboczni biesiadnicy wymiekają z powodu nierozumienia tematu. A przecież mają Filmotekę arcydzieł, Latarnię i Stare kino za darmo. Szkoda, że mimo namów nie chce ze mną prowadzić w necie kłótni i sporów na tematy filmowe.


Ostatnio zmieniony przez Margarita dnia Sob 10:49, 25 Cze 2011, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
babapl
Bywalec



Dołączył: 23 Mar 2011
Posty: 2401
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Sob 10:51, 25 Cze 2011    Temat postu:

Gargangruel napisał:
Skaczesz Pan jak ta pchła, Margarita. Laughing
Ja sobie usiłowałem przypomnieć co jeszcze oglądałem ze Stewartem Grangerem, a Ty już przy Costnerze, pogrzebawszy po drodze Wayne'a i przegryzwszy Jamesem Stewartem i Lee Marvinem.
A niech cię...

To Ci w nagrodę dam fotkę Grangera:

Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
babapl
Bywalec



Dołączył: 23 Mar 2011
Posty: 2401
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Sob 11:03, 25 Cze 2011    Temat postu:

Wybaczcie mi te dołożone fotosy, ale niech młodzież wie, jakie chłopaki mojemu pokoleniu działały na wyobraźnię ( mówię o Flynnie).
Każdy ma takiego Chyrę, na jakiego zasłużył, hehehe!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gargangruel
Administrator



Dołączył: 23 Mar 2011
Posty: 6439
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: ZE SREBRNEGO NOWIU

PostWysłany: Sob 11:23, 25 Cze 2011    Temat postu:

Dziwnymi drogami chodzą skojarzenia. Kiedy zobaczyłem Stewarta Grangera od razu pomyślałem o Kopalniach króla Salomona. A to doprowadziło mnie do Potwora Heu Heu, wydanej w 1960 roku książeczki Henry'ego Rider Haggarda, która była jedną z moich ulubionych ówczesnych lektur. Allan Quatermain to bohater mojego dzieciństwa, jeden z wielu, oczywiście, ale jeden z ważnych.
Idąc dalej przypomniałem sobie piękną i uroczą Deborah Kerr, a to zaprowadziło mnie do Cyrku straceńców i Nocy iguany.
Cholera. Kiedyś to były FILMY.
Byłem niedawno na czwartej części Piratów z Karaibów. Oczywiście 3D, oczywiście zapierające dech w piersiach tempo (zwłaszcza montażu) i oczywiście NIC. Efektowne, a nawet efekciarskie NIC, ZERO, NULL.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Margarita
Gość






PostWysłany: Sob 11:24, 25 Cze 2011    Temat postu:

babapl napisał:
Wybaczcie mi te dołożone fotosy, ale niech młodzież wie, jakie chłopaki mojemu pokoleniu działały na wyobraźnię ( mówię o Flynnie).
Każdy ma takiego Chyrę, na jakiego zasłużył, hehehe!


Przyznasz babo, że faceci byli wtedy FACETAMI - wystarczy spojrzeć na to zdjęcie Stewarta Grangera.
Nawet taki włochaty Burt Reynolds ze sławnego spływu kajakowego z kuszą - to chyba bardzo wczesne dzieciństwo morporka nieprawdaż (?)- był jeszcze od biedy takim, ale gdzie mu tam było do meskiej, zmęczonej twarzy Randolpha Scotta z "High T", zabijakowatej Camerona Mitchella - tego z "Ogrodu zła" Henry Hathawaya - lub pełnej uroku Cary Granta w "Arszeniku i starych koronkach". Nie wspomnę o twardej Roda Steigera "Jezus z Nazaretu", Davida Janssena "Ścigany" (tropiący go o lodowatym spojrzeniu Barry Morse) czy zimnej Roberta Stacka z serialu "Al Capone i inni" - świetna muzyka (pamiętam do dziś).


Ostatnio zmieniony przez Margarita dnia Sob 11:31, 25 Cze 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
babapl
Bywalec



Dołączył: 23 Mar 2011
Posty: 2401
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Sob 11:50, 25 Cze 2011    Temat postu:

Kiedyś to były filmy... Kiedyś to było nawet kino włoskie i francuskie.
I komu to przeszkadzało?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Margarita
Gość






PostWysłany: Sob 12:16, 25 Cze 2011    Temat postu:

babapl napisał:
Kiedyś to były filmy... Kiedyś to było nawet kino włoskie i francuskie.
I komu to przeszkadzało?


Tym co rozkochują się w niebieskim parasolu z Brukseli a nie w "Parasolkach z Cherbourga"
Tym co kochają sen "Orfeusza" i nie myślą o czekającej ich "Windzie na szafot".


Ostatnio zmieniony przez Margarita dnia Sob 12:19, 25 Cze 2011, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Margarita
Gość






PostWysłany: Sob 19:26, 25 Cze 2011    Temat postu:

Baba wspomniała o kinie francuskim i włoskim.
Jeśli chodzi o kino francuskie to bije ono na głowę kino włoskie nie tylko urodzajem na wybitnych reżyserów, ale i wszechstronnością.
Pamiętam z dzieciństwa filmy, który zrobiły na mnie szczególne wrażenie to: "Kości rzucone" Jeana Delannoya z Eva Chalier i "Urok szatana" Rene Claire z Gerardem Philipe. Pamietam też "Cartuche zbójcę" z Belmondo Ouriego i de Broci, ale była też wersja z Paulem Preboist zrobiona przez samego de Brocę.
Francuzi byli genialni w komediach i filmach noir. Włosi to dla mnie przede wszystkim neorealizm w stylu "Gorzkiego ryżu" de Santisa z seksowną Silvana Magnano, czy "Złodzieje rowerów" w reż. de Sici.


Ostatnio zmieniony przez Margarita dnia Pon 10:05, 27 Cze 2011, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Nie 23:07, 26 Cze 2011    Temat postu:

Margarita, jestem autentycznie pod wrażeniem tego co piszesz o historii kina, w tym niemego. Przyznam, że nie przepadam za tym gatunkiem, na początku lat 60 tych kuzyni wciągnęli mnie do DKF we Wrocławiu, a w Bytomiu nawet prezesowałem przez 2 lata, by zrezygnować, bo z braku czasu zaniedbywałem swoje obowiązki w klubie. Lubisz wyzwania, więc pytanie:
1) Co łączy film "Alamo" z "Rio Bravo" i "W samo południe" i nie myślę tu o Dymitrze Tiomkinie, autorowi muzyki do tych filmów?

2) W związku z nominacją D. Tiomkina do Oscara, za muzykę do filmu "Noc nad Pacyfikiem"(" The High and the Mighty"), wytoczono mu proces. O co chodziło?


Ostatnio zmieniony przez lutnia dnia Pon 16:18, 27 Cze 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Nie 23:39, 26 Cze 2011    Temat postu:

Taka ciekawostka związana z filmem " Rio Bravo" i Dymitrem Tiomkinem.
Tiomkin zrobił genialny aranż popularnej w Meksyku marszowej melodii a raczej hejnału na trąbkę "El Deguello", którą to dowodzący wojskiem meksykańskim general Antonio López de Santa Anna, nakazał grać podczas oblężenia Alamo. Był to sygnał że pokonani "dadzą gardło", nie będzie pardonu. Historycznie biorąc, Meksykanie pod Alamo bronili integralności swego Kraju, Teksańczycy w Alamo zawłaszczali ich ziemię i od tego nie chcieli odstąpić, powołując Republikę Teksasu.

W filmie "Rio Bravo", to miejscowy oligarcha-latyfundysta, nakazuje grać "El Dequello" obrońcom prawa i wolności. Paradoks, a ileż wywołał dyskusji w Stanach.

http://www.youtube.com/watch?v=AR-KbvXvBd8


Ostatnio zmieniony przez lutnia dnia Nie 23:50, 26 Cze 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
babapl
Bywalec



Dołączył: 23 Mar 2011
Posty: 2401
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Pon 10:12, 27 Cze 2011    Temat postu:

Teksańczycy w Alamo zawłaszczali ich ziemię i od tego nie chcieli odstąpić, powołując Republikę Teksasu.

...aby za jakiś czas tę swoją ciężko wywalczoną niepodległość zamienić na kolejną gwiazdkę na sztandarze.
Ale muszę też dorzucić coś pro domo sua: misję- fort Alamo każdego roku odwiedza 2,5 mln turystów. Zgroza!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Margarita
Gość






PostWysłany: Pon 18:21, 27 Cze 2011    Temat postu:

Odnośnie tych zagadek zadanych przez Jerzego nie wiedziałem nic.
Mógłby zdać inną co łączyło filmy Jojna Forda.
Opowiedź: Przyroda.
Denerwował mnie on z lekka swoją jednostajnością terenową. Zarówno "Poszukiwacze", "Rio Grande", "Fort Apache" czy "Ona nosiła żółtą wstążkę" nakręcono w Dolinie Olbrzymów.
Zaś Howard Hawks po sukcesie "Rio Bravo" zrobił na kanwie pierwszego dokrętki w postaci "Rio Lobo" i "El Dorado" oczywista oczywistość z Johnem Waynem w roli głównej.
Sorry, ale jak gadam o kinie to od razu mi się tysiące słów na języku tłoczy.
Dlatego teraz odskoczę na sekundkę od westernu i wspomne reżyserów niemieckich. Gdyby nie Hitler Hollywood było by biedniejsze o: Roberta Siodmaka, Fritza Langa i Otto Premmingera.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Margarita
Gość






PostWysłany: Pon 19:13, 27 Cze 2011    Temat postu:

Napsioczyłem na Forda za plener i przypomniałem sobie jego western kryminał z Woody Strodem i Jeffreyem Hunterem (hehehe tym razem John Wayne miał wolne z wiadomych względów) "Sprawa sierżanta Rutledge'a".
Było tam stare fordowskie zaskoczenie, jak to na małej stacyjce (scena kręcona w studio) Constance Towers znajduje "modlącego sie" na klęczkach zawiadowcę ze strzałą w sercu...
Ciekawostką było tez to jak na Forda, że akcja toczyła się.... na sali sądowej, ale zeznania świadków zamieniały się w film.
Podobny chwyt zastosował Martin Ritt w "Dwóch obliczach prawdy" z Paulem Newmanem i nie wiedzieć czemu nie wymienianym w obsadzie na plakatach Edwardem G. Robinsonem gwiazdą filmu noir lat trzydziestych. Na uwagę zsługuje też scenarzysta, czyli Akiro Kurosawa, który po prostu przeniósł w świat Dzikiego Zachodu swojego "Rashamona".
Z tymi "Dwoma" kojarzy mi się jeszcze western Johna Forda "Dwóch jechało razem" z Jamesem Stewartem i Richardem Widmarkiem, oraz "Dwa oblicza zemsty" z Marlonem Brando i kapitalnym wtedy w tym filmie jak dla mnie Karlem Maldenem.
Napisałem też, że John Wayne nakręcił jeden film.
A ostatnio przeczytałem, że się mylę bo reżyserował on też "W krainie Komanczów", kiedy ja tymczasem pamietam przy obrazie nazwisko Michaela Curtiza. Podobnie jest z "Rzeką bez powrotu" ale tutaj to już wiedziałem, że na początku reżyserował film Jean Negulesco, ale prawdopodobnie w związku z zatargami z wytwórnią i kapryśną Marylin Monroe obraz dokończył i podpisał swoim nazwiskiem Otto Premminger.
Ciekawosta: On też na planie wpadał w szał w związku z grą MM, która nie dość że się spóźniała do pracy, to miała także wielkie problemy z zapamietaniem najprostszych swoich kwestii ze scenariusza.


Ostatnio zmieniony przez Margarita dnia Pon 19:41, 27 Cze 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Margarita
Gość






PostWysłany: Pon 19:40, 27 Cze 2011    Temat postu:

Zastanawiałem się gdzie mogła się toczyć akcja westernu "Rzeka bez Powrotu" i w jakim okresie podboju Dzikiego Zachodu się to działo. Zastanawiałem się też o jaki bunt Indian tam szło. Patrząc na sfilmowane górskie krajobrazy, oraz stroje Indian pomyślałem o terytoriach Idaho i Oregonu.
W 1877 roku trwała tam wtedy wojna okolicznych farmerów i poszukiwaczy złota z nad Rzeki Wężowej i miasta Lewinstone z Indianami z plemienia Nez Perces (Przekłuty nos) pod dowództwem wodza zwanego Joseph. W walki wmieszała się jak zawsze kawaleria USA dowodzona przez gen. Howarda.
Wikipedia tego nie podaje, ale w lipcu roku 1877, a więc w rok po klęsce Custera nad Little Big Horn kawaleria USA poniosła drugą co do wielkości klęskę w swej historii walkach z Indianami.
Z rąk Nez Preces w bitwie w Kanionie Białego Ptaka (Idaho) zginęło wtedy około 100 kawalerzystów.


Ostatnio zmieniony przez Margarita dnia Pon 21:06, 27 Cze 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Wto 7:08, 28 Cze 2011    Temat postu:

Cytat:
2) W związku z nominacją D. Tiomkina do Oscara, za muzykę do filmu "Noc nad Pacyfikiem"(" The High and the Mighty"), wytoczono mu proces. O co chodziło?
[/quote]

Chodzi o plagiat, który jakoby popełnił komponując muzykę do tego filmu, ichni "ZAIKS" oskarżył go że wykorzystuje prace kompozytorów muzyki klasycznej, przypisując sobie autorstwo. Prokurator zwrócił się o ekspertyzę do najwybitniejszego chyba znawcy i muzykologa Sigmunta Spaetha
[link widoczny dla zalogowanych]


Dimitri Tiomkin

Spaeth napisał że gdyby każdą współczesną kompozycję poszatkować na frazy czy motywy muzyczne, to zawsze znajdzie ta część swoje odbicie w twórczości kompozytorów muzyki klasycznej, a co dopiero mówić o muzyce quasi-jazzowej do filmów, w jakiej specjalizuje się Dymitr Tiomkin, która ma prawo czerpać pełnymi garściami z tego dorobku.
Napisałem tak jak pamiętam tę sprawę, którą z zapartym tchem obejrzałem na kanale PLANETE kilka lat temu. Wypowiadał się również Tiomkin, jego angielszczyzna była żywcem wyjęta ze skeczu "Sęk", nie opanował angielskiego i nie miał akcentu, ale to miało swój urok.
Prokurator oczywiście umorzył sprawę, natomiast Tiomkin koncertując, od tej pory zawsze zapowiadał, że muzykę do tego koncertu razem z nim napisali: Bach, Mozart, Liszt , Ravel etc. etc.,...... czym wywoływał salwy śmiechu na sali.

P.S. D. Tiomkin był synem rosyjskiego rabina, jednego z najwybitniejszych syjonistów w historii. Sam Dymitr w latach 1918-1921 był członkiem partii bolszewickiej, do czego się nigdy nie przyznał.
Był genialnym kompozytorem i za to go cenię i lubię, reszta się nie liczy.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Margarita
Gość






PostWysłany: Wto 9:05, 28 Cze 2011    Temat postu:

Jurek nie dręcz mnie. Wszędzie nasi aj-oj!
Mówię to z autentycznym bólem serca.
Czy moich rodaków-Polaków nie stać było nigdy na więcej w kinie?
Bo nawet taki Paul Muni najlepszy odtwórca Ludwika Pasteura w historii kina okazał się ichnim ze Lwowa.
Boże, kiedy ja się doczekam znowu kogoś kto jest z krwi i kości - nasz polski i na miarę jak np. Pola Negri?
Pewnie tego nie zrozumiesz co piszę.
Co innego wątroba a co innego serce.
Aha, i wklejajcie zdjęcia, fotosy.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Wto 10:01, 28 Cze 2011    Temat postu:

Cytat:
1) Co łączy film "Alamo" z "Rio Bravo" i "W samo południe" i nie myślę tu o Dymitrze Tiomkinie, autorowi muzyki do tych filmów?

To jest temat szerszy, na pewno Tobie dobrze znany, tylko nie zajarzyłeś.
Kryją się za tym dwa tematy które wówczas podzieliły Stany, chodzi o stosunek elity intelektualnej USA, do Rosji bolszewickiej i konfliktu pomiędzy nowymi osadnikami a pierwotnymi mieszkańcami Ameryki, Indianami na Zachodzie Stanów, czy Meksykanami w Teksasie w okresie gdy kształtowało się państwo. Rosja bolszewicka miała od początku, od 1918 roku poparcie elity intelektualnej USA, szczególnie tej o korzeniach starszych braci w wierze. W/g oficjalnych danych w latach 1918-1938 na terenie Rosji bolszewickiej, przy budowie przemysłu ciężkiego i zbrojeniowego, pracowało na oficjalnym kontrakcie, za zgodą Departamentu Stanu ponad 3000 inżynierów i techników, ponad dwa razy tyle nielegalnie, skaptowani przez przedstawicielstwa bolszewickie w Meksyku. To USA były największym dostawcą nie tylko technologii i patentów, ale też maszyn i urządzeń, mimo oficjalnego embarga. Komuniści płacili zrabowanymi kamieniami szlachetnymi i złotem, to Lenin kpił mówiąc:
Kapitaliści sprzedadzą nam sznurek, na którym ich powiesimy.

Na terenie USA pod przykrywką partii komunistycznej aktywnie działała CzeKa, odnosząc olbrzymie sukcesy w kaptowaniu nowych członków, szczególnie w Hollywood, zwłaszcza po wybuchu Wielkiego Kryzysu, ówczesne nastroje izolacjonistyczne i pacyfistyczne nie wzięły się z sufitu.

Wracając do tematu, Wayne jeszcze jako Marion Mitchell Morrison, w latach 30 tych grając w tzw. "Horse operach", zaprzyjaźnił się z synem inżyniera który pracował w Rosji, chłopak ten wyrwał się cudem żywy z matką, ojca zarżnęli "nieznani sprawcy", w porcie we Władywostoku. Ci ludzie za dużo widzieli, dlatego żywi rzadko wracali. To co od przyjaciela usłyszał J. Wayne, na zawsze go wyleczyło z ciągot do tej zbrodniczej idei.
Szczególnie aktywny stał się podczas wojny, sprzeciwiając się pomocy "dobremu Wujkowi Jo", po agresji Hitlera na Rosję. To był akt niezwykłej odwagi, zwłaszcza przy ówczesnych nastrojach w USA, podkręcanych przez "celebrytów" z ukrytymi legitymacjami amerykańskiej partii komunistycznej. Sprawy te były badane później przez
House Un-American Activities Committee,
był to Komitet który nie miał nic wspólnego z późniejszą działalnością senatora McCarthy, większość podejrzanych odwoływała się podczas zeznań do pierwszej i piątej poprawki do Konstytucji, odmawiając zeznań i to wówczas powstała słynna "czarna lista"(Hollywood blacklist) wtedy wielu artystów, w tym John Wayne, poparło działalność House Un-American Activities Committee, natomiast większość pracujących w Hollywood wyparła się znajomości i odmówiła pomocy ludziom umieszczonym na liście.
[link widoczny dla zalogowanych]

W 1952 roku Carl Foreman(był na czarnej liście) napisał scenariusz do filmu "High Noon" (W samo południe), który reżyserował Fred Zinnemann, film ten odebrano jako otwarte potępienie takiej postawy i krytykę działalności w/w Komisji, natomiast John Wayne oskarżył otwarcie twórców tego filmu, uznając że jest to najbardziej antyamerykański film jaki widział.
Osobiście nie jestem zaangażowany w ten spór, dla mnie ten film, to absolutne arcydzieło pod względem artystycznym.

Dwadzieścia lat później Fred Zinnemann przy dyskusji po filmie "Rio Bravo", który jest przeciwieństwem tego co niesie film "W samo południe" i wypowiedziach Johna Wayna i Howard Hawksa odżegnał się od tej interpretacji:

Actor John Wayne disliked the film because he felt it was an allegory for blacklisting, which he actively supported. In his Playboy interview from May 1971, Wayne stated he considered High Noon "the most un-American thing I’ve ever seen in my whole life" and went on to say he would never regret having helped blacklist liberal screenwriter Carl Foreman from Hollywood. Ironically, Gary Cooper himself had conservative political views and was a "friendly witness" before HUAC several years earlier, although he did not name names and later strongly opposed blacklisting. Wayne accepted Cooper's Academy Award for the role as Cooper was unable to attend the presentation.
In 1959, Wayne teamed up with director Howard Hawks to make Rio Bravo as a conservative response. Hawks explained, "I made Rio Bravo because I didn't like High Noon. Neither did Duke. I didn't think a good town marshal was going to run around town like a chicken with his head cut off asking everyone to help. And who saves him? His Quaker wife. That isn't my idea of a good Western."
Irritated by Hawks's criticisms, director Fred Zinnemann responded, "I admire Hawks very much. I only wish he'd leave my films alone!" Zinnemann later said in a 1973 interview, "I'm told that Howard Hawks has said on various occasions that he made Rio Bravo as a kind of answer to High Noon, because he didn't believe that a good sheriff would go running around town asking for other people's help to do his job. I'm rather surprised at this kind of thinking. Sheriffs are people and no two people are alike. The story of High Noon takes place in the Old West but it is really a story about a man's conflict of conscience. In this sense it is a cousin to A Man for All Seasons. In any event, respect for the Western Hero has not been diminished by High Noon."

[link widoczny dla zalogowanych]



Fred Zinnemann


Ostatnio zmieniony przez lutnia dnia Wto 10:21, 28 Cze 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
lutnia
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 2703
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Wto 10:43, 28 Cze 2011    Temat postu:

Margarita napisał:
Jurek nie dręcz mnie. Wszędzie nasi aj-oj!
Mówię to z autentycznym bólem serca.
Czy moich rodaków-Polaków nie stać było nigdy na więcej w kinie?
Bo nawet taki Paul Muni najlepszy odtwórca Ludwika Pasteura w historii kina okazał się ichnim ze Lwowa.
Boże, kiedy ja się doczekam znowu kogoś kto jest z krwi i kości - nasz polski i na miarę jak np. Pola Negri?
Pewnie tego nie zrozumiesz co piszę.
Co innego wątroba a co innego serce.
Aha, i wklejajcie zdjęcia, fotosy.


Stworzyli od podstaw polskie kino w krótkiej historii II RP!
Myslę o Józefie Lejtesie, Konradzie Tomie, Aleksandrze Herdzu, Leon Trystanie etc. etc., o żydowskich korzeniach...............
Chapeau bas przed tymi Gigantami!
Ja to czynię.


Opis obrazu: Aktorzy i realizatorzy podczas przerwy w kręceniu zdjęć. W pierwszym rzędzie siedzą od lewej: charakteryzatorka Kazimiera Narkiewicz, reżyser Józef Lejtes, Irena Eichlerówna, Witold Zacharewicz, Bogusław Samborski. W drugim rzędzie stoją m.in. kierownik produkcji Mieczysław Znamierowski, producent Marek Libkow, redaktor M. Szczęsny, operator Seweryn Steinwurzel.
Data wydarzenia: 1936
[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez lutnia dnia Wto 11:34, 28 Cze 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Margarita
Gość






PostWysłany: Wto 12:36, 28 Cze 2011    Temat postu:

Jerzy, facet dlaczego się dotąd ukrywałeś?
Aż chce się czytać.
O tym że ruskie izraelskie (tak nazwę problem) miały wtyki wśród swoich w USA wiadomo. Chociaż albo jestem tuman albo ślepy, bo patrząc na te trzy tytuły mogłem szukać bardziej podtekstów psychologiczno-socjologicznych a nie politycznych. Rozumiem, że można kasować i opluwać Elię Kazana czy Cassavetesa za problemy społeczne pokazywane w ich filmach, ale western i polityka w dodatku natrętna?
Żyd Lenin zdawał sobie sprawę z siły kina, jego następcy także, stąd darmowa krypto reklama bolszewizmu z pomocą braci w Hollywood a potem łapanie ich za gębę za pomocą uwczesnych "teczek" i senatora McCarthy'ego, który kombinował wcześniej przy chłopcach z SS w sprawie maskary w Malmedy.
Zakładając ten tryb, czy Dalton Trumbo był winny czy stał się ofiarą polowania na czarownice? Odmówił komisji McCarthy'ego tylko odpowiedzi na zadane pytanie. Hmm, odmówił....
Powracając do tematu.
Czy pani Kowalska gospodyni domowa i i jej mąż pan Kowalski murarz, oglądając na ekranie samotność szeryfa Gary Coopera, rozterki i jego odwagę w walce z bandytami myśleli że Gary Cooper to pierwowzór wujka Stalina a Ian McDonald, Robert Wilkes, Lee van Cleef to zgniły Zachód w wielu odsłonach? Wątpię.
W trakcie wojny William Wellman nakręcił western "Zdarzenie w Ox Bow" ciekawe kto wtedy maczał paluchy interpretacji i insynuacji bolszewickiej w tym filmie.


Ostatnio zmieniony przez Margarita dnia Wto 12:49, 28 Cze 2011, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Margarita
Gość






PostWysłany: Wto 12:45, 28 Cze 2011    Temat postu:

Tak, ale np Henryk Wars w USA nie zrobił już takich hitów jak w Polsce - co film to muzyczna perełka. Jedyny Oskar za muzykę do filmu "Mój przyjaciel Delfin" to za mało jak na takiego twórcę.

To jest chyba ogólnie jakaś zemsta Pana Boga wobec innych nacji odnośnie talentu we wszystkich niemal dziedzinach!
Albo sumienne spełnianie Obietnicy, z której pewnie chciałby się wycofać, ale dał Słowo i nie może.
Mówię też to o sobie. Nie szukam a znajduję, nie chcę a mam.
Dobrze, że nie szukam wyżej, że nie jestem związany wyżej (proponowano), bo bym potem chyba ześwirował, schamiał, zbufoniał od tej promocji i ewentualnej forsy.
Zresztą tam też są, jak wszędzie układy i układziki.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Margarita
Gość






PostWysłany: Czw 11:39, 30 Cze 2011    Temat postu:

Wczoraj próbowałem obejrzeć film pt. Mojave Moon. Obrazek wyemitowała "4", która od czasu do czasu czymś interesującym a starym potrafi zaskoczyć.
Zainteresowała mnie obsada: Danny Ajello, Michael Biehn, Alfred Molina i Angelina Jolly.
Z początku film miał klimat i nim wciągał, chociaż specjalnie nic się na ekranie nie działo, ale potem zaczął się jakiś surrealistyczny cyrk i bełkot, którego nie zrozumiałem więc wyłączyłem pudło. Może coś się z tego potem wylęgło, ale co nie wiem, bo jestem zwolennikiem Alfreda. Najpierw strasznie, a potem jeszcze straszniej.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Margarita
Gość






PostWysłany: Sob 11:36, 02 Lip 2011    Temat postu:

Wczoraj powtórnie obejrzałem "Szeregowca Rayana". Z punktu scenografii, ujęć i batalistyki solidna robota, ale aktorstwo jak to u Jankesów, sztandarowo-słodkawe.

Ostatnio zmieniony przez Margarita dnia Sob 11:37, 02 Lip 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Margarita
Gość






PostWysłany: Nie 16:56, 03 Lip 2011    Temat postu:

Tv błysnęła mi przed nosem jakąś reklamówką o Harry Potterze, a to znaczy że popyt na serwetkowo-kawiarnianą powieść Rowling trwa w najlepsze tylko dlatego, bo autorka zasmakowała wyraźnie nie w literaturze (ogólnie przecież się na niej nie zna), ale w kontach bankowych, więc dla zdobycia łatwej forsy od frajerów wymazuje im na kompie frajerskie trzy po trzy. Musi być sporo tych idiotyzmów, skoro scenariusz wytwórnia zaczęła dzielić i rzucać w formie premier na ekran.

Ostatnio zmieniony przez Margarita dnia Nie 16:56, 03 Lip 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Margarita
Gość






PostWysłany: Pon 15:43, 04 Lip 2011    Temat postu:

Po raz drugi obejrzałem "Solidarnych 2010". Warto zobaczyć ten film powtórnie dla wyrobienia sobie zdania o tym na ile jesteśmy realistami a na ile marzycielami.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Margarita
Gość






PostWysłany: Pon 21:35, 04 Lip 2011    Temat postu:

Otrzymałem trochę "nowości" na DVD.
Zaliczyłem dwie. Myszkę Szołochowa "Los człowieka" i "To nie jest kraj dla starych ludzi". Zaliczyłem podwojnie.
"Los" się wyraźnie zestarzał, chociaż filmowa żona Bondarczuka błyszczy do tej pory mimo upływu lat (1959) naturalną, nie rosyjską urodą. A scena w ciężarówce, kiedy to główny bohater udaje zaginionego na froncie ojca nadal chwyta za serce.

"To nie jest kraj..." Cały czas myślę co takiego było w tym pospolitym kryminale, że nadawał się do obejrzenia. Chyba było nim zaskakiwanie widza zwrotami akcji, i co najważniejsze brakiem happy endu. Główny bojater ginie z rąk bandziorów nie nacieszywszy się wcale forsą znalezioną po krwawej jatce na pustyni. Psychopatyczny morderca (Javier Bardem mający w ustach kluski Bogarta ) unika kary za swoje grzechy, a w zleceniu na gł. bohatera uprzedzają go inni mniej wyrafinowani zabójcy. Tropiący zamieszanych w morderstwa i handel narkotykami szeryf nikogo mimo usilnych starań nie łapie i sfrustrowany udaje się na wcześniejszą emeryturę.
Samo życie.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Margarita
Gość






PostWysłany: Wto 9:54, 05 Lip 2011    Temat postu:

Miało być "Stare Kino" a wplątało się w to nowe.
Dlatego dziś powrót do starego.
Czy ktos pamieta western pt. "Wiatr"z Larsem Hansonem i Lillian Gish?
Larsa to już nikt nie kojarzy, a Gish i owszem.
Pozytywnie przeszła próbę dźwięku i doś niedawno z przyjemnością widziałem ją w reaktywowanej (wszystko sobie przypominam dzięki sieci, bo tv nie ma na to ochoty), znananej i mrocznej produkcji "Noc myśliwego", gdzie miała znaczącą rolę, a główną odtwarzał psychopatyczny Robert Mitchum.
Powracając do "Wiatru" i jego klimatu, była to bodaj pierwsza próba (jeszcze niema) wprowadzenia westernu na inne tory, niż tylko napady na dliżanse realizowane z udziałem Toma Mixa.
Po latach, w roku 1947 do tematu wrócił Ellia Kazan, chociaż western już wczesniej wielokrotnie zmieniał lub usiłował zmieniać swoją twarz z płaskiej na bardziej wielowymiarową.
"Morze traw" Kazana ze Spencerem Tracy i Katherine Hepburne oraz Robertem Walkerem (sięgnął po niego Alfred Hichcock do swoich "Neznajomych z pociągu") upodabnia się socjologicznym podejściem do tematu jaki proponował "Wiatr", tam siostra zawiedziona miłość i przyrodni brat na pustkowiu niemal pustynnym a w "Morzu traw" szanowani rodzice i syn morderca na tle równie rozszumianej prerii.


Ostatnio zmieniony przez Margarita dnia Wto 9:57, 05 Lip 2011, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Margarita
Gość






PostWysłany: Czw 10:30, 07 Lip 2011    Temat postu:

Kto zdjął kartkę?
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
deHaga
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 347
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 19:12, 07 Lip 2011    Temat postu: Pożegnalny walc = Waterloo Bridge, 1940

Niezapomniany film z Vivien Leigh i Robertem Taylorem, pełen emocji, prawdziwy melodramat jak wg definicji. Czy ktoś oglądał ten film? Jeśli tak, to niech napisze, co sądzi o zakończeniu, bo są różne opinie. Pozdrawiam.

Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Margarita
Gość






PostWysłany: Czw 19:24, 07 Lip 2011    Temat postu:

Przekleta ciężarówka wojskowa zakończyła pełną zakrętu miłość.
Ale muzyka zapada w ucho na wieki.
Brawo Dehaga.
Warto wspomnieć ten film, chociaż Vivian miała pierwsze objawy choroby psychicznej i biedny Olivier mocno się z nią męczył.
Co do Roberta Taylora, to jakoś tutaj a nie do Quo Vadis mi pasuje.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gargangruel
Administrator



Dołączył: 23 Mar 2011
Posty: 6439
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: ZE SREBRNEGO NOWIU

PostWysłany: Czw 19:51, 07 Lip 2011    Temat postu:

Oglądałem to wieki temu. Wyczytałem jednak, że były 2 wersje tego filmu. Ten z Vivien Leigh i Taylorem to był remake z roku 1940 filmu z roku 1931.
Pamiętam jak przez mgłę końcową scenę na moście. Natomiast nie jestem pewny, KTÓRĄ wersję oglądałem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
deHaga
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 347
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 19:52, 07 Lip 2011    Temat postu:

Tu jeszcze ambitniejsza rola - Anna Karenina (1948)

Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
deHaga
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 347
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 19:55, 07 Lip 2011    Temat postu:

Gargangruel napisał:
Oglądałem to wieki temu. Wyczytałem jednak, że były 2 wersje tego filmu. Ten z Vivien Leigh i Taylorem to był remake z roku 1940 filmu z roku 1931.
Pamiętam jak przez mgłę końcową scenę na moście. Natomiast nie jestem pewny, KTÓRĄ wersję oglądałem.

Vivien Leigh nie mógłbyś zapomnieć!
Z zakończeniem chodzi o to, że ludzie na forach spierają się, czy Roy przebaczył Myrze, czy też nie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gargangruel
Administrator



Dołączył: 23 Mar 2011
Posty: 6439
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: ZE SREBRNEGO NOWIU

PostWysłany: Czw 20:04, 07 Lip 2011    Temat postu:

deHaga napisał:
Vivien Leigh nie mógłbyś zapomnieć!


Eeee... Nie takie zapominałem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Margarita
Gość






PostWysłany: Czw 20:58, 07 Lip 2011    Temat postu:

Roy chciał, ale nie zdążył.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
deHaga
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 347
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 21:10, 07 Lip 2011    Temat postu:

Piękna kobieta...

...robią "z niej" nawet lalki Barbie! Podobna?
Wink
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Margarita
Gość






PostWysłany: Czw 21:13, 07 Lip 2011    Temat postu:

Najładniejsza w "W przeminęło z wiatrem". Uwielbiałem te jej słodkie minki idiotki z Południa.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
deHaga
Bywalec



Dołączył: 24 Mar 2011
Posty: 347
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 21:17, 07 Lip 2011    Temat postu:

After doing some retakes for GWTW, Vivien next was given the lead role in MGM's Waterloo Bridge as part of her new Hollywood contract, although she would have preferred working on Pride and Prejudice along Olivier.

I szkoda, że tak się nie stało. Greer Garson była niezła, ale Vivien byłaby jeszcze lepsza.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.gargangruelandia.fora.pl Strona Główna -> Archiwum tutejsze Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin